SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI

ikona-poezje

SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI

W dniu 16 listopada AD 2011 w Muzeum Miasta Łodzi (Pałac Poznańskiego) na spotkaniu „Smak życia” pt. „W Łodzi z Wikingiem” zostało zainaugurowane przedsięwzięcie” Spróbujmy razem poezji”. Wraz z Wydawnictwem Exall i Przedsiębiorstwem Cukierniczym R. Dybalski wykorzystując mój wizerunek, Łódzkiego Wikinga, postanowiliśmy wyzwolić w mieszkańcach Łodzi artystyczne dusze. Przedsięwzięcie polega na tym, że w kawiarni Firmy Dybalski (Piotrkowska 102a) udostępnimy „serwetki”, na których każdy chętny będzie mógł napisać swój wiersz, myśl, sentencję, aforyzm, fraszkę lub limeryk i pozostawić go w wyznaczonym do tego celu pojemniku. Utwory wybrane przez jury zostaną zamieszczone w wyborze wierszy. Może się okazać, że i Ty zechcesz się podzielić z innymi swoją twórczością – bo „pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Jeżeli zechcecie Państwo odwiedzić kawiarnię, która mieści się niedaleko ławeczki Tuwima istnieje prawdopodobieństwo, że będziecie państwo mogli mnie tam spotkać (czw. od 16.00).
Regulamin przedsięwzięcia będzie udostępniony w w/w lokalu. Zapraszam Państwa w imieniu pomysłodawców projektu.

Janusz Andrzej Berner – Łódzki Vikingr.

W załączeniu „serwetkowa poezja”oraz treść artykułu z „Expressu ilustrowanego” sygnalizującego nasze przedsięwzięcie.

EXPRESS ILUSTROWANY – 2 grudnia 2011r. (42 str.)

POWRÓT SERWETKOWYCH POETÓW

Na serwetkach w kawiarniach pisali wiersze m.in. Włodzimierz Majakowski i Agnieszka Osiecka. W Łodzi ten sympatyczny zwyczaj postanowił reaktywować Janusz Andrzej Berner, poeta i popularyzator historii wikingów. W jednej z cukierni przy ul. Piotrkowskiej odbyło się spotkanie z okazji wydania jego tomiku pt. „Smaki mojego życia” połączone z pisaniem wierszy na serwetkach. jego plonem było kilkanaście wierszy różnych autorów, którzy ad hoc stworzyli je przy kawie i ciastku. – Akcję zatytułowałem „Spróbujmy razem poezji”. Każdy mógł zapisać wiersz na specjalnej serwetce, przypominającej trochę … receptę. Jest na niej miejsce na tytuł, treść wiersza, imię lub pseudonim autora, datę i kontakt do twórcy. Chciałbym powtarzać pisanie na serwetkach cyklicznie – mówi Janusz Andrzej Berner. (POL)

SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI – drugi etap

Furtka

Chciałabym mieć furkę

Co cichutko skrzypi.

Dźwiękiem zakodowanym

W zakamarkach myśli.

 

Furtka ma być stareńka,

Z duszą zaklętą w akanty lat minionych.

 

Blask młodości i krasa

Pod płaszczem rdzy skryta,

Lecz wciąż radośnie skrzypi,

Wciąż wita i pita.

 

I gdybym wiedziała, że ty do mnie przyjdziesz

Klamkę bym czyściła do złotego blasku,

Byś troski zostawił przy furtce staruszce

I z uśmiechem posłuchał jej cichego trzasku.

Ewa Nowakowska

 

Ponura jesień

Przyszła jesień tego roku

Zima, deszczowa i szara

We łzach lecą złote liście

Wisi ciemnych chmur kotara.

 

Mokre ptaki przycupnięte

Wśród gałęzi z resztą liści

Pod skrzydła łebki wtulają,

Może im się słońce przyśni?

 

Wiatr jesienny, obłąkany,

Wśród drzew tańczy, wyjąc cicho.

Zrywa z drzew ostatnie liście

Chichocząc jak licho.

 

Wśród wysmukłych topoli

Zwiewne opary mgły szarej

Snują się seenie w powietrzu

Tańcząc wraz z wiatrem jak mary.

 

Nostalgia, tęsnota cicha

W mej duszy żalem rozkwita

Za utraconym latem,

Które tak szybko znika.

 

Wchłaniam aurę smutku,

A po mojej twarzy

Płyną krople jesiennego deszczu

Jak… łzy.

Ewa Nowakowska

 

 ***

Jeśli chcesz napić się

dobrej herbaty

a także skosztować

ciasta pysznego

nie zastanawiaj się

ani minuty

przyjdź na Piotrkowską

do „Dybalskiego”

Zofia Dzionek

Łódź: 15. 07. 2016

 EROTYCZNOŚĆ

Jestem bystry i niegłupi, lecz lekkoduch ze mnie wielki,
kocham biust i kocham nogi, czuję pociąg do partnerki.
Czekam różowego ranka i piosenki z tym refrenem;
seks to blask twojego ciała, wszystko inne – jego cieniem.

Nie od wczoraj, nie od dzisiaj, w utrzymance mam kompana.
Nie od dzisiaj, nie od wczoraj, miałem ją z samego rana.
Chodzę, chwalę się, że była, jej obecność jak spełnienie;
seks to blask pięknego łona, wszystko inne – jest cierpieniem.

Niebo, chmury, złoto-czarno, słońce wzeszło nad jezioro,
numer jeden, numer drugi, liczb dziś zaliczyłem sporo.
I kochanka mi śpiewała, głośniej niźli serce brzmienie;
seks to moc twojego członka, wszystko inne – jego cieniem.

Dziś spotkałem policjantów, co przyjaciół moich strzegą,
chcę o seks zapytać władzę, to naprawdę nic zdrożnego.
I wyłuszczył z góry stójka, sekret służby, jednym tchnieniem;
Seks to blask z oblicza tonfy, zawsze wiążę się – z cierpieniem

A ten drugi krzyczał głośno, co milczący wpierw, odmieniec;
seks to blask z oblicza rządu, wszystko inne – jego cieniem!

Stanisław Gałczewski

 

***
się zebrali poetycy
i gadają o spódnicy
o baskwicce była mowa
Żenia czytał brzydkie słowa.

Była dupa, pupa, rzyć,
bo tak dzisiaj miało być…
Dzień był za pupę łapania
ucieszyła się Hania i Ania

a tu brak było łapanek
bo nie przyszedł Janek.
Jola Miśkiewicz
14 lipca 2016 r. (dzień łapania za pupę)

RAJ
Kwiaty bukiety kwiatów barw
Dziewczynie swojej niósł do warg
Iskierki słońca w oczach miał
Gdy dla niej swoje wiersze grał

Ona tańczyła łąki pieśń
Wiatr jej pomagał stopy nieść
Płynęła nad krawędzią traw
On płatki kwiatów przed nią kładł

A z nad ich raju halny wiatr
Każdą burzową chmurkę kradł
I tylko gdy ochotę miał
Chopina w strunach deszczu grał.

Wojciech Szendzikowski (wiersz napisany „w biegu”)

 Janusz Siciński skomponował do wiersza muzykę – gorąco polecam Janusz Andrzej Berner: http://chomikuj.pl/grubyrynio/Ma*c5*82y+Atlas+Ludzi/03+Raj,1358588785.mp3(audio)

 HERBATA

Wejdź na herbatę                                                                         nie, już późno…

Wahanie                                                                                           i nagła decyzja, wejdę.

Herbata miała smak naszych ust                                                              zapach naszych ciał

magiczna herbata…

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

 

ONI

Jego ciało pieszczę

twoje imię szepcząc

on i ty…

Który jest naprawdę

a który się śni.

Tamtego kocham

a ten leczy moje serce.

Obaj są potrzebni

jak powietrze

Kocham Cię

mówię do ciebie

mówiąc do niego.

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

 

DROGA

Pójdę sobie prosto w życie

z twarzą wystawioną na wiatr

pójdę sobie, samotny wędrowiec

wybiorę ścieżki proste, gładkie

bez kamieni.

Pójdę sobie mając w oczach – twoje oczy

twoje ręce na moim ciele

a sercu powiem: śpij spokojnie.

I pójdę sobie, prosto w życie

bez ciebie.

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

 

KOŁO

Minęły lata…

Znów jestem Łąką kwitnącą,

pachnę twoim zapachem.

Patrzę na ciebie oczami Druidki,

rozpłynął się dym z ogniska

wysoko płonie płomień.

Pożądania…

Musiało tak być

koło się potoczyło

i zamknęło.

Usta twoje- ciało moje

splecione dłonie.

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

 

***

***

na spotkanie rozłąki włożę makijaż odejść
na powiece namaluję czarną kreskę pożegnań
błyszczykiem żalu przeciągnę
po obrazie warg
policzki udekoruję różem wyblakłego smutku
skrzydła rzęs obejmę kirem tuszu
minę chwilą
razem
z oto pora

i zroszę oczy
cukrami łez

Markat Nowacka
Łódź: 12 marca 2016r.

 ranna

w przenośni żyję
jak głęboka rana
gdzie brakujące miejsca krwawią
szarpana słowem
dwuznaczności
wytykana

Markat Nowacka
Łódź: 12 marca 2016r.

***

herbatę
kawę
czy trochę
mrozu

Markat Nowacka
Łódź: 11 marca 2016r.

 ***

pani sroka wrzeszczy
do swojego pana
roz-kra-ka-na

mało mało
jeszcze jedno
zrób mi jajo

ach
ta
wiosna

Markat Nowacka
Łódź: 10 marca 2016r.

 ***
błękitne oko
w popiele
młody świt
Markat Nowacka
Łódź: 4 marca 2016r.

***
nie jem człowieka
ludzkiego mięsa
a czuję że oni mnie
zjadają
rozszarpują na części
odrywają łakomie palcami
mięso od kości
połykają
słaba
blednę
zanikam
w czarnej otchłani
obżarstwa
kamieniem miażdżona
cięta na kawałki
krwawię
trawiona
życiem
Markat Nowacka
Łódź: 3 marca 2016r.

***
ust
ciszy
zaszukana
Markat Nowacka
Łódź: 1 marca 2016r.

CISZA
czym jesteś ciszo kiedy trwasz
owym srebrem z powiedzenia
czy ukojeniem chwilowej luki
równoważnią dla schorowanej psychiki
na duszy rozstępem
a może jesteś dobrą niemową
w spolegliwym ciele świata
na wstrzymanym
Markat Nowacka
Łódź: 1 marca 2016r.

***pamięć jak nitka wije się długo
      ale ma swój koniec
Markat Nowacka
Łódź: 29 lutego 2016r.

***Moja dusza się nie rusza,
      kamień tryma w dłoniach,
      kamień stały, dusza stała,
      ani w prawo,
      ani w lewo,
      stoi tak więc osowiała.
     Justyna ze Szczecina.

***cierpienia które stale są w podróży
      podróżą są cierpiącą
      cierpią w drodze
      i nieustanie
      Markat Nowacka
      Łódź: 28 lutego 2016r.

***moje cienie
      są blade
      Markat Nowacka
      Łódź: 27 lutego 2016r.

***
co mi pozostało na starość
tylko sobie pogadać
więc piszę palcem na ścianie
zdrapując barwę minionych dni
ścieram naskórek systematycznie
pragnąc popełniam mezalians życiowy
co mam jeszcze do zrobienia
postrzępić jęzorem cudze grzechy
lub włożyć cierniową obwolutę milczenia
bo młodość starych zawsze wyprzedzi
wciskając im na głowę
laur obrzydzenia
Markat Nowacka
Łódź: 25 lutego 2016r.

KOCHAM
Kocham, to takie piękne wyznanie.
Kocham, to odpowiedź na pytanie
– co do mnie czujesz?
Kocham tak że moje ja przesyła Tobie,
z „Tęczowego Mostu” Heimdala,
radośnie uśmiechnięte,
pachnące płatki pąsowych róż,
które spływając na ziemię
całująTwoje nagie stopy.
Janusz Andrzej Berner.
Andrespol: 13 lutego 2016r.

CHCĘ ABYŚ BYŁA
Chcę abyś była
– radosnym porankiem.
Chcę abyś była
– upalnym południem.
Abyś była
– uroczym wieczorem.
Chcę abyś była
– szaloną, upojną nocą.
Chcę abyś była
teraz i zawsze.
Wacław Kluszczyński
(Wiersz nagrodzony na Walentynkowym spotkaniu poetyczno – muzycznym, które odbyło się w dniu 13 lutego 2016r. Pub „Zebra”
– Andrespol)

WIEM DLACZEGO
Całuję Twoje oczy
Całuję Twoje usta
Całuję Twoje włosy
Całuję Twoje ciało
– I ciągle mi mało?!
A teraz wiem dlaczego!
Bo to jest rokosz!!!
Słowo niby proste
Ale w połąceniu z pragnieniem
Staje się cudownym spełnieniem
– I gdyby świat mój akońcył istnienie
Pozostań Ty i rozkosz
Takie me nacenie.
Wacław Kluszczyński

RÓŻOWA NAĆ

Dentyście dziś zabrakło punktów,
Fundusz ich więcej nie chce dać.
Możesz zapłacić – jeśli masz z czego
lub sobie zakląć: różowa nać!

Dla ortopedy lub kardiologa
coś tam wysupłasz jeśli cię stać
a jeśli nie to z rok poczekasz,
powtarzasz swoje: różowa nać!

MOPS zastrajkował, ma cię w mopsie,
możesz tylko rzęsiste łzy lać,
wziąć dudy w miech i po cichu
powtarzać swoje: różowa nać!

Szykują już stosy dla czarownic
i ustaw nowych aż strach się bać!
Siedzieć trza cicho jak mysz pod miotłą
i zakląć sobie: różowa nać!

Jak nie uchodźcy, to prokurator,
ma się czym zająć netowa brać,
na słowach jednak wszystko się kończy
i jak nie zakląć: różowa nać!
Jolanta Miśkiewicz
Łódź: luty 2016r.

 

Listopad
Kochaj mnie szeptem deszczu
mgłą listopada otul
chmurne niebo rozkołysz
pocałunkami
rozłóż parasol czułości
i prowadź…
pieszczotą
Eleonora Elżbieta Ward
Łódź: 18 listopada 2015 r.

Lisć opadł
Kocham Cię szeptem deszczu,
otulam listopada mgłą
rozkołyszam pocałunkami
rozkładam parasol czułości
i prowadzę…
pieszczotą.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 22 lisć opada 2015r.

***
Jak wieczór się zbliża
staję się –
smutny, marudny, zapłakany ,
zasmucony sercowymi sprawami.
Poszukuję w sercu i w duszy
ukojenia bólu.
Chcę znowu być szczęśliwy
ale rankiem –
resztki broczącej krwi smutku
wnikają w poduszkę,
spływają z oczu w dół ciała .
Snuję się przez życie i wraz z nim płynę
zapominając jaki sukces odniosłem w poezji ,
i nie pamiętam o tym co ważne …
Aneta Bedner

***
Koń czarny jak heban,
gdy się pojawia
wznieca złotymi kopytami skry.
Pioruny z nieba,
biją tak głośno
że ziemia drży.

Koń biały jak obłok ,
grzywą diamentową lśni.
Jak zajrzysz mu w ślepia ,
dusza twa soplem
się stanie.
Aneta Bedner

PIOSENKA DLA NIEZNAJOMEGO
Posłałeś mi spojrzenie
najpiękniejsze na świecie
z radością i wzruszeniem
– miłość- tak je nazwiecie

Gęstym okryta szalem
chcę przejść niepostrzeżenie
oczy – czarne opale
budzą moje marzenie

Znam tylko twoje imię
nigdy go nie zapomnę
pomogło mi przetrwać zimę
twoje uczucie do mnie

Czy zawdzięczam je czemuś
nie wiem ale w podzięce
swemu nieznajomemu
będę śpiewać piosenkę

Nuty będą mieć zapach
melodia kubki woni
tony gustują w smakach
słodkich, kwaśnych i słonych

Nie możesz ich skosztować
i zjeść jak dobre danie
kiedy wsłuchasz się w słowa
piosnka przypomni o mnie

Wciąż przy sobie myślami
samotnych ludzi dwoje
kiedy się znów spotkamy
będę na zawsze twoja
Marta Tarnicka – Dec

***
Cóż pisać
w brzuchu mi burczy
i mam zawał twórczy.
Wojciech Woźniak z Olsztyna
Łódź: 15. 01. 2015r.

WIGILIA
Znów czekam, WIGILIA
już trzecia bez Ciebie
noc cudów
i mojej modlitwy
wróć do mnie ze swojej gwiazdy
wróć do mnie we śnie perłowym
wróć do mnie zapachem bzowym
i wiatrem i śniegiem.
Stań z uśmiechem w drzwiach
i powiedz: Zostaję
będę Talizmanem Twojego życia
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź Wigilia 1990r.

ŚWIĘTA
Boże Narodzenie to czas radości
otwieramy drzwi serca
dzielimy się opłatkiem, mówiąc:
Wesołych Świąt
choinka wesoło mruga lampkami
biały opłatek na koronkowej serwetce
i talerz dla samotnego wędrowca
Symbol dobrego samopoczucia
Pusty Symbol.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź Wigilia 2002 r.

BYŁO …
Gdy zamknę oczy
w ciszy mojego serca
jesteś ze mną przy choince
na wyciągniętej dłoni mam opłatek
Brzdęk!
upadły moje marzenia
otwieram oczy
budzę się 5 lat później.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź 26 grudnia 2002 r.

 

WRZEŚNIOWA IMPRESJA
Wieczór powoli przechodzi w noc, niebo zasnuły chmury. Przyszła Jesień, jak się pokłoniłeś Pani malującej obrazy złotem słońca, czerwienią maków i brązem guwernantek. RÓWNONOC to ważny dzień w kalendarzu Słowian, Celtów i nie tylko dla nich. A ty zamilkłeś, czy Jesień otuliła Cię płaszczem z mgły?
W księżycowej poświacie czeszę włosy wierzbie
srebrem gwiazd maluję korę brzozie
kroplę rosy rozwieszę na koralach jarzębinie
i pójdę na łąkę, miękka trawa zaprasza:
dotknij mnie, poczuj ciepło Ziemi
i oddech Wszechświata.
A ty?
stań się drzewem o które się oprę
bądź łąką- na której się położę.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź 23 grudnia 2013r.

ZŁOTY JESIENNY LIŚĆ
WITAJ SŁONECZNY, wiesz, dzień jest zdecydowanie liryczny, pójdę do parku. Jest cicho a przecież jest środek dnia wydaje się, że nawet samochody jadą ciszej. To jeden z takich dni kiedy NATURA „mówi” do mnie.
Idę alejką, złote liście klonu łagodnie lecą na ziemię i pokrywają ją szeleszczącym dywanem, sumak pyszni się czerwienią a wierzba nad stawem przegląda się w wodzie zadowolona: jestem ciągle zielona, piękna w letniej sukience-
Wolno idę słuchając o czym wietrzyk opowiada szyszkom na jodłach strzelistych, dumnych. Pac, pac jodła podarowała mi szyszkę – dziękuję, pachnie żywicą, o o o okleiła mi palce.
Usiadłam na ławce nad stawem, pod starym dębem, on pamięta czas Puszczy, był maleńkim dąbkiem wyciągał gałęzie do słońca, pił wodę źródlaną i przeżył. Puszcza zniknęła a on nadal mocny, zdrowy – DĄB, ŚWIĘTE DRZEWO SŁOWIAN, PIKTÓW, CELTÓW opiekuje się nim MARS potężny, męski, waleczny i kochliwy…
Zasłuchałam się w drzewa, wodę, szelest opadających liści, poczułam muśnięcie deszczu a może rosy opadającej z mgiełek nieuchwytnych. Jest mi dobrze, bezpiecznie i czuję że Natura uśmiecha się, patrząc na mnie. Inni narzekają: już jesień, już deszcz, już po lecie a oto przyszła niewielka, rudowłosa osóbka i cieszy się Jesienią i naładowała mnie złotą energią, zmiotła z mojej aury szary pył domysłów, niepokoju .
Wyszłam z parku jak z kąpieli pachnącej żywicą, szałwią i miętą, korzenny zapach, zmysłowy – bo Jesień, wbrew temu co ludzie o niej mówią jest Zmysłową Piękną Panią, ma paletę kolorów w dłoni, suknię zwiewną utkaną z mgieł, mieniącą się złotem promieni słońca i diamentami rosy, we włosach ma wplecione nitki babiego lata a za nią idzie orszak: bogactwo lasów, pól i ogrodów.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź
Park Źródliska 14 października 2014 r.

PAMIĘĆ
Pytasz czy pamiętam a Ty?
Czy pamiętasz Święty Las
zapach ziół i mnie tańczącą nago?
Płonie ogień …
Tańczę w blasku księżyca
i Twoich oczu rozmodlonych
Ja, twoje pragnienie i niespełnienie
Noc Kupały, gorąca noc
moje serce kocha las i jezioro
i ciebie kowalu swego Losu
wykuj miecz w darze dla Świętego Dębu
da ci Moc i … mnie
Kupała, noc pełna tajemnic i zaklęć
szeptanych w pokłonie
i zawsze … i wszędzie …
Zaklęcie.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź
27 marca 2011r.

ŁĄKA
Moje ciało jak łąka
kwitnie, pachnie, wabi
nadleciał Sokół
skrzydłami Niebo otworzył
spadł na Łąkę, otulił
Błyskawica…
Jestem blisko, blisko
na Tobie, w Tobie
dotykam Cię i lecę…
I szeptali upojeni sobą
Ziemią i Niebem
Twój na wieki Łąko
Twoja przez wieki Sokole
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź
19 marca 2012r.

DZIEJE GRZECHU
Gdyby w Raju rosła leszczyna,
miast jabłoni,
nie byłoby grzechu,
bo Adam przecież nie miał …
dziadka do orzechów.
Janusz Andrzej Berner

DRZEWO
Człowiek skrzypi
jak stare drzewo
gdy go powalają.
Obalony człowiek
staje się pustką
a popielata cisza
otacza go,
w uszach szumią mu
czyjeś słowa.
A drzewo swą duszę ratuje
i zamyka duszę ludzkie
w drewnianym pudełku
Trudy tworzenia
Historia kołem się toczy
pokój ,w którym piszę
jest jak dawniej
mały
kilka zabytkowych mebli
bibelotów
Pokój z zepsutym paleniskiem
skrzypiącymi drzwiami
przewiewnymi oknami
Ja przy biurku
ze zgrabiałymi z zimna palcami
przelewam poezję na papier
Ma duszę ogrzewa jarząca się żarówką.
Teresa Czyżewicz

***
Chłód czujesz późnej jesieni,
gdy dni są podobne nocą?
A w sadach martwej przestrzeni,
gałęzie suche w mgłę zdobne.
Co robisz gdy mgła okrutna
zasłania Ci świata piękno.
Gdzieś za milami twarz smutna,
w okno wklejona od lata.
Czeka wciąż na jedno słowo,
na gest co rozkruszy mroki.
Chce dać się odkryć na nowo.
Czy jednak Ciebie to wzruszy?
Co zrobisz i dokąd pójdziesz,
i jaką drogę wybierzesz?
Ze szpon jesieni czy ujdziesz?
Doczekasz wiosny? … Ty nie wiesz …
Aneta Bedner

***
Kiedy po latach pójdziemy
na nasz egzamin ostatni
zaszczyty, tytuły, majętność
zostawimy tu w szatni …
Nadzy jak wszyscy święci
w czasie narodzin, jak oni;
nagością swoją przejęci
jedynie z sercami na dłoni.
Witold Smętkiewicz

***
Wretro cukierence spotkały się
przeurocze osobliwości poetyckie
z różnych grup literackich.
Pląsając po Pietrynie
tajemnicza niewiasta o poetyckiej naturze
zabłądziła do piekiełka słodkości.
Teresa Czyżewicz 11 IX 2014r.

POETKA
Pewną poetkę z miasta Łodzi
cieszyło, że ją czytano w necie,
szczególnie, że swą „wybitną” twórczość
pisała głównie w … toalecie.
Janusz Andrzej Berner

DLA MONIKI
Pewna Monika z Łodzi
z kamerzystą wciąż chodzi
i po prostu bez pamięci
kręci, kręci, kręci …
I wszystko ją obchodzi
Jolanta Miśkiewicz

MATEMATYKA WYŻSZA
Co to jest różniczka?
– spytała pani Janka;
ten bez namysłu odrzekł:
wyniczek odejmowanka.
Janusz Andrzej Berner

ASERTYWNY
Jest bardzo asertywny,
niech każdy się dowie,
że wszystkim wciąż odmawia
lecz tylko nie … sobie.
Janusz Andrzej Berner

CUD
Pewien facet z miasta Łodzi
krzyknął nagle:
będę chodził;
cud się stał? – spytali w tejże chwili,
odrzekł:
nie, po prostu mi auto podpieprzyli.
Janusz Andrzej Berner

PLAŻOWICZ
Zachwycał się falami
póki nie przyszło … TSUNAMI!!!
Janusz Andrzej Berner

***
Dziękuję za to- że jesteś,
dzięki Tobie uwierzyłem w siebie.
Dziękuje za radość,
za każde dobre słowo,
za chwile radości
i chwile łez.
Dziękuje za to …
Aneta Bedner

***
Jak wieczór się zbliża
staję się –
smutny, marudny, zapłakany ,
zasmucony sercowymi sprawami.
Poszukuję w sercu i w duszy
ukojenia bólu.
Chcę znowu być szczęśliwy
ale rankiem –
resztki broczącej krwi smutku
wnikają w poduszkę,
spływają z oczu w dół ciała .
Snuję się przez życie i wraz z nim płynę
zapominając jaki sukces odniosłem w poezji ,
i nie pamiętam o tym co ważne …
Aneta Bedner

***
Koń czarny jak heban,
gdy się pojawia
wznieca złotymi kopytami skry.
Pioruny z nieba,
biją tak głośno
że ziemia drży.
Koń biały jak obłok ,
grzywą diamentową lśni.
Jak zajrzysz mu w ślepia ,
dusza twa soplem
się stanie.
Aneta Bedner

***
Napisać list długi – mógłbym.
Tylko czemu?
Skoro nie otrzymam odpowiedzi.
Wyrazić sercem -to co czuje.
I tak Ciebie słowa nie wzruszą.
Baśń piękną powiedzieć- mógłbym.
Tylko dlaczego?
Kiedy myślami będziesz daleko.
Pokazać czynami – jak ważna jesteś.
Uczucia radości w Tobie nie wzbudzą …
Aneta Bedner

***
Nie odnajdę słów
w słowniku pięknych
a zarazem delikatnych.
Rozmowa dla mnie
to kolejne serca uderzenie
i ciepło przenikające.
Budzi nadzieję serca
otwiera mi oczy
Na dalsze pisanie.
W podziękowaniu
dla Siostry Agnieszki
Aneta Bedner

***
Przez las wędrujemy,
mówisz do mnie
-ja Cię nie słyszę.
Po mojej twarzy spływają łzy.
Głowę odwracam,
patrzę na księżyc,
byś nie widziała łez.
Spytasz – czemu?
Bo boję się znajomości
z Tobą utrącić.
Piszę te słowa
w samotności,
łzy mogą już płynąć
nieposkromionym strumieniem.
Może mi pomogą..?
Zabiorą ze sobą
– rany krwawiące..?
I to uczucie którego Ty
I ja nie ,mogę zrozumieć …
Aneta Bedner

***
Wam najmilsi , chcę ranki
kolorami tęczy malować,
by mogły cieszyć,
pomagały przeżyć
Wasze dni, płynące przez życie.
Wam rysować obrazy
pragnę słonecznym promieniem,
by wasze oczęta
zauroczyły świat
radością w złota kolorze.
Wam chcę wszystkie noce
gwiazdami rozbawić przecudnie
na ciemnym niebie,
byście uśmiechali się wdzięcznie
– Bo kocham Was.
Aneta Bedner

***
Wskaż mi tą drogę,
by więcej Cię nie ranić.
Jak słabościom nie ulec,
w tej trudnej rzeczywistości.
Oświeć mi drogę,
przynieś nadzieję,
której ja Ci przynieść nie mogę.
Bardzo potrzebuje Twej dłoni,
by nie uciekać jeszcze bardziej,
potrzebuje Twojego zrozumienia,
by życie me pustym nie było,
i bezsensownie się nie toczyło.
Aneta Bedner

PSYCHOLODZY
Pytasz, która godzina?
Nie muszę Cię chyba namawiać?
Odczuwasz taką potrzebę?
Chcesz o tym porozmawiać?
Janusz Andrzej Berner
KOMPLEMENT? – ONA
Ty jesteś jak ten lisek;
ze względu na przebiegłość
– Mosiek tutaj pyta?
Nie ze względu na przebiegłość
… a na miękka kita.
Janusz Andrzej Berner

KOMPLEMENT? – ON
Rzekł – jesteś jak ta rzepa.
Ze względu na jędrność
stawiasz tutaj równość?
Nie ze względu na jędrność
… ze względu na brudność.
Janusz Andrzej Berner

ALTERNATYWA
Śmierć albo życie wybieraj?
Mosiek odrzekł zbójowi:
twierdzę, że wybrałem to drugie
– już śmierdzę.
Janusz Andrzej Berner

Z DESZCZU POD RYNNĘ
Bywają takie przypadki,
że trafia z objęć socjolożki
w łapy socjopatki.
Janusz Andrzej Berner

DOPASOWANI
Skoro mam tyłek jak kombajn
to powiedzieć muszę,
że dla Twojego „kłoska”
maszyny nie ruszę.
Janusz Andrzej Berner

SIŁA WYŻSZA
Jeśliś nie Mahomet
a bieży do ciebie góra,
ale to nie Twoja wina,
to bież nogi za pas
bo to z pewnością lawina.
Janusz Andrzej Berner

NIEUSATYSFAKCJONOWANY
Nie czujesz satysfakcji?
na to mu odpowie:
no … wszystkim pasowało
lecz tylko nie Tobie.
Janusz Andrzej Berner

WIERNA
Męża nie zdradzała,
gdy pas cnoty miała.
Janusz Andrzej Berner

NIEWINNA
Była niewinna
niczym lelija,
raz zapomniała
… dziecię przewija.
Janusz Andrzej Berner

SKUTEK
Była niczym święta
lecz aureola zgasła,
gdy zaszła.
Janusz Andrzej Berner

ŻYCIE
Nie każda wniebowzięta Ewa
trafi do nieba.
Janusz Andrzej Berner

IGNORANT
Różnica kontrabas skrzypce?
jednego faceta spytali,
on odrzekł bez namysłu
– ten pierwszy dłużej się pali.
Janusz Andrzej Berner

DIAGNOZA
W trakcie, gdy Cię w szyi strzyka,
zmiana pozycji pomoże;
no a serial, co z serialem,
spytała, panie doktorze?
Janusz Andrzej Berner

ALTERNATYWA
Chcesz mnie? pewnego razu,
spytało dziewczę hoże;
masz na myśli – zapytał:
pierścionek czy łoże?
Janusz Andrzej Berner

NIEPOSŁUSZNA
Nie słuchała Ojca, Matki;
zobaczywszy męskie gatki
miała chwilę zapomnienia
a teraz pieluchy … zmienia.
Janusz Andrzej Berner

FAZY
Miewała różne fazy
zwłaszcza po ekstazy.
Janusz Andrzej Berner

KONIECZNOŚĆ
Jak co roku moja droga
wizyta u pitologa;
choć nie lubię, tutaj „CYT”
w U. S. muszę złożyć PIT.
Janusz Andrzej Berner

PRZEMIJANIE
Każdy, choć piękny i młody,
dożyje takich dni,
że mu na starość zostanie
zaledwie tylko … i.
Janusz Andrzej Berner

ANIA
Berlin, Londyn, Warszawa
wszędzie sława, sława
obraz niesłychany naraz się wyłania,
że te wszystkie sukcesy osiągnęła ANIA.
Janusz Andrzej Berner
Inspirowane osiągnięciami Anny Banasiak – naszej przyjaciółki.

KONSEKWENTNA
Miała do tego
taki stosunek,
że po robiła …
sumienia rachunek.
Janusz Andrzej Berner

ZWIERZENIA
Wyszłam za mąż
i nie żałuję tego kroku;
a ja pomimo swego uroku
wciąż nie mogę wyjść za mąż
choć nie żałuję kroku.
Janusz Andrzej Berner

W SĄDZIE
Napastował panią?
rzekł jej prosto w ucho,
nie, odrzekła sędziemu,
zrobił to na sucho.
Opierała się pani?
kolejne pytanie,
opierałam się mocno,
bo … stałam przy ścianie.
Janusz Andrzej Berner

ZACHODY
Chwaliła zachody słońca,
gdy dziewicą była
lecz kiedy sama zaszła
to nic nie mówiła.
Janusz Andrzej Berner

CHĘCI
Miał dobre chęci …
i luki w pamięci.
Janusz Andrzej Berner

CHĘTNA
Zawsze była chętna,
zwarta i gotowa,
jak miało dojść do czegoś …
bolała ją głowa.
Janusz Andrzej Berner

CHĘTNY
Czemu ciągle chodzisz? spytała;
seksu chcę – odpowiedział, rozdrażniony srodze,
no to choć – wyszeptała,
odrzekł: przecież chodzę.
Janusz Andrzej Berner

ŚWIAT
Nie widział poza nią świata
kiedy zgrabna była,
teraz mu świat przysłania
bo … bardzo przytyła.
Janusz Andrzej Berner

AKT STWORZENIA
Spoglądając na Ewę miał chwilę zwątpienia
i rzekł do niej:
za Adamem nie musisz się chować,
Ty po prostu się będziesz malować.
Janusz Andrzej Berner

OBAWA
Pewna blondynka z miasta Zgierza,
będąc w ciąży, pytała z niepokojem:
czy dziecię, które noszę pod sercem
jest, aby, na pewno moje?
Janusz Andrzej Berner.

LENIWI POECI
Wytykacie błędy PREMIERA,
a wieść gminna niesie,
że nikt z Was nigdy
nie pisał dobrze
… o PREZESIE.
Janusz Andrzej Berner

WIARA
Pewna pani, spod Pabianic,
zdania innych miała za nic
– za wyjątkiem tych,
ale to już jej wola,
które płyną wprost z ust
OJCA DYREKTORA.
Janusz Andrzej Berner

UWIELBIENIE
Raz niewiasta – co psa miała,
ciągle wszystkich pouczała,
że kto nie ma w domu zwierząt
ten jest zły,
a co myśli o Chińczykach???
– przecież większość skośnookich
… lubi psy.
Janusz Andrzej Berner

KARNAWAŁ
Każdy brydżysta w karnawale
Wciąż sobie marzy o kar nawale
Ma ciągle szlema w swej pamięci …
Więc blotek nawał go nie kręci.
Janusz Andrzej Berner

ROZCZAROWANA
Już? – no cóż.
Urszula Kowalska

DO CELU
Taki piękny był początek
Później jakoś zgubił wątek
Bo miał w głowie tylko jedno
Dostać to spragnione sedno
Na co komu te gry wstępne
Gdy czekają już następne
Urszula Kowalska

ŻEBY DWOJE …
Kiedy jedno tylko kocha,
drugie ma ciągłego focha.
Urszula Kowalska

SPOSÓB NA …
Gdybym zazdrosną była,
to bym tylko zniechęciła.
Kiedy dam wolności znak,
leci za mną niczym ptak.
Urszula Kowalska

ZACHŁANNOŚĆ
W miłości zachłanność szkodzi,
z czasem i gorące uczucie schłodzi.
Urszula Kowalska

RADA
Bądź niedostępna,
ale wciąż ponętna.
Urszula Kowalska

MIMOZA
Była słodka i pachnąca.
Po 2 latach senna, śpiąca.
Potem było coraz gorzej.
Wciąż mówiła- jutro może.
Urszula Kowalska

CHUDY MARZYCIEL
Chudy był, jak ten patyk, a wielbił obfitości,
gdy ujrzał tłusty zadek, już marzył o całości.
Urszula Kowalska

COŚ Z MITOLOGII
Zachciało się pannie zmiany,
od mitologicznej rany.
Ze strzałą Amora,
szczęśliwsza od wczoraj.
Urszula Kowalska

ODKRYCIE
Puszysta w każdym zakątku,
wstydziła się z początku.
Lecz spostrzegła szybciutko,
że chłop wielbi tłuste udko.
Urszula Kowalska

Z PLANETY
Są z Wenus i z Marsa
i w tym bywa farsa.
Urszula Kowalska

NIENASYCONA
Chciała jeszcze odrobinę,
On miał już zastygłą minę
i popłynął w snu dolinę.
Urszula Kowalska

NAJEDZONY
Kiedy zlizał z twarzy róż,
pod nim krem i jeszcze „cóś”,
czuł że rośnie mu potencjał,
a to tylko język zdrętwiał.
Urszula Kowalska

WAGINA
Nie jestem aż taka mała,
by nie trafił ten fujara.
Urszula Kowalska

EFEKT
Na efekt końcowy
w napięciu czekała.
Usnął i tyle z efektu miała.
Urszula Kowalska

ZALOTY
Gdy tak klepnął ją przez pupę,
pomyślała żarty głupie,
ale kiedy ją uszczypnął,
i żarłocznym wzrokiem łypnął,
poczuła się zniesmaczona,
perspektywą przerażona
Urszula Kowalska

ATUT
Gdy kręciła atutem swym,
on szedł za nią, jak w dym.
Urszula Kowalska

NATURA
Barokowa piękność piła wino przy barze
Wdzięków miała w nadmiarze
Spojrzał mimo woli
I już w myślach swawoli
Urszula Kowalska

NIECIERPLIWY
Chciała długo i namiętnie,
a on skróciłby to chętnie.
Urszula Kowalska

ROZMIJANIE
Kiedy był wreszcie gotowy,
dopadał ją ból głowy.
Urszula Kowalska

NIEBEZPIECZNY POCIĄG
Był wulkanem uczuć.
Przez skłonność do wibracji,
wpadł w sidła prokreacji.
Urszula Kowalska

GRA WSTĘPNA
Zlizał róż, zlizał tusz
i był najedzony już.
Urszula Kowalska

PRZYNĘTA INTELIGENTA
Chciał zachwycić metaforą,
by mu dała nocną porą.
W głowie szukał jej na próżno,
W końcu rzekła – o jak późno.
Urszula Kowalska

ZMIANA PLANÓW
Patrzył na nią w napięciu i już widział igraszkę,
nagle zmienił plany, bo zobaczył flaszkę.
Urszula Kowalska

LICZĄ SIĘ ATUTY
Dziewczę było głupie,
lecz atuty miało w dupie.
Urszula Kowalska
Samotna kusicielka
Z nadzieją szła lasem ubrana kuso,
kto wie, że od lat nikt jej nie „ruso”?
Urszula Kowalska

STĘSKNIONA
A niechby i gwałt,
kiedy w łóżku aut.
Urszula Kowalska

SEKS STARUSZKÓW
Nie przyciskaj! – serce boli
Lecz wciąż bije, a mnie stoi
Urszula Kowalska

MĄŻ
Pożąda, choć nie pieści
Lecz mu w głowie się nie mieści
Że jego własna żona,
Czuje się zgwałcona!
Urszula Kowalska

PRZESTROGA
Nie pędź za chłopakiem,
kiedy jest mięśniakiem.
Urszula Kowalska

AUTOMAT
Facet reaguje na bodźce,
Hamulce są mu obce
Nie tylko czasami
Nie panuje nad żądzami
Urszula Kowalska

SMUTNA PRAWDA
Nie umie powstrzymać swych rządz
Niejeden ksiądz
Urszula Kowalska

OFIARA NAPALEŃCA
Gdy do łóżka się kładła,
zaledwie opadła,
jeszcze nie gotowa,
a z aktu połowa.
Renata Karwas

ROZCZAROWANIA
Pod kołdrę mu zajrzała
i wskoczyć już nie chciała.
Renata Karwas

OBIECANKI
Orła obiecywał
koliberkiem wymachiwał.
Renata Karwas

NIC ZA DARMO
Chciała odrobinę więcej,
roboty miała pełne ręce.
Renata Karwas

CO ZA PECH
Skończyły się serca łopoty,
kiedy zdjął galoty.
Renata Karwas

COŚ ZA COŚ
Zjadł z cebulką tatara,
pożegnał się z bara, Bara
Renata Karwas

BEZOWA ROZKOSZ
Serwetkowy wierszyk
Lukrowany z rozkoszy
Szybko zapisany
By nikt go nie spłoszył
Serwetkowy wierszyk
W pamięć chwil wpisany
Ze spotkań ulotnych
Zapachem splatanych
Serwetkowy wierszyk
Nie ma nic z wielkości
Ma chwalić uroki
Ponętnych słodkości
Serwetkowy wierszyk
O bezie puszystej
W której wciąż nas wabi
Smak poezji czystej
Urszula Kowalska

Czy to wiersz absurdalny?
Ten wiersz jest w tym sensie absurdalny, że pokazuje jeden z wielu absurdów naszej rzeczywistości. Świat stoi na głowie.
ODRUCHY
Deszcz na dworze siąpi już trzeci dzień.
Trawniki rozmokły, drwi w kałużach cień.
A ja z zakupami snuję się powoli,
I nagle ktoś z błota, jakby się gramolił.
Wstaje i upada … chyba nie ma siły,
Może przez chorobę tak go opuściły?
Twarzy nie widzę , w błocie się tarza,
Więc w jego stronę troskę swą wyrażam:
-Przepraszam pana … może pomogę?
Podam jedną rękę, obu nie mogę.
Nie słyszę odpowiedzi, ale wciąż proszę,
Nie daję rady – ledwo go unoszę.
I radość ogromna, bo staje człeczyna,
Chcąc wdzięczność wyrazić szklistymi oczyma,
Do mnie się obraca, a tu … Boże Święty!
Cały zasmarkany … ale uśmiechnięty.
Nie mogę, uciekam, choć żal mi chorego.
Lecz jeszcze w oddali, spoglądam na niego.
A on znowu upadł, bardziej pognębiony.
I nagle mnie chwyta jakiś człek szalony,
Pytając, dlaczego porzucam kompana?
Chyba przez to błoto „com” tak utytłana?
Chce wezwać policję i każe zawracać!
Trzyma mnie, a leżącym szarpie i obraca.
Ten zdążył w żołądku powiększyć ciśnienie,
I cały już leży w świeżej wymiocinie.
Facet oniemiał, gały we mnie wlepia,
Czy to moja wina, że świństwem się oblepia?
On tym bardziej nie wierzy, że ja tak z litości,
Podejrzewa, to pewne – o same podłości!
Wezwany policjant dostojnie się zbliża:
-Do śmiecia mnie pan wezwał ? leżącemu ubliża.
To nie do niego panie władzo, a do tej kobiety,
W potrzebie chłopa chciała zostawić niestety.
Pan władza spogląda na me ubłocenie,
I widzę w źrenicach złośliwe iskrzenie:
– Pani winna zabrać do domu pijaka!
– Ale ja go nie znam – po co cała draka?
– Jak to pani nie zna? A w błocie jest cała …
Chyba obok niego … koleżanka leżała?!
– Ja tylko pomóc chciałam, bo żal mi człowieka,
On upadł i od nowa na pomoc czeka.
– Czy pani nie wie, że mogła go zabić?
Tak bezmyślną babę do ciupy trza wsadzić!
Pani mandat wlepię, może rozum wróci,
I niech taka słucha – nie jeszcze się kłóci!
Pouczę szybko, co trzeba pamiętać,
Z pijanym nie wolno po trawnikach się pętać!
Coś się nie podoba? – niech pani nie beczy!
– Pan może od współczucia na wieki wyleczyć! …
A w dodatku jeszcze on teraz się zsikał,
Niech pan patrzy!
Przez spodnie to wszystko przenika,
Pan czuje? – to jakby browar rozsadzili,
A ja już nie mogę, mnie też mocno pili!
I jeśli swych racji zaraz nie wyłuszczę
To – Bóg mi świadkiem – sama też popuszczę!
Urszula Kowalska

***
Tęsknię za miłością
białych albatrosów
w bursztynowych dniach.
Tęsknię za radością
w bursztynowych dniach
pośród białych mew.
Justyna Budzichowska

***
Radości moja
w blasku Słońca tańcz
Radości odwieczna
w taborze cygańskim
w blasku Księżyca
we mnie tańcz.
Radości moja
na chwałę Pana
w psalmach Dawida tańcz.
Justyna Budzichowska

***
Muzyko prowadź mnie
w akordzie twoich nut
unoś mnie jak latawiec
do gwiazd
w ciszy białej powiew.
Muzyko nie zostawiaj mnie
bo samotnym ciężko być
Sama o tym dobrze wiesz
prowadź mnie w akordzie nut
do poezji swej
Justyna Budzichowska

***
Nie bój się miłości
nie uciekaj przed nią
tylko do niej uśmiechnij się
i ją weź w swe dłonie.
Nie bój się miłości
ona mieszka w Tobie
uderz w jej Złoty gong
i ją zanieś w świat.
Nie bój się miłości
przecież to nie grzech
złap ją jak cytrynę
wyciskaj z niej sok.
Nie bój się miłości
ona piękna jest
pachnie jak wiosenne kwiaty.
Nie bój się zakochać
w baziach pachnącej wikliny
Nie bój się miłości
przecież to nie grzech.
Justyna Budzichowska

***
Twoje życie „Białą kartą” jest
wtedy kiedy rodzisz się
i wydajesz pierwszy krzyk.
Twoja droga wciąż nieznana jest
ale ty zapiszesz ją
pielgrzymując w Życiu twym.
Twoje życie „Białą kartą” jest
gdy podążasz w nim
w pielgrzymce swej
na szczyt Giewontu twoich dni.
Twoje życie „Białą kartą” jest
jak koperta bez adresu
„z napisem Quo vadis”
Justyna Budzichowska

NON OMNIS MORIAR
Ani German
Jej Non omnis moria
będzie w Tobie trwać
i cię będzie wprost prowadzić
wśród radości dnia.
Jej Non omnis moria
będzie kochać cię
i utuli cię w ramionach
w Twym spokojnym śnie.
Jej Non omnis moria
to Twój człowieczy los
w którym jesteś albatrosem
wśród urody mórz.
Niech Non omnis moria
ciągle w Tobie trwa
kiedy będziesz marynarzem
na okręcie swym.
Jej Non omnis moria
niech się w Tobie tli
które będzie fotografią
w sercu Twym.
Justyna Budzichowska

PLANETA ANNA
Krzysztofowi Cwynarowi
Planeta Anna
przez życie wiedzie Cię
podnosi Cię z upadku
gdy smutno Ci i źle.
Planeta Anna
to gwiazda bliska Ci
Spójrz na nią w swych modlitwach
a ona utuli Cię.
Planeta Anna
gdy patrzy na Ciebie
śpiewa hosanna
na pochwałę Twoich dni.
Planeta Anna
dzielny wojownik
w człowieczym losie swym.
wrażliwa Eurydyka
wśród widnokręgu gwiazd.
Planeta Anna
w Twym sercu
wiecznie trwa
jest blisko Twojej Żony
w codzienności dnia
w obrączce która wciąż
na palcu ma.
Justyna Budzichowska

***
Istniejemy,
walcząc o swoje przetrwanie.
Miliony słów wypowiedzianych w ciszy.
Kryje każdego z nas stłumiony oddech drugiego.
Istniejemy pomimo, że jesteśmy inni …
Aneta Bedner

***
Przyjaźń dla mnie jest wszystkim;
Miłość jest jak błękit nieba,
chociaż serce krwawi
to Ty dajesz mi siłę i wiarę
we własne siły.
Aneta Bedner.

CZEKAM
Wiosna – najpiękniejsza pora roku,
tyle we mnie wiary i nadziei.
Pierwsze promienie słońca są jak pocałunki.
Pierwsze kwiaty, zieleń sprawiają,
że serce bije mocniej.
Czekam na Twój znak.
W moich snach biegnę do Ciebie,
a wiatr zagłusza tęsknotę.
Wołam – za mało mam Twoich pieszczot,
wołam w pustkę [pozwól mi wtulić
twarz w Twoje dłonie.
Przekwitły już tulipany i bzy, a miłość moja czeka.
Może jesienią przyniesiesz mi róże?
Czy czekam daremnie, którz to wie?
Z Twojej strony była to miłość zwiewna,
krótka jak letnia nopc.
Z mojej gorąca jak lawa, nie pozwól mi
tracić wiary w sens życia.
Wróć.
Zofia Matulka.

***
W biegu zdyszaną Piotrkowską
wypatrzyłam znajome drzwi
otwarte kusiły ulubionym
zimnym smakiem
opadłam z zadumą na
krzesełko zadumy
w towarzystwie Tuwima
Wiersze majowe i smak czekolady
odżyły wspomnieniem
w sercu zwalniającym tempo
pod słoneczną plamą
radością pióra.
Małgorzata Skwarek – Gałęska.

SMAK LODÓW
Smak lodów na języku,
rzeka ludzi za oknem,
muzyka jad sączy z głośników,
pies za progiem moknie.
Kawa zamiast krwi w żyłach.
Kawa zastępuje sen.
Długo czekam, przyjdź miły
zanim skończy się dzień.
Nieżycie godzin czekania
jak z filmu wycięty kadr
maleńkie sekundy przesłania
gdy się rozbłyszcza mój świat.
Na języku smak marzeń
zamiast smaku pocałunków.
Nie ma Twojej twarzy
na okna szklanym rysunku.
Smak lodów na języku
w czekaniu zmroził serce.
Świat za oknem znika….
Przyjdź miły jak najprędzej.
Jolanta Miśkiewicz

LODY
Lody się same liżą –
widziałam, daję słowo
jak śmietankowa kulka
liznęła truskawkową.
Pani się rozpuściła!
Wrzasnęła truskawkowa.
Zmrożona wrzaskiem śmietankowa
za kakaową się chowa.
Kakaowa kuleczka
odsunięta na brzeg kielicha
oburzeniem wybucha:
co się pani rozpycha!
Śmietankowa kulka
ze wstydu się rozpływa,
leży na dnie pucharu
płynna, ledwie żywa.
Nawet gdy jesteś lodem
zachowuj się wzorowo
bo ktoś cie gotów wziąć
za zwykłą wodę sodową.
Jolanta Miśkiewicz

HELIKON
Hippokrene, łagodne źródło,
wodo poetów natchniona
niejeden wędrował dnie i noce
by dotrzeć do stóp Helikonu.
Niejeden zatrzymał się w drodze
i zboczył z utartej ścieżki
za podszeptem najady
lub księżycowej wieszczki.
Niejeden strudzony podróżą
wracał na szlaki utarte
inny w pół drogi ustawał,
buty i gardło miał zdarte.
Tylko poeci wytrwale idą,
zapłacić mogą każdą cenę
by dotrzeć do stóp Helikonu
i napić się z Hippokrene.
Jolanta Miśkiewicz

COŚ ZA COŚ
Zawsze coś za coś,
za darmo nic nie ma
wszystko kosztuje,
na wszystko jest cena.
Za szczęście – ból,
za miłość – krzywda,
za przyjaźń – zdrada
to kolej zwykła …
Za słowa – cisza,
piekło – za duszę,
za niebo – czyściec,
za górę – okruszek.
Za radość – smutek,
styczeń – za maj,
gdy coś dostajesz
coś za to daj.
Kropla – za ocean,
za uwielbienie – śmiech,
obojętność – za uczucia
i kara za grzech.
Zawsze coś za coś
nic za darmo nie ma,
a dla uczciwego
coraz wyższa cena.
Jolanta Miśkiewicz

KONIEC LATA W WIKIGOWIE
Lili i Januszowi
lato zwija swój namiot
rozpostarty nad stawem
słońce omiata chatę Wikinga
Lila otula się mocniej szalem
chociaż cień drzewa
słyszy beztroskie rozmowy
coraz chłodniej przy nim
ważkom i drzewom
można jeszcze przesłać
spojrzenia pełne obłoków.
rozjadą się goście
jesień zajmie ich miejsce
chata wypełni się szelestem
liści i skrzydeł ptasich
Justynów zdrzemnie się
odetchnie drewniana chata
a kiedy goście obudzą się
z zimowego snu
zjadą się znów
by ostrzyć słowa
w błyskotliwej wymianie zdań
aż rozgrzeje się kolejne lato
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

ANIELSKA ARMIA
żarcik – Januszowi z uznaniem
dla jego rzemieślniczej sztuki
w głębi lasów
od czasu do czasu
można zobaczyć
anielską armie
co skrzydła pręży odważnie
to armia wikinga
Janusza Andrzeja Bernera
co w słowach nie przebiera
aniołom to jest w smak
bo czują przaśnej mowy blask
a w armii jak wiadomo
mocne słowo bywa sensu koroną
pikantna mowa
życia anielskiego
często jedyna osłoda.
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

ZIELONOŚĆ KOSZONA
żarcik – dla Joli Miśkiewicz
królowej miłościwie koszącej
zieloność traw oczu nie nasyci
zieloność traw justynowskich
spokoju nie zazna
bo oto w zieloność wchodzi ona
kosiarka niezaspokojona
nie sama jednak
nie pojedynkę
jest z nią jej pani jedyna
jej ręka i adrenalina
Jola
która włada ostatecznym zamiarem
kosić kosić
bez umiaru i z nadmiarem
aż zieloność wykoszona
zielono skona
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

JANEK W JUSTYNOWIE
Jankowi Iwańskiemu
nie ku obrazie a ku radości tegoż
sztukę pisania sonetów
misternie rozwijasz i pomaleńku
ale jak na justynowskiej działce
pod świerkiem zasiadasz
to w nieskończoność gadasz
wiem że słów znasz bez liku
ale proszę
pomyśl czasem o przerywniku
to taka malutka
chwila ciszy
gdy ty słyszysz
chociaż ciebie nikt nie słyszy
opowieści pozwól się zakończyć
w wyobraźnię i cierpliwość
słuchacza wsączyć
z nowa opowieścią poczekaj
pozwlekaj ciut
pozwlekaj
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

ZBYSZEK Z ŁODZI
Raz pewien Zbyszek z Łodzi
co do wikinga nie chodził
poznał koleżankę nową
która nie wierzy na słowo,
bo ono zwykle ludzi zawodzi …
Jolanta Miśkiewicz

TAKIE TAM SOBIE LIMERYKI ***
Raz pewien wiking z miasta Łodzi
Swym hakiem Jolę uwodził.
Jola ciekawa taka
Zobaczyć chciała haka,
Ale on na to się nie zgodził.
Zbigniew Włodarczyk

TAKIE TAM SOBIE LIMERYKI **
Do wikinga do Justynowa
Zjechała łódzkich poetek połowa
Po pierwsze miały czytać swe wiersze
Ale on nie dał im dojść do słowa.
Zbigniew Włodarczyk

TAKIE TAM SOBIE LIMERYKI *
Do Ivara do Justynowa
Przybyła dziewczyna zmysłowa
Gdy oglądała jego woje
On robił swoje
I od tej pory nie boli ją głowa.
Zbigniew Włodarczyk

ADRES
Dwa dwa siedem przez dwa dwa trzy
Kto tu mieszka? Ja – nie Ty
Działka moja jest malutka
Funkcjonalna i czyściutka
Tutaj studnia dalej buda
W środku wiatrak – istne cuda!
W głębi słupek na nim domek
Ten dla ptaszków – co kot goni
By się ptaszki go nie bały
Jajka niosły i śpiewały
Z prawej trzepak z lewej grządki
Na niej same są porządki
Tu pietruszka i cebula
Dalej burak i fasola
Wdzięcznie strączki swe wygina
Ogóreczki się chowają
Listeczkami nakrywają
Chcesz mizerii? – szukaj mnie
Albo znajdziesz albo nie
A na końcu pomidorki
Co dzień świeże w piątki – wtorki
W poniedziałki i niedziele
To na smutek lub wesele
Małe, kształtne koktajlowe
Do sałatki bardzo zdrowe
Więc raduje się ma dusza
gdy obrodzi konferencja – moja grusza
Lukasówka, dwie węgierki, dwie uleny
Same pary – jeden orzech w rogu stoi
Jeszcze młody nie tak stary
To ten orzech no i ja
Będzie para na sto dwa
Dookoła zaś iglaki – te ozdobne – takie krzaki
Nieco z boczku mój domeczek
Przed nim kwietny ogródeczek
I huśtawka trochę stara – pewnie nowa by się zdała
A pod daszkiem – stół biesiadny
Przy nim panie by pojadły
A panowie by popili też … herbaty
Nie tracąc ni chwili.
Ot i działka moja cała – otwarta moja bramka
Czekam gości już od ranka
Renata Biniek

KAMIEŃ
kamień cichy
przystrojony w mech i paproć
wydobyty i przełożony do
chłopięcego wiaderka
przekładany jeszcze kilka razy
nie wpadł do wody
ani nikomu nie spadł z serca
trafił za to
celnie niestety
kamień z wybitym okiem
dudni kamiennymi łzami
to nie moja wina
nie ma cię mchu
nie ma cię paproci
Dariusz Staniszewski

***
Nasze wiosny smakują tak świeżo
A i słońce nie liczy się z chmurą
I powrotów naszych echa wierzą:
Nie rozpłyną się z burzy purpurą
Ja przytargam zaraz kosz truskawek
I rozpuszczę szarość w śmiechu lata
Przeczeszę nadzieją las i trawę
Słońca promyk w twoją dłoń już wplatam
Dariusz Staniszewski

BALLADA O SZARYM JÓZIU, KTÓRY LAJKOWAŁ
Był Szary Józio, była też Ona,
Internetowa klik, klik, Aldona.
W pracy w papierów stercie on się chował,
A w domu na profilu jej lajkował.
Ach, jak lajkował, szaleńczo lajkował!
Lajk, lajk, lajkował, ojej!
Każdy, nawet durny, wpis hołubił.
Męża i kochanków trzech polubił.
Po nieprzespanej nocy ledwo dyszał wykończony,
Coraz bardziej poszarzały, lecz uszczęśliwiony.
Ach, jak lajkował, szaleńczo lajkował!
Lajk, lajk, lajkował, ojej!
Marzył, by być z nią w realu, fejs więc apgrejdował,
To znaczy, moi mili, facjatę zoperował.
Nie pozbył się jednak Józio swej szarości,
Ścieżki dostępu do niej sobie nie wymościł.
Ale wciąż lajkował i to jak lajkował!
Lajk, lajk, lajkował, ojej!
Klikał na linki i przed kompem kicał.
Profilem swej bogini się zachwycał.
Rozpływał się w nim i ciągle lajkował,
Aż wpadł raz w jej en face i… się wylogował!
I… dontlajkował, ach, jak dontlajkował!
Dont, dontlajkował, ojej!
Bo jak kogoś za bardzo profilujesz,
Fotoszopujesz, idealizujesz
I w rzeczywistości nagle przyjdzie wam się stykać,
To korci cię, by stamtąd się wyklikać!
Dariusz Staniszewski

CZEKAM NA ŚWIT
Czekam na świt …,
Który po nocy musi przyjść …
I jeśli nikt nie słucha – słucha liść …
I liście … zaśpiewają poecią pieśń …
A echo jak szemranie …
Wysłuchaj nas Panie.
Anna Barbara Kaźmierczak

DZIEŃ JAK RÓŻA
Dzień, jak róża się rozwija
Róża więdnie i dzień mija!
Lecz … nim zwiędnie …
W ramiona chwycić.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Nie odzieraj poety ze słów!
Daj się ludziom skryć za moją kiecką …
I dopomóż, by każdy znów mógł …
Śmiać się, wzruszać i płakać jak dziecko.
Nie odzieraj poety ze słów!
A siej ziarna, póki nie skonasz …
By sens słów powrócił znów …
W pokoleniach, co przyjdą po nas!
Anna Barbara Kaźmierczak

***
A kiedy pisarz zamknie oczy
… no, to się czasem zdarza!
Dumnie przybędą ze swym orszakiem
żegnać … pisarza.
Dostojne mowy wygłoszą, liczne
– nie po raz pierwszy
Wtedy usłyszysz, z grobowej ciszy,
chichot mych … wierszy.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Zamiast wysłuchiwać medialnego szumu,
Zacznijcie wreszcie używać … rozumu!
W przyrodzie, niestety, taka jest praktyka
Jak czegoś nie używa … po prostu zanika.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Chcę przypomnieć sobie
timbre twojego głosu
a ulatuje
w zgrzytliwą ciszę
chcę wyłowić wzrokiem
miękkość twoich spojrzeń
a zamazują je
cienie przechodniów
chcę zapamiętać
ciepło twoich dłoni
a okradają mnie
zgiełkliwe powitania
rozpamiętuję więc twoje ślady
przewiane wiatrem
obmyte deszczem
i tylko czas
cierpliwie czeka
na następny szept modlitwy
w różańcu wydarzeń
Ewa Karaśkiewicz

***
Stanęłam w strudze światła
by odnaleźć ciebie
Ukryłam się w zmroku
by powstrzymać
zagubione łzy
Wyszłam z cienia
by uwierzyć
że ciągle jeszcze żyję.
Ewa Karaśkiewicz

***
Słońce wrzeszczy
pulsującą siłą promieni
prosto w moje
rozespane jeszcze okno
błogosławię nowy dzień
z obrazkiem w dłoniach
który bezustannie powtarza
cichą modlitwę
sprzed wczorajszego snu.
Ewa Karaśkiewicz

***
Zakwitłam w twoich oczach
jakimś kwiatem lata
a teraz zmieniam barwę
kolejnej pory roku.
Zatrzymaj zimę
w kolorze bieli
bym rozsypała włosy
na puszystym śniegu
zatrzymaj zieleń
w wiośnie moich źrenic
bym wyśpiewała
radość swego serca
i zasyp mnie złotem
słonecznego lata
bym zakreśliła okrąg
zawstydzonych jesiennych myśli.
Ewa Karaśkiewicz

PARYTETY
Zdenerwowały mnie kobiety,
kiedy się kramarzą o parytety!
Diabeł zaś jak zwykle w szczegółach tkwi,
bo przecież mądrość nie ma … płci!!!
Anna Barbara Kaźmierczak

MILCZENIE
Choćbyś na rozmowę z nim miał apetyt wilczy,
Musisz wiedzieć jak to jest, gdy przyjaciel milczy.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Nadeszła właśnie taka epoka,
kiedy świat stacza się do rynsztoka,
A że nie mogę się na to zgodzić,
właśnie zamierzam mu w tym przeszkodzić.
Anna Barbara Kaźmierczak

GEOLOG
Nauki o ZIEMI – Matce
zgłębiał na … sąsiadce.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Kamień potrącony stopą
odwrócił swoją głowę
do słońca
Wilgotna struga zmyła
chłód skały
i świeci zimnym blaskiem
poranka
a ja idę przed siebie
nieświadomy zmiany
dokonanej
Zbigniew Janowski

***
Nad górskim potokiem
Spoglądając na rwącą wodę
Siedziały kwiaty
I szeptały swoją historię.
A wyżej drzewa szumiały o dziejach
I tylko księżyc patrzył –
Do powiedzenia nic nie miał
Sylwia J.

***
Głucha cisza
przebrzmiałych oklasków
– to Śmierć
zaślubiła nas
w splecionych dłoniach
rozjarzone ogniki
Twych gasnących spojrzeń
– to Anioł wskazywał
niebieskie przestrzenie
byłeś w najbliższym dotyku
i nieuchwytnym oddaleniu
rozerwane TERAZ
zespoli się kiedyś
w KOMUNII gwiazd.
Ewa Karaśkiewicz

***
Rozpisuję na głosy
tęsknoty serca
płynę melodią
nieczęstych zachwyceń
oszukuję uśmiechem
szarość pustych godzin
zatracam się w słowach
przerośniętych znaczeń
by przypomnieć kolejność
tamtych akordów
co drżały apoteozą
Twojego konania
w rozsypanym zapisie
bez żadnego klucza
na wyblakłej pięciolinii.
Ewa Karaśkiewicz

***
Na niewielkiej scenie
spóźnione serce
dogania blask reflektorów
i krzykiem głuszy
zastygłą ciszę dźwięku
w zaklętej przestrzeni
tylko słowo KOCHAM
umie pomieścić
spełnione tęsknoty
i zaszklić się
wielością oczu
w kostiumach historii
a jutro
już dziś opuszcza powieki
kurtyna zawsze dzieli
nieruchomo
Ewa Karaśkiewicz

***
Chciałam spojrzeć na Olsztyn
oczyma młodości
ale jesień
fałszuje tęsknotę wspomnień
i tylko myśl goni
zrudziałym śladem dni
z nostalgią dźwięków
w osobnej harmonii.
Jak mam cię odnaleźć
poszarpanym sercem
gdy stukot w szynach
nie brzmi znanym echem
jak rozświetlić Twe oczy
w zbolałym spojrzeniu
gdy ślad kół
rozmazany tempem szybkich lat
maluje Twoją twarz
w błysku każdej latarni
i dłoń Twoją znaczę
dotykiem mych warg
byś znów odczarował
miłosną symfonię
kapiącą kroplami nut
z uniesionej batuty.
Ewa Karaśkiewicz

***
Znów kurczyły się myśli
w wędzidłach osłabłego ciała
gdy nagle głos znajomy
w eter uleciał
wielka fala tęsknoty
pognała
za czasem minionym
aż do tamtych dni
szalonej młodości
gdy wszystko
rwało się w górę
ku szczytom swych marzeń
i znów poczułam skrzydła
przypięte do ramion
a trzepot ich
jak echo wielkiej orkiestry
rozbrzmiewał
– we mnie trwała cisza –
to Bernard Ładysz
urzekająco w radiu śpiewał
Ewa Karaśkiewicz

OPERA – MOJA MIŁOŚĆ:
TRUBADUR
Czemu mi nie wierzysz
najdroższy Manrico
że całą sobą
należę do ciebie
kobiece wybory
to zawsze tortura
niechciany klasztor
albo obce łoże
lęk o twoje życie
podpowiedział odwagę
przewrotnej przysięgi
z pucharu pierścienia
wychyliłam toast
za twe uwolnienie
więc bolą twe obelgi
wyrzutami dręczysz
nie czujesz, że słabnę
w gniewliwym objęciu
złowieszcze miserere
jeszcze huczy w myślach
na więziennych murach
wygrywa hymn
posępnej zemsty
Ewa Karaśkiewicz

WIERSZ
Gdy już napiszę ten wiersz,
Którego jeszcze nie napisałem,
Gdy już stworzę jego treść,
Której to jeszcze nie poznałem,
Gdy już popłynie ta pieśń,
Którą z pustki zaimprowizowałem,
Gdy już oddam także cześć,
Wszystkim, komu jeszcze nie oddałem,
Gdy użyję metafor z łez,
Z oczu których nie wypłakałem,
Gdy zakończę miłości bieg,
Sercem którym bliskich kochałem,
Gdy już poznam sedna rzecz,
Uczuć których jeszcze nie nazwałem,
To będzie to ostatni wiersz,
Epitafium nad życia morałem.
Marek Kawecki

MARZANNA
Ja jestem Marzanna
wikingowa panna,
gdy wskoczę do morza
WIOSNA przyjdzie hoża.
Małgorzata Zawisza

BYĆ ALBO NIE BYĆ
Czy chciałabym zostać mężczyzną, chyba nie?
Przyznam się wszystkim szczerze,
że swoje życie wolę,
niż siedzieć z browarem w barze
lub pić gorzołę przy stole.
Nie mogłabym się mizdrzyć przed lustrem godzinami,
wysyłać frywolne sygnały swymi zalotnymi rzęsami.
Nie mogłabym stać przy garach,
z rozkoszą zmywać statki,
podawać mężowi pantofle
posłusznie słuchać uwag jego wspaniałej matki.
Nie mogłabym się tłumaczyć, „że zupa była za słona”
ja zwykła kura domowa – na marginesie „żona”.
Musiałabym mieć kolor włosów
jakie mi dała natura,
golić dwa razy dziennie
i mieć przetłuszczone pióra.
Nie mogłabym prać swoich skarpet,
a stawiać na baczność w kącie,
zmieniać codziennie bielizny
i bluzek perfumami pachnących.
Uwielbiam robić zakupy
i w tym się dobrze znajduję,
wydawać „mężowską kasę”
– bo to mnie najwięcej rajcuje.
Wolę mieć seksowne ciało,
niż kaloryfer na brzuchu,
diamentową kolię na szyi
i takież kolczyki w uchu.
Więc, gdy wszystkie za i przeciw
tak sobie podsumuję
to wolę być kobietą
i z tym najlepiej się czuję.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 15 marca 2013r. (0.38 p. m.)

DYBALSKI – Piotrkowska 102
Dybalski – Piotrkowska 102
tu wiking z drużyną przystanek swój ma
tu wikingowe snuje swe opowieści
choć skandynawskich brakuje w nich treści
Dybalski – Piotrkowska 102
tu każdy historię Wikinga już zna
Małgorzata Skwarek – Gałęska

ZAPROSZENIE
Wiersze tworzą w „Wikingowie”
Ale grzyby są w Borowej
A prócz grzybów są jagody
A z nich nie ma jak pierogi
A gdy jeszcze wczesna wiosna
To Borowa też radosna
Rankiem ptaszki tak śpiewają
Że spać dłużej już nie dają
A jak weekend przyjdzie długi
Z Łodzi jadą wnet Fast – Foody
Grille dymią tu i tam
Bo na działkach istny raj
Więc zapraszam Was serdecznie
Na Borową – na powietrze
Aby napić się herbaty
U mnie – czyli u Renaty.
Renata Bieniek

CZEMU NIE RZECZYWISTOŚĆ?
Była w mym życiu piękna noc,
pełna radości i szczęścia,
jego pierś pachnąca mgłą
i cichy w oddali śpiew świerszcza,
mym marzeniem wtedy było
zatrzymać wszystkie zegary,
utulić twarz na jego piersi
i zapanować nad czasem,
w którym panować mogły czary,
mogło być pięknie
któż to wie, gdyby nie sygnał budzika,
bo we śnie pięknie dzieje się
… na jawie nas to nie spotyka.
Krystyna Koch

ZŁUDZENIE!
Żeby czasem tak nie było
jak nam się zdawało,
że miłości tyle było
czasu wciąż za mało.
Gdy widując się przypadkiem uśmiechy padały
ja aż nadto dumnam była,
Ty zanadto śmiały.
Żeby czasem tak nie było,
jak nam się wydaje,
że nad ranem dobrze było
ja tymczasem wstaje.
Krystyna Koch

UROKI DNIA CODZIENNEGO
Jak pięknie jest za oknem,
jak cudnie pada śnieg,
gdy zieleń w śniegu moknie,
a Ty przytulasz mnie.
Całujesz usta moje,
dłonią gładzisz twarz,
jesteśmy tu we dwoje
choć ludzie wokół nas.
Nie widzę już tych spojrzeń
i nie jest mi już wstyd,
liczymy się my dwoje
i więcej chyba nikt.
Krystyna Koch

OPOWIEM CI O TYM!
Opowiem Ci o tym,
bo tuż za rogiem jest kafejka mała,
małe stoliki, świece bibeloty,
porcelanowy anioł,swym ciepłym spojrzeniem, nas wita,
a tam za oknem horyzont szeroki,
kwitnące pola: modraki, rumianki, kąkole
– Masz ochotę pobiegać po łące?
Ja pozostać tu wolę.
Krystyna Koch

SZCZĘŚCIE
W trudnych momentach życia,
gdy jest nam źle,
pragniemy szczęście chwytać
w dłonie dwie,
lecz szczęście jak ta woda
omija dłonie nasze,
potokiem gdzueś już spływa
i może już jest Wasze.
Krystyna Koch

POETA BIS
Ja poetą żadnym nie jestem
Bo poeta jak wszystkim wiadomo,
Musi cały czas pisać wierszem,
Z lekkością pióra nieskończoną,
Z metaforą jak błysk diamentu,
Co karmi duszę jak ambrozja,
I ze złotego atramentu,
Tworzy swe myśli w wirtuozjach,
Z subtelnością różanych westchnień,
Nasyca pięknem wnętrza ludzi,
Kolorami czaruje jak jesień,
W mgle fantazji, iluzji, złudzeń,
A co ma począć beztalencie,
Z mózgiem lotnym jak siarkowodór,
Gdy go w jakimś eksperymencie,
Wynoszą na wieszcza narodu,
Biedak cierpi, przeżywa mękę,
Od kultury jest urzędnikiem,
I by skończyć swoją udrękę,
Zostaje po prostu krytykiem,
Więc gdy porównam definicję,
Z wcześniejszych ustaleń wynikiem,
Z poezji ogłaszam banicję,
Wolę pozostać satyrykiem.
Marek Kawecki

PROSIŁAM
Prosiłam naucz mnie kochać,
naucz głaskać Twoje dłonie,
naucz całować oczy,
bo nie potrafię,
bo boję się tej miłości.
Wybacz i uwierz, że było mi z tym źle,
czułam w sercu żal do siebie.
Miłość, choć ulotna
nie powinna ominąć nikogo.
Twoja miłość do mnie klęczała przede mną,
była jak piękny sen.
Nie tuliła mnie jednak w Twoich ciepłych ramionach,
nie poznałam smaku jej pocałunków,
kolejny raz odeszłam w krainę swoich marzeń.
W moim życiu już dawno nie ma Ciebie
i już o nic nie będę Cię prosiła
za późno.
Zofia Matulka 20.02.2013r.

DLACZEGO?
Dlaczego tak szybko się zakochujemy
i w to piękne słowo Kocham Cię całym sercem wierzymy,
a potem bywa, że nawet bez powodu
od siebie odchodzimy.
Dlaczego się ranimy?
Pozostawiamy po sobie żal i łzy.
Zawsze czyjeś serce pozostanie przepełnione tęsknotą
i nasuwa się pytanie:
dlaczego to mnie spotkało?
Przecież byliśmy tacy zakochani.
Dlaczego?
Zofia Matulka 14.02.2013r.

BEZ TYTUŁU
Oryginalną pasję nagrodźmy brawami!
A krytykant podły, gdy jest między nami,
To niech się w jęzor ugryzie w odpowiednią porę,
By mu Wiking go nie uciął normańskim toporem.
Bogumił Pijanowski 25. 02. 2013

MODLITWA WIKINGA
PO RAZ PIERWSZY
POCZUŁEM SMAK I SIŁĘ MIŁOŚCI
TĄ, NAJCZYSTRZĄ, NAJGORĘTSZĄ
… TĄ NAJTRWALSZĄ!
CO UDOSTĘPNIŁA SWE SERCE I ŁONO CZUŁE, TĄ
… NAJUKOCHAŃSZĄ
ISTOTĘ ŚWIATA!
PIERWSZĄ NAUCZYCIELKĘ
RADOŚCI I SZCZĘŚCIA I …
NIE ZAPOMNĘ MIMO ZAWODNEJ
… I ZŁUDNEJ PAMIĘCI!
TĄ JEDYNĄ, CO WE WSZYSTKICH
MYCH MODLITWACH ŻYCIA BYŁAŚ
… I BĘDZIESZ NADAL
DROGA MAMO.
Arhen (Henryk Arabski) 25. 02. 2013r.

V I K I N G R O W Y B L U E S
WIKINGR,
TE TWOJE EURO I ŚWIAT DZIKICH
„ODZIEŃ” SKĄPY
KOLCZUGA
SLIPY(STRINGI)
I
CZEPIEC Z ROGAMI
GRONO BLISKICH WENĄ MAMISZ
* * *
ACH!
JANUSZ VIKINGR …
TWE PASMO SZALEŃSTW
ZE „STOP – METALEM”
W JUSTYNOWIE
KAŻDY ZNA …
WYBUDUJ
NOWY
DRAKKAR – ŁÓDŹ
I NIECH W TWYM ŚWIECIE
WIELKI LUZ
PODTRZYMA …
VIKINGROWY BLUES …
PAWEŁ KULECZKA (POL – AVO)
A.D.2013

JANUSZOWI ANDRZEJOWI BERNEROWI (IVAR – VIKINGR) *www.lodzkiwiking.pl*
FRASZKA
KIEDY W KADR RAKA WPADNIESZ
RAKIEM KADR BĘDZIESZ SNADNIE
PAWEŁ KULECZKA (POL – AVO)
A.D.2013

WALENTYNKOWY POEMAT
Nie znajdzie się takiej kobiety:
małolaty, szesnastki, panny i mężatki,
babci z siódmym krzyżykiem,
która nie zatęskni za przystojnym
brunetem, blondynem lub szatynem,
której nie zatrzepoce jak ptak do lotu
w czternasty dzień lutego dowolnego roku.
Co się wtedy wyprawia w każdej damskiej duszy,
jak każda się puszy, jak jej płona uszy.
Tego nie pojmie mężczyzna, choćby był poetą …
na to się trzeba urodzić kobietą.
I nie ma większej zbrodni
w calutkim wszechświecie,
czternastego lutego nie powiedzieć,
kocham Cię, kobiecie.
Pamiętajcie chłopcy, panowie, dziadunie,
że istnieją dziewczyny, panie i babunie,
a wszystkie z jednej gliny,
z jednej białej mąki.
Jolanty, Anie, Zofie, Magdalenki.
feministki, rencistki nawet herod baby
czternastego lutego wszystkie jako żaby,
czekają na królewicza z ustami czułemi,
każda wtedy w bezbronną królewnę się zmieni,
a gdy jej „Walenty” ją przytuli, pocałuje i skłamie,
mówiąc, że jest jego najpiękniejszą „Walentynką”
i kwieciem na świecie … będzie najszczęśliwsza
i uwierzy we wszystko
co on jej naplecie.
Zofia Matulka 8. 02. 2013

CZARNY ŚNIEG NA BIAŁĄ ZIEMIĘ SPADŁ …
rozpalaj się we mnie purpurą
aż zasnę zmęczona w twoich snach
wypalę z pożądania
rozkołysz w ramionach
jak nigdy niegasnącą gwiazdę
nie wiedziałam
że potrafisz tak kochać
życie będzie pulsować
na czarnym śniegu
białej ziemi
w rytmie naszych serc
na zawsze razem
Anna Banasiak

PORZUCONA
Rozrzucałam słowa jak zabawki.
Miłość rozbłysła w nas.
Zabawiłeś się mną,
rzuciłeś na wiatr.
Zakopuję zmartwienia.
W żalu drąży się życie.
Anna Banasiak

GRA
Lubię
pić żar z Twoich ust
płonąć w pieszczotach
nie mogę przestać
ręce błądzą w ciemności
wznieć płomienie
namaluj je we mnie ustami
rozgrzej
swój
zimny ogień
Anna Banasiak

KOTEK
Nie uciekaj ode mnie
chcę tylko porozmawiać
pomruczeć Ci do ucha
jak kotka na blaszanym dachu
oplotę Cię swoimi obsesjami
abyś myślał tak jak ja
o mnie i we mnie
choć to niebezpieczne
otwórz mnie na świat
bo mój jest zamknięty
kotku koteczku
nie broń się przede mną
i tak jesteś mój
pomiauczymy razem
tańcząc na dachu?
Anna Banasiak

ALCESTIS
Boję się śmierci. Nagłej, okrutnej,
Nie swojej, Twojej.
Żałuję ćwierci wieku, spędzonej
W woli-niewoli.
Każda z nich pragnie, byś swoje życie
Ty oddał za nie,
A ja odwrotnie, jak sobie życzysz,
Sama się zranię.
Weź moje serce, by tylko Twoje
Biło na zawsze.
Tak jak Alcestis chcę Cię wyzwolić,
W zamian oddawszy
Siebie.
Nie gadaj, iż mi to przejdzie,
Nie masz pojęcia,
Kto obok Ciebie w ciężką godzinę
Poszedłby wszędzie.
Anna Zhezlova

ALCESTIS W HADESIE
Umarłam za Ciebie, i nie ma już mnie.
To tylko mój cień poprzez sny Twoje mknie,
To w blasku księżyca odbije się żal,
Zniknęła nadzieja w melodii fal.
Nie będę Cię wołać z otchłani mych łez,
Choć wiem, że ta śmierć to miłości Twej kres.
Gdy nikt, oprócz mnie nie chciał zstąpić do mgieł,
By Ciebie zastąpić od losu złych gier,
Ja świat opuściłam, byś został w nim, lecz
Czyś Ty to docenił?
Wygnałeś już precz ostatnie wspomnienie…
Szczęśliwym bądź! Niech
Zastąpi ktoś inny Alcestis, bo grzech
Ci zostać samemu.
A może już wiesz, z kim życie rozdzielisz?
Ja idę przez zmierzch.
Bogowie oświecą Twe noce i dnie!
Umarłam za Ciebie, i nie ma już mnie.
Anna Zhezlova

POWRÓT ALCESTIS
Minęły lata. Miłościwi są bogowie,
Ujrzałam znowu światło Twoich oczu.
Wciąż młoda, piękna jako księżyc w nowiu
Wróciłam tu z królestwa wiecznej nocy.
Choć po Elizejskich wędrowałam Polach,
Choć piłam wodę z krystalicznej Lete,
Samotna dusza nie przestała boleć,
Marzyłam, by naruszyć boskie veto.
Męczyłam się na łożu z asfodeli,
Konałam z zimna bez kochanych dłoni,
Modliłam się, by przepaść, co nas dzieli,
Mnie pochłonęła w swojej mrocznej toni.
Gdy Afrodyta, czując mą tęsknotę,
Mnie zawołała do pałacu bogów,
By wynagrodzić za małżeńską cnotę,
Błagałam ją by pozwoliła mi być z Tobą.
Na co mi Olimp, złoto i rozkosze,
Gdyż moja dusza Twoją niewolnicą?
Wróciłam więc do Ciebie, mój najdroższy
Zza światów dwóch granicy przezroczystej.
Admecie mój oddany, miły, wierny,
W miłości do mnie, wierze i nadziei
Ty nie straciłeś siebie przez chimery,
Godne podziwu wszystkie Twoje dzieje.
Na szczęście zasłużyliśmy oboje,
Bo nawet śmierć nie śmiała nas rozłączyć,
Pokonaliśmy cały świat we dwoje,
Więc nasza bajka się pomyślnie skończy!
Anna Zhezlova

RIPOSTA
Czy może człowiek żyć bez tlenu?
Czy on bez serca umie żyć?
Bądź bogiem, władcą albo mędrcem,
Lecz nie rozkażesz mu jak bić.
Czy można miłość czymś zastapić,
Utracić ją wśród złudzeń, snów?
Nie, prędzej Sądny Dzień nastąpi,
Niż ja wyrzeknę się swych słów.
Nie mogą losy się powtarzać!
Jaki jest mój następny krok
Nikt nie przewidzi. Serce wskaże
Tam, gdzie nie sięga żaden wzrok.
Rosyjska dusza nie zna zdrady,
Kłamstwa jej obce. Żadne zło
Nie stanie nigdy na zawadzie,
Bo złamię je jak cienkie szkło.
W bezłzawych oczach tkwi odpowiedź,
Dlaczego przez tak wiele lat
To jest jedyna ma zapowiedź
Bez Niego skończy się mój świat!
Anna Zhezlova

OGIEŃ
Rozedrgane języki igrają
pieszczą pocałunkami
palą się we mnie
wypełniam się
zmysłową muzyką
chcę żeby tak grał
i płonął
lubię być z nim bez słów
już nigdy
nie pozwolę mu odejść
Anna Banasiak
Januszowi Andrzejowi Bernerowi w dowód przyjaźni

ELISIV
Ujrzałem Cię o poranku;
promień słońca muskał Twoje włosy,
gdy samotnie szłaś
po „Tęczowym Moście”.
Podałem Ci swą dłoń, Elisiv,
byś mogła bezpiecznie,
postawić stopy na ziemi
i zetknąć się z rzeczywistością.
Płatki, pachnących, pąsowych róż
pieściły Twe nagie stopy,
nie bałaś się niczego,
bo byłaś ze mną.
Teraz śnisz, piękne, kolorowe sny,
w których myślisz wciąż o mnie,
zbudzisz się, obejmę Cię ramieniem swym,
Ty przytulisz się do mnie.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 3 lutego 2013r. (2.23 p. m.)

DRZEWO ŻYCIA
Miałem sen, dziwny sen
– wokół szaro i smutno.
Nagle w oddali pojawiła się …
zielona wyspa, a na niej
zasypiające drzewo.
Jesienne liście, niczym płatki
ulatującego tchnienia życia,
majestatycznie spływały na trawę
– muskane oddechem wiatru.
Z wnętrza pnia sączyło się światełko nadziei.
Oświetlało ono rajskie owoce,
które przyniosą nowe życie.
Miałem sen, dziwny sen,
a księżyc, zawieszony nad wyspą,
czekał na lepsze jutro.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 21 stycznia 2013r. (4.27 a. m.

 

ikona-poezje

 SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI
pierwszy etap

CMENTARZE Olkowi Fordowi jr.
Cmentarze – milczący świadkowie dziejów,
Świadectwo czasów i ludzi,
Miejsca straconych nadziei
I wiary, że Bóg znów nas zbudzi.
Nad ludzkich słabości czasem
Milczenia mrok się zasnuwa.
Świeczka migocze, nie grzeje
Dłoni, ni światła nie daje,
Tylko przystajesz w pogoni
Życia, w zadumie przystajesz
Nad ludzi tysięcy pamięcią
Żywą, co roku wznawianą
Obecnością i zniczem.
Jan Iwański 11. 10. 2012r.

ODCHODZĄ Olkowi Fordowi jr.
Odchodzą
Spokojnie, milcząco,
Bez pośpiechu
Zostawiają poważne spojrzenie bliskim,
Nie szczycą się zasługami
Ani przeszłością.
Zakończyli ziemskie obowiązki
Odchodzą godnie.
Jan Iwański 11. 10. 2012r.

Do naszego, serwetkowego, stolika u R. Dybalskiego (Piotrkowska 102a) zawitała rosyjska dramatopisarka, a zarazem filolog Anna Zhezlowa, by „spróbować razem poezji”; jest zakochana w Łodzi tak jak i w swoim rodzinnym mieście – Odessie. Przyjęliśmy ją do grona przyjaciół. Poniżej teksty piosenek, które pozostawiła w „serwetkowie”.

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO CIEBIE
Znów oglądam Twe obrazy i nie wierzę w to,
Nie masz w sobie żadnej skazy,
Odpowiadaj no,
Kto Ci prawo dał mnie męczyć,
Zaspokajać wraz?
Któż nam kazał wierzyć w miłość
I uwierzył w nas?
Jako w pierwszym dniu małżeństwa
Ciebie kocham do szaleństwa,
Tu na ziemi tak jak w niebie
Wszystkie drogi prowadzą do Ciebie
W każdej chwili pragnę tego,
Byśmy wiele lat,
Namiętnością połączeni
Ratowali świat.
Co we wrzątku kawa w sobie
Rozpuszczamy się.
Będę żyła dzięki Tobie,
Bardzo kocham Cię.
Jako w pierwszym dniu małżeństwa
Ciebie kocham do szaleństwa,
Tu na ziemi tak jak w niebie
Wszystkie drogi prowadzą do Ciebie
Anna Zhezlowa

KOCHANY
Dawną legendę powiem wam,
Chociaż niewiele znam
Tych o miłości.
Mężowi rzekła aż co dzień
Wierna jak jego cień
Bogini młodości:
Kochany,
Za Tobą bym mogła iść
Na koniec świata.
Kochany,
Wariuję i dobrze mi z tym,
Twe całując szaty.
Kochany,
Nie umrę, a chciałabym mieć
Do tego zdolność,
By kiedy rozkochasz się we mnie, wiesz
Już miałbyś wolność.
Był bohaterem ten jej mąż,
Cały ubrany w brąz,
I życie widywał.
A z jego powiek spadła łza,
Bo nikt go nie kochał jak
Żona cierpliwa.
Kochany,
Za Tobą bym mogła iść
Na koniec świata.
Kochany,
Wariuję i dobrze mi z tym,
Twe całując szaty.
Kochany,
Nie umrę, a chciałabym mieć
Do tego zdolność,
By kiedy rozkochasz się we mnie, wiesz
Już miałbyś wolność.
Anna Zhezlowa

PIERWSZA MIŁOŚĆ
Tęsknisz za łąka
i Waszymi niewinnymi pocałunkami.
Tęsknisz za morzem,
gdzie wilgotny piach
był naszym posłańcem.
Wręczyłeś jej znalezioną muszelkę.
To miał być taki maleńki zadatek
Twojej dozgonnej miłości.
Przeznaczenie chciało inaczej,
ona poznała kogoś,
Ty rozpaczałeś,
jednak czas goi rany.
Po latach też kogoś poznałeś.
Podobno każda miłość jest pierwsza,
najpiękniejsza, chociaż inna,
ale o tej pierwszej,
nigdy sie nie zapomina.
Zofia Matulka

ZDRADA
Kiedyś byłaś moją muzą,
delikatną jak liść na wietrze.
Kochałem Cię.
Jednak nie byłem Ci wierny
– odeszłaś.
Zrozumiałem swój błąd,
czekałem na Twój powrót
– skruszony.
Błagałem o Twoje przebaczenie
– daremnie.
Powiedziałaś, że rozstanie
zamieniło Twoje łzy w spokój.
Dałem Ci miłość zdradzoną,
a Ty pragnęłaś wiernej
Zofia Matulka 19.09.2012.

CZEKAM
Czekam na Ciebie,
wyglądam przez okno,
wpatrzona w chmury.
Nagle słyszę dzwonek u drzwi – biegnę,
ostatnie spojrzenie w lustro,
myślę – będzie fajnie.
Otwieram drzwi, widzę bukiet
czerwonych róż i Ciebie.
Zbliżam się do Twoich warg.
Serce bije mi mocno, nareszcie jesteś,
dlaczego trwało to tak długo?
Staję się czujna, przytulasz mnie,
a ja zapominam o wszystkim,
wtulona w Twoje ramiona.
Udaję, że nie widzę Twoich
spojrzeń na zegarek,
nie słyszę Twoich słów,
muszę już iść – zadzwonię.
Wcale nie było fajnie,
zostałam sama.
Wzięłam róże, rozsypałam je na łóżko.
Miało to być łóżko pożądania,
a było zimne.
Leżałam na nim skulona
i prosiłam niebiosa o sen.
Zofia Matulka 5. 09. 2012r.

MIŁOŚĆ
Miłość to cudowna choroba,
co pada na serca dwa.
Na miłość nie ma lekarstwa,
kto kochał ten o tym wie,
tak śpiewa P. Eleni.
To szczera prawda, bo miłość
dopada nas obojętnie na wiek.
Jest jak cień człowieka.
Miłość we wszystkich swych objawach
jest największym skarbem
jaki może nas spotkać.
Mimo cierpienia i łez,
móc kochać to szczęście każdego z nas.
Miłość to wieczna tęsknota.
Pragnę, kochany, byś zawsze
był przy mnie.
Niech ani jeden dzień,
nie zaczyna się bez Ciebie.
Niech każdej nocy zasypiam
w Twoich ramionach.
Zofia Matulka 5. 09. 2012r.

ACH TE KALORIE
Rankiem, z kawą dzień zaczynasz,
Z dobrym ciastkiem, rogalikiem,
W ręku czasem książkę trzymasz,
Wzdychasz tak nad romansikiem.
Potem obiad trzeba wstawić,
W międzyczasie jakiś wierszyk,
Bo w poetkę chcesz się bawić,
I to już nie po raz pierwszy.
I tak mija dzień przyjemnie.
Ale w drugim masz wyrzuty,
Kawa z miodem tylko będzie,
Bez ciasteczek – dzień popsuty.
Tak dogadzasz sobie z wiekiem,
Rozum krzyczy coś o ruchu,
Że jest twym najlepszym lekiem,
No i o rosnącym brzuchu!
Że trzeba linię zachować,
O lekarzach o szpitalach,
Lecz jak z ciachem negocjować,
Jak od niego się wyzwalać?
Ci co ciastka wciąż wcinają,
Te kremowe, te tuczące,
To za nic kalorie mają,
Ich liczenie jest męczące.
W lustro patrzysz każdej wiosny,
Coraz więcej twego ciała,
Nogi wspierasz by cię niosły,
Boś o diecie zapomniała,
Trochę martwi cię to ciało.
Na ten smutek dobrze wiem,
Coś słodkiego by się zdało,
I tak w kółko ciastka jem!
Urszula Kowalska

DZIŚ
Zbudziłam się dziś z bólem głowy,
Że człowiek wciąż nie jest czasowy.
Gonimy z jęzorem do pasa,
Wciąż dziś nas pogania, zastrasza.
Lecz dziś jutro już będzie wczoraj,
Do gęby więc pakuj ozora
I smakuj życie już dzisiaj.
Cmokaj, wylizuj, wysysaj!
A czy wesoło było, czy smutno
… i tak dowiesz się jutro.
Małgorzata Zawisza

SPRÓBUJMY RAZEM
Gdy próbujemy razem poezji
różne nękają nas nowotwory,
słowa z Dziwnowa wokół fruwają
i twórczą się słowotwory.
Hania na kupkach zdjęcia
koniecznie mieć by chciała,
Jolka płacze ze śmiechu,
bo p zamiast b usłyszała.
W telekonferencji z głuchoborem
jakośmy się dogadali,
że Wiking z Małgosią napis
„wynańmę mieszkanie” zdybali.
Do Dybalskiego górale weszli
w kapeluszach z muszlami na głowie,
a Wiking ciekawie pyta,
czy muszelki są sedesowe?
O grzybobraniu opowiada,
zebrali grzybów ze siedem,
a ten się chwali, że aż dziesięć
grzybobradca jeden!
Brodząc w trawie po pas
z grzyboborów niedługo wracają.
Trujących trujek nie zebrali,
więc tęgie miny mają.
Jolanta Miśkiewicz

GRUPA WIKINGA
Różna wiara, przekonania
wśród PO, PiS, demokratów.
Razem piszą, dowcipkują,
ot po prostu dom wariatów.
Nie musimy się w partii jednoczyć,
być na luzie lub pod gazem…
Rozumiemy się i przyjaźnimy
i coś tworzymy razem.
Jolanta Miśkiewicz

TALENT
Ja się wcale nie chwalę,
wiem, że jak Stuhr mam talent
ale nie mam przebicia,
jestem chłopcem do bicia.
Choć wiem, jak się nazywam,
ale nie mam nazwiska,
na poetyckim niebie
jakieś dziwne zjawiska…
Choć stu różnych znam gości
lecz nie mam znajomości,
forsy nie mam jak lodu,
więc talent wezmę do grobu,
bo tu się na nic nie przyda,
więc go zakopię i kwita!
Gdy zostanę tylko cieniem
może mnie kto doceni?
Jolanta Miśkiewicz

POMNIK TADEUSZA KOŚCIUSZKI
1.
Cztery są miasta,
gdzie bohater Polaków
na pomniku wyrasta
– Waszyngton, Chicago, Kraków
i pomnik najwyższy w Łodzi,
co siedemnaście ma metrów.
Kiedy Piotrkowską się chodzi
Widać go z trzech kilometrów.
2.
Jeśli Piotrkowska dla Łodzi
jest czym kręgosłup dla ciała,
to pomnik Kościuszki jest głową,
a jest to głowa wspaniała!
Bo pomnik staje na placu
centralnym jak słońce w eterze,
a wokół krążą tramwaje
niczym kosmiczni tancerze.
3.
Spójrzmy na pomnik z bliska:
Naczelnik o drzewko oparty
na ziemi armata rozbłyska,
a nos oczywiście – zadarty.
Tak, nos ma Tadeusz ułomny
ku górze zadarty jak palec
generał nie może być skromny,
a winien być trochę zuchwalec.
4.
Dlaczego taka jest dumna
z pomnika Łódź Naczelnika?
– bo jeden z czterech
– bo najwyższy
– bo kocha go Ameryka
Zofia Matulka

POEZJA
Dwa słowa „przyjaźń i kochanie”
To równo waży na szali.
Splata w jeden warkocz,
wiedzie ku nadziei,
który każdy ma w sobie.
Zofia Matulka

ZIMA
Dzwonki u sań do dziś dźwięczą
Ci w uszach.
Siedziałaś u boku ukochanego,
otulona kocem.
Wieczór był piękny, na niebie miliony gwiazd,
na ziemi biały, puszysty śnieg.
Sanie wiodły Was w dal.
W głowie czułaś zamęt,
w sercu niepokój,
że ten wieczór się skończy,
jak piękny sen.
Ta miłość była wzajemna, szalona,
a jednocześnie trudna.
Nie byłaś gotowa do walki – odeszłaś.
Chciał Cię zatrzymać –
Ty byłaś już daleko – wyjechałaś.
Czas to najlepszy przyjaciel
zagoił rany, odmienił Twoje życie.
Przeznaczenie rządzi nami,
nie mamy na to wpływu.
Zofia Matulka

VII STOLIK POETYCKI czyli ZJAZD W WIKINGOWIE
Nie piję kawy,nie palę fajek …
I nie pasuję do żadnej z bajek !
Mnie przywiózł … Wiking …
Wiózł czworo z nas,
A Jaś z Małgosią …
Poszli przez las.
Za oknem lipiec soczysty,cudny
A w Wikingowie już STOLIK VII
Włochate trzmiele,znajome osy
Zjadają ciasta,desery,sosy …
A wszystko idzie na Annę – Basię!
Osy jak zwykle cieniutkie w pasie!
No cóż, czas płynie, siwieją włosy,
Ania nie będzie mieć talii osy …
Jola Miśkiewicz nagle się wkurza …
„Z Ciebie zostały cycki i róża!!!”
Wiking nie słyszał rozmowy kobiet
Ma całkiem inne klocki w głowie.
Mówi: Zawisza dzisiaj się spóźni…
W drodze z Grunwaldu,zajrzy do kuźni!
Nie będzie jechać na rowerze …
Pegaz skrzydlaty ją zabierze …
Wiking jak ojciec, lub stary gazda
Chciał nam pokazać gdzie płynie Miazga
Aliści Wójcie !!! Jeśli Pan żywy …
Pójdź Waść, a ujrzysz same pokrzywy!
Nakaż udrożnić Waści tę rzeczkę !!!!
By nie zalała wszystkich troszeczkę …
Wycieczka wieszczy wraca do chatki
Ogląda zdjęcia, słucha słów Matki ,
Wtem jakaś chmura zakryła słońce
I się skończyło lato gorące !
Robi się zimno, deszcz chłodny pada
Prawie zepsuła się biesiada!
Co chwilę pada, to znowu mija …
Stolik wystawia się, to znów się zwija
Cóż, trzeba sprawić parasol wieszczom!
Pod tym maleńkim już się nie mieszczą.
A gdy we wtorek Sieradz zawłaszczą …
Będzie za mały ten, który taszczą,
Bo w głowach mają …tyle towaru …
Że przyjdzie przenieść ich do hangaru !!!
Anna Barbara Kaźmierczak
Łódź: 15.07.2012 r.

W BALOWEJ SALI OBOK DOMKU Z BALI
Na zielonej balowej sali
znów się znajomi zebrali.
Tłumnie się zjechali
do domku z drewnianych bali.
Byli poeci i niepoeci –
ojca wikinga przybrane dzieci,
które na to jak na lato –
bawią się z wikingiem – tatą.
Obie Gośki dały czadu –
w stringach siadły do obiadu,
w żelaznych majtkach piły szampana
niemal od rana.
Z tak wielką werwą przymierzały
aż metalowe oczka puszczały
i musiał wiking łatać od ręki
by nie wylazły na wierzch wdzięki.
A Wiola słodko trąbi z rogu,
za ten napitek dziękując Torowi-bogu.
Zajadano sadzone jajeczka
na przepysznych skwareczkach,
Był śmietanowiec na deserek
oraz ciasteczek i Grześków wiele.
Anny i Hanny prezenty dostały
i ze wzruszenia oczka ocierały.
Miały sto lat odśpiewane
jak to w tradycji jest przykazane.
A dla rozrywki były jabłek zbiory
co w kościach czuję do tej pory.
Za ciężki trud – moi złoci
mam dziś i drzemik i kompocik.
Każdy się uwijał, lecz siadał na chwilę.
Mama Janusza czas nam umila.
Pogadać z Nią to przyjemność
więc wszyscy się pchają: teraz proszę ze mną!
Była też śliczna Mija – sunieczka
która wygląda jak zabaweczka.
Były czytane utwory liczne
i smokotwórcze i romantyczne.
I nawet dzieci się pozjeżdżały
podziwiać wikinga raik mały.
Zasiedzieliśmy się do wieczora,
żal gdy do domu przyszła pora.
Jolanta Miśkiewicz

BAJANIE O GOŚCINIE U WIKINGA IVARA
Za Zieloną Górą, nad niewielką rzeką,
Od dużego miasta całkiem niedaleko,
Stała chatka z bali, pod świerkami dwoma.
Tam, jak do Uppsali, przybyła załoga.
Choć zdrożeni wielce i spragnieni jadła,
Oddali się w ręce wikinga Ivara Jarla.
Ten w bawoli róg zadął, w pochwy schował miecze
I powiada ze swadą: – Dom mój w waszą pieczę.
Oddałbym i duszę, lecz może się przydać,
A na cześć waszą wolę ucztę wydać!
Choć druh jestem Ragnara z norweskiej krainy,
Wy, słowiańska kompanio szczególnieście mili.
Płyną więc bajania wikinga Ivara
O wojach okrutnych i bogach Ragnara,
A jedna opowieść od drugiej ciekawsza.
Janusz Andrzej Berner – prawdziwy ich znawca.
Małgorzata Zawisza

WYPRAWA VIKINGRA IVARA
DO WIKINGOWA
Raz Ivar łódzki Vikingr
ubzdurał w swojej głowie,
że sobie weekend spędzi
w podłódzkim … Justynowie.

Rzucił więc głośno hasło,
pomiędzy wszystkie poety,
lecz odzew na nie dały
jedynie tylko kobiety.

Siedem uroczych dziewczyn
wkrótce się raźnie zebrało,
by jechać, gdzie słońce wschodzi
– oj co tam będzie się działo?

Żeby, na włościach swych, Vikingr
ujawnił całą swą duszę
muzę poezji – Erato
teraz przywołać tu muszę.

Ivar wraz z piękną boginią
porwał wnet czarodziejki,
aby im wszystkim pokazać
„warownię” – domek niewielki.

Przedstawił wszystkie swej Matce,
co w cieniu drzewa siedziała,
a ta z otwartymi rękoma
z godnością je powitała.

Ania Basia i dwie Gosie,
Hania, Jola, Madzia, Asia
zapragnęły wnet zobaczyć
drewnianą sadybę Jasia.

Wodził je po zakamarkach
przed ich wzrokiem nic nie chował,
a chodź nie był czarodziejem
to on wszystkie wciąż czarował.

Wikingowa chatka mała
bardzo im się spodobała
i te schody, aż do nieba
… ach koniecznie wleźć tam trzeba.

Ania Basia i dwie Gosie
Hania, Jola, Madzia, Asia
wnet ruszyły raźno w górę
i orzekły wszystkie chórem:

„czas już trzeba zejść na ziemię”
więc ruszają, w dół, pospołu
bo ich Ivar pięknie prosi,
do ogródkowego stołu.

Stół okrągły, tam w ogródku
z podchmieloną nogą stoi
przy nim Vikingr sobie siedzi
– co nikogo się nie boi.

Czarodziejki miast ucztować
wylewają siódme poty,
bo je zaraz cwany Nordman
zagnał wszystkie do roboty.

Gotują wspaniałą ucztę,
i szykują dań bez liku
żadna z nich nie protestuje
– boją się Vikingra krzyku.

On jeden a ich, aż siedem,
wszak zdarza się tak czasami,
wszakże Ivar nie był Śnieżką,
a one krasnoludkami.

Sprawiły się bardzo dzielnie
więc nagroda je spotkała,
bo je powlókł na wycieczkę
– całkiem dobry ruch dla ciała.

Zawlókł wszystkie nad jezioro
– wyspa się wyłania z toni;
Vikingr z przodu dzielnie bieży
– siedem wróżek go wciąż goni.

Przez wąską nadbrzeżną dróżkę
podążają nóżka w nóżkę,
można ujrzeć w tym orszaku
czarodziejki oraz wróżkę.

Ania Basia wiła wianek,
a tak zakręcona była,
że wbrew swojej własnej woli,
gdzieś pod miedzą go … zgubiła.

Vikingr patrzy na twarz Joli
– zadumana pełna troski:
nenufary, rzecze, kwitną,
a gdzie jest mój Tolibowski.

Ivar spojrzał na brzeg stawu
i na jego strome zbocze
rzucił „dla Twego kaprysu
w wodzie d … nie umoczę”.

Smutno się zrobiło Joli
– usłyszała gorzkie słowa,
ale będąc czarodziejką
w sercu żalu swym nie chowa.

Nagle cud … bo ją spotkała
Żabelka zielona, mała
jasność w sobie całej niosła
– dobrocią emanowała.

Porzuć miła wszelkie smutki,
spełni się Twoje marzenie,
bo się zjawi dzielny rycerz
– lecz imienia nie wymienię.

Gdy zawłaszczysz już leliję
zapamiętaj „kobieto puchu marny”,
że zmienisz kolor włosów
z rudego na czarny.

Miej także świadomość
piękna czarodziejko,
że zawłaszczając cudokwiat
łamiesz prawa natury
a za każdym razem
będąc w Justynowie
wciąż będziesz trafiała
do – Zielonej Góry.

Nim minęło pięć tygodni
zjawił się rycerz (bez spodni),
zerwał lilię i nie krzyczał
– bo to przecież był Zawisza.

Jola – teraz już czarna,
całkiem oniemiała,
wychwalała czyn rycerza
(z Andrespola – nie ze Zgierza).

Powróćmy do Wikingowa
strawa była już gotowa,
zjedli choć nie było czarów
– zostawili stertę garów.

Ivar pomyślał przez chwilkę,
po cóż rzucać puste słowa,
i za moment już zmywarka
– czynna, zwarta i gotowa.

Zawisza zmywała dzielnie,
Ania Basia wciąż płukała,
Magda podawała Asi,
a ta dzielnie wycierała.

Znów minął kolejny tydzień,
tak, tak przyszedł taki czas,
przyjechała ponownie ferajna,
a Jaś z Małgosią poszli przez las.

A dokąd, a dokąd,
a dokąd tak szli
– przez chaszcze, przez krzaki
nie ronił nikt łzy.

Do chaty Vikingra dodarli wnet już,
a pod ich stopami unosił się kurz.
Bo Baba, bo Jaga ich tu nie dopadła
a z głodu nie padli – było dużo jadła.

Ani Basi, Hani imprezę zrobili,
nie jest tajemnicą – sto lat z rogu pili.
Głośno i wesoło było w Wikingowie
szampan lał się strumieniem i szumiało w głowie.

Minął lipiec, sierpień mija
spotkała się kompanija
w Wikingowie, aby uczcić
lata kres.
Znów wyprawa wokół stawu
Vikigr zerwał nenufara
– Jola powiedziała
„super jest”.

Żegnajcie już: wakacje,
spotkania w Wikingowie,
zimowe wnet miesiące
czekają Nas.

Lecz ponownie się spotkamy
w progi chaty zapraszamy,
aby uśmiech znów zawitał
pośród Nas.

Żegnajcie już: wakacje,
spotkania w Justynowie,
zimowe wnet miesiące
czekają Nas.

Lecz ponownie, przyszłym latem
spotkacie Ivara Tatę
jak Was będzie z sercem witał
u swych bram.
Janusz Andrzej Berner
Wikingowo: lato 2012r.

***
Najsłodszy z moich wierszy
niby rodzynek w bitej śmietanie
Lubię słodycze więc mnie cieszy
już samo wiersza tego pisanie
w przejrzystym pucharku się pyszni
na lodach formę swą wspiera
zniknęły lody pokrótce zjedzone
a on znad krawędzi radośnie spoziera
Małgorzata Skwarek – Gałęska 19. 07. 2012

W okresie letniej kanikuły niektórzy poeci byli niezwykle aktywni.
„Poniższe wiersze są owocem naszych wspólnych, poetyckich wypraw do Justynowa, dokąd wyprawiał się STOLIK POETYCKI (Kawiarnia Pod Atlasami – ul. Narutowicza 45) prowadzony przez Małgorzatę Skwarek Gałęską i SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI (Kawiarnia R. Dybalski ul. Piotrkowska 102a) – grupy prowadzonej przez łódzkiego Wikinga Janusza Andrzeja Bernera.”
Anna Barbara Kazimierczak

Zapraszam na stronę www.stolik poetycki.pl, gdzie znajdują się wiersze związane z „wikingowem” i nie tylko.
Dziękuję Wszystkim swoim przyjaciołom, że zechcieli przyjąć zaproszenie w moje, skromne wikingowe progi. Muszę przyznać, że dzięki nim spędziłem wspaniałe i fantastyczne wakacyjne soboty. Dziękuję też za to, że daliście mojej ukochanej Mamie odrobinę swego serca i ogrom radosnych chwil.
Janusz Andrzej Berner – Ivar Jarl lodzkiwiking.

LILA
– wiersz dedykowany mojej najstarszej przyjaciółce – Irenie Berner.
Jak Pawlikowska – Jasnorzewska , prosi by mówić do Niej Lila
Irena Berner ma wielkie serce, z Nią jest ciekawa każda chwila
Jej przyjaciele to poeci, słucha jak płyną z wiatrem słowa …
Choć w kościach czuje jak czas leci, z wdziękiem zaprasza ich od nowa.
Anna Barbara Kazimierczak

WIÓRY LECĄ W JUSTYNOWIE
rąbanie drzewa
to na pewno sztuka
w sobotę lipcową
połączyła Jana z Januszem
albo na odwrót
Janusza z Janem
ale to chyba
porąbane dociekanie
Hanna Prosnak

LILA
– dla Mamy Janusza Wikinga Bernera
to ta pani
na fotelu pod drzewem
która życzliwie
spogląda na gości
mama wikinga
co podwoje chaty
otworzył dla przyjaciół
Lila
ma wesołe oczy
drobne dłonie
na starych fotografiach
małe kadry
dawnych wspomnień
o synu swoim
który mieni się Wikingiem
ma szablę i zbroję
czasem płaszcz koloru krwi
zarzuca na ramiona
o synu co dom zbudował
w pocie czoła
mówi najczulej
jakby w imieniu
serce biło
– pozwólcie że się wzruszę-
mówi Januszek.
Hanna Prosnak

NAD MIAZGĄ
na pamiątkę lipcowej soboty
w chacie u Wikinga w Justynowie
rzeczka rzeczułka
wąska wstęga
ledwie z dzikiej zieleni
wygląda
może dawniej
rzeką była
wędrowców przybyłych
z daleka
poiła
teraz
prawie niewidoczna
czeka
na jakiegoś wędrowca
zatrzymaj się na chwilę
gdy nad miazgę przybyłeś
tutaj nad porośniętym brzegiem
płynie jakaś historia
o której nic nie wiesz
jeśli postoisz w ciszy
może ją usłyszysz
Hanna Prosnak

LILA
Pod srebrnozielenią świerku
Lila gniazdko sobie mości.
Znosi tam dziobkiem uśmiechu
Gałązki swojej życzliwości.
Jak nenufar na stawie
promiennie jaśnieje
gdy goście jak kaczki płyną
mącąc spokoju nadzieję.
Królowa roju – Lila
z taktem, uprzejma godnością
opowieściami w sepii
umila czas swoim gościom.
Słodka jak dojrzała papierówka,
Maniery ma prawdziwej damy.
Wygląda jak portret malowany
przez mistrza pastelami.
Buziaków kosz ma na kolanach
i rozdziela je jak dobra wróżka.
Bogini groźnego Wikinga
I Lila – Mama Januszka
Jolanta Miśkiewicz

BALLADA O WYPRAWIE NA DZIAŁKĘ DO WIKINGA
– OGNISKO KTÓREGO NIE BYŁO
Oto znowu następna
Sobota nastała
I ekipa stolika
Zbyt długo nie spała.
Też się zmówili
Na grillowanie:
Kto chce i jedzie
Na przystanku stanie.
No i pojechali.
Z uśmiechem i wiarą,
Że będzie ognisko
Z piwem i gitarą.
Niestety pogoda
Swoje miała plany.
No i dzień z ogniskiem
Nie był im pisany.
Początkowo dobrze
Się zapowiadało:
Całkiem było ciepło,
Choć troszeczkę wiało.
Wyjechał Wiking
Znowu po swych gości
I w samochód czerwony
Spakował w większości.
Mniejszość w liczbie:
Sztuki aż dwie,
Zdała swe bagaże,
Do chodzenia się rwie.
A gdy już doszli
Na działkę dzielnie,
Uwagę wszystkich
Zajęło niepomiernie:
Że Jaś z Małgosią
Chodzili przez las,
Jak długo chodzili
-Liczyli im czas.
Potem elegancko,
smaczne cappuccino pili
(W szejkerze trzepali
-Chociaż się dziwili)
-Wynalazek Mamy
Naszego Wikinga.
By wiadomo kto on
Tutaj damy linka:
http://www.lodzkiwiking.pl/
Gdy po poczęstunku
Wigoru nabrali,
To się na wycieczkę
Gromadnie wybrali.
Do Zielonej Góry
I wokół stawiku
Asfaltem i dróżką,
Lecz nie w zwartym szyku.
Stolikową tradycją
Ta wycieczka się stanie:
Wokół stawu krążenie,
W kadr ważki łapanie.
Tym razem jeszcze
Rzeczkę zaliczyli,
Pokrzywy zwalczywszy
Na mostek wskoczyli.
Kiedy zaś wrócili
Do domu i stołu,
To się za szaszłyki
Zabrali pospołu.
Paprykę, kiełbasę,
Cebulę kroili.
I wiking grilla
Rozpalał po chwili.
A kiedy szaszłyki
Były już gotowe
I goście przyjechali
Spadł deszcz im na głowę.
Na stolik, na jadło,
Na picie i sosy
Ciągłe plagi:
Deszczyk albo i osy.
Z kieliszkiem i talerzem
Pod dach wciąż biegali
Z ogniska w końcu,
Całkiem zrezygnowali.
Po trochu do Łodzi
Goście się zwinęli.
A ci co zostali
Śpiewać rozpoczęli.
Księżyca nie było-
Do czego tak wyli?
Z żalu za ogniskiem
Sąsiadów budzili?
Aż północ wybiła
Niedobitki przegnała.
Ot tak się zakończyła
Ta impreza cała.
Lecz w niedzielę,
Na placu boju,
Niektórzy się pojawili
Po nocnym znoju.
Znowu cappuccino,
Grilla rozpalanie,
Karczek w marynacie
I zwykłe gadanie.
Strojenie gitar,
Wierszy czytanie,
A potem już tylko
Klamotów zbieranie.
I w drogę stoliku
Do Łodzi pod wieczerz.
Lecz się ta historia
Tak nie kończy przecież.
Bo gdy się w Łodzi
W cukierni spotkali,
Już następną sobotę
Dobrze planowali.
Uwaga na poetów:
Gdy się gdzieś zagnieżdżą,
To sobota w sobotę,
Na spotkania jeżdżą.
Więc na stolik uważaj
Zacny Justynowie,
Bo najazd poetów
Grozi znowu tobie.
Małgorzata Skwarek – Gałęska

***
raz w sobotę pod wieczór
nazbierało się poetów
lecz zamiast raczyć nas wierszami
zaczęła się zabawa mieczami
pito z rogu i z kielichów
żartów padło tam bez liku
-tak to bawią się poeci –
a pośród śmiechów rym się sklecił.
Adam Skwarek

JAK GRACJE DO WIKINGA POJECHAŁY …
Raz w sobotę na południe,
Zapragnęły Gracje chlubnie
Poetycko się zabawić,
W plener Stolik swój wystawić.
Pojechały autobusem,
Jedna zaś rowerem kłusem,
Tam, gdzie wikingowa chatka
I dostojna jego matka.
Zabrał Wiking wszystkie Gracje
Zwiedzać bliską okolicę.
Muzy bose, bladolice,
Zakasały więc spódnice
I pląsają pośród trawy,
Wkoło stawu, wśród zabawy
Gubiąc wianki, robią fotki,
Czują miętę, głaszczą kotki.
Ach jak miło i uroczo,
Gdy zielonogórską szosą,
Idą muzy podchmielone
Piwem, dziwem – wygłodzone.
I choć strawą dla poety
Estetyczne są podniety,
To przyziemne ciałka Gracji
Domagają się kolacji.
Siedem dam, zaś jeden Wiking!
Niech zaświadczy kto był przy tym!
Nie opędzi się chłopisko
Od babskiego zbiegowiska.
Lecz dał radę! Patrzcie, oto
Już obdzielił je robotą
I urządził im biesiadę
Z najprzedniejszych wiejskich jadeł:
Grillowane kiełbaseczki,
Palce lizać – kaszaneczki,
Chlebek z grilla lekko chrupki,
Owocowy napój w kubki,
Kozi serek z Andrespola
I przeróżne inne stwora.
A na deser ciasta pyszne
Co zwabiły osy liczne.
Zaklął Wiking: Tam do kata!
Po co mi po świecie latać,
Kiedy można w Justynowie
Przednio bawić się wśród kobiet!
Małgorzata Zawisza

W ZAMKU Z DREWNIANYCH BALI
W zamku z drewnianych bali
nad wielką wodą żył wiking młody.
Przybyło do niego raz o poranku
siedem królewien przecudnej urody.
Pląsały z ważkami nad wodą
i wiły wianki o zachodzie słońca
a gdy jedna swój wianek zgubiła
wcale nie okryła się pąsem.
Wiking miał chęci szczere
by zebrać naręcze nenufarów.
Na dobrych chęciach zakończył,
cóż, może za mało się starał.
Za to bujać świetnie potrafi,
pociągać i popychać wybrankę
(w lekkim negliżu na hamaku)
i poić nektarem już od ranka.
Romantycznymi mrzonkami
ego królewien gładził
i by je nieco rozerwać
do Zielonej Góry je poprowadził.
Nudzić mu się poczęło,
gdy już zwiedzili wszelkie dróżki
więc zmienił piękne królewny
w syreny, wiedźmy, kopciuszki.
Sam zasiadł w świątyni Grilla
by święty ogień podsycić
i Mamę dostojną i białogłowy
królewskim jadłem nasycić.
Oj były wiejskie i miejskie
na beczkostole specyjały:
kiełbasy, kaszanki, sałatki
piwo i kozi ser biały.
Panny dykteryjkami wiking bawił
i troskał się o wygodę Pani Matki
i byłoby tak pięknie
gdyby nie osy i wypadki.
Ktoś pod kimś wykopał dołek
królewna w niego wpadła,
inna sitem wodę czerpała
gdy pomagała zgotować jadło.
Gdy słońce już kładło się spać
królewny znów odmienione
pożegnały bajkowe włości
i lasem ruszyły w prozy stronę.
Jolanta Miśkiewicz

U WIKINGA
Znów wędrują poetki do Zielonej Góry
tam, gdzie przeszły została Miazga.
Wzdychają tęsknie do wyspy bezludnej
i nenufaru purpurowej gwiazdy.
Choć wiatr zimny dmucha i gasi
ognisko i wesołe nastroje,
choć deszcz tak paskudny jak w listopadzie
one się niepogody nie boją.
Zdjęcia rodzinne oglądają
i patrzą jak pracowity wiking
znów się z grillem mocuje
by im przygotować szaszłyki.
Przy gitarze im piosnkę zanuci,
chrypa się go nie ima
swój skarb oddał w ręce Małgosi,
gdy prosiła: daj chociaż potrzymać.
Dziewczyny zdjęły buty
gdy po bujnej trawie wiodła dróżka.
Zostały czółenka w balowym domku.
Która to mieć chciała miano Kopciuszka?
Nie tylko poetyckie bractwo
zażyło wypoczynku chwili,
byli i znajomi znajomych
różni goście mili.
Błyskały dowcipy,
żarty i ploteczki
bo nas zaszczyciły
dwie miłe Skwareczki.
Znów było i minęło.
Nie stało się nic nikomu.
Poetki czarną nocą
samochody uwiozły do domów.
Jolanta Miśkiewicz

JAŚ I MAŁGOSIA
Jaś z Małgosią lasem wędrowali
a wilki ich nie zjadły.
Ponoć w tym lesie tak rozrabiali
aż malinki opadły.
Szli niby skrótem leśnym
a czasu minęło tak dużo.
Jakie przygody oni tam mieli
w tej bajkowej podróży?
Nie wiem, bo mnie tam nie było,
tylko domyślać się mogę
że Jaś wpatrzony w ust maliny
po prostu pomylił drogę.
Zaś Gosia niewieścim rumieńcem
tak sprawę skomplikowała,
że im się prosta dróżka
w labirynt zamienić umiała.
Jolanta Miśkiewicz

PIKNIK U WIKINGA
O szlachetna zieloności świerku wysokiego,
złudny jest odpoczynek pośród cienia twego,
gdy choćby mały wietrzyk igieł nie potrąca,
gość wachlarzem się broni od skutków gorąca.
Gdy upał nieznośny daje się we znaki,
bez wodnej kąpieli nie chcą śpiewać ptaki,
mimo woli do głowy głupoty przychodzą,
żadne mądre myśli w człeku się nie rodzą.
Nie chłodzą kompoty z owocu wszelkiego,
ani żadne przysmaki z rusztu grillowego.
chmielowe napitki z białej piany grzywką,
też poetyckiej weny nie były pożywką.
Joanna Jaworska 7.07.2012

DIABEŁ I PIOTR
Powlókł się diabeł na wyżyny Nieba.
Stuka do bramy piotrowego sioła:
– Wpuść, proszę Piotrusiu! Zmęczonym już wielce
Tym jakże niewdzięcznym czartowskim zajęciem.
Cóż mogę poradzić, gdy dusza rogata,
Rwie się do zabawy i wciąż figle płata?
Każdy wszak słabości jakoweś posiada,
Więc w imię miłości, przyjmij na sąsiada.
To mówiąc wyciągnął skrzydła pogniecione,
Których nie używał przez lata minione.
Ogorzałą gębę mąką przypudrował
I w nogawkę portek czarci ogon schował.
Ale nie tak łatwo dostać się do sioła,
Widząc te zabiegi chór anielski woła:
– Cóż to za zwyczaje?!
Przecież nie zasłużył, nie dla niego raje!
Nikt cię tu nie czeka, wracaj gdzieżeś biesił!
Diabeł się zasępił, głowę smutny zwiesił.
Piotr zaś gromkim głosem poskramia anioły:
– Nie sądźcie według siebie, nie dotknąwszy smoły.
I przygarnął Piotr diabła skruszonego wielce,
A ten mu podarował swoje ludzkie serce.
Małgorzata Zawisza

NIECHAJ WIE
powiedziała pani Anna z łodzi
„Nagość w łóżku nie szkodzi”
Może i nie
ale niechaj wie
że po głowie mi teraz chodzi
Włodzimierz Rutkowski

***
Łódź metropolią
nie wioską
Jednak nie sposób
nie wdepnąć
na Piotrkowską.
Włodzimierz Rutkowski 22. 06. 2012

RĘKA
Niezwykłym zjawiskiem
jest damska ręka,
z czasem ją całujesz,
z czasem przy niej klękasz,
z czasem o nią prosisz
by wyszła za ciebie,
a czasem jej szukasz
gdy jesteś w potrzebie,
czasem się jej boisz
bo zbroiłeś zbyt wiele,
a czasem jej pragniesz
jak modlitwy w kościele,
czasem chcesz ją skarcić
w szaleństwie i gniewie,
a czasem ją przytulić
w tęsknocie i biedzie,
niezwykłym zjawiskiem
jest damska ręka …
Marek Kawecki

LITERAT
Literat z literatką
przy bufecie siedli,
o kunszt literacki
spór zażarty wiedli,
on się zachwycał
treścią swych powieści,
ona ich zawartość
znała gdzie pomieścić,
on ją przekonywał
do czystości strofy,
ona od czystości
miała ścierkę w grochy,
literat z literatką
siedli przy bufecie,
on nie umie pisać,
ona setką przecie.
Marek Kawecki

DECYZJA
Od młodych lat wyboru,
musiał człek dokonywać,
czy dziewczę jasnowłosą,
czy czarnulkę podrywać,
i na starość decyzja,
nie jest ciągle znana,
czy laska ma być młoda,
czy lepiej drewniana.
Marek Kawecki

PROFESJONALISTA
Tak wszystkich artyzmem
swoim porażał,
że zawsze grał rolę
halabardziarza,
z popularnością wciąż
piął się do góry,
w kołach gospodyń
i domach kultury,
zagrać potrafił
i misia, i w wista,
no jednym słowem
profesjonalista.
Marek Kawecki

ŻABELKA
Nie smutkaj się łzawo E
żabelko zielona a
pluskostaw mroczny E
wpław dziś pokonasz. a
Siądziesz na zielonym d
liliowodnym liściu a
i królewicz z bajkosnu E
łapkę twą uściśnie. a E a
Na twym zielonoliczku E
złoży cmok ust namiętnych, a
do kumkorechotu w trawie E
z tobą nader chętny. a
Zmienisz się w człowiecznicę d
i królewną staniesz a
na trawiotkim kobiercu E
z rosoperłą w wianie. a E a
Zwycięży żabelka zielona E a
czaromarownicę, E a
zamieszka w snozamku d a
z lubokrólewiczem. E a E
słowa: Jolanta Miśkiewicz
muzyka: Janusz Andrzej Berner

ADWOKAT
Zapatrzony w swe odbicie,
Połechtawszy własne ego,
Rzekł palestry przedstawiciel,
Górna półka, to my kolego,
Lecz biedaczek był krótkowidz,
I nie dostrzegł tej różnicy,
Że choć półka była górna,
To mieściła się w piwnicy.
Marek Kawecki

U DYBALSKIEGO
W cukierni „u Dybalskiego”
Spodziewasz się zawsze słodkiego
Ciastka, napoju, uśmiechu
I wyjść nie możesz bez grzechu
Zjedzenia tego. U niego.
Jan Iwański
Łódź: 19 kwietnia 2012r.

ZDRADA
Zostali zdradzeni o świcie,
Skąd ja to wiem się dziwicie,
A całonocne picie,
A generał w kokpicie,
I brzoza co nagle w lesie wyrosła,
Mgła co z Helu przyniesiona przez osła,
I wszystko to potwierdza Antoni,
Niech nas wiedzą swą oszołomi,
A Antoni: Jarosław, Jarosław,
Ojcze Dyrektorze mu błogosław,
Oj Polsko, Polsko kraino wyśmiewana,
Zawziętością swych synów maltretowana,
Naprawdę mocno musisz grzeszyć i straszyć,
Skoro Pan Bóg Ci zsyła takich mesjaszy.
M. A. K.

DZISIEJSZY WIKING
Dzisiejszy wiking jest łagodny,
zamiast być agresywny, zły!
Pisze wiersze, piosenki układa
zamiast walczyć szczerząc kły!
Dzisiejszy wiking robi na drutach,
nie walczy o terytorium swoje.
Je rurki z kremem i pije kawę,
nie umie iść przebojem.
Dzisiejszy wiking siedzi wygodnie
zapomniał, co wojenny trud.
Złe wieści odgania machnięciem ręki
jak rój uprzykrzonych much.
Dzisiejszy wiking odkłada na jutro
co mógłby zrobić dziś.
Pozwala ze sobą robić co kto chce
jak wielki, pluszowy miś.
Zbudź się wikingu ze słodkiej drzemki,
znów hełm miej rogaty i duszę!
Nie kiwaj głową z uśmiechem miłym
tylko do walki ruszaj!
Jolanta Miśkiewicz

ŁÓDZKI WIKING
Raz jeden wiking z Łodzi
nie gwałcił i nie rabować,
lecz za to bardzo chętnie,
miecz swój do pochwy chował.
Został on znanym bardem,
skaldem i trubadurem,
chcąc pisać o sobie i przodkach
wciąż posługiwał się … piórem.
Pomimo, że nie był w Rzymie,
nie walczył w Coloseum,
wystąpił, bo jest już tak stary,
jako atrakcja – w muzeum.
Czasami dziergał na drutach,
każdy pewnikiem to przyzna
– spod jego ręki wszak „wyszła”
seksowna żelazna bielizna.
Lubił też częste podróże,
czy ja go w tym miejscu chwalę?
– po trzykroć przecież siedział …
w „Teleexpresowym” przedziale.
„Próbował razem poezji”
z łódzkimi twórcami pióra,
to dzięki nim i „Bohemie”
rozkwitła łódzka kultura.
Lubił on także skakać,
kto o tym wie ten załapie,
że dzięki swojej twórczości
też wylądował w S. A. P. – ie.
Szanujcie łódzkiego wikinga,
bo choć czasami się zbroi
to zawsze na straży kultury
naszego miasta stoi.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 3 kwietnia 2012r (1.47 p. m.)

KULINARNY
Podam Ci na talerzu popołudnie
z malinowym sosem przyprawione odrobiną ciszy.
Udekorowane listkiem mięty i białym obłokiem,
który przez przypadek wpadł przez okno do kuchni.
W filiżance przykrytej spodkiem przyniosę Ci
sierpniowy wiatr. Uważaj aby nie uciekł.
Będziemy rozmawiać o wielu nieistotnych sprawach.
O smaku poezji i zapachu skoszonego siana.
Magda Cybulska
Łódź: 22 III 2012r.

LENIWI POECI
Wytykacie błędy PREMIERA
– a wieść gminna niesie,
że nikt z Was nigdy
nie pisał dobrze
… o PREZESIE.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 1 marca 2012r. (4.07 p. m.)

ŻYCZLIWOŚĆ
Lubię ludziom robić przyjemności,
Bardzo szczerze i spontanicznie,
Lecz nie chodzi tu, że uprzejmości,
Wyrażam cokolwiek rytmicznie,
Raczej pragnę ich zaspakajać,
Tak bardziej w duchowym wymiarze,
Niż fizycznie z kimkolwiek się spajać,
Gdyż mnie później żona ukarze,
Dlatego umysł mam wciąż otwarty,
Pozwalam innym z niego czerpać,
Niech się bliźni nie czuje obdarty,
Niech na wiedzę choć moją zerka,
A szczególną atencję ma władza,
Przez naród na organ wybrana,
Dla niej człek ideały zdradza,
Na fizyczność już gotów jest z rana,
Więc gdy się tak zdarzy, że władza,
Fizyczności ze mną oczekuje,
No to trudno ja się z tym zgadzam,
Niech mnie władza w d… pocałuje.
MAK

FRASZKA NA KOCIĄTKO
Kocham Twoją miękkość, przytulność.
uwielbiam Twój wdzięk taki koci,
ale jak mnie pazurkami do krwi zranisz
to i Ty futerko możesz zmoczyć.
Jolanta Miśkiewicz

FRASZKA DO PANA X
Nie żałuj kochanie tych chwilek,
które spędzamy słodko, miło,
bo wiadomo nie od dziś – lepiej grzeszyć
niż żałować, że się nie grzeszyło.
Jolanta Miśkiewicz

FRASZKA O DZIADKU
Posłuchaj wnuku i dziadku
choć smutna to jest bajka.
Gdy za długo nie pykasz
może Ci zgasnąć fajka.
Jolanta Miśkiewicz
Dumka na jedno serce
Nie zapytasz o mnie miły
choćby oczy Cię zdradziły
choćbyś tęsknił ponad siły
nie zawołasz mnie.
Gdy rozpłynę się w błękicie
choćbyś… lubił ponad życie
tęsknił nocą i o świcie
nie zawołasz mnie.
Choćby świat Twój stracił barwy
nie usłyszy nikt Twej skargi
masz zacięte, zimne wargi
nie zawołasz mnie.
Wyparuję z kroplą rosy
zmienię się w pszeniczne kłosy
ptak zaśpiewa moim głosem.
Nie zawołasz mnie.
Choć się zmienię w kwiaty głogu
Ty nie będziesz błagał bogów
szukał na rozstajnych drogach
nie zawołasz mnie
mój miły
nie zawołasz mnie.
Jolanta Miśkiewicz

JA
Pierwszy pocałunek z Tobą.
Niepewnie zaczerpnęłam powietrza
jakbym nie wiedziała
czy jeszcze umiem oddychać.
Pierwsze dotknięcie całą sobą.
Zachwiałam się jak na wietrze
jakbym nie umiała
stąpając ziemi dotykać.
Sekunda stawała się dobą.
Cykały wieczorem świerszcze
a ja obserwowałam
ruch wskazówek budzika.
Niech już pokażą godzinę nową
do Ciebie bliższą jeszcze.
Tak bardzo tego chciałam
aby czas szybciej umykał.
Wsłuchana w każde Twe słowo
z pokornej nadziei dreszczem
przed drzwiami miłość stała,
które trzaśnięciem zamykasz.
Jolanta Miśkiewicz

BEZOWA ROZKOSZ
Serwetkowy wierszyk
Lukrowany z rozkoszy
Szybko zapisany
By nikt go nie spłoszył
Serwetkowy wierszyk
W pamięć chwil wpisany
Ze spotkań ulotnych
Zapachem splatanych
Serwetkowy wierszyk
Nie ma nic z wielkości
Ma chwalić uroki
Ponętnych słodkości
Serwetkowy wierszyk
O bezie puszystej
W której wciąż nas wabi
Smak poezji czystej
Urszula Kowalska

WIERSZE NOCNE
Latarnie wsadzają łeb w okna
ślepia bezczelne wybałuszają,
patrzą jak chodzę całą noc –
pewnie się ze mnie naśmiewają.
Drukarka wiersz wypluła z pogardą,
ze zgrzytem puka się w głowę.
Kto o tej porze pisze i pisze
wiersze tak stare choć nowe.
Pies niecierpliwie posłanie drapie
spać nie może przeze mnie.
Sulku, ja dzisiaj spać nie idę,
nie czekaj nadaremnie.
Laptop piszczy i wzdycha
też już chciałby odpocząć.
Nie lubi kiedy po nocach
wiersze się na nim tłoczą.
Włażą jeden na drugi
i niemal same się piszą,
łzy je podlały jak kwiaty
więc rosną na nocy ciszy.
Jolanta Miśkiewicz
Łódź: 16 II 2012r.

WIARA
Pewna pani, spod Pabianic,
zdania innych miała za nic
– za wyjątkiem tych,
ale to już jej wola,
które płyną wprost z ust
OJCA DYREKTORA.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 9 lutego 2012r. (3.40 p.m.)

UWIELBIENIE
Raz niewiasta – co psa miała,
ciągle wszystkich pouczała,
że kto nie ma w domu zwierząt
ten jest zły.
A co myśli o Chińczykach???
– przecież większość skośnookich
… lubi psy.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 9 lutego 2012r. (3. 55 p. m.)

POETA
Ja poetą żadnym nie jestem,
Bo poeta jak wszystkim wiadomo,
To musi być jakiś ktoś z gestem,
Co na krechę bierze, rzekomo.
A do tego zawód miłosny,
Który go w letarg twórczy wprowadza,
I jest przy tym bardzo zazdrosny,
Choć sam bez przerwy zdradza.
A i wygląd trzeba mieć marny,
Jakbyś wrócił z Magnitogorska,
Chudy, z przepalenia czarny,
Z brodą albo bez, jak Szymborska.
Na koniec charakterystyki,
By podkreślić ważność persony,
Poeta tworzy myśl bez logiki,
Jakby Witkacy prądem rażony.
Gdy porównam się z rysopisem,
I wszystkie cechy podsumuję
To do poezji ja się nie piszę,
Ja po prostu inaczej rymuję.
Marek Kawecki

SŁODKIE CZARY
Słodkie czary
Słodkie czary
Słowo daję
tu i czary się sprzedaje
nie, słodycze
pączki, bułki i eklery
będę szczery
ta cukiernia apetyczna
czarodziejska jest i śliczna.
Małgorzata Skwarek Gałęska

SPRÓBUJMY
Spróbujmy razem poezji.
Na zapach pocałunku,
smak gorącej czekolady,
kolor letniego wiatru.
Spróbujmy razem poezji –
cynamonowe rozsądne ciasteczko,
liryczny sonet z kremem,
szarlotkę z pianką satyry.
Spróbujmy razem poezji.
Zanurz pióro w limeryku
atramentu małej czarnej
i napisz własny wiersz.
Jolanta Miśkiewicz 7. 02. 2012

ZACZAROWANE ZAŚLUBINY
Na białej kawie zakwitł czekoladowy bratek
– namalowany różdżką uroczej czarodziejki.
Różowe serduszko przytuliło się, cichutko,
do rozmarzonej filiżanki.
Tyle szczęścia!!!
Łaknące wargi połączyły pachnący czekoladowo – kawowy kwiat
z sercem pełnym miłosnej ambrozji.
Wtuleni ulecieli do innego świata,
pozostawiając po sobie słodkie wspomnienie,
zapisane piórem poety na białej, papierowej, serwetce.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 2 lutego 2012r. (4.36 p. m.)

U DYBALSKIEGO
U Dybalskiego ciężko się pisze.
Tak trudno tutaj usłyszeć ciszę.
Chociaż muzykę głośną słyszę
ja jednak piszę!
Liżą paluszki Janusz i Olo,
dzielą się chruścikami z Jolą.
Zamiast pisać chrupać wolą.
Oj dolo, dolo!
Jolanta Miśkiewicz 26. 01.2012r

OKRUCHY SŁODYCZY
Popioły cukru pudru
spadają na samo dno.
Uwięzione w tekturowym pudełku
okruchy słodyczy.
Smutka się upadły puder.
Nie zdobi już faworka – faworyta.
Strząsnęły go na dno
ręce boga – człowieka.
Jolanta Miśkiewicz 26. 01. 2012

ŁÓDZKI ANIOŁ
Widziałem w środku zimy Anioła.
Przycupnął cichutko na ławeczce obok poety,
który kochał Łódź.
Urocza złotowłosa dziewczyna, z pobliskiej kawiarenki,
przyniosła im po filiżance zielonej herbaty.
Zziębnięci spijali ogrzewający ich dusze napój.
Wraz z ostatnimi kroplami popłynęła z ratuszowej wieży
„Prząśniczka”.
Anioł, z ciepłym sercem, odleciał.
Pozostawił, zadumanemu Tuwimowi, śnieżnobiałe pióro
dla łódzkich poetów, by powrócić kiedyś do kawiarenki
na Piotrkowskiej 102a i odnaleźć uroczą złotowłosą,
która poda, z uśmiechem, filiżankę zielonej herbaty.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 12 stycznia 2012r. (14.31)

DEPRESJA
Cukier z rozpaczy rozpuścił się w szklance.
Magdalena Cybulska 5 I 2012r.

EROTYK
Ciasteczko leży niecierpliwie obok filiżanki.
Czeka, aż dotknie ustami gorącego ciała herbaty.
Tylko żeby się nie oparzyło.
Filiżanka jest zazdrosna.
Magdalena Cybulska 5 I 2012r.

JESIEŃ
Nastała kolejna jesień.
Drzewa zasypiają,
udają się na zimowy spoczynek.
Tracą zieloność swoich liści,
by pokazać zdejmowaną szatę
w jeszcze piękniejszych
różnokolorowych barwach.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 3 grudnia 2011r. (1.37 p. m.)

JAWA JAK ZABAWA
Wiking zbrojny w odwagę
twarde życie brał za rogi.
Jednak, któż by się spodziewał,
by ten mąż z przeszłości
czas pokonał i zagościł
w cukierni Dybalskiego.
Co go przywiodło na
cukierni progi?
Tort! Tort!
Nie kłamię, moi drodzy!
Byłam. Widziałam. Jadłam.
Jak się postaracie
może go spotkacie.
Nieoficjalnie wiem też,
że bierze w łapę
wiersz.
Hanna Prosnak 1 XII 2011

PIOTRKOWSKA 102
Kafejka w której
obłok słodkiego cappuccino
przesuwam lekko po ustach
mała wyspa szczęścia
pełna zapachu
przenikającego niespokojne myśli
przez moment
mam wrażenie
że zjadłabym jak ciastko
przystojnego faceta
który tuż obok
rozmawia przez komórkę
z nieznaną Wenus
powtarzając w kółko
tak piękna
dobrze piękna
z ostatnim łykiem
cappuccino
przełknęłam domysły
nie ukrywam
bardzo zmysłowe
Hanna Prosnak Łódź 1 XII 2011

BEZ TYTUŁU
Pod ciężarem bytu
łachmanem biedaka
nadzieją mi wena
łódzkiego burłaka.
Moja siła w piórze
patronem Venera
może mnie zaproszą
do stołu Bernera.
Żenia Korczarowski

BEZ TYTUŁU
mógłby kiedyś Julian Tuwim
zajrzeć do kawiarni na Piotrkowskiej 102
na pewno lekko podniósłby głowę
gdybym stanęła we drzwiach
i miejsce wskazał koło siebie
a ja z uśmiechem zamawiając
smak pistacjowy
trochę niechcący usłyszałabym
„pani pachnie jak tuberozy
to nastraja i to podnieca”
na Piotrkowską 102
zawsze może przyjść jakiś poeta
i słodkim zestawem słów
dziewczynę w kwiat
zamienić znów
Hanna Prosnak
Wikingowi Januszowi Bernerowi

W CUKIERNI Piotrkowska 102
Moje natchnienie
ukryło się w gablocie
z ciastami.
Zerka z za czekoladowego
tortu i drażni się ze mną.
A ja otoczona aromatem kawy
chcę skusić je moimi myślami.
Nie interesuje się
białą pustą kartką.
Jeśli nie, przyjdę powtórnie
po cały tort
z czekoladą ukrytego
pragnienia.
Małgorzata Skwarek Gałęska

ikona-poezje

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

FOLWARK DROBIOWY PRAWDZIWA HISTORIA

Folwark dotarł już do Chicago, Kopenhagi, Brukselli, Londynu, Toronto, Wyższej Izby Parlamentu RP, ale jak widać na załączonym obrazku dotarł również do Holandii dzięki mojej przyjaciółce Romie – dziękuję.

1-folwark-w-holandii

 

Folwark dotarł już do Chicago, Kopenhagi, Brukselli, Londynu, Toronto, ale jak widać na załączonym obrazku również do Wyższej Izby Parlamentu RP.

Folwark w Senacie RP

Następny krok – „Folwark drobiowy prawdziwa historia” zawitał do Belgii.

Folwark w Belgii

I poszło – „Folwark drobiowy prawdziwa historia” dotarł do Danii. Trubadur Marian Lichtman i „Folwark …” w Kopenhadze.

Stało się – „Folwark drobiowy prawdziwa historia” dotarł do USA.

Polska - AmerykaZ przyjemnością informuję, że w dniu 23 lutego 2016r. ukaże się moja kolejna książka z cyklu prawdziwych historii – tym razem Folwark drobiowy (ku pokrzepieniu serc). Życzę udanej lektury. Okładka awersplakat J A BERNER

MOJA ŁÓDŹ

Jak widać poniżej wraz z Folwarkiem drobiowym – prawdziwą historią do Holandii dotarła również Moja Łódź (dzięki mojej przyjaciółce Romie).folwark-i-moja-lodz-w-holandii

0 MŁ2 MŁ

4 MŁ

5 MŁ

 

 

 

6 MŁ

7 MŁ

11 MŁ

 

12 MŁ

48 MŁ

55 MŁ

56 MŁ

92 MŁ

93 MŁ

Za tydzień czytelnicy poznają następną część moich wspomnień.

94 MŁ

 

95 MŁ

 

1 MŁ

Opinie czytelników:

Renata Bieniek Dziękuję za Moją Łódź! Dziękuję za chwilę wzruszenia! Dziękuję za gęsią skórkę – czytając o szkole, podwórku, winogronach przy tramwajach! Dziękuję za obraz kuchni u babci – płótna na ścianie, węglarkę, wodniarkę, piec węglowy i fajerki! Bar Ludowy oglądałam z okna. Dziękuję za przywołanie tych obrazów wywołujących rozrzewnienie, ciarki, a czasami tęsknotę za… młodością! Wszystko z miłości do Łodzi! Mojej Łodzi! Naszej Łodzi,!!! Życzę Ci następnych wspaniałych pomysłów. Powodzenia.

Eleonora Elżbieta Ward.Wzruszający komentarz Wikingu, i ja też Ci dziękuję że przywołałeś w swojej książce- tamtą Łódź, dawną i utrwaliłeś słowem, obrazem jej urok dla nowych pokoleń Łodzian. Bo to Nasza Łódź – dziadków, rodziców i wnuków- Moja i Twoja – piękna kamienicami Piotrkowskiej, sławna Księżym Młynem nawet w Japonii, naszą Filmówką. Nasza zadziwiająca w różnorodności ŁÓDŹ- z celtyckim pozdrowieniem liścia brzozy, Eleonora, łodzianka.

LEKCJA ŻYWEJ HISTORII

11 marca 2016r. w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź – Polesie: (Filia nr.15 ul. Garnizonowa 38 oraz Dział Udostępniania ul. Długosza 7/9) zainaugurowałem, pierwsze w tym roku, „lekcje żywej historii” (dla uczniów 5 i 6 klas Szkół Podstawowych). Jak widać na załączonym obrazku cieszyła się ona dużym zainteresowaniem. Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości kierownictwa M. B. P. Łódź – Polesie (Filia nr.15).

WIADOMOŚCI POLONIJNE

Z przyjemnością chciałem poinformować, odwiedzających moją stronę, że w lutym br. w Wiadomościach Polonijnych (gazeta wydawana przez Zjednoczenie Polskie w Johannesburgu – RPA) jedną ze stron poświęcono Walentynkom, gdzie opublikowano kilka moich wierszy. Artykuł ukazał się z inicjatywy pani Barbary M.J. Kukulskiej – Prezes Zarządu Zjednoczenia Polskiego oraz Redaktor Naczelna Wiadomości Polonijnych.

1a. WIADOMOŚCI POLONIJNE

Dzień św. Walentego
Dla Pań i Panów Walentynek i Walentych (14 lutego każdy z nas nosi to imię!), dedykujemy poezję autorstwa Janusza Andrzeja Bernera – łodzianina. Utwory z tomiku „Smaki mojego życia”.
Do tekstów Janusza A. Bernera skomponowano muzykę i przedstawiona została w formie piosenek. Janusz A. Berner zadedykował tomik: „tym, których kochałem, kocham i będę kochał”.

W 2

 Korespondencja mail’owa po ukazaniu się artykułu:

2016-02-15 19:07 GMT+02:00

Szanowna Pani Barbaro. Chciałem serdecznie podziękować za niezwykłą uprzejmość i gest, jaki pani uczyniła w stosunku do mnie. Chodzi mi oczywiście o moje walentynkowe wiersze zamieszczone w lutowo – marcowym wydaniu Wiadomości Polonijnych. Przy okazji pozwoliłem sobie na wysłanie elektronicznej wersji gazety wydanej przez Wojewódzką Bibliotekę im. Piłsudskiego. Pozdrawiam, z wyrazami szacunku Janusz Andrzej Berner.

Re: Szanowny Panie Januszu
Na spotkaniu poetyckim na ulicy Moniuszki, poprosiłam, abyśmy wszyscy mówili sobie po imieniu.
A więc Januszu, to żadna uprzejmość, że zamieściłam w swoim piśmie Twoją poezję.
Twoje wiersze chwytają za serce, są pełne delikatności i romantyzmu.
Mogłabym jeszcze więcej pisać o moich odczuciach, ale te strofy… są po prostu piękne!
Poszło pismo na cały świat do Polonii i już miałam ileś głosów i z daleka i od Polaków z Johannesburga, że te wiersze podobały się wielu osobom.
Reasumując, to nie ja zrobiłam jakiś nadzwyczajny gest i uprzejmość, ale to Ty przemówiłeś do nas mając wielki talent.
Dziękuję!
Przypuszczam, że Urszula Kowalska przesłała Ci moje pismo. Będę w Łodzi w kwietniu, to postaram się zatrzymać dla Ciebie jeden autorski egzemplarz papierowy.
Pozdrawiam serdecznie z ciągle gorącego (koniec lata) miasta. Miasta pełnego ogrodów i zieleni, (która teraz schnie prażona słońcem. TEGO JESZCZE NIE BYŁO!)
Przytulanki dla Wszystkich z Klubu poetyckiego.
Basia

Barbara M.J. Kukulska
Prezes Zjednoczenia Polskiego w Johannesburgu
Redaktor naczelna „Wiadomosci Polonijnych”

CYGAŃSKIE ŻYCIE – cygański protest song

 

 XVII FESTIWAL PIOSENKI I KULTURY ROMÓW CIECHOCINEK 2013r.

XVII FESTIWAL PIOSENKI i KULTURY ROMÓW CICHOCINEK 2013r.

wóz cygański - TERNE ROMA

2. Ciechocinek 2013r.        XVII Festiwal Romów

W lipcu 2013r.  miała premierę piosenka pt. Cygańskie życie – prawdopodobnie pierwszy na świecie romski protest song w wykonaniu Bogdana Trojanka wraz ze wspaniałym zespołem Terne Roma. Bogdan, który skomponował piękną muzykę stworzył, wraz ze mną utwór zapadający w pamięci. Do chwili obecnej na You Tube wysłuchało go 13653 osób. Piosenkę można usłyszeć wpisując w przeglądarce Google: berner trojanek lub https://www.google.pl/search?q=berner+trojanek&ie. Alternatywnie www.youtube.com/watch?v=GOSc5aP_scg. Utwór był prezentowany nie tylko przez Terne Roma (na licznych scenach), ale można go było usłyszeć na polsko – słowackim Festiwalu Rozłogi – Rozhlady. Piosenka wraz z autorem tekstu (czyli ze mną) trafiła do Bratysławy, gdzie została bardzo ciepło przyjęta – należy wspomnieć, że na Słowacji mieszka około 100 000 Romów. Efektem mojego pobytu w naddunajskiej stolicy, którą jestem zachwycony, było przetłumaczenie mojego wiersza na słowacki i zamieszczenie tekstu, wraz z poniższym artykułem, w dwóch tamtejszych gazetach. Poniżej możecie państwo zapoznać się ze wspomnianym materiałem oraz skanami gazet.

PRASA SŁOWACKA

Bellaria

Mysz i myśl

ROMSKI PROTEST SONG

Z Januszem Andrzejem Bernerem rozmawia Stanisław Andrzej Średziński
St. A. Ś.: Kiedy w Polsce wymienia się Twoje nazwisko zaraz ktoś dodaje – pierwszy polski Wiking lub łódzki Wiking, a przecież, obok wspaniałej wiedzy na temat historii Skandynawii jesteś uznanym poetą, twórcą tekstów piosenek …
J. A. B.: przez skromność nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Istotnie, jeżeli chodzi o wiedzę na temat historii vikingów (wypraw łupieżczych) i Vikingrów (uczestników tych wypraw), jak określił to jeden z łódzkich historyków, posiadam tę wiedzę w jednym … paznokciu. W 2004 r. wraz z profesorem Ryszardem Ignacym Danką reaktywowaliśmy Klub Skandynawski przy Interdyscyplinarnym Zespole Naukowo – Badawczym Międzynarodowej Komunikacji Językowej Uniwersytetu Łódzkiego (Wydział Filologii Klasycznej) . Muszę tutaj nadmienić, że jestem absolwentem Politechniki Łódzkiej (Wydział Samochody i Ciągniki). W 2008r. ukazała się moja pierwsza książka (najprawdopodobniej jedyna na świecie wikińska saga do tego napisana wierszem) „Wikingowie – prawdziwa historia”. Po trzech latach wydałem tomik wierszy „Smaki mojego życia” wraz z płytą o tym samym tytule, gdzie do moich tekstów Marcelina Gładysiak skomponowała muzykę i wyśpiewała moje piosenki. Premiera miała miejsce w Muzeum Miasta Łodzi z udziałem aktorów: Aleksandra jr. Forda, Barbary Korczarowskiej oraz Eugeniusza Korczarowskiego.
St . A. Ś.: Twoje zainteresowania nie ograniczają się tylko do historii i twórczości literackiej. Śledzisz wydarzenia światowe i nie pozostajesz obojętny na przejawy jakiejkolwiek dyskryminacji. Wtedy chwytasz za pióro …
J. A. B.: nie tylko wtedy, zawsze kiedy coś mnie nurtuje chwytam za pióro „wiecznie maczane”, by zaprotestować przeciw przemocy, dyskryminacji i złu. Byłem wychowany, przez rodziców, w duchu tolerancji dla łódzkiej wielokulturowości. Nie miałem w stosunku do innych mniejszości żadnych zastrzeżeń. W 2010 roku francuski prezydent (świadomie nie wspomnę jego nazwiska) ogłosił „krucjatę” anty romską – wygnajmy wszystkich Cyganów z naszego kraju. Czemu??? – mieszkańcy wspólnej zjednoczonej Europy Romowie rumuńscy i bułgarscy są dyskryminowani. Rozumiem, że należy walczyć z patologią żebractwa, ale w stosunku do wszystkich narodowości – Francuzi też zbierają datki. Wtedy powstał mój wiersz Cygańskie życie. Poruszyłem ten temat ponieważ Romowie, podobnie jak Wikingowie, byli podróżnikami, znakomitymi handlowcami oraz rzemieślnikami. W XXI wieku nie mogę „walczyć” z niegodziwościami tego świata mieczem więc moim orężem jest pióro. Postanowiłem, aby mój wiersz usłyszał cały świat- wysłałem go dalej.
St. A. Ś.: W ten sposób nawiązałeś przyjacielskie kontakty z środowiskiem Romów w Polsce. Twój protest song śpiewa znany, nie tylko w naszym kraju Bogdan Trojanek …
J. A. B.: Na mój apel odpowiedział Bogdan Trojanek – założyciel zespołu Terne Roma (Prezes Królewskiej Fundacji Romów Polskich, jedyny na świecie Rom będący kawalerem Orderu Uśmiechu), który zaakceptował mój tekst, skomponował do niego muzykę i … wyśpiewał w lipcu 2013r. Od końca lipca na You Tube było około 1500 wejść.
St. A. Ś.: Czy można liczyć na dalsze wspólne utwory ? A skoro o takiej współpracy mowa, to jak oceniasz zainteresowanie kulturą Romów w Polsce ?
J. A. B.: Oczywiście, że mam w planach powstanie następnych utworów. Obecnie pracuję nad jednym z nich – Cygańska tęsknota, jeżeli Bogdan ją zaakceptuje, to ballada ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku. Uważam, że należy rozpropagowywać kulturę Romów na każdym kroku. Stereotyp Cygana – złodzieja jest błędny, ludzie tego pokroju nie są Romami, albowiem są wykluczani ze swego społeczeństwa. Lubimy kulturę cygańską, piosenki romskie więc spójrzmy również tak samo na Romów, którzy są Europejczykami tak jak my.
St. A. Ś.: Dziękuję bardzo za rozmowę, którą chciałbym uzupełnić Twoim wierszem – tekstem ROMSKIEGO PROTEST SONGU

J. A. B.: CYGAŃSKIE ŻYCIE
Tak bardzo chciałbym w świat wyruszyć z taborami,
pod gołym niebem czerwone wino pić,
śpiewać i tańczyć przy ognisku z Cyganami,
pragnę jak oni wolnym być.

Cyganie tańczą to wiruje ziemia,
kiedy śpiewają to wraz z nimi nuci wiatr,
pieśń piękną niosą: echo oraz drzewa
– hen do księżyca i do gwiazd.

Nie zagra, nie zaśpiewa Cygan na Montmartrze,
bo wypędzono go gdzieś w Karpat cień,
pod więżą Eiffla nie usłyszą paryżanie
żałosnych słów ballady tej.

Ćhave nie zagra więcej już na skrzypkach,
wody Sekwany nie poniosą pieśni tu,
melodii tęsknej nie usłyszą już Francuzi
– nikt nie utuli ich do snu.

Tak bardzo chcę by śpiewać z Cyganami,
w leśnych ostępach źródlaną wodę pić,
wędrować z nimi, gdzieś na kraniec świata
– chcę tak jak oni wolnym być.

Janusz Andrzej Berner
Łódź: 28 października 2010 r. (11.26 a.m.)

RÓMSKY ŽIVOT
Ako rád by som sa s Rómami rozletel
a pod holým nebom červené víno pil,
spieval a tancoval pri ohni cigánskom,
slobodný ako oni žil.

Rómovia tancujú a zem sa točí,
rozvírený vietor vo vlasoch im hniezdi.
Nádhernu pieseň nesú ozeny a stromy,
zhasína deň, mesiac, hviezdy.

Nezahrá, nezaspieva Cigán na Montantre,
tu v Karpatoch svoje Husie naladil.
Pod Eiffelovkou márne stoja Parížania,
nezaspieva im balady.

Mládenec nezahrá na husliach, nezabrnká
je to dávno, co ho vody Seiny čuli.
Už Francúzom nezakvília tóny smutné,
nikto ich vo sne nepritúli.

S Rómami túžim tancovať a spievať
a z lesných Riedel pramenistú vodu piť.
Aj putovať s nimi, hoci na kraj sveta,
sloboný ako oni žiť.

Janusz Andrzej Berner
Z polskiego na słowacki przełożyła – (Z poľštiny prebásnila)
Bohuslava Vargová – Hábovčíková

ANNA BANASIAK

Anna Banasiak jest niezwykle utalentowaną osobą. Spod jej pióra wychodzą wspaniałe utwory. Udostępniłem miejsce na swojej stronie internetowej, abyście Państwo mogli zapoznać się z twórczością tej uzdolnionej poetki.
Janusz Andrzej Berner

 

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAANNA BANASIAK.

Absolwentka polonistyki i kulturoznawstwa w Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UW. Uprawia poezję i krytykę literacką.
Publikowała m.in. w: „Przeglądzie Polskim”, „Migotaniach”, „Frazie, ”Portrecie”, „Fahrenheit”, „Idantutkimus”, ”Akancie”, „Ex libris 43bis”, „Kurierze Galicyjskim”, „Dzienniku Kijowskim”, „Przeglądzie Prawosławnym”. Debiut prasowy „Dziennik Łódzki” 1998. Prezentowała swoje wiersze w Radiu Łódź. Otrzymała zaproszenie do programu TV RedSat. Jej teksty krytyczne ukazały się po angielsku, ukraińsku i fińsku. W przygotowaniu tłumaczenie na hebrajski. Jej wiersze publikowano w kilku czasopismach literackich m.in.: „Kurierze Galicyjskim”, „Na Stronie”, „Akancie” i „Exlibris43bis”.
Laureatka kilku konkursów poetyckich: „ OKP im. Janusza Korczaka” Płock 1997, II nagroda w konkursie ”Śmierć Pegaza” Łódź 2012, II nagroda w konkursie „Mój Belfer” Opole 2012, I nagroda w konkursie „Poetyckie Walentynki” Berlin 2014, medal w Mistrzostwach Świata w Poezji Londyn „W drodze do domu” Londyn 2014, I nagroda w konkursie „Koniec Poezji” Łódź 2014, I Nagroda w II Biesiadzie Poetyckiej Łódź 2014, Nagroda Główna w Międzynarodowym Konkursie Literackim Rozłogi / Rozhlady 2014.
Nagradzana i wyróżniana w konkursach literackich: „Pan Cogito odłożył pióro” 1997, OKP Norwida 2008, „Podróż poetycka” 2008, „O wieniec Akantu” 2008, „O wieniec Akantu” 2009, „Bydgoski marzec” 2008, „O Trzos Króla Eryka” Darłowo 2012, „Kalisko-sieradzki wieczór literacki” Sieradz 2014, Podróż Poetycka 2014
Jej wiersze ukazały się w antologii: „Dżemowa Trybuna Poetów” i „Róże dla Różewicza”. W przygotowaniu antologie: „Wiersze o Łodzi”, „Dialogi poetyckie” i antologia Klubu Literackiego Nauczyciela. Przetłumaczyła na angielski tomik Agnieszki Battelli „Bez tytułu” i wiersze J. A. Bernera: Byłaś, Byłeś oraz Powrót
Prezentowała swoją twórczość w Łodzi, Poznaniu, Opocznie, Krakowie i Domu Opieki Społecznej w Łodzi. Należy do grup poetyckich: Centauro, Stolik poetycki i Spróbujmy razem poezji.
Publikuje swoje teksty na portalach: www.poetika.pl oraz www.lodzkiwiking.pl.

Jej wiersze i tłumaczenia wierszy Grażyny Cebo-Więcek były prezentowane na kongresie ekofilozoficznym w Indiach, Pantnagar 2014r.

Janusz Andrzej Berner

WIERSZE ANNY

Ostatnia salsa
zatańcz ze mną ostatnią salsę
w sypialni drżącej
pożądaniem
przy tobie mogę oddychać
jestem wolna
gdy oddajesz mi
swoją nagość
szukam ciepła twoich ust
wróć do mnie
dziś tańczę solo

Wolna miłość
uwolnij mnie
ugaś żar moich ust
rozkołysz dotykiem
stepuję po rozgrzanym stepie
szukam twoich ramion
zdmuchnij mnie
z powierzchni świata

Kobra
zatańcz przede mną
zasyp ciało pocałunkami
będę cię pieścił
aż nasycisz się moim smakiem
aż piersi opadną na poduszki
chcę być twoim źródłem
pij ze mnie
będę wschodził w tobie jak słońce Stambułu
aż zaczniesz płonąć w moich ustach
w tańcu który nigdy się nie kończy

Przebudzenie
usta szukają ust
między wierszami
wyzwalają się
z zakazanych metafor
stwarzają świat
bez ozdób

Koncert
kochamy się w burzy
muzyka jak morze pochłania chwile
falowanie mew
statki płyną leniwie
plaża omdlewa od pieszczot
dotykaj mnie
w twoim oddechu
szalony rytm Bacha
trzepot fal
wejdź
w moją niezmienność

I Nagroda w konkursie Poetyckie Walentynki – Berlin 2014r. (nagroda za cykl powyższych wierszy)

Maskarada
Edwardowi Hirschowi
Wychodzę
z przebieralni ciał
kostiumy są pożyczone
włożone na próbę
ręce
ubranie
twarz
należą do obcej osoby
za chwilę
ktoś niewidzialną ręką
zdejmie ze mnie życie
jak zużyty rekwizyt
a ja przestanę być
i zacznę grać
w nowej masce

Pobyt
W.S.Merwinowi
Tam skąd przybywam
słychać tylko ciszę
chodzi się na palcach
w obcym ciele
by nie zbudzić
Echa Chaosu

tam skąd przybywam
wędruje się wiecznie
i nigdy nie powraca

życie wiruje na karuzeli wydarzeń
w pustych spojrzeniach przechodniów
zmienia się jak Sziwa
za szybą
bawię się pobytem
w niebyciu
wychodzę
z bytu
staję się kimś
choć nie ma mnie

 

Powyższe wiersze były prezentowane  podczas XIV Światowego Dnia Poezji – Londyn 2014r. Za wiersz Pobyt autorka otrzymała medal UNESCO w Mistrzostwach Świata w Poezji – Londyn.

 Po drugiej stronie
Tomasowi Tranströmerowi
zakratowane ptaki
duszą się na wolności
krążą w zamkniętych kręgach
powoli wyplątują się z sieci

wchodzę do łodzi odpływającej
w ciemną wieczność
wykrzywione twarze
wyrastają z korony drzew
dźwięczą w snach
wołają mnie do powrotu
w martwy las

szukam wyjścia
z kamiennego świata
w niekończący się karnawał

walczę o oddech

Pierwsze miejsce na Biesiadzie Poetyckiej – Łódź 2014r.

 Bezsenność
Twoje ciało zapachem
nirwany
przenika wszechświat
światłem
odsłaniasz wszystko
co ważne
oddychasz we mnie
rytmem niepokoju
nie pozwalasz mi zasnąć

byłeś miłością moją

Nagroda Główna KAMENA – jeden z wierszy prezentowanych w międzynarodowym konkursie literackim Rozłogi / Rozhlady 2014 r.

 

Śniło mi się, że jestem górą
mamie
przerasta mnie
ten świat
to boli
nie dorastam
do życia

tańczę jak Herodiada
zakleszczona w kolczastych klatkach
migocą oczy w kominach
wyostrzone barwy i obrazy
brzęczą jak szerszenie
zaciemniają niebo nade mną
w  czarno-żółtych kokonach
schody wspomnień unoszą mnie
poza istnienie
rzeczywistość uwiera
jak wykoślawione buty
skrzypienie drzwi zagłusza ciszę

zatrzaskuje przeszłość

 

wyróżnienie podczas Kalisko-sieradzkiego wieczoru poezji, Sieradz 2014r.

 Bagaż
zaplątałam się
w czasie
pogubiłam w chaosie spraw
odłożonych na później
myśli zamilkły
w lukach pamięci

znów gdzieś odjadę
kogoś zostawię
ucieknę
od siebie
bez bagażu
pośród ludzi i rzeczy
rozpędzonych donikąd

ta podróż nigdy się nie kończy

w przedziałach
mylę koleje rzeczy
śmierć kasuje bilet

szukam sensu
w poczekalni życia

Wyróżnienie w konkursie Podróż Poetycka 2014r.

ANTOLOGIE

Wiersz „The art of flying” umieszczony w międzynarodowej antologii „Flying Between Words”, Nowy Jork 2015

contemporary

 Anna Banasiak

The art of flying

Sunrise

stops the essence of existence

ducks immersed in silence

fly free like flames

they dive

stagger sacred circles

my soul

spreads its wings

flying between two worlds

happy upon a moment

brightened by a light

approaches infinity

 

Wiersz „The richness of the soul” opublikowany w międzynarodowej antologii „Poets against inequality”, Fabrizio Frosini 2016

poets against

Published by Fabrizio Frosini at Smashwords
Copyright 2016 Fabrizio Frosini
Editorial project by Fabrizio Frosini
Anthology of Poetry
73 Poems by
Poets Unite Worldwide: Fabrizio Frosini, Pamela Sinicrope, Galina Italyanskaya, Kelly Kurt, Souren Mondal, Srijana KC Neupane, Udaya Tennakoon, Negar Gorji, Tapera Makadho, Ellias Aghili, Sayeed Abubakar, Alexandro Acevedo Johns, Kareem Akadri, Saadat Tahir Ali, Denis Andrei, Tia Attwood, Kasiviswanathan Balakrishnan, Anna Banasiak, Khaoula Basty, Lawrence Beck, Abhilasha Bhatt,
Mayjorey Buendia, Sophy Chen, Sahra Hussein Dahir, Anish Debnath, Luka Dezmalj, Asavri Dhillon, Alem Hailu G/Kristos, Majid Gaggi, Dimitrios Galanis, Birgitta Abimbola Heikka, Afrooz Jafarinoor, Farzad Jahanbani, Sergio Jaime, Seema Jayaraman, Phumla Xuza Khanyile, Sofia Kioroglou, Varghese Kuncheria, Agatha-Eliza Laposi, Natchai Leenders, Edward Kofi Louis, Kenneth Maswabi, Wilfred Mellers, Aphrodite-Anastasia Menegaki, Mallika Menon, Leloudia Migdali, Asoke Kumar Mitra, Istvan Dan Uriel Molnar, Anitah Muwanguzi, Bharati Nayak, Mohammed Asim Nehal, Stephen Pennell, Sarah Louise Persson, Dominic Prempeh, Marianne Larsen Reninger, Govinda Rimal, Jan Ross, Sarah Russell, Leila Samarrai, Kirti Sharma, Anzelyne Shideshe, Osiel Silverino da Silva, Petra Soliman, James Freel Stevenson, Douglas R. Stewart, Savita Tyagi, Jorge Valles Anguiano, Hans Van Rostenberghe, Mai Venn, Michael Walker, Aaron
Njoroge Wambu, Niken Kusuma Wardani, Mithilesh Kumar Yadav
All rights reserved
ISBN 9781310392160

 Anna Banasiak, Poland

The richness of the soul

I’m poor.

Trapped in the cage of society,

we were born humans

but we are not equal.

I walk through the path

full of hidden light.

My home is the beauty of being.

Rich people are locked

in the bars of prejudice.

They live in the sea of unconsciousness,

blind to the sounds of existence.

I have no money,

but my soul blossoms

with spiritual richness.

I’m the gardener

planting flowers

in the garden of life.

 

Wiersz „The Harp” opublikowany w międzynarodowej antologii „Anti-Terror and Peace: IFLAC anthology”, Izrael 2016

IFLAC anthology

[…]
POEMS
ADA AHARONI, Israel
Year of Hope
Reconciliation: The Sulha Pomegranate
To A Suicide Bomber
AKACHI ADIMORA EZEIGBO, Nigeria
Flight of the Songbird (For Kofi Awoonor)
ALEX NDERITU, Kenya
What I Know About the Space Programme
Life as a Flower
How to Bomb a Country into Oblivion
ANA NEDELCU, Romania
Why?
ANNA BANASIAK, Poland
The Harp
ASHRAF BOOLEY, South Africa
For Syria

[…] 

Anna Banasiak, Poland

The Harp

(In memory of A. J. Heschel)

Jerusalem

I hear the yearning in your voice

Rashi’s commentaries are hidden in the rustle of trees

The stones are full of mystical light

Music seeps in the garden of sounds

The Psalms of David echo eternity

In the shadows of the past

I find the promise

Of peace

The harp drowns out

The cry of war

 

Wiersz „Baggage” opublikowany w międzynarodowej antologii „By Land and by Seas: Poetry for Refugees”, Fabrizo Frosini 2016

By land
~*~

Billan Abdirhman Adam, ‚Refugees’
Sayeed Abubakar, ‚My Kids Ask Me’
Alexandro Acevedo Johns, ‚Refugees
in the heart of human being’
Elias Aghili, ‚I’m a Refugee’
Saadat Tahir Ali, ‚Home And Hearth’
Tia Attwood, ‚The Fight Of A Refugee’
Kasiviswanathan Balakrishnan, ‚From
the tattered notebook of an unknown
refugee’
ANNA BANASIAK, ‚Baggage’
Khaoula Basty, ‚A human without a
Land’
Lawrence Beck, ‚The young man’s on
the platform’
Abhilasha Bhatt, ‚And they call us
Refugee’
Sahra Hussein Dahir, ‚Hopeless’
Asavri Dhillon, ‚Two Worlds’
Fabrizio Frosini, ‚Waiting for Easter’
Alem Hailu G/Kristos, ‚The better evil’
Dimitrios Galanis, ‚She hates her
laughter’
Negar Gorji, ‚Sea’s Lullaby for Alyn
Kurdi’
Dilantha Gunawardana, ‚Anecdotes’
Simone Inez Harriman, ‚Displaced’
Birgitta Abimbola Heikka, ‚Persona
Non Grata’
Mai Venn, ‚Walking’
Mithilesh Kumar Yadav, ‚Between the
two lines..’
~*~

 Anna Banasiak

Baggage

My life is baggage

I’m leaving my home

In suitcases of memories

 

I’m a stranger in the world

Wandering in the chaos of hate

 

I’ll go again somewhere

Trying to forget the past

On the road to freedom

I’m finding my identity

Among people and things

Rushing nowhere

 

This journey never ends

 

I’m looking for the meaning

In a new life

Carrying the baggage

 

AFRYKA

The Faces by Anna Banasiak

in the never-ending dance

the masks spin to nowhere

they runaway from freedom

imprisoned in life

the words kill like the broken past

millions of lives are passing

at the speed of light

in the darkness of indifference

people are born

like frightened birds

conquering the world

we are only a dust

melting in the music of cosmos

in the expanding universe

the Shakespeare’s mask and the beggar’s mask

are dancing

in the heart of the suffering

whilst the bodies will disappear

like the faces in the midst

 ISSN: 2224-137X | Copyright © 2007-2015 – poetrypotion.com | Powered by Black Letter Media

 

INDIE

Anna Banasiak

Varanasi

 water like a mirror reflects faces of the dead

in the play of light and shade I melt

 

time has stopped in the flight to eternity

bodies sail in the cycle of birth and death

 

river accepts everything

it takes the memory of things

 

in tranquil breath of reality

I float on the other side

 

I can fly higher and higher

passing the limits

 

born from a drop of creation

in the last gasp of life I pass

 

RECENZJE

Biblijne rymy przemijania

Twórczość Jolanty Wołosińskiej nie poddaje się klasyfikacjom. Można by pokusić się o nazwanie jej „poezją przemijania”, gdyż biją w niej źródła afirmacji istnienia i potrzeba wyrażenia swojego „ja” na zewnątrz. Rozważania nad nieuchronnością czasu służą uchwyceniu celowości egzystencji i miejsca człowieka w kosmosie.
Codzienne czynności, takie jak: sprzątanie, czytanie, pisanie pozwalają na „zakorzenienie się” w teraźniejszości, choć nie wyzwolą od „bytowania ku śmierci”:
„Czytam… kłopot-czas ucieka…
Piszę… wcale nie zwleka…
Sprzątam… też ubywa go…”
Pisarstwo posiada wymiar ewangeliczny i ekumeniczny. Wiersze „mnożą się jak talenty z biblijnej przypowieści”, zanurzone w platońskich kategoriach : „dobra, piękna i prawdy” są drogą prowadzącą do drugiego człowieka. I to właśnie „ten inny” , słowo, „drobiny istnienia” są kluczem do zrozumienia alfabetu tej poezji.
Nie jest to sztuka łatwych pytań i odpowiedzi, lecz filozoficznej zadumy nad stworzeniem. Oszczędny język oddaje „rytmy i rymy rzeczywistości”. Czytelnik, niezależnie od wieku i wykształcenia, znajdzie w niej coś dla siebie.

Anna Banasiak

J.Wołosińska, Jak piszę wiersze? Wybór wierszy od 2009-2013r., Łódź 2014

 

ARTYKUŁY

 

POEZJA EGZYSTENCJALNYCH NAWROTÓW

 nadbuty

             z listu do kolosan

mam buty nieprzymierzalne

widzialne i niewidzialne

stopy stworzone do drogi

która w nich idzie nadchodzi

fryz

 Twórczość zmarłego tragicznie Artura Fryza, poety, krytyka, autora piosenek, animatora kultury jest doświadczeniem granicznym, miejscem katharsis, w którym czytelnik doznaje uchwycenia metafizycznej prawdy zakorzenionej w życiu. Każdy wers może być olśnieniem, gdyż posiada znaczenie uniwersalne. Interpretacja tej poezji wymaga hermeneutycznego rozumienia i egzystencjalnej postawy.

Inspiracje filozoficzne, literackie, religijne i plastyczne tworzą kunsztowną całość układającą się w wieloznaczeniowy słowoobraz.

Wiersze Fryza są dialogiem i spotkaniem z Innym i rzeczywistością. Poetycką mowę charakteryzuje kontemplacja tego, co niewidoczne i horyzont otwartości. W każdym zdarzeniu dostrzega blask tajemnicy: „na […] piętrze jest okno/zza niego dochodzi muzyka światła/przenika nawet trzaski zamykanych śmietników”. Słowo jest nieustanną pracą wyobraźni, drogą do zmiany: „słowa jak brzegi coraz szerszej rzeki”, „prawdziwy poeta łapie słowa i wyrzuca w górę/nie pozwala im uwić gniazd na kartce”. Powaga splata się z humorem, który czyni egzystencję możliwą: „szczerba w milczeniu”. Metafora miesza się z ascetycznym językiem, ukazując kruchość istnienia.

Język nie jest celem i grą, lecz służy głębszemu poznaniu. Fryz eksperymentował w słowie i obrazie, dochodząc do granic sztuki i życia.

Szkic świata autora klatki schodowej kieszeni minotaura jest pełen niedoskonałości i jednocześnie surrealistycznego piękna. Wiersz Okowieść stanowi mitologizację języka i bycia: „najlepiej widzi się ostrym kątem oka/trzeba tylko uważać na nadgarstki/najlepiej słychać w muszli to czego nie ma, najlepiej widzę powieką, tyłem głowy”. Parafrazując J.Błońskiego, można powiedzieć, że poezja dla Fryza była darem i „widzeniem jasno w zachwyceniu”.

Kutnowski artysta stał się osobowością wielowymiarową. Budził kontrowersje. W życiu i sztuce cenił niezależność: „właśnie wyszedłem na wolność tego wiersza, nikt nas nie znajdzie a my pokażemy sobie języki”. Poetą, który zakładał buty Ikara, i wznosił się ponad świat. Pamiętam nasze rozmowy o religii, sztuce i filozofii, erudycja Artura budziła zachwyt, jego interpretacje na warsztatach i festiwalach tworzyły nową konstelację, były nowatorskie. Ostatni Festiwal Złoty Środek Poezji zorganizował z mistrzostwem. Zawsze nosił przy sobie albumy i biografie o malarzach, patrzył w niebo i wspominał Gaugaina. Jego słowa były taką malarską partyturą. Wiersz o butach przypomina Van Gogha, jego tragiczne życie, niezrozumienie inności i śmierć. Kiedyś wzruszyłam się jedną z jego piosenek, wywarło to na nim wielkie wrażenie.

Ostatnią dedykację zatytułował „chodzącemu płomieniowi-wędrowniczkowi”.

Twórczość autora Wspólnych miejsc była drogą poznania i zrozumienia innego człowieka, Boga, istnienia. Są to wiersze „z tamtej strony” wypełnione oczekiwaniem na liryczne dopełnienie  :  „chodzę jak wahadło obok wyjścia”, „cisza umarłych/ na dole otworzę drzwi”.

Poezja Fryza zanurzona w eschatologii i filozofii, bywa intymna, szczególny rytm posiadają utwory o bliskich.

 Artur Fryz, podobnie jak Edward Stachura i Rafał Wojaczek, nie pogodził się ze światem, a przecież w jednym z wierszy napisał: ”być poetą to znaczy kształcić się w sztuce  upadku/końcówki bezużytecznych skrzydeł upchać w tylnych kieszeniach marynarskich spodni”. Odszedł „poeta istotny”, który zapisał się trwale na mapie poezji polskiej.

REPUBLIKA MARZEŃ SZINA SZALOMA

tn_Shalom_Shin-web(1)Szin Szalom (Szalom Josef Szapira), wnuk wielce szanowanego rabina drohobyckiego Chaima Meira Jehiela Szapiry, jest uznawany za jednego z najwybitniejszych poetów izraelskich dwudziestego wieku. Historycy literatury hebrajskiej zaliczają Szaloma do przedstawicieli modernizmu. Potomek słynnej drohobyckiej dynastii stał się mistrzem paradoksów i niepokoju religijnego w duchu starożytnych proroków Izraela. Twórczość Szina Szaloma, podobnie jak Nachmana Bialika i Saula Czernihowskiego, obejmuje nurt społeczno- narodowy i osobisty.
W wierszach Ukryte światło, Małe okno i Czyste Piękno jest symbolistą szukającym w człowieku iskier boskości.
Dziadek Szina Szaloma, nawet w czasach największego prześladowania Żydów, głosił miłość do Jerozolimy, miasta sprawiedliwości. Chaim Szapira został uhonorowany tytułem admora (Pana, nauczyciela) w Drohobyczu. Był to zaszczyt godny jedynie zasłużonych chasydzkich przywódców. Drohobycki rabin wierzył, że w przyszłości świątynia jerozolimska będzie miejscem spotkania i modlitwy przedstawicieli różnych kultur.
Szapira był orędownikiem jedności ponad podziałami religijnymi. Admor oczekiwał pojednania Żydów i katolików w Ziemi Świętej.
Szalom urodził się w 1904 roku w Parczewie, niedaleko Lublina, miasta cadyków i wizjonerów. Otrzymał tradycyjne wykształcenie chasydzkie. Poezje pisał początkowo w języku niemieckim, potem hebrajskim w Wiedniu, do którego przeprowadził się wraz z rodziną przed wybuchem pierwszej wojny światowej. W 1922 roku wyjechał do Palestyny. Kilka lat później dołączył do rabinów, którzy założyli osadę Kfar Hasidim, gdzie młody pisarz uczył języka hebrajskiego. Od 1930 do 1931 roku studiował filozofię na Uniwersytecie w Erlangen. Wykładał literaturę w Jerozolimie, Kfar Hasidim, Haderze i Rosz Pina.
Szalom przyjaźnił się z Maksem Brodem. Owocem literackiej korespondencji pisarzy pogranicza była sztuka historyczna Saul, Król Izraela. Brod napisał libretto do pierwszej hebrajskiej opery opartej na sztuce Szaloma Dan ha- Szomer opowiadającej historię założenia kibucu Hanita i skomponował wiele utworów muzycznych do jego wierszy. Najważniejszą adaptacją twórczości Szaloma w wykonaniu Broda jest Hebrajskie Requiem na solo i orkiestrę.
Szin Szalom był przewodniczącym Izraelskiego Stowarzyszenia Pisarzy, laureatem wielu międzynarodowych konkursów poetyckich. Spośród najbardziej prestiżowych osiągnięć pisarza na uwagę zasługuje nagroda Bialika za Panim el Panim i nagroda Saula Czernihowskiego za tłumaczenie sonetów Szekspira na język hebrajski. Szalom zmarł w 1990 roku w Hajfie, której był honorowym obywatelem.
Szin Szalom stał się poetą dialogu międzyreligijnego i pojednania. Nachman Bialik i Nelly Sachs nazywali drohobyckiego artystę królem pokoju – melech ha-szalom.
Wielkość poezji Szaloma polega na przekazaniu uniwersalnego doświadczenia historii, jakim były totalitaryzmy dwudziestego wieku oraz wyjątkowości żydowskiego losu. W swoich pismach nie dokonuje absolutyzacji Zagłady.
W wierszu Gdziekolwiek pójdę poeta identyfikuje się w bólu i cierpieniu z narodem wygnanym, rozproszonymi braćmi Hioba ocalonymi z płomieni i wojen. W snach słyszy echo niekończącego się krzyku pokoleń „w obozach tortur, w grobach duchów”, świat widziany oczami ocalonego jest cmentarzem, w którym maszerują więźniowie jak bydło prowadzone na rzeź. W judaizmie cmentarz jest domem świata (bajt ha-olam), przejściem z fizyki do metafizyki. Dzieło potomka drohobyckich cadyków stanowi poetycką i filozoficzną próbę opisania katastrofy, możliwości wiary po Holokauście oraz odrodzenia Izraela. Walka nowoczesnego państwa żydowskiego o przetrwanie została ukazana w wierszach: Wolność Izraela, Twój syn nie umarł czy Operacja Jonathan.
Ada Aharoni, izraelska poetka i tłumaczka poezji Szaloma na język angielski, jest inicjatorką Międzynarodowego Konkursu Poezji Pokojowej imienia Szina Szaloma przyciągającego pisarzy i filozofów dialogu z całego świata.
W 1992 roku Profesor Aharoni, kandydatka do Pokojowej Nagrody Nobla, zorganizowała w Hajfie Trzynasty Światowy Kongres Poetów poświęcony pamięci Szina Szaloma. Po zakończeniu kongresu Natan Aluf, autor książki Izaak i Izmael, wyraził swoją wdzięczność dla drohobyckiego demiurga, który posiadał zdolność budowania mostów i głoszenia chesed, miłującej dobroci. „Izmaelu, mój bracie, jak długo będziemy walczyć przeciwko sobie?” – pyta poeta w jednym z najbardziej apokaliptycznych utworów. Szalom głosi wizję nadejścia króla mesjańskiego, który poszerzy granice przymierza między narodami. Marokańska pisarka Laila Lalami uznała za proroczy wiersz hebrajskiego poety o Izmaelu.
Szin Szalom twierdził, że poezja jako dynamiczna forma kultury może przyczynić się do łagodzenia konfliktów narodowościowych. Początkiem wojen są różnice kulturowe. W wierszu Ukryte światło poeta pisze o potopie nienawiści zalewającym ziemię. W ukrytym świetle jest obecna arka, Bóg, Tora i Izrael, które pomagają cadykowi dotrzeć na górę Ararat.
Szalom napisał wstęp do Księgi Pamięci Drohobycza, Borysławia i okolic. Pisarz nie urodził się w Drohobyczu, ale królewsko-cesarskie miasto pozostało duchową kolebką jego dzieciństwa. Tysiące wspomnień przyciąga poetę do Drohobycza i jego mieszkańców. Misją Szaloma jest zakończenie podziałów religijnych i społecznych istniejących w Drohobyczu i Izraelu. Pisarz cieszy się z faktu powstania księgi pamięci Drohobycza, który jest tak ważnym miastem w historii narodu wybranego i wyraża nadzieję, że Księga przyczyni się do budowania jedności Izraela.
We wspomnieniach autora Saula, Króla Izraela miasto Schulza jest centrum promieniowania ruchu chasydzkiego w Europie Środkowo- Wschodniej. Pisarz przedstawia mistyczną wyprawę w Karpaty z dziadkiem. Opowieść jest wzorowana na chasydzkich motywach wędrówki Baal- Szem Towa w góry. Warto przypomnieć, że inspiracją kongresu poetów w Hajfie stały się słowa proroka Izajsza: „O jak są pełne wdzięku na górach stopy zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, obwieszcza zbawienie […] Zabrzmijcie radosnym śpiewaniem wszystkie ruiny Jeruzalem” (Iz 52,7).
Drohobyckie wspomnienia otwiera ceremonia wprowadzenia Tory (Simchat Tora). Mistrzowie chasydyzmu nauczali, że radość jest warunkiem wstępnym proroctwa i odczucia Bożej obecności. Chasydzi tańczą wokół ognia. Śnieg rozświetla ciemność. Głos Tory, która dotychczas była ukrytym skarbem, rozlega się w każdym punkcie stworzenia. Powstaje mistyczna jedność, o której marzyli galicyjscy rabini.
Drohobycka prowincja centrum stała się dla artysty przedmiotem tęsknoty i pierwowzorem Erec Izrael, Ziemi Obiecanej, do której wracał w wierszach pisanych w języku hebrajskim. Wielokulturowe miasteczko nad Tyśmienicą było dla Szaloma harfą Dawida, w której rozbrzmiewały arie zwaśnionych narodów. Wiersz Dawid i Orfeusz rejestruje echo duszy zagubionej w diasporze. Biblijny psalmista opuścił królestwo śmierci i opanował zło za pomocą muzyki. Izraelski poeta musi wstąpić do Szeolu i doświadczyć niewyobrażalnego cierpienia, aby wydobyć piękno świata z popiołów. W utworze Noc milczenia w Jom Kippur Szalom wsłuchuje się w ciszę pustych ulic Jerozolimy i wspomina swoich przodków z galicyjskiej ziemi. Płomienna myśl unosi się nad niebem jak miecz i świat znów wypełnia się głosem Boga płaczącego nad swoim ludem.
Drohobyckie kamienie są pieczęciami proroków i cudotwórców. Jednym z bardziej znanych galicyjskich rabinów był Izaak z Drohobycza (Drobinzer) potomek króla Dawida. Rabbi Izaak prowadził dyskusje halachiczne z Baal- Szem Towem, twórcą chasydyzmu. Legenda głosi, że drohobycki uczony potrafił anulować dekrety Wielkiego Cadyka i pozbawić jego amulety mocy uzdrowicielskiej. Drobinzer pragnął wzbogacić chasydyzm o pierwiastki rozumowe.
Twórczość Szina Szaloma jest hołdem złożonym społeczności Żydów Galicji Wschodniej unicestwionej w czasie Zagłady. W Pieśni życia poeta naśladuje proroka Ezechiela, który wstępuje do cienistej doliny i ożywia umarłych. Muzyka dobywająca się z popiołów oczyszcza dusze. Miasto jak zburzona świątynia jest królestwem światła. W zapiskach drohobyckich Szalom opowiada o męczennikach odmawiających modlitwy w synagodze. Rabin Zeew Nussbaum recytuje Szm’a, przygotowując swoich chasydów do aktu Kidusz Haszem, uświęcenia Boskiego Imienia. Mesjańskie posłannictwo poezji Szina Szaloma jest obecne w wierszu Serafin i Stworzenie świata. W kosmicznym akcie stworzenia świat rozpadł się i rozpłynął w chaosie. Mistyczny utwór utrzymany w platońskiej poetyce wyraża tragedię narodu wybranego dokonującą się od tysiącleci. Odwołanie do metafizyki Platona i infernalnych wizji Williama Blake’a podkreśla nieskończoność procesu Zagłady. Szin Szalom wielokrotnie nawiązywał w swoich esejach i poezji do etymologii słowa „holokaust”, które w biblijnej grece oznacza dobrowolną ofiarę całopalną. Pisarz zwracał uwagę na niestosowność tego określenia w odniesieniu do martyrologii Żydów. Ogień pochłonął galicyjską ziemię. Rozbiły się święte naczynia i fundamenty duchowości chasydzkiej. Szechina, Obecność Boża poszła na wygnanie. Serafin został wybrany, aby ocalić świat z płomieni i rozpowszechniać miłość. Powieść Ha- ner Lo Kaba jest świadectwem poety czuwającego przy szabatowych świecach i walki narodu wybranego o wolność i niepodległość.
Dramat Szabat ha- Olam odzwierciedla tragiczną antynomię między Eliszą ben Abuja, heretykiem i gnostykiem, który porzucił religijną praktykę oraz jego uczniem rabinem Meirem pozostającym wiernym żydowskiej ortodoksji. W dramatach Szina Szaloma można dostrzec to samo napięcie między duchem i materią, świętością i grzesznością obecne w prozie Brunona Schulza. Rabin Meir, święty mędrzec, kodyfikator Miszny, uczy się teologii od gnostyckiego apostaty, który wprowadza go w regiony dualistycznej herezji.
Pokojową wizję przyszłości przynosi wiersz Mesjasz nadchodzi napisany z okazji Tu Bi Szwat. Hebrajski poeta przepowiada nadejście Mesjasza w rejony Drohobycza, opisuje świat jako ogród. Miecze zostaną przekute na lemiesze, rozlegną się harfy narodów na świętej górze, w Jeruzalem. Utwór jest trawestacją słów proroka Izajasza, który pisał o pojednaniu wszystkich narodów w Jerozolimie.
מלכותו הנכספת של ש. שלום
ש. שלום (שלום יוסף שפירא), נכדו של הרב הגדול והנכבד, חיים מאיר יחיאל שפירא מדרוהוביץ’, נחשב לאחד מגדולי המשוררים העבריים במאה העשרים. חוקרי ספרות ישראלים נוטים לשייך את שלום לשורת נציגי המודרניזם העברי. צאצאה של השושלת הידועה מדרוהוביץ’ היה לאשף הפרדוכסים הבין-דתיים, שביצירתו היתה רוחם של נביאי עם ישראל הקדומים. יצירתו של ש. שלום, בדומה לחיים נחמן ביאליק ושאול טשרניחובסקי, משתייכת לזרם החברתי-לאומי והחברתי-אישי. בשיריו „אור הגנוז”, „צוהר קטן” ו”היופי הטהור” הוא מתגלה כסימבוליסט התר אחר ניצוץ הקדושה באדם.
סביו של ש. שלום – אפילו בזמן הרדיפות הנוראות – היה מפיץ את אהבת ירושלים, עיר השלום והצדק. חיים שפירא הוכתר בתואר האדמו”ר בעיר דרוהוביץ’. כבוד זה הוענק למנהיגי התנועה החסידית בלבד. הרב מדרוהוביץ’ האמין כי בית-המקדש בירושלים עתיד לשמש מקום התכנסות ותפילה לבני כל אומות העולם. שפירא היה ממבשרי חזון האחדות בין העמים והדתות. האדמו”ר פילל לאחווה ולאחדות בין הציבור היהודי והנוצרי בארץ הקודש.
שלום נולד בשנת 1904 בעיר פארצ’ב שבפולין, לא הרחק מלובלין, עיר הצדיקים והחוזים. הוא זכה לחינוך מסורתי ברוח החסידות. את שיריו כתב תחילה בגרמנית ומאוחר יותר בעברית, בעת שהותו בוינה, אליה עבר בחברת משפחתו לפני פרוץ מלחמת העולם הראשונה. בשנת 1922 עשה דרכו לפלסטינה. כמה שנים מאוחר יותר הצטרף הסופר הצעיר אל חבורת הרבנים שייסדו את כפר חסידים, בו לימד את השפה העברית. משנת 1930 עד 1931 למד פילוסופיה באוניברסיטת ארלנגן. הוא היה מרצה לספרות בירושלים, כפר חסידים, חדרה וראש פינה.
שלום קיים קשרי ידידות עם מאקס ברוד. פרי ההתכתבות הספרותית בין שני הסופרים היתה היצירה ההיסטורית „שאול מלך ישראל”. ברוד כתב ליברטו לאופרה העברית הראשונה המבוסס על יצירתו של שלום „דן השומר”, המספרת על הקמתו של קיבוץ חניתה והלחין יצירות מוסיקליות לרבים משיריו. מפעלו החשוב מכל של ברוד היה „רקוויאם עברי” לסולו ותזמורת על-פי יצירותיו של שלום.
ש. שלום היה נשיא אגודת הסופרים הישראלית. מבין הישגיו הנעלים והנכבדים ראוי למנות את פרס ביאליק על ספרו „פנים אל פנים” ופרס שאול טשרניחובסקי על התרגום העברי לסונטות של שייקספיר. שלום נפטר בשנת 1990 בחיפה, בה הוענק לו תואר אזרח הכבוד.
שירתו של ש. שלום התמקדה בדיאלוג והאחווה בין הדתות. חיים נחמן ביאליק ונלי זק”ש כינו את האמן מדרוהוביץ’ „מלך השלום”.
ד”ר עדה אהרוני, משוררת ישראלית ומתרגמת יצירותיו של שלום לאנגלית, כלת פרס „שירת השלום” והנשיאה העולמית של הפורום הבין-לאומי לתרבות וספרות (אהרוני היתה מועמדת לפרס נובל לשלום), ארגנה בשנת 1992 את הקונגרס העולמי השלושה-עשר למשוררים שנערך בחיפה והוקדש לזכרו של ש. שלום. בתום הקונגרס הביע מחבר הספר „יצחק וישמעאל”, נתן אלוף, את הוקרתו והערכתו לאמן מדרוהוביץ’, שבכוח שירתו פעל למען קירוב בין העמים וזריעת החסד בעולם. „ישמעאל, אחי, עד אנה יהיה בינינו מדון?” – שואל המשורר באחד מכתביו היותר אפוקליפטיים. שלום הפיץ את חזון ביאת המשיח, העתיד לקשור את כל האומות העולם בברית אחווה. הסופרת המרוקאית ליילא ללאמי הכירה בשירו של המשורר העברי כשיר שסגולותיו נבואיות.
ש. שלום טען, כי השירה עתידה להביא לפיוס בין העמים. ראשיתן של מלחמות היא בשוני שבין התרבויות. בספרו „אור הגנוז” כותב המשורר על מבול השנאה השוטף ומציף את הארץ. באור הגנוז מופיע אלוהים, התורה הקדושה, התיבה ועם ישראל המסייעים לצדיק לעלות אל הר האררט.
שלום כתב הקדמה ל”ספר הזיכרון של דרוהוביץ’, בוריסלאב והסביבה”. המחבר אמנם לא נולד בדרוהוביץ’, אולם העיר היתה לו לערש ילדותו וכמעיין רוחני. אלפי זיכרונות מקרבים את ליבו של המשורר אל העיר דרוהוביץ’ ותושביה. היעד שהעמיד שלום בפני עצמו היה הפרת הקיטוב הדתי והחברתי בדרוהוביץ’ ובארץ-ישראל. המחבר שמח על הוצאת ספר הזיכרון של דרוהוביץ’, שהיא עיר כה חשובה בהיסטוריה של העם הנבחר, והביע תקווה כי הספר יתרום לכינון האחדות בקרב עם ישראל.
ברשימותיו היתה דרוחוביץ’, עירו של שולץ, טבורה של חסידות מרכז ומזרח אירופה. המחבר מתאר את המסע המיסטי שערך בחברת סבו בהרים הקרפטים. הסיפור מתבסס על המוטיבים החסידיים שבמסעותיו של הבעל-שם-טוב בהרים. כדאי להזכיר את מילותיו של הנביא ישעיהו, אשר היו למקור השראה במהלך קונגרס המשוררים בחיפה:
„ז מַה נָּאווּ עַל הֶהָרִים רַגְלֵי מְבַשֵּׂר מַשְׁמִיעַ שָׁלוֹם מְבַשֵּׂר טוֹב מַשְׁמִיעַ יְשׁוּעָה; […] ט פִּצְחוּ רַנְּנוּ יַחְדָּו חָרְבוֹת יְרוּשָׁלִָם:” (ישעיהו, פרק נ”ב, פסוקים ז’, ט’).

זיכרונותיו מדרוהוביץ’ נפתחים בטקס הכנסת ספר התורה בחג שמחת-תורה. חכמי החסידות היו אומרים, כי השמחה היא תנאי להתגשמות הנבואה ולנוכחותה של השכינה. חסידים מחוללים סביב האש. השלג הלבן מאיר את האפלה. דבר התורה, שעד כה היתה כאוצר גנוז, נשמע בכל כנפי הבריאה ומתקיימת האחדות המיסטית שייחלו לה רבני גליציה.
העיר דרוחוביץ’ הפכה להוות עבור האומן מושג לגעגועים ומופת לארץ-ישראל, הארץ המובטחת, אליה חזר בשיריו בשפה העברית. העיר היתה למשורר כנבל דוד, אשר ממיתריו עלתה זמרתן של אומות העולם. השיר „דוד ואורפיאוס” הוא הד לנשמה תועה בגלות. המשורר התנכי יצא ממעבה ממלכת המוות וגבר על הרוע בעולם בעזרת המוסיקה. המשורר העברי מוכרח לרדת אל השאול ולעבור תלאות וייסורים נוראיים, כדי למשות מן האפר את יופיו של העולם. ביצירתו „לילה דומם ביום כיפור” שלום מסכית לדומיית סמטאותיה השוממות של ירושלים ונזכר באבותיו מארץ גליציה. מחשבתו עולה בלהבה כחרב אש אל השמים וקול בכיו של אלוהים ממלא את העולם.
על אבניה של העיר דרוהוביץ’ חקוק זכרם של הנביאים ועושי הנפלאות. אחד מידועי הרבנים של גליציה היה יצחק מדרוהוביץ’, המכונה „שומר האמת”, שהיה צאצא לשושלת דוד המלך. רבי יצחק היה מקיים ויכוחים הלכתיים עם הבעל-שם-טוב, מייסד החסידות. האגדה מספרת שהמלומד מדרוהוביץ’ היה מסוגל לבטל את פסיקותיו של הצדיק הנורא ולהפיג את סגולתם הרפואית של קמעותיו. רבי יצחק חפץ לחולל תמורה בשורשיה של ההשקפה החסידית.
יצירתו של ש. שלום היא מחווה לקהילת יהודי מזרח גליציה שנספתה בשואה. ב”שיר החיים” מחקה המשורר את הנביא יחזקאל היורד אל הבקעה כדי להחיות את המתים. השירה העולה מן האפר כמו מטהרת את הנשמה. העיר היא כבית-המקדש החרב ומשולה לממלכת העולם. בכתביו מדרוהוביץ’ מספר שלום על הנפשות המיוסרות המתפללות בבית-הכנסת. הרב זאב נוסבאום פוצח בקריאת „שמע” ומכין את חסידיו לקראת קידוש השם. מוטיב השליחות המשיחית המאפיין את שירתו של ש. שלום נוכח בשיריו „שרפין” ו”בריאת העולם”. אש כילתה את אדמתה של גליציה. כלי הקודש ועמם יסודותיה של הרוח החסידית התרסקו והתנפצו לרסיסים. השכינה פרשה אל הגלות. שרפין נבחר להושיע את העולם מידי הלהבות ולזרוע את חזון האהבה. המשורר הרכון מלפני נרות השבת ברומן „הנר לא כבה” הוא משל למאבק העם היהודי על חירותו וגאולתו.
הדרמה „שבת העולם” משקפת את הניגוד הטראגי בין אלישע בן אבויה, כופר ואגנוסטיקן, שהשתמט מן הדתיות המעשית, לבין תלמידו, רבי מאיר שנותר נאמן לאורתודוכסיה היהודית. במחזותיו של ש. שלום ניתן להשגיח באותו המתח בין הרוח והחומר ובין הקדושה לחטא, הקיים בפרוזה של ברונו שולץ. רבי מאיר, החכם הקדוש, מהוגי המשנה, לומד את חכמת הדת אצל כופר גנוסטי, שמדריכו אל נבכי האפיקורסות והדואליזם הדתי.
על חזון השלום מבשר השיר „משיח בא” שנכתב לרגל ט”ו בשבט. מהר הקודש בירושלים נשמע קול זמרת הנבלים של כל אומות העולם. המשיח קרב ובא אל שערי העיר דרוהוביץ’. העולם נהפך לגן.

Anna Banasiak
תרגם מפולנית: אבישי הדרי

Z polskiego na hebrajski tłumaczył Awiszaj Hadari

FELIETONY

TŁUMACZENIA

WYWIADY

REPORTAŻE