SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI

ikona-poezje

SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI

W dniu 16 listopada AD 2011 w Muzeum Miasta Łodzi (Pałac Poznańskiego) na spotkaniu „Smak życia” pt. „W Łodzi z Wikingiem” zostało zainaugurowane przedsięwzięcie” Spróbujmy razem poezji”. Wraz z Wydawnictwem Exall i Przedsiębiorstwem Cukierniczym R. Dybalski wykorzystując mój wizerunek, Łódzkiego Wikinga, postanowiliśmy wyzwolić w mieszkańcach Łodzi artystyczne dusze. Przedsięwzięcie polega na tym, że w kawiarni Firmy Dybalski (Piotrkowska 102a) udostępnimy „serwetki”, na których każdy chętny będzie mógł napisać swój wiersz, myśl, sentencję, aforyzm, fraszkę lub limeryk i pozostawić go w wyznaczonym do tego celu pojemniku. Utwory wybrane przez jury zostaną zamieszczone w wyborze wierszy. Może się okazać, że i Ty zechcesz się podzielić z innymi swoją twórczością – bo „pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Jeżeli zechcecie Państwo odwiedzić kawiarnię, która mieści się niedaleko ławeczki Tuwima istnieje prawdopodobieństwo, że będziecie państwo mogli mnie tam spotkać (czw. od 16.00).
Regulamin przedsięwzięcia będzie udostępniony w w/w lokalu. Zapraszam Państwa w imieniu pomysłodawców projektu.

Janusz Andrzej Berner – Łódzki Vikingr.

W załączeniu „serwetkowa poezja”oraz treść artykułu z „Expressu ilustrowanego” sygnalizującego nasze przedsięwzięcie.

EXPRESS ILUSTROWANY – 2 grudnia 2011r. (42 str.)

POWRÓT SERWETKOWYCH POETÓW

Na serwetkach w kawiarniach pisali wiersze m.in. Włodzimierz Majakowski i Agnieszka Osiecka. W Łodzi ten sympatyczny zwyczaj postanowił reaktywować Janusz Andrzej Berner, poeta i popularyzator historii wikingów. W jednej z cukierni przy ul. Piotrkowskiej odbyło się spotkanie z okazji wydania jego tomiku pt. „Smaki mojego życia” połączone z pisaniem wierszy na serwetkach. jego plonem było kilkanaście wierszy różnych autorów, którzy ad hoc stworzyli je przy kawie i ciastku. – Akcję zatytułowałem „Spróbujmy razem poezji”. Każdy mógł zapisać wiersz na specjalnej serwetce, przypominającej trochę … receptę. Jest na niej miejsce na tytuł, treść wiersza, imię lub pseudonim autora, datę i kontakt do twórcy. Chciałbym powtarzać pisanie na serwetkach cyklicznie – mówi Janusz Andrzej Berner. (POL)

SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI – drugi etap

MOJA BABCIA

Gdy myślę o mojej babci, sercu od razu cieplej.

W dzień najbardziej ponury, robi się zaraz słoneczniej.

Choć wiedza moja o niej, często z relacji pochodzi,

Najczulej wspominać babcię, bez trudu mi przychodzi.

 

Mama nie mogła być ze mną, babcia ją zastąpiła.

Pamiętam, że ta zamiana zawsze mi miłą była.

Tęsknota mnie nie dopadła, mamy nie brakowało.

Serdecznie to robiła, więc nawet mi było mało.

 

Gdy byłem już dorosły widziałem w jej oczach radość.

Dlatego dziś wiem dobrze, że Jej uczyniłem zadość.

Czułem, gdy Ją tuliłem, to samo ciepło, co przedtem.

Dziękuję Ci Babciu Zosiu, za udział w tym, kim jestem.

 

Czuję pisząc te słowa, jak łza do oczu się wciska.

Sam jestem dzisiaj dziadkiem, i dla starego chłopiska

Taka reakcja po latach nie wydaje się dziwna.

Może w pamięci wnucząt – może ma myśl nie naiwna?

A. B.

Jak ważne w całym naszym życiu są dobre wspomnienia.

Są, więc słowa, co budzą tylko miłe skojarzenia.

CZEKANIE

Pragnienie wiecznie nadziei łaknie.

Czekać trudniej, gdy nadziei braknie.

 

Wierne czekanie – nadziei znakiem.

Zwątpienie – może pragnienia brakiem.

A.B.

DEPORTACJA

Już przejadła się Wam demokracja.

Głośne nie  dla obcego zachodu,

Więc dziś, Polsce grozi deportacja.

Uściskają nas „bracia” ze wschodu.

 

Nie zdołacie dziś  umrzeć z godnością.

Gdy spytają Was na tamtym świecie,

Co zrobiliście z własną wolnością?

Jak diabłu na to odpowiecie?

W. S.

PRZESTROGA

Nie kojarzy się dziś nikomu?

Tak bardzo  się dzieci cieszyły,

Rozdawał  pedofil przy domu

Cukierki i… BARDZO był miły.

 

Więc pomyśl, gdy bierzesz prezenty

Czy motyw tym dobry kieruje.

Może to nie Mikołaj Święty,

Może podstęp podły szykuje?

 

„Gorsza połowa” dziś płacze,

Obiecują drogę do raju,

Rozdali już nawet kołacze,

A to szlak do małpiego gaju!

 

Czy płakać będziemy po czasie,

Gdy ziobro  wylezie już z worka?

Odkręcić wszystkiego nie da się.

Pilnujcie miłego rozporka.

W. S.

DEMOKRACJA TO WOLNOŚĆ

Nie można się obrażać na demokrację,

Jeżeli jest prawdziwa, zawsze ma rację.

 

Naród musi płacić za swoje wybory.

Powinien mieć w tym względzie wiele pokory.

 

Ważne by, gdy został srogo oszukany,

Szansę miał do szybkiej, wyboru odmiany.

 

Demokrację chce zniszczyć, ten co się boi

Przyszłej utraty władzy, więc lud zniewoli.

 

Zarządzanie strachem wprowadzić się stara,

Bo strach bywa groźniejszy, niż sama kara.

 

Nowi „sygnaliści” i posłuszne sądy.

Będą im potrzebne, by  studzić poglądy.

 

By każdy, kto ma zamiar  zaprotestować

Wiedział, że może rychło tego żałować.

 

Jeszcze jest trochę czasu by nie dopuścić

Do tego, co się może nam rychło ziścić.

 

Gdy będziecie zwlekać do chwili ostatniej,

Doczekacie Polski, do życia niezdatnej!

Wolny  Sort

***

Wolność nie dla tych co pragną dostawać.

Prawdziwie wolnym, kto może rozdawać.

Bo nawet wtedy kiedy nic nie rozda, 

Losu nie pogorszy. Błyszczy jego gwiazda.

 

Szczerze i prawdziwie, ale bez złudzeń

Gdy rozdaje swoje, a nie dobra cudze.

Rozdaje nie swoje. – Czy to dobrodziej?

Sprawiedliwie powiesz – to  zwyczajny złodziej!

 

Zawsze gdy bierzesz popadasz w niewolę.

Na przyszłości sobie szykujesz niedolę.

Bo przecież kiedyś będzie fiku miku

Wtedy obudzisz się z ręką w nocniku.

Wolny Sort

OFIAROWANIE

Ofiarowuję Ci czułość

dotyku,

Ciepły zapach ramion

I włosów wonne

muśnięcie…

 

Ofiarowuję drżenie warg

Czekających na pocałunek

I blask rodzący się

Nagle w spojrzeniu.

 

Ofiarowuję Ci spokój

duszy

I radość tysiąca kropelek

Tryskających z małych

kaskad

Cichego śmiechu.

 

Ukojenie, sen spokojny

I nadzieję na dobry dzień!

EWA NOWAKOWSKA

 

MUZYKA CHOPINA

Gdy smutek zimnym szalem

Szczelnie mnie omota,

A serce zda się ciężarem kamienia,

Niosą mi pociechę mazurki Chopina.

 

Piękno tej muzyki

Otwiera w mej duszy

Pełnię ukojenia

I cudownych wzruszeń.

 

Polonezy i etiudy

Zachwytem karmione,

Rozpalają wyobraźnię

I marzenia wonne.

 

Wtapia się muzyka

W me oczy i serce.

Widzę barwy i słońce

I wciąż pragnę więcej.

 

Więcej drgania powietrza,

Więcej nutek czystych

Perłami dźwięczących

I tak bardzo bliskich.

 

W sercu świat rozkwita

Dusza ulatuje

I jestem… muzyką

I tylko to czuję!

EWA NOWAKOWSKA

BEZ URAZY

Raz rzeknij mu nie, to tylko go zachęci,

Raz wymierz policzek, nawet go nakręci.

Raz każ mu długo czekać, na pewno zaczeka.

Raz jeden wytrzyma, gdy się nie doczeka.

Raz go upokorzysz lekko, flirtem trąci.

Raz powiesz odejdź, uporu to nie zmąci.

Powtórzysz to jednak jeszcze, kilka razy.

Odejdzie i nie miej do niego urazy.

W. S.

SZYSZKO W PUSZCZY

W Białowieskiej Puszczy

powiedziała mi ważna „szyszka”,

że niedługo w niej zostanie

tylko pojedyncza  szyszka.

 

Dla Puszczy niejaki Szyszko,

wielkim  doprawdy bóstwem

I gdy szyszek zastanie mnóstwo,

grozi jej ubóstwem

 

Kto dla jednego Szyszki

zechciał by poświęcić Puszczę?

Ja nie! Dlatego innych szyszek

teraz tu już nie wpuszczę!

 

Tak trwać będzie dopóki,

nie zakończy rządów Szyszko.

Mam nadzieję, że wytrzymasz Puszczo!.

Wybacz mi wszystko.

W. S.

 ŻYCIE STARUSZKA w sanatorium

poniedziałek

Dostałem już, czego  pragnę.

Mam z tytanu biodra, i viagrę.

wtorek

Dziś już „masaży” mam dostatek.

Na jutro przyjmę zadatek.

środa

Cóż. „Zabiegi” mam od rana

Proszę do innego pana.

czwartek

Przykro. Nie spałem do rana.

Strasznie mnie bolą kolana.

piątek

Ibuprom wziąłem wieczorem.

Jutro znów będę gierojem.

sobota

Podziękowała serdecznie:

„Z panem, to już niekoniecznie”.

niedziela

Parę mi pań powiedziało,

Że im dawałem, zbyt mało.

poniedziałek

Trzeba było nie odsyłać

Tylko brać. Psia jego mać!

wtorek

Viagra już działa od rana

Szkoda, że nie na kolana.

środa

Nic nie poradzisz łaskawy

Kościom ze starej dostawy.

czwartek

Końca turnusu nie czekam.

Szybko do domu uciekam.

piątek

Pani doktor powie mi, kiedy

Skieruje do ortopedy.

po roku

Czekam od samego rana.

Zrobiłem wszystkie badania.

Teraz, gdy mnie ktoś zapyta

Odpowiem – czekam na szpital.

 

po kilkunastu latach

Całkowicie jestem zdrowy!

Do sanatorium gotowy.

Tylko czy wszystko znów zagra?

Czy jeszcze zadziała viagra?

W. S.

 JUŻ PRZYSZLI

Już przyszli, dom podpalili.

Świat temu bardzo się dziwi.

Niemcy to wcale nie byli,

Tylko Polacy – „prawdziwi”.

 

Ludzi stworzyli dwa sorty

Jasne, że niejednakie.

Pierwszym należą się torty

Drugim zaś „figa z makiem”.

 

Sort pierwszy: porządni, wierzący,

Zawsze z czcią wiernopoddańczą.

Wśród nich, też potrzebujący.

Z wdzięczności pewnikiem zatańczą.

 

Zaś wszystkim innym przyznali

– Szufladę „drugiego sortu”.

Wszak na nich nie głosowali,

Nie pragnąc PiS -u paszportu.

 

By maluczcy nie poznali,

Nazbyt szybko, co się dzieje,

Oszczerstwem napiętnowali:

„Komuniści i złodzieje”.

 

Dla „dobrej zmiany” tajemnie

Zbierają się czasem  w nocy,

Wtedy głosują spokojnie.

Nie chcą Platformy pomocy.

 

Przykładem nie chcą szpanować,

Choć tworzą ustawy liczne,

Jak Konstytucję szanować,

Dostrzec protesty uliczne.

 

Gdy „sprawiedliwość” nastała,

Demos pełni rolę grata.

W lamusie już nie wspaniała.

Stała się w Polsce „non grata”.

 

Wy, od smoleńskiego „mordu”!

Nie będzie z wami debaty.

Zdradzieckie są wasze mordy.

Zamilczcie podłe psubraty.

 

Czekają już na was społem

Cele okute kratami.

Głowy posypcie popiołem,

To się wstrzymamy z datami.

 

Ci, którzy znając zasady

Zmienili barwy na czarne,

Zdobyli szybko posady

Nie takie znowu marne.

 

Nie sądźcie, że to jest banał,

Że co się stało, to mało.

Gwałtem przejąć Trybunał

Na „chama” im się udało.

 

Na obietnice, miliardy

Zdobyć łatwo sprostali.                

Z dużą dozą pogardy,

Odmawiając Karakali.

 

„Szanować nas będą bardziej

Jak się twardo postawimy!”.

Mądrzej widzieć to inaczej –

Ważnych spraw nie załatwimy.

 

Dwa lata – „czasem wspaniałym”!

Polska „potężnym” już krajem.

Szybko „z ruiny powstałym”,

„Społeczno-socjalnym rajem”.

 

Z gospodarką już kwitnącą,

Emerytami młodymi,

I z armią „pewnie” chroniącą,

Przed atakami wszelkimi.

 

Dlaczego nas zaczepiacie?

Krytykujecie totalnie.

My obietnice spełniamy,

Rzec można by banalnie!

 

Nie obietnice szkodliwe.

Marchewki są całkiem smaczne.

Lecz kije dolegliwe,

W zanadrzu, wyraźnie znaczne.

 

Demokracja jest „kobietą”

Opiekuńczą i bezbronną.

Uczciwy człowiek ją chroni

Przed gwałtu, siłą ułomną.

 

Tymczasem Duda – Prezydent,

Miast bronić konstytucji,

Pomaga PiS-owi, kontent,

W „szemranej” rewolucji.

 

Episkopat już w skowronkach.

Polacy będą w niedzielę,

Miast włóczyć się po galeriach,

Dzień miło spędzać w kościele.

 

Wnet czasu wolnego ogrom,

I nie godzinka jak tuszę,

Pozwoli wprowadzić program:

„Rozmnóżmy narodu dusze!”

 

Gdybym zwiększyć zamierzał

Polski współczynnik dzietności,

Elektrowniom bym zaraz zakazał

Dostawy elektryczności.

 

Dlaczego niedzielnej pracy

Zakazać tylko handlowcom?

Przybędzie więcej na tacy,

Jak zabronicie cyrkowcom.

 

Zakażcie także lekarzom,

Tramwajarzom i rolnikom

Kierowcom i kolejarzom,

Sportowcom i ratownikom.

 

Chętnie bym podał na tacy

Dużo wspaniałych zawodów,

By im też zakazać pracy

Ze znanych wszystkim powodów.

 

Szybko alibi znajdują

Dla swych poczynań niecnych.

„Ludzie reform oczekują

Dla ich przyszłości koniecznych!”

 

Przeszkodą im w puszczy drzewa.

Spokoju im łosie nie dają.

Wilków wystarczy połowa,

A dziki ASF mają.

 

Szyszko na wszystko poradzi.

Zwierzęta się powybija,

Puszczę się piłą naprawi,

Protestującym da kija.

 

Dowiódł nasz rząd z desperacją,

Że da się łatwym sposobem,

Jedną i prostą decyzją,

Pracusia zrównać z nierobem.

 

„Społeczeństwa słuchać będą!”

Głosili to pełną gębą.

„Każdy Wasz głos będzie ważny!”

Mają z tym problem poważny!

 

Szybko „z worka szydło wyszło”.

Mimo bezpiecznej pozycji,

Z taką łatwością im przyszło

Odebrać głos opozycji.

 

Nie nam, uchodźców kontyngent,

My chrześcijaństwa przedmurzem.

Osłonimy cały kontynent

Przed muzułmańskim kurzem.

 

Radę damy celom wzniosłym,

Narzucimy wszystkim prawa.

Wybrzmi to echem doniosłym,

Że Unia taka niemrawa.

 

Z łatwością by poradzili

Niech nikt się z tego nie śmieje!

Gdyby nie przeszkodzili

Ci wredni z KOD-u „złodzieje”.

 

Polski nie dadzą zmarnować.

Przybywa, nie tak pomału,

Gotowych manifestować

W obronie Trybunału.

 

W obronie wolności sądów,

W obronie ludzkiej godności,

W obronie wolnych przekonań,

W obronie innych wolności.

 

Strasznie „brużdżą” rezydenci.

Nie mając obfitej tacy,

Duża wypłata ich kręci,

A nie dyżury po pracy.

 

Szybko łączcie się w pary!

Pomysł to nie byle jaki.

Bo wtedy z Bożą pomocą,

Może się trafią bliźniaki.

 

Po co czekać odległej daty

Trzeba się wziąć do roboty

A już za dziewięć miesięcy

Czeka ich… pięćset złotych.

 

Gigantyczny dylemat mają

Nie życzymy tego nikomu

Bo kiedy na czynsz zarobią

Wtedy nie prześpią się w domu

 

Rządową by zakończyli

Mitręgę prokreacyjną,

Gdyby ochoczo spełnili

Cyniczną radę „partyjną”.

 

 

Mów nieco ciszej kolego,

Bo nie wiadomo, kto słucha.

Nie domyślisz się dlaczego

W domu nastała posucha.

 

„Wolnych sądów!” mądry powie.

Bo wolność szybko znika.

Sądzić będą „ich” sędziowie,

Z pomocą „własnego” ławnika.

 

Lekarzom na wzór ławników,

W trosce o narodu dobro,

Nową pomoc – ”sygnalistów”

Przydzieli minister… Ziobro.

 

Czas z błędami szybko skończyć.

Dokładnie sprawdzać diagnozy!

Natychmiast dzietności kobiet,

Polepszą się złe prognozy.

 

Już Jaki ręce zaciera

Cudu dostrzega promień.

Gdzie „sygnalista” dociera,

Wnet spada wskaźnik poronień.

 

Na końcu tej „dobrej zmiany”

 „Prawdziwa wolność” się zbudzi.

Dla ich „idealnej władzy”,

A nie dla normalnych ludzi.

 

Patrzymy z wielką przykrością

Jakiej podłości doznają

Ci co swą własną wolnością

Płacili za wolność kraju.

 

Premiera Mazowieckiego,

Usuną z listy wspanialej

Zapomną Bartoszewskiego.

Nie znajdzie się Michnik na niej.

 

Wykreślą z ksiąg wiecznej chwały

Nazwiska ludzi czci wartych,

Umieszczą w regałach swoich

”Toruńskim krzyżem” podpartych”.

 

Nowych wolności „obrońców”

Wskażą nam – wartych cokołów

Nie „zwykłych kolaborantów”

Od różnych „okrągłych stołów”.

 

Sądzę, że PiS nigdy nie ruszy

Majestatu papieskiego.

Na pewno? – a może wypomni,

Że ściskał… Jaruzelskiego”!

 

Wałęsa – słychać szemranie –

„Dla wielu to postać niska”.

Niedługo już być przestanie,

W Gdańsku patronem lotniska.

 

Mogą to zrobić banalnie.

„Lotnisko Lecha Walesy?

Po polsku to brzmi fatalnie,

Więc nazwę zmienić należy!”

 

 

Twórcami wolności: Duda,

Kuchciński, Ziobro i Szydło

Pozostałym też się uda.

„Mydło, widło i powidło”.

 

Nad wszystkim „nadprezes” czuwa.

Ciekawe, co go tak nęci?

Idee nowe wykuwa?

Czy tylko władza kręci?

 

Jarosław Kaczyński premierem?

Nie! Przecież to już było.

Pamiętacie, co było z Lepperem?

Czym dla nich się to skończyło?

 

Szkoda, bo może by była

Szansa na odmianę losu.

Prośba by się spełniła:

Oszczędź Panie nam etosu!

 

Kto socjalizmu doświadczył

Dostrzega całkiem poważnie

Że kraj nasz się nagle zbliżył,

Do PRL-u. wyraźnie!

 

Komunistów już zastępują

Czarni, wierni bolszewicy.

Bardzo chętnie im wtórują

Władzy spragnieni stronnicy.

 

Każdy rząd autorytarny

Boi się ludu wolnego.

Gdy trafi się niepokorny,

Spróbuje sposobu każdego.

 

Kłótnie odwieczne, poważne,

Zawsze kończyły się smutno.

Rozważmy to uważnie,

Co może nas czekać jutro?

 

By kruchą budowlę zniszczyć,

Wystarczy kilka buraków.

By stworzyć bezpieczną przyszłość,

Nie starczy nazbierać maślaków.

 

Nie może Polska być krajem

Dwóch sortów obywateli.

Legalnie odrzućmy zatem

Tych, co Nas dzielić by chcieli.

 

Ja w PRL-u już żyłem.

Miałem też chwile dumy,

Gdy zza „Kurtyny” wracałem

Do kraju już bez komuny.

 

Lecz dziś odczuwam obawę,

Która mi spokój zakłóca,

Czy jak za miedzę wyjadę,

Do Polski unijnej wrócę?

WOLNY SORT

 

MASZ CZAS?

Czas to pieniądz – mówicie

Nie! Wy bardzo błądzicie!

To najbardziej cichy złodziej.

To dla nas żaden dobrodziej.

 

Czas ma nam rany leczyć?

Łatwo temu zaprzeczyć.

Zapytajcie kogoś starszego

Co czas niesie dla niego?.

 

Czas jest wieczny – prawicie;

Jeszcze bardziej błądzicie!

Serce zbyt krótko bije,

Dla wszystkiego co żyje.

 

Czasu masz dość – powiadasz.

Tak tylko sobie gadasz.

Czasu nikt nie zakupi.

Ni mądry, ani głupi.

 

Czas, długi tylko „zasrańcom”

I różnym „popaprańcom”!

Tylko powietrze psują.

A inni na nich pracują.

 

Ciągła czasu premiera,

U chorych na Alzcheimera.

Zdrowemu, doba za krótka.

Rano znów czeka pobudka.

 

Nie masz czasu na stratę!

Tak to prawda, a zatem

Rusz szybko swoją głową,

Szyją, ręką i nogą.

 

Bo dobre te nauki

Poznają twoje wnuki

Wszak egzystencja biedna

Im przecież niepotrzebna.

 

Czas na Ziemi każdemu

Młodemu i staremu

Liczony jest tylko raz.

Więc czy na pewno masz czas?

W. S.

 O NADZIEI

Często nadzieja to dużo.

Czasem, to wszystko co mamy.

Gdy się nie spełnia, choć mogła,

Grosza za nią nie damy.

 

Dziwnym jest jednak, istnieniem

Bo przecież gdy minie chwila

Wraca. Znów naszym pragnieniem.

I czyż nie będzie nam miła?

 

Wartość swą szybko odzyska.

Los nasz w jej ręce oddamy.

Chociaż  nieznana z nazwiska

Stanie się wszystkim co mamy.

S W

 

CZYM ZASŁUŻYŁAŚ SOBIE…

Czym zasłużyłaś Sobie Polsko,

Że tak traktują Twoje wojsko?

Czemu rządzący mają za nic,

Zacnych obrońców Twoich granic?

 

Czym zasłużyłaś sobie armio,

Że z generałów cię obdarto?

Kto teraz powie całkiem serio:

Życie poświęcać  było warto?

 

Czym zasłużyłeś cny narodzie,

Któryś tak wolność umiłował,

Żeby się poddać takiej modzie,

By rząd nam sądy rozmontował.

 

Jak możesz drogi mój rodaku

Za władcę, chcieć prokuratora.

Tak szybko zapomniałeś smaku

Ciągłej opieki kuratora.

W. S.

Furtka

Chciałabym mieć furkę

Co cichutko skrzypi.

Dźwiękiem zakodowanym

W zakamarkach myśli.

 

Furtka ma być stareńka,

Z duszą zaklętą w akanty lat minionych.

 

Blask młodości i krasa

Pod płaszczem rdzy skryta,

Lecz wciąż radośnie skrzypi,

Wciąż wita i pita.

 

I gdybym wiedziała, że ty do mnie przyjdziesz

Klamkę bym czyściła do złotego blasku,

Byś troski zostawił przy furtce staruszce

I z uśmiechem posłuchał jej cichego trzasku.

Ewa Nowakowska

 

Ponura jesień

Przyszła jesień tego roku

Zima, deszczowa i szara

We łzach lecą złote liście

Wisi ciemnych chmur kotara.

 

Mokre ptaki przycupnięte

Wśród gałęzi z resztą liści

Pod skrzydła łebki wtulają,

Może im się słońce przyśni?

 

Wiatr jesienny, obłąkany,

Wśród drzew tańczy, wyjąc cicho.

Zrywa z drzew ostatnie liście

Chichocząc jak licho.

 

Wśród wysmukłych topoli

Zwiewne opary mgły szarej

Snują się sennie w powietrzu

Tańcząc wraz z wiatrem jak mary.

 

Nostalgia, tęsknota cicha

W mej duszy żalem rozkwita

Za utraconym latem,

Które tak szybko znika.

 

Wchłaniam aurę smutku,

A po mojej twarzy

Płyną krople jesiennego deszczu

Jak… łzy.

Ewa Nowakowska

***

Jeśli chcesz napić się

dobrej herbaty

a także skosztować

ciasta pysznego

nie zastanawiaj się

ani minuty

przyjdź na Piotrkowską

do „Dybalskiego”

Zofia Dzionek

Łódź: 15. 07. 2016

 EROTYCZNOŚĆ

Jestem bystry i niegłupi

lecz lekkoduch ze mnie wielki,

kocham biust i kocham nogi,

czuję pociąg do partnerki.

 

Czekam różowego ranka

i piosenki z tym refrenem;

seks to blask twojego ciała,

wszystko inne – jego cieniem.

 

Nie od wczoraj, nie od dzisiaj,

w utrzymance mam kompana.

Nie od dzisiaj, nie od wczoraj,

miałem ją z samego rana.

 

Chodzę, chwalę się, że była,

jej obecność jak spełnienie;

seks to blask pięknego łona,

wszystko inne – jest cierpieniem.

 

Niebo, chmury, złoto-czarno,

słońce wzeszło nad jezioro,

numer jeden, numer drugi,

liczb dziś zaliczyłem sporo.

 

I kochanka mi śpiewała,

głośniej niźli serca brzmienie;

seks to moc twojego członka,

wszystko inne – jego cieniem.

 

Dziś spotkałem policjantów,

co przyjaciół moich strzegą,

chcę o seks zapytać władzę,

to naprawdę nic zdrożnego.

 

I wyłuszczył z góry stójka,

sekret służby, jednym tchnieniem;

Seks to blask z oblicza tonfy,

zawsze wiążę się – z cierpieniem

 

A ten drugi krzyczał głośno,

co milczący wpierw, odmieniec;

seks to blask z oblicza rządu,

wszystko inne – jego cieniem!

Stanisław Gałczewski

 

***
się zebrali poetycy
i gadają o spódnicy
o baskwicce była mowa
Żenia czytał brzydkie słowa.

Była dupa, pupa, rzyć,
bo tak dzisiaj miało być…
Dzień był za pupę łapania
ucieszyła się Hania i Ania

a tu brak było łapanek
bo nie przyszedł Janek.
Jola Miśkiewicz
14 lipca 2016 r. (dzień łapania za pupę)

RAJ
Kwiaty bukiety kwiatów barw
Dziewczynie swojej niósł do warg
Iskierki słońca w oczach miał
Gdy dla niej swoje wiersze grał

Ona tańczyła łąki pieśń
Wiatr jej pomagał stopy nieść
Płynęła nad krawędzią traw
On płatki kwiatów przed nią kładł

A z nad ich raju halny wiatr
Każdą burzową chmurkę kradł
I tylko gdy ochotę miał
Chopina w strunach deszczu grał.

Wojciech Szendzikowski (wiersz napisany „w biegu”)

 Janusz Siciński skomponował do wiersza muzykę – gorąco polecam Janusz Andrzej Berner: http://chomikuj.pl/grubyrynio/Ma*c5*82y+Atlas+Ludzi/03+Raj,1358588785.mp3(audio)

 HERBATA

Wejdź na herbatę                                                                         nie, już późno…

Wahanie                                                                                           i nagła decyzja, wejdę.

Herbata miała smak naszych ust                                                              zapach naszych ciał

magiczna herbata…

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

ONI

Jego ciało pieszczę

twoje imię szepcząc

on i ty…

Który jest naprawdę

a który się śni.

Tamtego kocham

a ten leczy moje serce.

Obaj są potrzebni

jak powietrze

Kocham Cię

mówię do ciebie

mówiąc do niego.

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

DROGA

Pójdę sobie prosto w życie

z twarzą wystawioną na wiatr

pójdę sobie, samotny wędrowiec

wybiorę ścieżki proste, gładkie

bez kamieni.

Pójdę sobie mając w oczach – twoje oczy

twoje ręce na moim ciele

a sercu powiem: śpij spokojnie.

I pójdę sobie, prosto w życie

bez ciebie.

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

KOŁO

Minęły lata…

Znów jestem Łąką kwitnącą,

pachnę twoim zapachem.

Patrzę na ciebie oczami Druidki,

rozpłynął się dym z ogniska

wysoko płonie płomień.

Pożądania…

Musiało tak być

koło się potoczyło

i zamknęło.

Usta twoje- ciało moje

splecione dłonie.

Elżbieta Czerwińska Eleonora Elżbieta Ward

***

na spotkanie rozłąki włożę makijaż odejść
na powiece namaluję czarną kreskę pożegnań
błyszczykiem żalu przeciągnę
po obrazie warg
policzki udekoruję różem wyblakłego smutku
skrzydła rzęs obejmę kirem tuszu
minę chwilą
razem
z oto pora

i zroszę oczy
cukrami łez

Markat Nowacka
Łódź: 12 marca 2016r.

 ranna

w przenośni żyję
jak głęboka rana
gdzie brakujące miejsca krwawią
szarpana słowem
dwuznaczności
wytykana

Markat Nowacka
Łódź: 12 marca 2016r.

***

herbatę
kawę
czy trochę
mrozu

Markat Nowacka
Łódź: 11 marca 2016r.

 ***

pani sroka wrzeszczy
do swojego pana
roz-kra-ka-na

mało mało
jeszcze jedno
zrób mi jajo

ach
ta
wiosna

Markat Nowacka
Łódź: 10 marca 2016r.

 ***
błękitne oko
w popiele
młody świt
Markat Nowacka
Łódź: 4 marca 2016r.

***
nie jem człowieka
ludzkiego mięsa
a czuję że oni mnie
zjadają
rozszarpują na części
odrywają łakomie palcami
mięso od kości
połykają
słaba
blednę
zanikam
w czarnej otchłani
obżarstwa
kamieniem miażdżona
cięta na kawałki
krwawię
trawiona
życiem
Markat Nowacka
Łódź: 3 marca 2016r.

***
ust
ciszy
zaszukana
Markat Nowacka
Łódź: 1 marca 2016r.

CISZA
czym jesteś ciszo kiedy trwasz
owym srebrem z powiedzenia
czy ukojeniem chwilowej luki
równoważnią dla schorowanej psychiki
na duszy rozstępem
a może jesteś dobrą niemową
w spolegliwym ciele świata
na wstrzymanym
Markat Nowacka
Łódź: 1 marca 2016r.

***pamięć jak nitka wije się długo
      ale ma swój koniec
Markat Nowacka
Łódź: 29 lutego 2016r.

***

Moja dusza się nie rusza,
kamień trzyma w dłoniach,
kamień stały, dusza stała,
 ani w prawo,
 ani w lewo,
 stoi tak więc osowiała.
 Justyna ze Szczecina.

***

cierpienia które stale są w podróży
podróżą są cierpiącą
cierpią w drodze
 i nieustanie
 Markat Nowacka
 Łódź: 28 lutego 2016r.

***

moje cienie
są blade
Markat Nowacka
Łódź: 27 lutego 2016r.

***
co mi pozostało na starość
tylko sobie pogadać
więc piszę palcem na ścianie
zdrapując barwę minionych dni
ścieram naskórek systematycznie
pragnąc popełniam mezalians życiowy
co mam jeszcze do zrobienia
postrzępić jęzorem cudze grzechy
lub włożyć cierniową obwolutę milczenia
bo młodość starych zawsze wyprzedzi
wciskając im na głowę
laur obrzydzenia
Markat Nowacka
Łódź: 25 lutego 2016r.

KOCHAM
Kocham, to takie piękne wyznanie.
Kocham, to odpowiedź na pytanie
– co do mnie czujesz?
Kocham tak, że moje ja przesyła Tobie,
z „Tęczowego Mostu” Heimdala,
radośnie uśmiechnięte,
pachnące płatki pąsowych róż,
które spływając na ziemię
całująTwoje nagie stopy.
Janusz Andrzej Berner.
Andrespol: 13 lutego 2016r.

CHCĘ ABYŚ BYŁA
Chcę abyś była
– radosnym porankiem.
Chcę abyś była
– upalnym południem.
Abyś była
– uroczym wieczorem.
Chcę abyś była
– szaloną, upojną nocą.
Chcę abyś była
teraz i zawsze.
Wacław Kluszczyński
(Wiersz nagrodzony na Walentynkowym spotkaniu poetyczno – muzycznym, które odbyło się w dniu 13 lutego 2016r. Pub „Zebra”
– Andrespol)

WIEM DLACZEGO
Całuję Twoje oczy
Całuję Twoje usta
Całuję Twoje włosy
Całuję Twoje ciało
– I ciągle mi mało?!
A teraz wiem dlaczego!
Bo to jest rokosz!!!
Słowo niby proste
Ale w połąceniu z pragnieniem
Staje się cudownym spełnieniem
– I gdyby świat mój akońcył istnienie
Pozostań Ty i rozkosz
Takie me nacenie.
Wacław Kluszczyński

RÓŻOWA NAĆ

Dentyście dziś zabrakło punktów,
Fundusz ich więcej nie chce dać.
Możesz zapłacić – jeśli masz z czego
lub sobie zakląć: różowa nać!

Dla ortopedy lub kardiologa
coś tam wysupłasz jeśli cię stać
a jeśli nie to z rok poczekasz,
powtarzasz swoje: różowa nać!

MOPS zastrajkował, ma cię w mopsie,
możesz tylko rzęsiste łzy lać,
wziąć dudy w miech i po cichu
powtarzać swoje: różowa nać!

Szykują już stosy dla czarownic
i ustaw nowych aż strach się bać!
Siedzieć trza cicho jak mysz pod miotłą
i zakląć sobie: różowa nać!

Jak nie uchodźcy, to prokurator,
ma się czym zająć netowa brać,
na słowach jednak wszystko się kończy
i jak nie zakląć: różowa nać!
Jolanta Miśkiewicz
Łódź: luty 2016r.

Listopad
Kochaj mnie szeptem deszczu
mgłą listopada otul
chmurne niebo rozkołysz
pocałunkami
rozłóż parasol czułości
i prowadź…
pieszczotą
Eleonora Elżbieta Ward
Łódź: 18 listopada 2015 r.

Lisć opadł
Kocham Cię szeptem deszczu,
otulam listopada mgłą
rozkołyszam pocałunkami
rozkładam parasol czułości
i prowadzę… pieszczotą.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 22 lisć opada 2015r.

***
Jak wieczór się zbliża
staję się 
– smutny, marudny, zapłakany ,
zasmucony sercowymi sprawami.
Poszukuję w sercu i w duszy
ukojenia bólu.
Chcę znowu być szczęśliwy
ale rankiem
– resztki broczącej krwi smutku
wnikają w poduszkę,
spływają z oczu w dół ciała .
Snuję się przez życie i wraz z nim płynę
zapominając jaki sukces odniosłem w poezji ,
i nie pamiętam o tym co ważne …
Aneta Bedner

***
Koń czarny jak heban,
gdy się pojawia
wznieca złotymi kopytami skry.
Pioruny z nieba,
biją tak głośno
że ziemia drży.

Koń biały jak obłok ,
grzywą diamentową lśni.
Jak zajrzysz mu w ślepia ,
dusza twa soplem
się stanie.
Aneta Bedner

PIOSENKA DLA NIEZNAJOMEGO
Posłałeś mi spojrzenie
najpiękniejsze na świecie
z radością i wzruszeniem
– miłość- tak je nazwiecie

Gęstym okryta szalem
chcę przejść niepostrzeżenie
oczy – czarne opale
budzą moje marzenie

Znam tylko twoje imię
nigdy go nie zapomnę
pomogło mi przetrwać zimę
twoje uczucie do mnie

Czy zawdzięczam je czemuś
nie wiem ale w podzięce
swemu nieznajomemu
będę śpiewać piosenkę

Nuty będą mieć zapach
melodia kubki woni
tony gustują w smakach
słodkich, kwaśnych i słonych

Nie możesz ich skosztować
i zjeść jak dobre danie
kiedy wsłuchasz się w słowa
piosnka przypomni o mnie

Wciąż przy sobie myślami
samotnych ludzi dwoje
kiedy się znów spotkamy
będę na zawsze twoja
Marta Tarnicka – Dec

***
Cóż pisać
w brzuchu mi burczy
i mam zawał twórczy.
Wojciech Woźniak z Olsztyna
Łódź: 15. 01. 2015r.

WIGILIA
Znów czekam, WIGILIA
już trzecia bez Ciebie
noc cudów
i mojej modlitwy
wróć do mnie ze swojej gwiazdy
wróć do mnie we śnie perłowym
wróć do mnie zapachem bzowym
i wiatrem i śniegiem.
Stań z uśmiechem w drzwiach
i powiedz: Zostaję
będę Talizmanem Twojego życia
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź Wigilia 1990r.

ŚWIĘTA
Boże Narodzenie to czas radości
otwieramy drzwi serca
dzielimy się opłatkiem, mówiąc:
Wesołych Świąt
choinka wesoło mruga lampkami
biały opłatek na koronkowej serwetce
i talerz dla samotnego wędrowca
Symbol dobrego samopoczucia
Pusty Symbol.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź Wigilia 2002 r.

BYŁO …
Gdy zamknę oczy
w ciszy mojego serca
jesteś ze mną przy choince
na wyciągniętej dłoni mam opłatek
Brzdęk!
upadły moje marzenia
otwieram oczy
budzę się 5 lat później.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź 26 grudnia 2002 r.

 

WRZEŚNIOWA IMPRESJA
Wieczór powoli przechodzi w noc, niebo zasnuły chmury. Przyszła Jesień, jak się pokłoniłeś Pani malującej obrazy złotem słońca, czerwienią maków i brązem guwernantek. RÓWNONOC to ważny dzień w kalendarzu Słowian, Celtów i nie tylko dla nich. A ty zamilkłeś, czy Jesień otuliła Cię płaszczem z mgły?
W księżycowej poświacie czeszę włosy wierzbie
srebrem gwiazd maluję korę brzozie
kroplę rosy rozwieszę na koralach jarzębinie
i pójdę na łąkę, miękka trawa zaprasza:
dotknij mnie, poczuj ciepło Ziemi
i oddech Wszechświata.
A ty?
stań się drzewem o które się oprę
bądź łąką- na której się położę.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź 23 grudnia 2013r.

ZŁOTY JESIENNY LIŚĆ
WITAJ SŁONECZNY, wiesz, dzień jest zdecydowanie liryczny, pójdę do parku. Jest cicho a przecież jest środek dnia wydaje się, że nawet samochody jadą ciszej. To jeden z takich dni kiedy NATURA „mówi” do mnie.
Idę alejką, złote liście klonu łagodnie lecą na ziemię i pokrywają ją szeleszczącym dywanem, sumak pyszni się czerwienią a wierzba nad stawem przegląda się w wodzie zadowolona: jestem ciągle zielona, piękna w letniej sukience-
Wolno idę słuchając o czym wietrzyk opowiada szyszkom na jodłach strzelistych, dumnych. Pac, pac jodła podarowała mi szyszkę – dziękuję, pachnie żywicą, o o o okleiła mi palce.
Usiadłam na ławce nad stawem, pod starym dębem, on pamięta czas Puszczy, był maleńkim dąbkiem wyciągał gałęzie do słońca, pił wodę źródlaną i przeżył. Puszcza zniknęła a on nadal mocny, zdrowy – DĄB, ŚWIĘTE DRZEWO SŁOWIAN, PIKTÓW, CELTÓW opiekuje się nim MARS potężny, męski, waleczny i kochliwy…
Zasłuchałam się w drzewa, wodę, szelest opadających liści, poczułam muśnięcie deszczu a może rosy opadającej z mgiełek nieuchwytnych. Jest mi dobrze, bezpiecznie i czuję że Natura uśmiecha się, patrząc na mnie. Inni narzekają: już jesień, już deszcz, już po lecie a oto przyszła niewielka, rudowłosa osóbka i cieszy się Jesienią i naładowała mnie złotą energią, zmiotła z mojej aury szary pył domysłów, niepokoju .
Wyszłam z parku jak z kąpieli pachnącej żywicą, szałwią i miętą, korzenny zapach, zmysłowy – bo Jesień, wbrew temu co ludzie o niej mówią jest Zmysłową Piękną Panią, ma paletę kolorów w dłoni, suknię zwiewną utkaną z mgieł, mieniącą się złotem promieni słońca i diamentami rosy, we włosach ma wplecione nitki babiego lata a za nią idzie orszak: bogactwo lasów, pól i ogrodów.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź
Park Źródliska 14 października 2014 r.

PAMIĘĆ
Pytasz czy pamiętam a Ty?
Czy pamiętasz Święty Las
zapach ziół i mnie tańczącą nago?
Płonie ogień …
Tańczę w blasku księżyca
i Twoich oczu rozmodlonych
Ja, twoje pragnienie i niespełnienie
Noc Kupały, gorąca noc
moje serce kocha las i jezioro
i ciebie kowalu swego Losu
wykuj miecz w darze dla Świętego Dębu
da ci Moc i … mnie
Kupała, noc pełna tajemnic i zaklęć
szeptanych w pokłonie
i zawsze … i wszędzie …
Zaklęcie.
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź
27 marca 2011r.

ŁĄKA
Moje ciało jak łąka
kwitnie, pachnie, wabi
nadleciał Sokół
skrzydłami Niebo otworzył
spadł na Łąkę, otulił
Błyskawica…
Jestem blisko, blisko
na Tobie, w Tobie
dotykam Cię i lecę…
I szeptali upojeni sobą
Ziemią i Niebem
Twój na wieki Łąko
Twoja przez wieki Sokole
Elżbieta Czerwińska (Eleonora)
Łódź
19 marca 2012r.

DZIEJE GRZECHU
Gdyby w Raju rosła leszczyna,
miast jabłoni,
nie byłoby grzechu,
bo Adam przecież nie miał …
dziadka do orzechów.
Janusz Andrzej Berner

DRZEWO
Człowiek skrzypi
jak stare drzewo
gdy go powalają.
Obalony człowiek
staje się pustką
a popielata cisza
otacza go,
w uszach szumią mu
czyjeś słowa.
A drzewo swą duszę ratuje
i zamyka duszę ludzkie
w drewnianym pudełku
Trudy tworzenia
Historia kołem się toczy
pokój ,w którym piszę
jest jak dawniej
mały
kilka zabytkowych mebli
bibelotów
Pokój z zepsutym paleniskiem
skrzypiącymi drzwiami
przewiewnymi oknami
Ja przy biurku
ze zgrabiałymi z zimna palcami
przelewam poezję na papier
Ma duszę ogrzewa jarząca się żarówką.
Teresa Czyżewicz

***
Chłód czujesz późnej jesieni,
gdy dni są podobne nocą?
A w sadach martwej przestrzeni,
gałęzie suche w mgłę zdobne.
Co robisz gdy mgła okrutna
zasłania Ci świata piękno.
Gdzieś za milami twarz smutna,
w okno wklejona od lata.
Czeka wciąż na jedno słowo,
na gest co rozkruszy mroki.
Chce dać się odkryć na nowo.
Czy jednak Ciebie to wzruszy?
Co zrobisz i dokąd pójdziesz,
i jaką drogę wybierzesz?
Ze szpon jesieni czy ujdziesz?
Doczekasz wiosny? … Ty nie wiesz …
Aneta Bedner

***
Kiedy po latach pójdziemy
na nasz egzamin ostatni
zaszczyty, tytuły, majętność
zostawimy tu w szatni …
Nadzy jak wszyscy święci
w czasie narodzin, jak oni;
nagością swoją przejęci
jedynie z sercami na dłoni.
Witold Smętkiewicz

***
Wretro cukierence spotkały się
przeurocze osobliwości poetyckie
z różnych grup literackich.
Pląsając po Pietrynie
tajemnicza niewiasta o poetyckiej naturze
zabłądziła do piekiełka słodkości.
Teresa Czyżewicz 11 IX 2014r.

POETKA
Pewną poetkę z miasta Łodzi
cieszyło, że ją czytano w necie,
szczególnie, że swą „wybitną” twórczość
pisała głównie w … toalecie.
Janusz Andrzej Berner

DLA MONIKI
Pewna Monika z Łodzi
z kamerzystą wciąż chodzi
i po prostu bez pamięci
kręci, kręci, kręci …
I wszystko ją obchodzi
Jolanta Miśkiewicz

MATEMATYKA WYŻSZA
Co to jest różniczka?
– spytała pani Janka;
ten bez namysłu odrzekł:
wyniczek odejmowanka.
Janusz Andrzej Berner

ASERTYWNY
Jest bardzo asertywny,
niech każdy się dowie,
że wszystkim wciąż odmawia
lecz tylko nie … sobie.
Janusz Andrzej Berner

CUD
Pewien facet z miasta Łodzi
krzyknął nagle:
będę chodził;
cud się stał? – spytali w tejże chwili,
odrzekł:
nie, po prostu mi auto podpieprzyli.
Janusz Andrzej Berner

PLAŻOWICZ
Zachwycał się falami
póki nie przyszło … TSUNAMI!!!
Janusz Andrzej Berner

***
Dziękuję za to- że jesteś,
dzięki Tobie uwierzyłem w siebie.
Dziękuje za radość,
za każde dobre słowo,
za chwile radości
i chwile łez.
Dziękuje za to …
Aneta Bedner

***
Jak wieczór się zbliża
staję się –
smutny, marudny, zapłakany ,
zasmucony sercowymi sprawami.
Poszukuję w sercu i w duszy
ukojenia bólu.
Chcę znowu być szczęśliwy
ale rankiem –
resztki broczącej krwi smutku
wnikają w poduszkę,
spływają z oczu w dół ciała .
Snuję się przez życie i wraz z nim płynę
zapominając jaki sukces odniosłem w poezji ,
i nie pamiętam o tym co ważne …
Aneta Bedner

***
Koń czarny jak heban,
gdy się pojawia
wznieca złotymi kopytami skry.
Pioruny z nieba,
biją tak głośno
że ziemia drży.
Koń biały jak obłok ,
grzywą diamentową lśni.
Jak zajrzysz mu w ślepia ,
dusza twa soplem
się stanie.
Aneta Bedner

***
Napisać list długi – mógłbym.
Tylko czemu?
Skoro nie otrzymam odpowiedzi.
Wyrazić sercem -to co czuje.
I tak Ciebie słowa nie wzruszą.
Baśń piękną powiedzieć- mógłbym.
Tylko dlaczego?
Kiedy myślami będziesz daleko.
Pokazać czynami – jak ważna jesteś.
Uczucia radości w Tobie nie wzbudzą …
Aneta Bedner

***
Nie odnajdę słów
w słowniku pięknych
a zarazem delikatnych.
Rozmowa dla mnie
to kolejne serca uderzenie
i ciepło przenikające.
Budzi nadzieję serca
otwiera mi oczy
Na dalsze pisanie.
W podziękowaniu
dla Siostry Agnieszki
Aneta Bedner

***
Przez las wędrujemy,
mówisz do mnie
-ja Cię nie słyszę.
Po mojej twarzy spływają łzy.
Głowę odwracam,
patrzę na księżyc,
byś nie widziała łez.
Spytasz – czemu?
Bo boję się znajomości
z Tobą utrącić.
Piszę te słowa
w samotności,
łzy mogą już płynąć
nieposkromionym strumieniem.
Może mi pomogą..?
Zabiorą ze sobą
– rany krwawiące..?
I to uczucie którego Ty
I ja nie ,mogę zrozumieć …
Aneta Bedner

***
Wam najmilsi , chcę ranki
kolorami tęczy malować,
by mogły cieszyć,
pomagały przeżyć
Wasze dni, płynące przez życie.
Wam rysować obrazy
pragnę słonecznym promieniem,
by wasze oczęta
zauroczyły świat
radością w złota kolorze.
Wam chcę wszystkie noce
gwiazdami rozbawić przecudnie
na ciemnym niebie,
byście uśmiechali się wdzięcznie
– Bo kocham Was.
Aneta Bedner

***
Wskaż mi tą drogę,
by więcej Cię nie ranić.
Jak słabościom nie ulec,
w tej trudnej rzeczywistości.
Oświeć mi drogę,
przynieś nadzieję,
której ja Ci przynieść nie mogę.
Bardzo potrzebuje Twej dłoni,
by nie uciekać jeszcze bardziej,
potrzebuje Twojego zrozumienia,
by życie me pustym nie było,
i bezsensownie się nie toczyło.
Aneta Bedner

PSYCHOLODZY
Pytasz, która godzina?
Nie muszę Cię chyba namawiać?
Odczuwasz taką potrzebę?
Chcesz o tym porozmawiać?
Janusz Andrzej Berner
KOMPLEMENT? – ONA
Ty jesteś jak ten lisek;
ze względu na przebiegłość
– Mosiek tutaj pyta?
Nie ze względu na przebiegłość
… a na miękka kita.
Janusz Andrzej Berner

KOMPLEMENT? – ON
Rzekł – jesteś jak ta rzepa.
Ze względu na jędrność
stawiasz tutaj równość?
Nie ze względu na jędrność
… ze względu na brudność.
Janusz Andrzej Berner

ALTERNATYWA
Śmierć albo życie wybieraj?
Mosiek odrzekł zbójowi:
twierdzę, że wybrałem to drugie
– już śmierdzę.
Janusz Andrzej Berner

Z DESZCZU POD RYNNĘ
Bywają takie przypadki,
że trafia z objęć socjolożki
w łapy socjopatki.
Janusz Andrzej Berner

DOPASOWANI
Skoro mam tyłek jak kombajn
to powiedzieć muszę,
że dla Twojego „kłoska”
maszyny nie ruszę.
Janusz Andrzej Berner

SIŁA WYŻSZA
Jeśliś nie Mahomet
a bieży do ciebie góra,
ale to nie Twoja wina,
to bież nogi za pas
bo to z pewnością lawina.
Janusz Andrzej Berner

NIEUSATYSFAKCJONOWANY
Nie czujesz satysfakcji?
na to mu odpowie:
no … wszystkim pasowało
lecz tylko nie Tobie.
Janusz Andrzej Berner

WIERNA
Męża nie zdradzała,
gdy pas cnoty miała.
Janusz Andrzej Berner

NIEWINNA
Była niewinna
niczym lelija,
raz zapomniała
… dziecię przewija.
Janusz Andrzej Berner

SKUTEK
Była niczym święta
lecz aureola zgasła,
gdy zaszła.
Janusz Andrzej Berner

ŻYCIE
Nie każda wniebowzięta Ewa
trafi do nieba.
Janusz Andrzej Berner

IGNORANT
Różnica kontrabas skrzypce?
jednego faceta spytali,
on odrzekł bez namysłu
– ten pierwszy dłużej się pali.
Janusz Andrzej Berner

DIAGNOZA
W trakcie, gdy Cię w szyi strzyka,
zmiana pozycji pomoże;
no a serial, co z serialem,
spytała, panie doktorze?
Janusz Andrzej Berner

ALTERNATYWA
Chcesz mnie? pewnego razu,
spytało dziewczę hoże;
masz na myśli – zapytał:
pierścionek czy łoże?
Janusz Andrzej Berner

NIEPOSŁUSZNA
Nie słuchała Ojca, Matki;
zobaczywszy męskie gatki
miała chwilę zapomnienia
a teraz pieluchy … zmienia.
Janusz Andrzej Berner

FAZY
Miewała różne fazy
zwłaszcza po ekstazy.
Janusz Andrzej Berner

KONIECZNOŚĆ
Jak co roku moja droga
wizyta u pitologa;
choć nie lubię, tutaj „CYT”
w U. S. muszę złożyć PIT.
Janusz Andrzej Berner

PRZEMIJANIE
Każdy, choć piękny i młody,
dożyje takich dni,
że mu na starość zostanie
zaledwie tylko … i.
Janusz Andrzej Berner

ANIA
Berlin, Londyn, Warszawa
wszędzie sława, sława
obraz niesłychany naraz się wyłania,
że te wszystkie sukcesy osiągnęła ANIA.
Janusz Andrzej Berner
Inspirowane osiągnięciami Anny Banasiak – naszej przyjaciółki.

KONSEKWENTNA
Miała do tego
taki stosunek,
że po robiła …
sumienia rachunek.
Janusz Andrzej Berner

ZWIERZENIA
Wyszłam za mąż
i nie żałuję tego kroku;
a ja pomimo swego uroku
wciąż nie mogę wyjść za mąż
choć nie żałuję kroku.
Janusz Andrzej Berner

W SĄDZIE
Napastował panią?
rzekł jej prosto w ucho,
nie, odrzekła sędziemu,
zrobił to na sucho.
Opierała się pani?
kolejne pytanie,
opierałam się mocno,
bo … stałam przy ścianie.
Janusz Andrzej Berner

ZACHODY
Chwaliła zachody słońca,
gdy dziewicą była
lecz kiedy sama zaszła
to nic nie mówiła.
Janusz Andrzej Berner

CHĘCI
Miał dobre chęci …
i luki w pamięci.
Janusz Andrzej Berner

CHĘTNA
Zawsze była chętna,
zwarta i gotowa,
jak miało dojść do czegoś …
bolała ją głowa.
Janusz Andrzej Berner

CHĘTNY
Czemu ciągle chodzisz? spytała;
seksu chcę – odpowiedział, rozdrażniony srodze,
no to choć – wyszeptała,
odrzekł: przecież chodzę.
Janusz Andrzej Berner

ŚWIAT
Nie widział poza nią świata
kiedy zgrabna była,
teraz mu świat przysłania
bo … bardzo przytyła.
Janusz Andrzej Berner

AKT STWORZENIA
Spoglądając na Ewę miał chwilę zwątpienia
i rzekł do niej:
za Adamem nie musisz się chować,
Ty po prostu się będziesz malować.
Janusz Andrzej Berner

OBAWA
Pewna blondynka z miasta Zgierza,
będąc w ciąży, pytała z niepokojem:
czy dziecię, które noszę pod sercem
jest, aby, na pewno moje?
Janusz Andrzej Berner.

LENIWI POECI
Wytykacie błędy PREMIERA,
a wieść gminna niesie,
że nikt z Was nigdy
nie pisał dobrze
… o PREZESIE.
Janusz Andrzej Berner

WIARA
Pewna pani, spod Pabianic,
zdania innych miała za nic
– za wyjątkiem tych,
ale to już jej wola,
które płyną wprost z ust
OJCA DYREKTORA.
Janusz Andrzej Berner

UWIELBIENIE
Raz niewiasta – co psa miała,
ciągle wszystkich pouczała,
że kto nie ma w domu zwierząt
ten jest zły,
a co myśli o Chińczykach???
– przecież większość skośnookich
… lubi psy.
Janusz Andrzej Berner

KARNAWAŁ
Każdy brydżysta w karnawale
Wciąż sobie marzy o kar nawale
Ma ciągle szlema w swej pamięci …
Więc blotek nawał go nie kręci.
Janusz Andrzej Berner

ROZCZAROWANA
Już? – no cóż.
Urszula Kowalska

DO CELU
Taki piękny był początek
Później jakoś zgubił wątek
Bo miał w głowie tylko jedno
Dostać to spragnione sedno
Na co komu te gry wstępne
Gdy czekają już następne
Urszula Kowalska

ŻEBY DWOJE …
Kiedy jedno tylko kocha,
drugie ma ciągłego focha.
Urszula Kowalska

SPOSÓB NA …
Gdybym zazdrosną była,
to bym tylko zniechęciła.
Kiedy dam wolności znak,
leci za mną niczym ptak.
Urszula Kowalska

ZACHŁANNOŚĆ
W miłości zachłanność szkodzi,
z czasem i gorące uczucie schłodzi.
Urszula Kowalska

RADA
Bądź niedostępna,
ale wciąż ponętna.
Urszula Kowalska

MIMOZA
Była słodka i pachnąca.
Po 2 latach senna, śpiąca.
Potem było coraz gorzej.
Wciąż mówiła- jutro może.
Urszula Kowalska

CHUDY MARZYCIEL
Chudy był, jak ten patyk, a wielbił obfitości,
gdy ujrzał tłusty zadek, już marzył o całości.
Urszula Kowalska

COŚ Z MITOLOGII
Zachciało się pannie zmiany,
od mitologicznej rany.
Ze strzałą Amora,
szczęśliwsza od wczoraj.
Urszula Kowalska

ODKRYCIE
Puszysta w każdym zakątku,
wstydziła się z początku.
Lecz spostrzegła szybciutko,
że chłop wielbi tłuste udko.
Urszula Kowalska

Z PLANETY
Są z Wenus i z Marsa
i w tym bywa farsa.
Urszula Kowalska

NIENASYCONA
Chciała jeszcze odrobinę,
On miał już zastygłą minę
i popłynął w snu dolinę.
Urszula Kowalska

NAJEDZONY
Kiedy zlizał z twarzy róż,
pod nim krem i jeszcze „cóś”,
czuł że rośnie mu potencjał,
a to tylko język zdrętwiał.
Urszula Kowalska

WAGINA
Nie jestem aż taka mała,
by nie trafił ten fujara.
Urszula Kowalska

EFEKT
Na efekt końcowy
w napięciu czekała.
Usnął i tyle z efektu miała.
Urszula Kowalska

ZALOTY
Gdy tak klepnął ją przez pupę,
pomyślała żarty głupie,
ale kiedy ją uszczypnął,
i żarłocznym wzrokiem łypnął,
poczuła się zniesmaczona,
perspektywą przerażona
Urszula Kowalska

ATUT
Gdy kręciła atutem swym,
on szedł za nią, jak w dym.
Urszula Kowalska

NATURA
Barokowa piękność piła wino przy barze
Wdzięków miała w nadmiarze
Spojrzał mimo woli
I już w myślach swawoli
Urszula Kowalska

NIECIERPLIWY
Chciała długo i namiętnie,
a on skróciłby to chętnie.
Urszula Kowalska

ROZMIJANIE
Kiedy był wreszcie gotowy,
dopadał ją ból głowy.
Urszula Kowalska

NIEBEZPIECZNY POCIĄG
Był wulkanem uczuć.
Przez skłonność do wibracji,
wpadł w sidła prokreacji.
Urszula Kowalska

GRA WSTĘPNA
Zlizał róż, zlizał tusz
i był najedzony już.
Urszula Kowalska

PRZYNĘTA INTELIGENTA
Chciał zachwycić metaforą,
by mu dała nocną porą.
W głowie szukał jej na próżno,
W końcu rzekła – o jak późno.
Urszula Kowalska

ZMIANA PLANÓW
Patrzył na nią w napięciu i już widział igraszkę,
nagle zmienił plany, bo zobaczył flaszkę.
Urszula Kowalska

LICZĄ SIĘ ATUTY
Dziewczę było głupie,
lecz atuty miało w dupie.
Urszula Kowalska
Samotna kusicielka
Z nadzieją szła lasem ubrana kuso,
kto wie, że od lat nikt jej nie „ruso”?
Urszula Kowalska

STĘSKNIONA
A niechby i gwałt,
kiedy w łóżku aut.
Urszula Kowalska

SEKS STARUSZKÓW
Nie przyciskaj! – serce boli
Lecz wciąż bije, a mnie stoi
Urszula Kowalska

MĄŻ
Pożąda, choć nie pieści
Lecz mu w głowie się nie mieści
Że jego własna żona,
Czuje się zgwałcona!
Urszula Kowalska

PRZESTROGA
Nie pędź za chłopakiem,
kiedy jest mięśniakiem.
Urszula Kowalska

AUTOMAT
Facet reaguje na bodźce,
Hamulce są mu obce
Nie tylko czasami
Nie panuje nad żądzami
Urszula Kowalska

SMUTNA PRAWDA
Nie umie powstrzymać swych rządz
Niejeden ksiądz
Urszula Kowalska

OFIARA NAPALEŃCA
Gdy do łóżka się kładła,
zaledwie opadła,
jeszcze nie gotowa,
a z aktu połowa.
Renata Karwas

ROZCZAROWANIA
Pod kołdrę mu zajrzała
i wskoczyć już nie chciała.
Renata Karwas

OBIECANKI
Orła obiecywał
koliberkiem wymachiwał.
Renata Karwas

NIC ZA DARMO
Chciała odrobinę więcej,
roboty miała pełne ręce.
Renata Karwas

CO ZA PECH
Skończyły się serca łopoty,
kiedy zdjął galoty.
Renata Karwas

COŚ ZA COŚ
Zjadł z cebulką tatara,
pożegnał się z bara, Bara
Renata Karwas

BEZOWA ROZKOSZ
Serwetkowy wierszyk
Lukrowany z rozkoszy
Szybko zapisany
By nikt go nie spłoszył
Serwetkowy wierszyk
W pamięć chwil wpisany
Ze spotkań ulotnych
Zapachem splatanych
Serwetkowy wierszyk
Nie ma nic z wielkości
Ma chwalić uroki
Ponętnych słodkości
Serwetkowy wierszyk
O bezie puszystej
W której wciąż nas wabi
Smak poezji czystej
Urszula Kowalska

Czy to wiersz absurdalny?
Ten wiersz jest w tym sensie absurdalny, że pokazuje jeden z wielu absurdów naszej rzeczywistości. Świat stoi na głowie.
ODRUCHY
Deszcz na dworze siąpi już trzeci dzień.
Trawniki rozmokły, drwi w kałużach cień.
A ja z zakupami snuję się powoli,
I nagle ktoś z błota, jakby się gramolił.
Wstaje i upada … chyba nie ma siły,
Może przez chorobę tak go opuściły?
Twarzy nie widzę , w błocie się tarza,
Więc w jego stronę troskę swą wyrażam:
-Przepraszam pana … może pomogę?
Podam jedną rękę, obu nie mogę.
Nie słyszę odpowiedzi, ale wciąż proszę,
Nie daję rady – ledwo go unoszę.
I radość ogromna, bo staje człeczyna,
Chcąc wdzięczność wyrazić szklistymi oczyma,
Do mnie się obraca, a tu … Boże Święty!
Cały zasmarkany … ale uśmiechnięty.
Nie mogę, uciekam, choć żal mi chorego.
Lecz jeszcze w oddali, spoglądam na niego.
A on znowu upadł, bardziej pognębiony.
I nagle mnie chwyta jakiś człek szalony,
Pytając, dlaczego porzucam kompana?
Chyba przez to błoto „com” tak utytłana?
Chce wezwać policję i każe zawracać!
Trzyma mnie, a leżącym szarpie i obraca.
Ten zdążył w żołądku powiększyć ciśnienie,
I cały już leży w świeżej wymiocinie.
Facet oniemiał, gały we mnie wlepia,
Czy to moja wina, że świństwem się oblepia?
On tym bardziej nie wierzy, że ja tak z litości,
Podejrzewa, to pewne – o same podłości!
Wezwany policjant dostojnie się zbliża:
-Do śmiecia mnie pan wezwał ? leżącemu ubliża.
To nie do niego panie władzo, a do tej kobiety,
W potrzebie chłopa chciała zostawić niestety.
Pan władza spogląda na me ubłocenie,
I widzę w źrenicach złośliwe iskrzenie:
– Pani winna zabrać do domu pijaka!
– Ale ja go nie znam – po co cała draka?
– Jak to pani nie zna? A w błocie jest cała …
Chyba obok niego … koleżanka leżała?!
– Ja tylko pomóc chciałam, bo żal mi człowieka,
On upadł i od nowa na pomoc czeka.
– Czy pani nie wie, że mogła go zabić?
Tak bezmyślną babę do ciupy trza wsadzić!
Pani mandat wlepię, może rozum wróci,
I niech taka słucha – nie jeszcze się kłóci!
Pouczę szybko, co trzeba pamiętać,
Z pijanym nie wolno po trawnikach się pętać!
Coś się nie podoba? – niech pani nie beczy!
– Pan może od współczucia na wieki wyleczyć! …
A w dodatku jeszcze on teraz się zsikał,
Niech pan patrzy!
Przez spodnie to wszystko przenika,
Pan czuje? – to jakby browar rozsadzili,
A ja już nie mogę, mnie też mocno pili!
I jeśli swych racji zaraz nie wyłuszczę
To – Bóg mi świadkiem – sama też popuszczę!
Urszula Kowalska

***
Tęsknię za miłością
białych albatrosów
w bursztynowych dniach.
Tęsknię za radością
w bursztynowych dniach
pośród białych mew.
Justyna Budzichowska

***
Radości moja
w blasku Słońca tańcz
Radości odwieczna
w taborze cygańskim
w blasku Księżyca
we mnie tańcz.
Radości moja
na chwałę Pana
w psalmach Dawida tańcz.
Justyna Budzichowska

***
Muzyko prowadź mnie
w akordzie twoich nut
unoś mnie jak latawiec
do gwiazd
w ciszy białej powiew.
Muzyko nie zostawiaj mnie
bo samotnym ciężko być
Sama o tym dobrze wiesz
prowadź mnie w akordzie nut
do poezji swej
Justyna Budzichowska

***
Nie bój się miłości
nie uciekaj przed nią
tylko do niej uśmiechnij się
i ją weź w swe dłonie.
Nie bój się miłości
ona mieszka w Tobie
uderz w jej Złoty gong
i ją zanieś w świat.
Nie bój się miłości
przecież to nie grzech
złap ją jak cytrynę
wyciskaj z niej sok.
Nie bój się miłości
ona piękna jest
pachnie jak wiosenne kwiaty.
Nie bój się zakochać
w baziach pachnącej wikliny
Nie bój się miłości
przecież to nie grzech.
Justyna Budzichowska

***
Twoje życie „Białą kartą” jest
wtedy kiedy rodzisz się
i wydajesz pierwszy krzyk.
Twoja droga wciąż nieznana jest
ale ty zapiszesz ją
pielgrzymując w Życiu twym.
Twoje życie „Białą kartą” jest
gdy podążasz w nim
w pielgrzymce swej
na szczyt Giewontu twoich dni.
Twoje życie „Białą kartą” jest
jak koperta bez adresu
„z napisem Quo vadis”
Justyna Budzichowska

NON OMNIS MORIAR
Ani German
Jej Non omnis moria
będzie w Tobie trwać
i cię będzie wprost prowadzić
wśród radości dnia.
Jej Non omnis moria
będzie kochać cię
i utuli cię w ramionach
w Twym spokojnym śnie.
Jej Non omnis moria
to Twój człowieczy los
w którym jesteś albatrosem
wśród urody mórz.
Niech Non omnis moria
ciągle w Tobie trwa
kiedy będziesz marynarzem
na okręcie swym.
Jej Non omnis moria
niech się w Tobie tli
które będzie fotografią
w sercu Twym.
Justyna Budzichowska

PLANETA ANNA
Krzysztofowi Cwynarowi
Planeta Anna
przez życie wiedzie Cię
podnosi Cię z upadku
gdy smutno Ci i źle.
Planeta Anna
to gwiazda bliska Ci
Spójrz na nią w swych modlitwach
a ona utuli Cię.
Planeta Anna
gdy patrzy na Ciebie
śpiewa hosanna
na pochwałę Twoich dni.
Planeta Anna
dzielny wojownik
w człowieczym losie swym.
wrażliwa Eurydyka
wśród widnokręgu gwiazd.
Planeta Anna
w Twym sercu
wiecznie trwa
jest blisko Twojej Żony
w codzienności dnia
w obrączce która wciąż
na palcu ma.
Justyna Budzichowska

***
Istniejemy,
walcząc o swoje przetrwanie.
Miliony słów wypowiedzianych w ciszy.
Kryje każdego z nas stłumiony oddech drugiego.
Istniejemy pomimo, że jesteśmy inni …
Aneta Bedner

***
Przyjaźń dla mnie jest wszystkim;
Miłość jest jak błękit nieba,
chociaż serce krwawi
to Ty dajesz mi siłę i wiarę
we własne siły.
Aneta Bedner.

CZEKAM
Wiosna – najpiękniejsza pora roku,
tyle we mnie wiary i nadziei.
Pierwsze promienie słońca są jak pocałunki.
Pierwsze kwiaty, zieleń sprawiają,
że serce bije mocniej.
Czekam na Twój znak.
W moich snach biegnę do Ciebie,
a wiatr zagłusza tęsknotę.
Wołam – za mało mam Twoich pieszczot,
wołam w pustkę [pozwól mi wtulić
twarz w Twoje dłonie.
Przekwitły już tulipany i bzy, a miłość moja czeka.
Może jesienią przyniesiesz mi róże?
Czy czekam daremnie, którz to wie?
Z Twojej strony była to miłość zwiewna,
krótka jak letnia nopc.
Z mojej gorąca jak lawa, nie pozwól mi
tracić wiary w sens życia.
Wróć.
Zofia Matulka.

***
W biegu zdyszaną Piotrkowską
wypatrzyłam znajome drzwi
otwarte kusiły ulubionym
zimnym smakiem
opadłam z zadumą na
krzesełko zadumy
w towarzystwie Tuwima
Wiersze majowe i smak czekolady
odżyły wspomnieniem
w sercu zwalniającym tempo
pod słoneczną plamą
radością pióra.
Małgorzata Skwarek – Gałęska.

SMAK LODÓW
Smak lodów na języku,
rzeka ludzi za oknem,
muzyka jad sączy z głośników,
pies za progiem moknie.
Kawa zamiast krwi w żyłach.
Kawa zastępuje sen.
Długo czekam, przyjdź miły
zanim skończy się dzień.
Nieżycie godzin czekania
jak z filmu wycięty kadr
maleńkie sekundy przesłania
gdy się rozbłyszcza mój świat.
Na języku smak marzeń
zamiast smaku pocałunków.
Nie ma Twojej twarzy
na okna szklanym rysunku.
Smak lodów na języku
w czekaniu zmroził serce.
Świat za oknem znika….
Przyjdź miły jak najprędzej.
Jolanta Miśkiewicz

LODY
Lody się same liżą –
widziałam, daję słowo
jak śmietankowa kulka
liznęła truskawkową.
Pani się rozpuściła!
Wrzasnęła truskawkowa.
Zmrożona wrzaskiem śmietankowa
za kakaową się chowa.
Kakaowa kuleczka
odsunięta na brzeg kielicha
oburzeniem wybucha:
co się pani rozpycha!
Śmietankowa kulka
ze wstydu się rozpływa,
leży na dnie pucharu
płynna, ledwie żywa.
Nawet gdy jesteś lodem
zachowuj się wzorowo
bo ktoś cie gotów wziąć
za zwykłą wodę sodową.
Jolanta Miśkiewicz

HELIKON
Hippokrene, łagodne źródło,
wodo poetów natchniona
niejeden wędrował dnie i noce
by dotrzeć do stóp Helikonu.
Niejeden zatrzymał się w drodze
i zboczył z utartej ścieżki
za podszeptem najady
lub księżycowej wieszczki.
Niejeden strudzony podróżą
wracał na szlaki utarte
inny w pół drogi ustawał,
buty i gardło miał zdarte.
Tylko poeci wytrwale idą,
zapłacić mogą każdą cenę
by dotrzeć do stóp Helikonu
i napić się z Hippokrene.
Jolanta Miśkiewicz

COŚ ZA COŚ
Zawsze coś za coś,
za darmo nic nie ma
wszystko kosztuje,
na wszystko jest cena.
Za szczęście – ból,
za miłość – krzywda,
za przyjaźń – zdrada
to kolej zwykła …
Za słowa – cisza,
piekło – za duszę,
za niebo – czyściec,
za górę – okruszek.
Za radość – smutek,
styczeń – za maj,
gdy coś dostajesz
coś za to daj.
Kropla – za ocean,
za uwielbienie – śmiech,
obojętność – za uczucia
i kara za grzech.
Zawsze coś za coś
nic za darmo nie ma,
a dla uczciwego
coraz wyższa cena.
Jolanta Miśkiewicz

KONIEC LATA W WIKIGOWIE
Lili i Januszowi
lato zwija swój namiot
rozpostarty nad stawem
słońce omiata chatę Wikinga
Lila otula się mocniej szalem
chociaż cień drzewa
słyszy beztroskie rozmowy
coraz chłodniej przy nim
ważkom i drzewom
można jeszcze przesłać
spojrzenia pełne obłoków.
rozjadą się goście
jesień zajmie ich miejsce
chata wypełni się szelestem
liści i skrzydeł ptasich
Justynów zdrzemnie się
odetchnie drewniana chata
a kiedy goście obudzą się
z zimowego snu
zjadą się znów
by ostrzyć słowa
w błyskotliwej wymianie zdań
aż rozgrzeje się kolejne lato
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

ANIELSKA ARMIA
żarcik – Januszowi z uznaniem
dla jego rzemieślniczej sztuki
w głębi lasów
od czasu do czasu
można zobaczyć
anielską armie
co skrzydła pręży odważnie
to armia wikinga
Janusza Andrzeja Bernera
co w słowach nie przebiera
aniołom to jest w smak
bo czują przaśnej mowy blask
a w armii jak wiadomo
mocne słowo bywa sensu koroną
pikantna mowa
życia anielskiego
często jedyna osłoda.
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

ZIELONOŚĆ KOSZONA
żarcik – dla Joli Miśkiewicz
królowej miłościwie koszącej
zieloność traw oczu nie nasyci
zieloność traw justynowskich
spokoju nie zazna
bo oto w zieloność wchodzi ona
kosiarka niezaspokojona
nie sama jednak
nie pojedynkę
jest z nią jej pani jedyna
jej ręka i adrenalina
Jola
która włada ostatecznym zamiarem
kosić kosić
bez umiaru i z nadmiarem
aż zieloność wykoszona
zielono skona
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

JANEK W JUSTYNOWIE
Jankowi Iwańskiemu
nie ku obrazie a ku radości tegoż
sztukę pisania sonetów
misternie rozwijasz i pomaleńku
ale jak na justynowskiej działce
pod świerkiem zasiadasz
to w nieskończoność gadasz
wiem że słów znasz bez liku
ale proszę
pomyśl czasem o przerywniku
to taka malutka
chwila ciszy
gdy ty słyszysz
chociaż ciebie nikt nie słyszy
opowieści pozwól się zakończyć
w wyobraźnię i cierpliwość
słuchacza wsączyć
z nowa opowieścią poczekaj
pozwlekaj ciut
pozwlekaj
Hanna Prosnak
Łódź: 31. 08. 2013

ZBYSZEK Z ŁODZI
Raz pewien Zbyszek z Łodzi
co do wikinga nie chodził
poznał koleżankę nową
która nie wierzy na słowo,
bo ono zwykle ludzi zawodzi …
Jolanta Miśkiewicz

TAKIE TAM SOBIE LIMERYKI ***
Raz pewien wiking z miasta Łodzi
Swym hakiem Jolę uwodził.
Jola ciekawa taka
Zobaczyć chciała haka,
Ale on na to się nie zgodził.
Zbigniew Włodarczyk

TAKIE TAM SOBIE LIMERYKI **
Do wikinga do Justynowa
Zjechała łódzkich poetek połowa
Po pierwsze miały czytać swe wiersze
Ale on nie dał im dojść do słowa.
Zbigniew Włodarczyk

TAKIE TAM SOBIE LIMERYKI *
Do Ivara do Justynowa
Przybyła dziewczyna zmysłowa
Gdy oglądała jego woje
On robił swoje
I od tej pory nie boli ją głowa.
Zbigniew Włodarczyk

ADRES
Dwa dwa siedem przez dwa dwa trzy
Kto tu mieszka? Ja – nie Ty
Działka moja jest malutka
Funkcjonalna i czyściutka
Tutaj studnia dalej buda
W środku wiatrak – istne cuda!
W głębi słupek na nim domek
Ten dla ptaszków – co kot goni
By się ptaszki go nie bały
Jajka niosły i śpiewały
Z prawej trzepak z lewej grządki
Na niej same są porządki
Tu pietruszka i cebula
Dalej burak i fasola
Wdzięcznie strączki swe wygina
Ogóreczki się chowają
Listeczkami nakrywają
Chcesz mizerii? – szukaj mnie
Albo znajdziesz albo nie
A na końcu pomidorki
Co dzień świeże w piątki – wtorki
W poniedziałki i niedziele
To na smutek lub wesele
Małe, kształtne koktajlowe
Do sałatki bardzo zdrowe
Więc raduje się ma dusza
gdy obrodzi konferencja – moja grusza
Lukasówka, dwie węgierki, dwie uleny
Same pary – jeden orzech w rogu stoi
Jeszcze młody nie tak stary
To ten orzech no i ja
Będzie para na sto dwa
Dookoła zaś iglaki – te ozdobne – takie krzaki
Nieco z boczku mój domeczek
Przed nim kwietny ogródeczek
I huśtawka trochę stara – pewnie nowa by się zdała
A pod daszkiem – stół biesiadny
Przy nim panie by pojadły
A panowie by popili też … herbaty
Nie tracąc ni chwili.
Ot i działka moja cała – otwarta moja bramka
Czekam gości już od ranka
Renata Biniek

KAMIEŃ
kamień cichy
przystrojony w mech i paproć
wydobyty i przełożony do
chłopięcego wiaderka
przekładany jeszcze kilka razy
nie wpadł do wody
ani nikomu nie spadł z serca
trafił za to
celnie niestety
kamień z wybitym okiem
dudni kamiennymi łzami
to nie moja wina
nie ma cię mchu
nie ma cię paproci
Dariusz Staniszewski

***
Nasze wiosny smakują tak świeżo
A i słońce nie liczy się z chmurą
I powrotów naszych echa wierzą:
Nie rozpłyną się z burzy purpurą
Ja przytargam zaraz kosz truskawek
I rozpuszczę szarość w śmiechu lata
Przeczeszę nadzieją las i trawę
Słońca promyk w twoją dłoń już wplatam
Dariusz Staniszewski

BALLADA O SZARYM JÓZIU, KTÓRY LAJKOWAŁ
Był Szary Józio, była też Ona,
Internetowa klik, klik, Aldona.
W pracy w papierów stercie on się chował,
A w domu na profilu jej lajkował.
Ach, jak lajkował, szaleńczo lajkował!
Lajk, lajk, lajkował, ojej!
Każdy, nawet durny, wpis hołubił.
Męża i kochanków trzech polubił.
Po nieprzespanej nocy ledwo dyszał wykończony,
Coraz bardziej poszarzały, lecz uszczęśliwiony.
Ach, jak lajkował, szaleńczo lajkował!
Lajk, lajk, lajkował, ojej!
Marzył, by być z nią w realu, fejs więc apgrejdował,
To znaczy, moi mili, facjatę zoperował.
Nie pozbył się jednak Józio swej szarości,
Ścieżki dostępu do niej sobie nie wymościł.
Ale wciąż lajkował i to jak lajkował!
Lajk, lajk, lajkował, ojej!
Klikał na linki i przed kompem kicał.
Profilem swej bogini się zachwycał.
Rozpływał się w nim i ciągle lajkował,
Aż wpadł raz w jej en face i… się wylogował!
I… dontlajkował, ach, jak dontlajkował!
Dont, dontlajkował, ojej!
Bo jak kogoś za bardzo profilujesz,
Fotoszopujesz, idealizujesz
I w rzeczywistości nagle przyjdzie wam się stykać,
To korci cię, by stamtąd się wyklikać!
Dariusz Staniszewski

CZEKAM NA ŚWIT
Czekam na świt …,
Który po nocy musi przyjść …
I jeśli nikt nie słucha – słucha liść …
I liście … zaśpiewają poecią pieśń …
A echo jak szemranie …
Wysłuchaj nas Panie.
Anna Barbara Kaźmierczak

DZIEŃ JAK RÓŻA
Dzień, jak róża się rozwija
Róża więdnie i dzień mija!
Lecz … nim zwiędnie …
W ramiona chwycić.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Nie odzieraj poety ze słów!
Daj się ludziom skryć za moją kiecką …
I dopomóż, by każdy znów mógł …
Śmiać się, wzruszać i płakać jak dziecko.
Nie odzieraj poety ze słów!
A siej ziarna, póki nie skonasz …
By sens słów powrócił znów …
W pokoleniach, co przyjdą po nas!
Anna Barbara Kaźmierczak

***
A kiedy pisarz zamknie oczy
… no, to się czasem zdarza!
Dumnie przybędą ze swym orszakiem
żegnać … pisarza.
Dostojne mowy wygłoszą, liczne
– nie po raz pierwszy
Wtedy usłyszysz, z grobowej ciszy,
chichot mych … wierszy.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Zamiast wysłuchiwać medialnego szumu,
Zacznijcie wreszcie używać … rozumu!
W przyrodzie, niestety, taka jest praktyka
Jak czegoś nie używa … po prostu zanika.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Chcę przypomnieć sobie
timbre twojego głosu
a ulatuje
w zgrzytliwą ciszę
chcę wyłowić wzrokiem
miękkość twoich spojrzeń
a zamazują je
cienie przechodniów
chcę zapamiętać
ciepło twoich dłoni
a okradają mnie
zgiełkliwe powitania
rozpamiętuję więc twoje ślady
przewiane wiatrem
obmyte deszczem
i tylko czas
cierpliwie czeka
na następny szept modlitwy
w różańcu wydarzeń
Ewa Karaśkiewicz

***
Stanęłam w strudze światła
by odnaleźć ciebie
Ukryłam się w zmroku
by powstrzymać
zagubione łzy
Wyszłam z cienia
by uwierzyć
że ciągle jeszcze żyję.
Ewa Karaśkiewicz

***
Słońce wrzeszczy
pulsującą siłą promieni
prosto w moje
rozespane jeszcze okno
błogosławię nowy dzień
z obrazkiem w dłoniach
który bezustannie powtarza
cichą modlitwę
sprzed wczorajszego snu.
Ewa Karaśkiewicz

***
Zakwitłam w twoich oczach
jakimś kwiatem lata
a teraz zmieniam barwę
kolejnej pory roku.
Zatrzymaj zimę
w kolorze bieli
bym rozsypała włosy
na puszystym śniegu
zatrzymaj zieleń
w wiośnie moich źrenic
bym wyśpiewała
radość swego serca
i zasyp mnie złotem
słonecznego lata
bym zakreśliła okrąg
zawstydzonych jesiennych myśli.
Ewa Karaśkiewicz

PARYTETY
Zdenerwowały mnie kobiety,
kiedy się kramarzą o parytety!
Diabeł zaś jak zwykle w szczegółach tkwi,
bo przecież mądrość nie ma … płci!!!
Anna Barbara Kaźmierczak

MILCZENIE
Choćbyś na rozmowę z nim miał apetyt wilczy,
Musisz wiedzieć jak to jest, gdy przyjaciel milczy.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Nadeszła właśnie taka epoka,
kiedy świat stacza się do rynsztoka,
A że nie mogę się na to zgodzić,
właśnie zamierzam mu w tym przeszkodzić.
Anna Barbara Kaźmierczak

GEOLOG
Nauki o ZIEMI – Matce
zgłębiał na … sąsiadce.
Anna Barbara Kaźmierczak

***
Kamień potrącony stopą
odwrócił swoją głowę
do słońca
Wilgotna struga zmyła
chłód skały
i świeci zimnym blaskiem
poranka
a ja idę przed siebie
nieświadomy zmiany
dokonanej
Zbigniew Janowski

***
Nad górskim potokiem
Spoglądając na rwącą wodę
Siedziały kwiaty
I szeptały swoją historię.
A wyżej drzewa szumiały o dziejach
I tylko księżyc patrzył –
Do powiedzenia nic nie miał
Sylwia J.

***
Głucha cisza
przebrzmiałych oklasków
– to Śmierć
zaślubiła nas
w splecionych dłoniach
rozjarzone ogniki
Twych gasnących spojrzeń
– to Anioł wskazywał
niebieskie przestrzenie
byłeś w najbliższym dotyku
i nieuchwytnym oddaleniu
rozerwane TERAZ
zespoli się kiedyś
w KOMUNII gwiazd.
Ewa Karaśkiewicz

***
Rozpisuję na głosy
tęsknoty serca
płynę melodią
nieczęstych zachwyceń
oszukuję uśmiechem
szarość pustych godzin
zatracam się w słowach
przerośniętych znaczeń
by przypomnieć kolejność
tamtych akordów
co drżały apoteozą
Twojego konania
w rozsypanym zapisie
bez żadnego klucza
na wyblakłej pięciolinii.
Ewa Karaśkiewicz

***
Na niewielkiej scenie
spóźnione serce
dogania blask reflektorów
i krzykiem głuszy
zastygłą ciszę dźwięku
w zaklętej przestrzeni
tylko słowo KOCHAM
umie pomieścić
spełnione tęsknoty
i zaszklić się
wielością oczu
w kostiumach historii
a jutro
już dziś opuszcza powieki
kurtyna zawsze dzieli
nieruchomo
Ewa Karaśkiewicz

***
Chciałam spojrzeć na Olsztyn
oczyma młodości
ale jesień
fałszuje tęsknotę wspomnień
i tylko myśl goni
zrudziałym śladem dni
z nostalgią dźwięków
w osobnej harmonii.
Jak mam cię odnaleźć
poszarpanym sercem
gdy stukot w szynach
nie brzmi znanym echem
jak rozświetlić Twe oczy
w zbolałym spojrzeniu
gdy ślad kół
rozmazany tempem szybkich lat
maluje Twoją twarz
w błysku każdej latarni
i dłoń Twoją znaczę
dotykiem mych warg
byś znów odczarował
miłosną symfonię
kapiącą kroplami nut
z uniesionej batuty.
Ewa Karaśkiewicz

***
Znów kurczyły się myśli
w wędzidłach osłabłego ciała
gdy nagle głos znajomy
w eter uleciał
wielka fala tęsknoty
pognała
za czasem minionym
aż do tamtych dni
szalonej młodości
gdy wszystko
rwało się w górę
ku szczytom swych marzeń
i znów poczułam skrzydła
przypięte do ramion
a trzepot ich
jak echo wielkiej orkiestry
rozbrzmiewał
– we mnie trwała cisza –
to Bernard Ładysz
urzekająco w radiu śpiewał
Ewa Karaśkiewicz

OPERA – MOJA MIŁOŚĆ:
TRUBADUR
Czemu mi nie wierzysz
najdroższy Manrico
że całą sobą
należę do ciebie
kobiece wybory
to zawsze tortura
niechciany klasztor
albo obce łoże
lęk o twoje życie
podpowiedział odwagę
przewrotnej przysięgi
z pucharu pierścienia
wychyliłam toast
za twe uwolnienie
więc bolą twe obelgi
wyrzutami dręczysz
nie czujesz, że słabnę
w gniewliwym objęciu
złowieszcze miserere
jeszcze huczy w myślach
na więziennych murach
wygrywa hymn
posępnej zemsty
Ewa Karaśkiewicz

WIERSZ
Gdy już napiszę ten wiersz,
Którego jeszcze nie napisałem,
Gdy już stworzę jego treść,
Której to jeszcze nie poznałem,
Gdy już popłynie ta pieśń,
Którą z pustki zaimprowizowałem,
Gdy już oddam także cześć,
Wszystkim, komu jeszcze nie oddałem,
Gdy użyję metafor z łez,
Z oczu których nie wypłakałem,
Gdy zakończę miłości bieg,
Sercem którym bliskich kochałem,
Gdy już poznam sedna rzecz,
Uczuć których jeszcze nie nazwałem,
To będzie to ostatni wiersz,
Epitafium nad życia morałem.
Marek Kawecki

MARZANNA
Ja jestem Marzanna
wikingowa panna,
gdy wskoczę do morza
WIOSNA przyjdzie hoża.
Małgorzata Zawisza

BYĆ ALBO NIE BYĆ
Czy chciałabym zostać mężczyzną, chyba nie?
Przyznam się wszystkim szczerze,
że swoje życie wolę,
niż siedzieć z browarem w barze
lub pić gorzołę przy stole.
Nie mogłabym się mizdrzyć przed lustrem godzinami,
wysyłać frywolne sygnały swymi zalotnymi rzęsami.
Nie mogłabym stać przy garach,
z rozkoszą zmywać statki,
podawać mężowi pantofle
posłusznie słuchać uwag jego wspaniałej matki.
Nie mogłabym się tłumaczyć, „że zupa była za słona”
ja zwykła kura domowa – na marginesie „żona”.
Musiałabym mieć kolor włosów
jakie mi dała natura,
golić dwa razy dziennie
i mieć przetłuszczone pióra.
Nie mogłabym prać swoich skarpet,
a stawiać na baczność w kącie,
zmieniać codziennie bielizny
i bluzek perfumami pachnących.
Uwielbiam robić zakupy
i w tym się dobrze znajduję,
wydawać „mężowską kasę”
– bo to mnie najwięcej rajcuje.
Wolę mieć seksowne ciało,
niż kaloryfer na brzuchu,
diamentową kolię na szyi
i takież kolczyki w uchu.
Więc, gdy wszystkie za i przeciw
tak sobie podsumuję
to wolę być kobietą
i z tym najlepiej się czuję.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 15 marca 2013r. (0.38 p. m.)

DYBALSKI – Piotrkowska 102
Dybalski – Piotrkowska 102
tu wiking z drużyną przystanek swój ma
tu wikingowe snuje swe opowieści
choć skandynawskich brakuje w nich treści
Dybalski – Piotrkowska 102
tu każdy historię Wikinga już zna
Małgorzata Skwarek – Gałęska

ZAPROSZENIE
Wiersze tworzą w „Wikingowie”
Ale grzyby są w Borowej
A prócz grzybów są jagody
A z nich nie ma jak pierogi
A gdy jeszcze wczesna wiosna
To Borowa też radosna
Rankiem ptaszki tak śpiewają
Że spać dłużej już nie dają
A jak weekend przyjdzie długi
Z Łodzi jadą wnet Fast – Foody
Grille dymią tu i tam
Bo na działkach istny raj
Więc zapraszam Was serdecznie
Na Borową – na powietrze
Aby napić się herbaty
U mnie – czyli u Renaty.
Renata Bieniek

CZEMU NIE RZECZYWISTOŚĆ?
Była w mym życiu piękna noc,
pełna radości i szczęścia,
jego pierś pachnąca mgłą
i cichy w oddali śpiew świerszcza,
mym marzeniem wtedy było
zatrzymać wszystkie zegary,
utulić twarz na jego piersi
i zapanować nad czasem,
w którym panować mogły czary,
mogło być pięknie
któż to wie, gdyby nie sygnał budzika,
bo we śnie pięknie dzieje się
… na jawie nas to nie spotyka.
Krystyna Koch

ZŁUDZENIE!
Żeby czasem tak nie było
jak nam się zdawało,
że miłości tyle było
czasu wciąż za mało.
Gdy widując się przypadkiem uśmiechy padały
ja aż nadto dumnam była,
Ty zanadto śmiały.
Żeby czasem tak nie było,
jak nam się wydaje,
że nad ranem dobrze było
ja tymczasem wstaje.
Krystyna Koch

UROKI DNIA CODZIENNEGO
Jak pięknie jest za oknem,
jak cudnie pada śnieg,
gdy zieleń w śniegu moknie,
a Ty przytulasz mnie.
Całujesz usta moje,
dłonią gładzisz twarz,
jesteśmy tu we dwoje
choć ludzie wokół nas.
Nie widzę już tych spojrzeń
i nie jest mi już wstyd,
liczymy się my dwoje
i więcej chyba nikt.
Krystyna Koch

OPOWIEM CI O TYM!
Opowiem Ci o tym,
bo tuż za rogiem jest kafejka mała,
małe stoliki, świece bibeloty,
porcelanowy anioł,swym ciepłym spojrzeniem, nas wita,
a tam za oknem horyzont szeroki,
kwitnące pola: modraki, rumianki, kąkole
– Masz ochotę pobiegać po łące?
Ja pozostać tu wolę.
Krystyna Koch

SZCZĘŚCIE
W trudnych momentach życia,
gdy jest nam źle,
pragniemy szczęście chwytać
w dłonie dwie,
lecz szczęście jak ta woda
omija dłonie nasze,
potokiem gdzueś już spływa
i może już jest Wasze.
Krystyna Koch

POETA BIS
Ja poetą żadnym nie jestem
Bo poeta jak wszystkim wiadomo,
Musi cały czas pisać wierszem,
Z lekkością pióra nieskończoną,
Z metaforą jak błysk diamentu,
Co karmi duszę jak ambrozja,
I ze złotego atramentu,
Tworzy swe myśli w wirtuozjach,
Z subtelnością różanych westchnień,
Nasyca pięknem wnętrza ludzi,
Kolorami czaruje jak jesień,
W mgle fantazji, iluzji, złudzeń,
A co ma począć beztalencie,
Z mózgiem lotnym jak siarkowodór,
Gdy go w jakimś eksperymencie,
Wynoszą na wieszcza narodu,
Biedak cierpi, przeżywa mękę,
Od kultury jest urzędnikiem,
I by skończyć swoją udrękę,
Zostaje po prostu krytykiem,
Więc gdy porównam definicję,
Z wcześniejszych ustaleń wynikiem,
Z poezji ogłaszam banicję,
Wolę pozostać satyrykiem.
Marek Kawecki

PROSIŁAM
Prosiłam naucz mnie kochać,
naucz głaskać Twoje dłonie,
naucz całować oczy,
bo nie potrafię,
bo boję się tej miłości.
Wybacz i uwierz, że było mi z tym źle,
czułam w sercu żal do siebie.
Miłość, choć ulotna
nie powinna ominąć nikogo.
Twoja miłość do mnie klęczała przede mną,
była jak piękny sen.
Nie tuliła mnie jednak w Twoich ciepłych ramionach,
nie poznałam smaku jej pocałunków,
kolejny raz odeszłam w krainę swoich marzeń.
W moim życiu już dawno nie ma Ciebie
i już o nic nie będę Cię prosiła
za późno.
Zofia Matulka 20.02.2013r.

DLACZEGO?
Dlaczego tak szybko się zakochujemy
i w to piękne słowo Kocham Cię całym sercem wierzymy,
a potem bywa, że nawet bez powodu
od siebie odchodzimy.
Dlaczego się ranimy?
Pozostawiamy po sobie żal i łzy.
Zawsze czyjeś serce pozostanie przepełnione tęsknotą
i nasuwa się pytanie:
dlaczego to mnie spotkało?
Przecież byliśmy tacy zakochani.
Dlaczego?
Zofia Matulka 14.02.2013r.

BEZ TYTUŁU
Oryginalną pasję nagrodźmy brawami!
A krytykant podły, gdy jest między nami,
To niech się w jęzor ugryzie w odpowiednią porę,
By mu Wiking go nie uciął normańskim toporem.
Bogumił Pijanowski 25. 02. 2013

MODLITWA WIKINGA
PO RAZ PIERWSZY
POCZUŁEM SMAK I SIŁĘ MIŁOŚCI
TĄ, NAJCZYSTRZĄ, NAJGORĘTSZĄ
… TĄ NAJTRWALSZĄ!
CO UDOSTĘPNIŁA SWE SERCE I ŁONO CZUŁE, TĄ
… NAJUKOCHAŃSZĄ
ISTOTĘ ŚWIATA!
PIERWSZĄ NAUCZYCIELKĘ
RADOŚCI I SZCZĘŚCIA I …
NIE ZAPOMNĘ MIMO ZAWODNEJ
… I ZŁUDNEJ PAMIĘCI!
TĄ JEDYNĄ, CO WE WSZYSTKICH
MYCH MODLITWACH ŻYCIA BYŁAŚ
… I BĘDZIESZ NADAL
DROGA MAMO.
Arhen (Henryk Arabski) 25. 02. 2013r.

V I K I N G R O W Y B L U E S
WIKINGR,
TE TWOJE EURO I ŚWIAT DZIKICH
„ODZIEŃ” SKĄPY
KOLCZUGA
SLIPY(STRINGI)
I
CZEPIEC Z ROGAMI
GRONO BLISKICH WENĄ MAMISZ
* * *
ACH!
JANUSZ VIKINGR …
TWE PASMO SZALEŃSTW
ZE „STOP – METALEM”
W JUSTYNOWIE
KAŻDY ZNA …
WYBUDUJ
NOWY
DRAKKAR – ŁÓDŹ
I NIECH W TWYM ŚWIECIE
WIELKI LUZ
PODTRZYMA …
VIKINGROWY BLUES …
PAWEŁ KULECZKA (POL – AVO)
A.D.2013

JANUSZOWI ANDRZEJOWI BERNEROWI (IVAR – VIKINGR) *www.lodzkiwiking.pl*
FRASZKA
KIEDY W KADR RAKA WPADNIESZ
RAKIEM KADR BĘDZIESZ SNADNIE
PAWEŁ KULECZKA (POL – AVO)
A.D.2013

WALENTYNKOWY POEMAT
Nie znajdzie się takiej kobiety:
małolaty, szesnastki, panny i mężatki,
babci z siódmym krzyżykiem,
która nie zatęskni za przystojnym
brunetem, blondynem lub szatynem,
której nie zatrzepoce jak ptak do lotu
w czternasty dzień lutego dowolnego roku.
Co się wtedy wyprawia w każdej damskiej duszy,
jak każda się puszy, jak jej płona uszy.
Tego nie pojmie mężczyzna, choćby był poetą …
na to się trzeba urodzić kobietą.
I nie ma większej zbrodni
w calutkim wszechświecie,
czternastego lutego nie powiedzieć,
kocham Cię, kobiecie.
Pamiętajcie chłopcy, panowie, dziadunie,
że istnieją dziewczyny, panie i babunie,
a wszystkie z jednej gliny,
z jednej białej mąki.
Jolanty, Anie, Zofie, Magdalenki.
feministki, rencistki nawet herod baby
czternastego lutego wszystkie jako żaby,
czekają na królewicza z ustami czułemi,
każda wtedy w bezbronną królewnę się zmieni,
a gdy jej „Walenty” ją przytuli, pocałuje i skłamie,
mówiąc, że jest jego najpiękniejszą „Walentynką”
i kwieciem na świecie … będzie najszczęśliwsza
i uwierzy we wszystko
co on jej naplecie.
Zofia Matulka 8. 02. 2013

CZARNY ŚNIEG NA BIAŁĄ ZIEMIĘ SPADŁ …
rozpalaj się we mnie purpurą
aż zasnę zmęczona w twoich snach
wypalę z pożądania
rozkołysz w ramionach
jak nigdy niegasnącą gwiazdę
nie wiedziałam
że potrafisz tak kochać
życie będzie pulsować
na czarnym śniegu
białej ziemi
w rytmie naszych serc
na zawsze razem
Anna Banasiak

PORZUCONA
Rozrzucałam słowa jak zabawki.
Miłość rozbłysła w nas.
Zabawiłeś się mną,
rzuciłeś na wiatr.
Zakopuję zmartwienia.
W żalu drąży się życie.
Anna Banasiak

GRA
Lubię
pić żar z Twoich ust
płonąć w pieszczotach
nie mogę przestać
ręce błądzą w ciemności
wznieć płomienie
namaluj je we mnie ustami
rozgrzej
swój
zimny ogień
Anna Banasiak

KOTEK
Nie uciekaj ode mnie
chcę tylko porozmawiać
pomruczeć Ci do ucha
jak kotka na blaszanym dachu
oplotę Cię swoimi obsesjami
abyś myślał tak jak ja
o mnie i we mnie
choć to niebezpieczne
otwórz mnie na świat
bo mój jest zamknięty
kotku koteczku
nie broń się przede mną
i tak jesteś mój
pomiauczymy razem
tańcząc na dachu?
Anna Banasiak

ALCESTIS
Boję się śmierci. Nagłej, okrutnej,
Nie swojej, Twojej.
Żałuję ćwierci wieku, spędzonej
W woli-niewoli.
Każda z nich pragnie, byś swoje życie
Ty oddał za nie,
A ja odwrotnie, jak sobie życzysz,
Sama się zranię.
Weź moje serce, by tylko Twoje
Biło na zawsze.
Tak jak Alcestis chcę Cię wyzwolić,
W zamian oddawszy
Siebie.
Nie gadaj, iż mi to przejdzie,
Nie masz pojęcia,
Kto obok Ciebie w ciężką godzinę
Poszedłby wszędzie.
Anna Zhezlova

ALCESTIS W HADESIE
Umarłam za Ciebie, i nie ma już mnie.
To tylko mój cień poprzez sny Twoje mknie,
To w blasku księżyca odbije się żal,
Zniknęła nadzieja w melodii fal.
Nie będę Cię wołać z otchłani mych łez,
Choć wiem, że ta śmierć to miłości Twej kres.
Gdy nikt, oprócz mnie nie chciał zstąpić do mgieł,
By Ciebie zastąpić od losu złych gier,
Ja świat opuściłam, byś został w nim, lecz
Czyś Ty to docenił?
Wygnałeś już precz ostatnie wspomnienie…
Szczęśliwym bądź! Niech
Zastąpi ktoś inny Alcestis, bo grzech
Ci zostać samemu.
A może już wiesz, z kim życie rozdzielisz?
Ja idę przez zmierzch.
Bogowie oświecą Twe noce i dnie!
Umarłam za Ciebie, i nie ma już mnie.
Anna Zhezlova

POWRÓT ALCESTIS
Minęły lata. Miłościwi są bogowie,
Ujrzałam znowu światło Twoich oczu.
Wciąż młoda, piękna jako księżyc w nowiu
Wróciłam tu z królestwa wiecznej nocy.
Choć po Elizejskich wędrowałam Polach,
Choć piłam wodę z krystalicznej Lete,
Samotna dusza nie przestała boleć,
Marzyłam, by naruszyć boskie veto.
Męczyłam się na łożu z asfodeli,
Konałam z zimna bez kochanych dłoni,
Modliłam się, by przepaść, co nas dzieli,
Mnie pochłonęła w swojej mrocznej toni.
Gdy Afrodyta, czując mą tęsknotę,
Mnie zawołała do pałacu bogów,
By wynagrodzić za małżeńską cnotę,
Błagałam ją by pozwoliła mi być z Tobą.
Na co mi Olimp, złoto i rozkosze,
Gdyż moja dusza Twoją niewolnicą?
Wróciłam więc do Ciebie, mój najdroższy
Zza światów dwóch granicy przezroczystej.
Admecie mój oddany, miły, wierny,
W miłości do mnie, wierze i nadziei
Ty nie straciłeś siebie przez chimery,
Godne podziwu wszystkie Twoje dzieje.
Na szczęście zasłużyliśmy oboje,
Bo nawet śmierć nie śmiała nas rozłączyć,
Pokonaliśmy cały świat we dwoje,
Więc nasza bajka się pomyślnie skończy!
Anna Zhezlova

RIPOSTA
Czy może człowiek żyć bez tlenu?
Czy on bez serca umie żyć?
Bądź bogiem, władcą albo mędrcem,
Lecz nie rozkażesz mu jak bić.
Czy można miłość czymś zastapić,
Utracić ją wśród złudzeń, snów?
Nie, prędzej Sądny Dzień nastąpi,
Niż ja wyrzeknę się swych słów.
Nie mogą losy się powtarzać!
Jaki jest mój następny krok
Nikt nie przewidzi. Serce wskaże
Tam, gdzie nie sięga żaden wzrok.
Rosyjska dusza nie zna zdrady,
Kłamstwa jej obce. Żadne zło
Nie stanie nigdy na zawadzie,
Bo złamię je jak cienkie szkło.
W bezłzawych oczach tkwi odpowiedź,
Dlaczego przez tak wiele lat
To jest jedyna ma zapowiedź
Bez Niego skończy się mój świat!
Anna Zhezlova

OGIEŃ
Rozedrgane języki igrają
pieszczą pocałunkami
palą się we mnie
wypełniam się
zmysłową muzyką
chcę żeby tak grał
i płonął
lubię być z nim bez słów
już nigdy
nie pozwolę mu odejść
Anna Banasiak
Januszowi Andrzejowi Bernerowi w dowód przyjaźni

ELISIV
Ujrzałem Cię o poranku;
promień słońca muskał Twoje włosy,
gdy samotnie szłaś
po „Tęczowym Moście”.
Podałem Ci swą dłoń, Elisiv,
byś mogła bezpiecznie,
postawić stopy na ziemi
i zetknąć się z rzeczywistością.
Płatki, pachnących, pąsowych róż
pieściły Twe nagie stopy,
nie bałaś się niczego,
bo byłaś ze mną.
Teraz śnisz, piękne, kolorowe sny,
w których myślisz wciąż o mnie,
zbudzisz się, obejmę Cię ramieniem swym,
Ty przytulisz się do mnie.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 3 lutego 2013r. (2.23 p. m.)

DRZEWO ŻYCIA
Miałem sen, dziwny sen
– wokół szaro i smutno.
Nagle w oddali pojawiła się …
zielona wyspa, a na niej
zasypiające drzewo.
Jesienne liście, niczym płatki
ulatującego tchnienia życia,
majestatycznie spływały na trawę
– muskane oddechem wiatru.
Z wnętrza pnia sączyło się światełko nadziei.
Oświetlało ono rajskie owoce,
które przyniosą nowe życie.
Miałem sen, dziwny sen,
a księżyc, zawieszony nad wyspą,
czekał na lepsze jutro.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 21 stycznia 2013r. (4.27 a. m.

 

ikona-poezje

 SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI
pierwszy etap

CMENTARZE Olkowi Fordowi jr.
Cmentarze – milczący świadkowie dziejów,
Świadectwo czasów i ludzi,
Miejsca straconych nadziei
I wiary, że Bóg znów nas zbudzi.
Nad ludzkich słabości czasem
Milczenia mrok się zasnuwa.
Świeczka migocze, nie grzeje
Dłoni, ni światła nie daje,
Tylko przystajesz w pogoni
Życia, w zadumie przystajesz
Nad ludzi tysięcy pamięcią
Żywą, co roku wznawianą
Obecnością i zniczem.
Jan Iwański 11. 10. 2012r.

ODCHODZĄ Olkowi Fordowi jr.
Odchodzą
Spokojnie, milcząco,
Bez pośpiechu
Zostawiają poważne spojrzenie bliskim,
Nie szczycą się zasługami
Ani przeszłością.
Zakończyli ziemskie obowiązki
Odchodzą godnie.
Jan Iwański 11. 10. 2012r.

Do naszego, serwetkowego, stolika u R. Dybalskiego (Piotrkowska 102a) zawitała rosyjska dramatopisarka, a zarazem filolog Anna Zhezlowa, by „spróbować razem poezji”; jest zakochana w Łodzi tak jak i w swoim rodzinnym mieście – Odessie. Przyjęliśmy ją do grona przyjaciół. Poniżej teksty piosenek, które pozostawiła w „serwetkowie”.

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO CIEBIE
Znów oglądam Twe obrazy i nie wierzę w to,
Nie masz w sobie żadnej skazy,
Odpowiadaj no,
Kto Ci prawo dał mnie męczyć,
Zaspokajać wraz?
Któż nam kazał wierzyć w miłość
I uwierzył w nas?
Jako w pierwszym dniu małżeństwa
Ciebie kocham do szaleństwa,
Tu na ziemi tak jak w niebie
Wszystkie drogi prowadzą do Ciebie
W każdej chwili pragnę tego,
Byśmy wiele lat,
Namiętnością połączeni
Ratowali świat.
Co we wrzątku kawa w sobie
Rozpuszczamy się.
Będę żyła dzięki Tobie,
Bardzo kocham Cię.
Jako w pierwszym dniu małżeństwa
Ciebie kocham do szaleństwa,
Tu na ziemi tak jak w niebie
Wszystkie drogi prowadzą do Ciebie
Anna Zhezlowa

KOCHANY
Dawną legendę powiem wam,
Chociaż niewiele znam
Tych o miłości.
Mężowi rzekła aż co dzień
Wierna jak jego cień
Bogini młodości:
Kochany,
Za Tobą bym mogła iść
Na koniec świata.
Kochany,
Wariuję i dobrze mi z tym,
Twe całując szaty.
Kochany,
Nie umrę, a chciałabym mieć
Do tego zdolność,
By kiedy rozkochasz się we mnie, wiesz
Już miałbyś wolność.
Był bohaterem ten jej mąż,
Cały ubrany w brąz,
I życie widywał.
A z jego powiek spadła łza,
Bo nikt go nie kochał jak
Żona cierpliwa.
Kochany,
Za Tobą bym mogła iść
Na koniec świata.
Kochany,
Wariuję i dobrze mi z tym,
Twe całując szaty.
Kochany,
Nie umrę, a chciałabym mieć
Do tego zdolność,
By kiedy rozkochasz się we mnie, wiesz
Już miałbyś wolność.
Anna Zhezlowa

PIERWSZA MIŁOŚĆ
Tęsknisz za łąka
i Waszymi niewinnymi pocałunkami.
Tęsknisz za morzem,
gdzie wilgotny piach
był naszym posłańcem.
Wręczyłeś jej znalezioną muszelkę.
To miał być taki maleńki zadatek
Twojej dozgonnej miłości.
Przeznaczenie chciało inaczej,
ona poznała kogoś,
Ty rozpaczałeś,
jednak czas goi rany.
Po latach też kogoś poznałeś.
Podobno każda miłość jest pierwsza,
najpiękniejsza, chociaż inna,
ale o tej pierwszej,
nigdy sie nie zapomina.
Zofia Matulka

ZDRADA
Kiedyś byłaś moją muzą,
delikatną jak liść na wietrze.
Kochałem Cię.
Jednak nie byłem Ci wierny
– odeszłaś.
Zrozumiałem swój błąd,
czekałem na Twój powrót
– skruszony.
Błagałem o Twoje przebaczenie
– daremnie.
Powiedziałaś, że rozstanie
zamieniło Twoje łzy w spokój.
Dałem Ci miłość zdradzoną,
a Ty pragnęłaś wiernej
Zofia Matulka 19.09.2012.

CZEKAM
Czekam na Ciebie,
wyglądam przez okno,
wpatrzona w chmury.
Nagle słyszę dzwonek u drzwi – biegnę,
ostatnie spojrzenie w lustro,
myślę – będzie fajnie.
Otwieram drzwi, widzę bukiet
czerwonych róż i Ciebie.
Zbliżam się do Twoich warg.
Serce bije mi mocno, nareszcie jesteś,
dlaczego trwało to tak długo?
Staję się czujna, przytulasz mnie,
a ja zapominam o wszystkim,
wtulona w Twoje ramiona.
Udaję, że nie widzę Twoich
spojrzeń na zegarek,
nie słyszę Twoich słów,
muszę już iść – zadzwonię.
Wcale nie było fajnie,
zostałam sama.
Wzięłam róże, rozsypałam je na łóżko.
Miało to być łóżko pożądania,
a było zimne.
Leżałam na nim skulona
i prosiłam niebiosa o sen.
Zofia Matulka 5. 09. 2012r.

MIŁOŚĆ
Miłość to cudowna choroba,
co pada na serca dwa.
Na miłość nie ma lekarstwa,
kto kochał ten o tym wie,
tak śpiewa P. Eleni.
To szczera prawda, bo miłość
dopada nas obojętnie na wiek.
Jest jak cień człowieka.
Miłość we wszystkich swych objawach
jest największym skarbem
jaki może nas spotkać.
Mimo cierpienia i łez,
móc kochać to szczęście każdego z nas.
Miłość to wieczna tęsknota.
Pragnę, kochany, byś zawsze
był przy mnie.
Niech ani jeden dzień,
nie zaczyna się bez Ciebie.
Niech każdej nocy zasypiam
w Twoich ramionach.
Zofia Matulka 5. 09. 2012r.

ACH TE KALORIE
Rankiem, z kawą dzień zaczynasz,
Z dobrym ciastkiem, rogalikiem,
W ręku czasem książkę trzymasz,
Wzdychasz tak nad romansikiem.
Potem obiad trzeba wstawić,
W międzyczasie jakiś wierszyk,
Bo w poetkę chcesz się bawić,
I to już nie po raz pierwszy.
I tak mija dzień przyjemnie.
Ale w drugim masz wyrzuty,
Kawa z miodem tylko będzie,
Bez ciasteczek – dzień popsuty.
Tak dogadzasz sobie z wiekiem,
Rozum krzyczy coś o ruchu,
Że jest twym najlepszym lekiem,
No i o rosnącym brzuchu!
Że trzeba linię zachować,
O lekarzach o szpitalach,
Lecz jak z ciachem negocjować,
Jak od niego się wyzwalać?
Ci co ciastka wciąż wcinają,
Te kremowe, te tuczące,
To za nic kalorie mają,
Ich liczenie jest męczące.
W lustro patrzysz każdej wiosny,
Coraz więcej twego ciała,
Nogi wspierasz by cię niosły,
Boś o diecie zapomniała,
Trochę martwi cię to ciało.
Na ten smutek dobrze wiem,
Coś słodkiego by się zdało,
I tak w kółko ciastka jem!
Urszula Kowalska

DZIŚ
Zbudziłam się dziś z bólem głowy,
Że człowiek wciąż nie jest czasowy.
Gonimy z jęzorem do pasa,
Wciąż dziś nas pogania, zastrasza.
Lecz dziś jutro już będzie wczoraj,
Do gęby więc pakuj ozora
I smakuj życie już dzisiaj.
Cmokaj, wylizuj, wysysaj!
A czy wesoło było, czy smutno
… i tak dowiesz się jutro.
Małgorzata Zawisza

SPRÓBUJMY RAZEM
Gdy próbujemy razem poezji
różne nękają nas nowotwory,
słowa z Dziwnowa wokół fruwają
i twórczą się słowotwory.
Hania na kupkach zdjęcia
koniecznie mieć by chciała,
Jolka płacze ze śmiechu,
bo p zamiast b usłyszała.
W telekonferencji z głuchoborem
jakośmy się dogadali,
że Wiking z Małgosią napis
„wynańmę mieszkanie” zdybali.
Do Dybalskiego górale weszli
w kapeluszach z muszlami na głowie,
a Wiking ciekawie pyta,
czy muszelki są sedesowe?
O grzybobraniu opowiada,
zebrali grzybów ze siedem,
a ten się chwali, że aż dziesięć
grzybobradca jeden!
Brodząc w trawie po pas
z grzyboborów niedługo wracają.
Trujących trujek nie zebrali,
więc tęgie miny mają.
Jolanta Miśkiewicz

GRUPA WIKINGA
Różna wiara, przekonania
wśród PO, PiS, demokratów.
Razem piszą, dowcipkują,
ot po prostu dom wariatów.
Nie musimy się w partii jednoczyć,
być na luzie lub pod gazem…
Rozumiemy się i przyjaźnimy
i coś tworzymy razem.
Jolanta Miśkiewicz

TALENT
Ja się wcale nie chwalę,
wiem, że jak Stuhr mam talent
ale nie mam przebicia,
jestem chłopcem do bicia.
Choć wiem, jak się nazywam,
ale nie mam nazwiska,
na poetyckim niebie
jakieś dziwne zjawiska…
Choć stu różnych znam gości
lecz nie mam znajomości,
forsy nie mam jak lodu,
więc talent wezmę do grobu,
bo tu się na nic nie przyda,
więc go zakopię i kwita!
Gdy zostanę tylko cieniem
może mnie kto doceni?
Jolanta Miśkiewicz

POMNIK TADEUSZA KOŚCIUSZKI
1.
Cztery są miasta,
gdzie bohater Polaków
na pomniku wyrasta
– Waszyngton, Chicago, Kraków
i pomnik najwyższy w Łodzi,
co siedemnaście ma metrów.
Kiedy Piotrkowską się chodzi
Widać go z trzech kilometrów.
2.
Jeśli Piotrkowska dla Łodzi
jest czym kręgosłup dla ciała,
to pomnik Kościuszki jest głową,
a jest to głowa wspaniała!
Bo pomnik staje na placu
centralnym jak słońce w eterze,
a wokół krążą tramwaje
niczym kosmiczni tancerze.
3.
Spójrzmy na pomnik z bliska:
Naczelnik o drzewko oparty
na ziemi armata rozbłyska,
a nos oczywiście – zadarty.
Tak, nos ma Tadeusz ułomny
ku górze zadarty jak palec
generał nie może być skromny,
a winien być trochę zuchwalec.
4.
Dlaczego taka jest dumna
z pomnika Łódź Naczelnika?
– bo jeden z czterech
– bo najwyższy
– bo kocha go Ameryka
Zofia Matulka

POEZJA
Dwa słowa „przyjaźń i kochanie”
To równo waży na szali.
Splata w jeden warkocz,
wiedzie ku nadziei,
który każdy ma w sobie.
Zofia Matulka

ZIMA
Dzwonki u sań do dziś dźwięczą
Ci w uszach.
Siedziałaś u boku ukochanego,
otulona kocem.
Wieczór był piękny, na niebie miliony gwiazd,
na ziemi biały, puszysty śnieg.
Sanie wiodły Was w dal.
W głowie czułaś zamęt,
w sercu niepokój,
że ten wieczór się skończy,
jak piękny sen.
Ta miłość była wzajemna, szalona,
a jednocześnie trudna.
Nie byłaś gotowa do walki – odeszłaś.
Chciał Cię zatrzymać –
Ty byłaś już daleko – wyjechałaś.
Czas to najlepszy przyjaciel
zagoił rany, odmienił Twoje życie.
Przeznaczenie rządzi nami,
nie mamy na to wpływu.
Zofia Matulka

VII STOLIK POETYCKI czyli ZJAZD W WIKINGOWIE
Nie piję kawy,nie palę fajek …
I nie pasuję do żadnej z bajek !
Mnie przywiózł … Wiking …
Wiózł czworo z nas,
A Jaś z Małgosią …
Poszli przez las.
Za oknem lipiec soczysty,cudny
A w Wikingowie już STOLIK VII
Włochate trzmiele,znajome osy
Zjadają ciasta,desery,sosy …
A wszystko idzie na Annę – Basię!
Osy jak zwykle cieniutkie w pasie!
No cóż, czas płynie, siwieją włosy,
Ania nie będzie mieć talii osy …
Jola Miśkiewicz nagle się wkurza …
„Z Ciebie zostały cycki i róża!!!”
Wiking nie słyszał rozmowy kobiet
Ma całkiem inne klocki w głowie.
Mówi: Zawisza dzisiaj się spóźni…
W drodze z Grunwaldu,zajrzy do kuźni!
Nie będzie jechać na rowerze …
Pegaz skrzydlaty ją zabierze …
Wiking jak ojciec, lub stary gazda
Chciał nam pokazać gdzie płynie Miazga
Aliści Wójcie !!! Jeśli Pan żywy …
Pójdź Waść, a ujrzysz same pokrzywy!
Nakaż udrożnić Waści tę rzeczkę !!!!
By nie zalała wszystkich troszeczkę …
Wycieczka wieszczy wraca do chatki
Ogląda zdjęcia, słucha słów Matki ,
Wtem jakaś chmura zakryła słońce
I się skończyło lato gorące !
Robi się zimno, deszcz chłodny pada
Prawie zepsuła się biesiada!
Co chwilę pada, to znowu mija …
Stolik wystawia się, to znów się zwija
Cóż, trzeba sprawić parasol wieszczom!
Pod tym maleńkim już się nie mieszczą.
A gdy we wtorek Sieradz zawłaszczą …
Będzie za mały ten, który taszczą,
Bo w głowach mają …tyle towaru …
Że przyjdzie przenieść ich do hangaru !!!
Anna Barbara Kaźmierczak
Łódź: 15.07.2012 r.

W BALOWEJ SALI OBOK DOMKU Z BALI
Na zielonej balowej sali
znów się znajomi zebrali.
Tłumnie się zjechali
do domku z drewnianych bali.
Byli poeci i niepoeci –
ojca wikinga przybrane dzieci,
które na to jak na lato –
bawią się z wikingiem – tatą.
Obie Gośki dały czadu –
w stringach siadły do obiadu,
w żelaznych majtkach piły szampana
niemal od rana.
Z tak wielką werwą przymierzały
aż metalowe oczka puszczały
i musiał wiking łatać od ręki
by nie wylazły na wierzch wdzięki.
A Wiola słodko trąbi z rogu,
za ten napitek dziękując Torowi-bogu.
Zajadano sadzone jajeczka
na przepysznych skwareczkach,
Był śmietanowiec na deserek
oraz ciasteczek i Grześków wiele.
Anny i Hanny prezenty dostały
i ze wzruszenia oczka ocierały.
Miały sto lat odśpiewane
jak to w tradycji jest przykazane.
A dla rozrywki były jabłek zbiory
co w kościach czuję do tej pory.
Za ciężki trud – moi złoci
mam dziś i drzemik i kompocik.
Każdy się uwijał, lecz siadał na chwilę.
Mama Janusza czas nam umila.
Pogadać z Nią to przyjemność
więc wszyscy się pchają: teraz proszę ze mną!
Była też śliczna Mija – sunieczka
która wygląda jak zabaweczka.
Były czytane utwory liczne
i smokotwórcze i romantyczne.
I nawet dzieci się pozjeżdżały
podziwiać wikinga raik mały.
Zasiedzieliśmy się do wieczora,
żal gdy do domu przyszła pora.
Jolanta Miśkiewicz

BAJANIE O GOŚCINIE U WIKINGA IVARA
Za Zieloną Górą, nad niewielką rzeką,
Od dużego miasta całkiem niedaleko,
Stała chatka z bali, pod świerkami dwoma.
Tam, jak do Uppsali, przybyła załoga.
Choć zdrożeni wielce i spragnieni jadła,
Oddali się w ręce wikinga Ivara Jarla.
Ten w bawoli róg zadął, w pochwy schował miecze
I powiada ze swadą: – Dom mój w waszą pieczę.
Oddałbym i duszę, lecz może się przydać,
A na cześć waszą wolę ucztę wydać!
Choć druh jestem Ragnara z norweskiej krainy,
Wy, słowiańska kompanio szczególnieście mili.
Płyną więc bajania wikinga Ivara
O wojach okrutnych i bogach Ragnara,
A jedna opowieść od drugiej ciekawsza.
Janusz Andrzej Berner – prawdziwy ich znawca.
Małgorzata Zawisza

WYPRAWA VIKINGRA IVARA
DO WIKINGOWA
Raz Ivar łódzki Vikingr
ubzdurał w swojej głowie,
że sobie weekend spędzi
w podłódzkim … Justynowie.

Rzucił więc głośno hasło,
pomiędzy wszystkie poety,
lecz odzew na nie dały
jedynie tylko kobiety.

Siedem uroczych dziewczyn
wkrótce się raźnie zebrało,
by jechać, gdzie słońce wschodzi
– oj co tam będzie się działo?

Żeby, na włościach swych, Vikingr
ujawnił całą swą duszę
muzę poezji – Erato
teraz przywołać tu muszę.

Ivar wraz z piękną boginią
porwał wnet czarodziejki,
aby im wszystkim pokazać
„warownię” – domek niewielki.

Przedstawił wszystkie swej Matce,
co w cieniu drzewa siedziała,
a ta z otwartymi rękoma
z godnością je powitała.

Ania Basia i dwie Gosie,
Hania, Jola, Madzia, Asia
zapragnęły wnet zobaczyć
drewnianą sadybę Jasia.

Wodził je po zakamarkach
przed ich wzrokiem nic nie chował,
a chodź nie był czarodziejem
to on wszystkie wciąż czarował.

Wikingowa chatka mała
bardzo im się spodobała
i te schody, aż do nieba
… ach koniecznie wleźć tam trzeba.

Ania Basia i dwie Gosie
Hania, Jola, Madzia, Asia
wnet ruszyły raźno w górę
i orzekły wszystkie chórem:

„czas już trzeba zejść na ziemię”
więc ruszają, w dół, pospołu
bo ich Ivar pięknie prosi,
do ogródkowego stołu.

Stół okrągły, tam w ogródku
z podchmieloną nogą stoi
przy nim Vikingr sobie siedzi
– co nikogo się nie boi.

Czarodziejki miast ucztować
wylewają siódme poty,
bo je zaraz cwany Nordman
zagnał wszystkie do roboty.

Gotują wspaniałą ucztę,
i szykują dań bez liku
żadna z nich nie protestuje
– boją się Vikingra krzyku.

On jeden a ich, aż siedem,
wszak zdarza się tak czasami,
wszakże Ivar nie był Śnieżką,
a one krasnoludkami.

Sprawiły się bardzo dzielnie
więc nagroda je spotkała,
bo je powlókł na wycieczkę
– całkiem dobry ruch dla ciała.

Zawlókł wszystkie nad jezioro
– wyspa się wyłania z toni;
Vikingr z przodu dzielnie bieży
– siedem wróżek go wciąż goni.

Przez wąską nadbrzeżną dróżkę
podążają nóżka w nóżkę,
można ujrzeć w tym orszaku
czarodziejki oraz wróżkę.

Ania Basia wiła wianek,
a tak zakręcona była,
że wbrew swojej własnej woli,
gdzieś pod miedzą go … zgubiła.

Vikingr patrzy na twarz Joli
– zadumana pełna troski:
nenufary, rzecze, kwitną,
a gdzie jest mój Tolibowski.

Ivar spojrzał na brzeg stawu
i na jego strome zbocze
rzucił „dla Twego kaprysu
w wodzie d … nie umoczę”.

Smutno się zrobiło Joli
– usłyszała gorzkie słowa,
ale będąc czarodziejką
w sercu żalu swym nie chowa.

Nagle cud … bo ją spotkała
Żabelka zielona, mała
jasność w sobie całej niosła
– dobrocią emanowała.

Porzuć miła wszelkie smutki,
spełni się Twoje marzenie,
bo się zjawi dzielny rycerz
– lecz imienia nie wymienię.

Gdy zawłaszczysz już leliję
zapamiętaj „kobieto puchu marny”,
że zmienisz kolor włosów
z rudego na czarny.

Miej także świadomość
piękna czarodziejko,
że zawłaszczając cudokwiat
łamiesz prawa natury
a za każdym razem
będąc w Justynowie
wciąż będziesz trafiała
do – Zielonej Góry.

Nim minęło pięć tygodni
zjawił się rycerz (bez spodni),
zerwał lilię i nie krzyczał
– bo to przecież był Zawisza.

Jola – teraz już czarna,
całkiem oniemiała,
wychwalała czyn rycerza
(z Andrespola – nie ze Zgierza).

Powróćmy do Wikingowa
strawa była już gotowa,
zjedli choć nie było czarów
– zostawili stertę garów.

Ivar pomyślał przez chwilkę,
po cóż rzucać puste słowa,
i za moment już zmywarka
– czynna, zwarta i gotowa.

Zawisza zmywała dzielnie,
Ania Basia wciąż płukała,
Magda podawała Asi,
a ta dzielnie wycierała.

Znów minął kolejny tydzień,
tak, tak przyszedł taki czas,
przyjechała ponownie ferajna,
a Jaś z Małgosią poszli przez las.

A dokąd, a dokąd,
a dokąd tak szli
– przez chaszcze, przez krzaki
nie ronił nikt łzy.

Do chaty Vikingra dodarli wnet już,
a pod ich stopami unosił się kurz.
Bo Baba, bo Jaga ich tu nie dopadła
a z głodu nie padli – było dużo jadła.

Ani Basi, Hani imprezę zrobili,
nie jest tajemnicą – sto lat z rogu pili.
Głośno i wesoło było w Wikingowie
szampan lał się strumieniem i szumiało w głowie.

Minął lipiec, sierpień mija
spotkała się kompanija
w Wikingowie, aby uczcić
lata kres.
Znów wyprawa wokół stawu
Vikigr zerwał nenufara
– Jola powiedziała
„super jest”.

Żegnajcie już: wakacje,
spotkania w Wikingowie,
zimowe wnet miesiące
czekają Nas.

Lecz ponownie się spotkamy
w progi chaty zapraszamy,
aby uśmiech znów zawitał
pośród Nas.

Żegnajcie już: wakacje,
spotkania w Justynowie,
zimowe wnet miesiące
czekają Nas.

Lecz ponownie, przyszłym latem
spotkacie Ivara Tatę
jak Was będzie z sercem witał
u swych bram.
Janusz Andrzej Berner
Wikingowo: lato 2012r.

***
Najsłodszy z moich wierszy
niby rodzynek w bitej śmietanie
Lubię słodycze więc mnie cieszy
już samo wiersza tego pisanie
w przejrzystym pucharku się pyszni
na lodach formę swą wspiera
zniknęły lody pokrótce zjedzone
a on znad krawędzi radośnie spoziera
Małgorzata Skwarek – Gałęska 19. 07. 2012

W okresie letniej kanikuły niektórzy poeci byli niezwykle aktywni.
„Poniższe wiersze są owocem naszych wspólnych, poetyckich wypraw do Justynowa, dokąd wyprawiał się STOLIK POETYCKI (Kawiarnia Pod Atlasami – ul. Narutowicza 45) prowadzony przez Małgorzatę Skwarek Gałęską i SPRÓBUJMY RAZEM POEZJI (Kawiarnia R. Dybalski ul. Piotrkowska 102a) – grupy prowadzonej przez łódzkiego Wikinga Janusza Andrzeja Bernera.”
Anna Barbara Kazimierczak

Zapraszam na stronę www.stolik poetycki.pl, gdzie znajdują się wiersze związane z „wikingowem” i nie tylko.
Dziękuję Wszystkim swoim przyjaciołom, że zechcieli przyjąć zaproszenie w moje, skromne wikingowe progi. Muszę przyznać, że dzięki nim spędziłem wspaniałe i fantastyczne wakacyjne soboty. Dziękuję też za to, że daliście mojej ukochanej Mamie odrobinę swego serca i ogrom radosnych chwil.
Janusz Andrzej Berner – Ivar Jarl lodzkiwiking.

LILA
– wiersz dedykowany mojej najstarszej przyjaciółce – Irenie Berner.
Jak Pawlikowska – Jasnorzewska , prosi by mówić do Niej Lila
Irena Berner ma wielkie serce, z Nią jest ciekawa każda chwila
Jej przyjaciele to poeci, słucha jak płyną z wiatrem słowa …
Choć w kościach czuje jak czas leci, z wdziękiem zaprasza ich od nowa.
Anna Barbara Kazimierczak

WIÓRY LECĄ W JUSTYNOWIE
rąbanie drzewa
to na pewno sztuka
w sobotę lipcową
połączyła Jana z Januszem
albo na odwrót
Janusza z Janem
ale to chyba
porąbane dociekanie
Hanna Prosnak

LILA
– dla Mamy Janusza Wikinga Bernera
to ta pani
na fotelu pod drzewem
która życzliwie
spogląda na gości
mama wikinga
co podwoje chaty
otworzył dla przyjaciół
Lila
ma wesołe oczy
drobne dłonie
na starych fotografiach
małe kadry
dawnych wspomnień
o synu swoim
który mieni się Wikingiem
ma szablę i zbroję
czasem płaszcz koloru krwi
zarzuca na ramiona
o synu co dom zbudował
w pocie czoła
mówi najczulej
jakby w imieniu
serce biło
– pozwólcie że się wzruszę-
mówi Januszek.
Hanna Prosnak

NAD MIAZGĄ
na pamiątkę lipcowej soboty
w chacie u Wikinga w Justynowie
rzeczka rzeczułka
wąska wstęga
ledwie z dzikiej zieleni
wygląda
może dawniej
rzeką była
wędrowców przybyłych
z daleka
poiła
teraz
prawie niewidoczna
czeka
na jakiegoś wędrowca
zatrzymaj się na chwilę
gdy nad miazgę przybyłeś
tutaj nad porośniętym brzegiem
płynie jakaś historia
o której nic nie wiesz
jeśli postoisz w ciszy
może ją usłyszysz
Hanna Prosnak

LILA
Pod srebrnozielenią świerku
Lila gniazdko sobie mości.
Znosi tam dziobkiem uśmiechu
Gałązki swojej życzliwości.
Jak nenufar na stawie
promiennie jaśnieje
gdy goście jak kaczki płyną
mącąc spokoju nadzieję.
Królowa roju – Lila
z taktem, uprzejma godnością
opowieściami w sepii
umila czas swoim gościom.
Słodka jak dojrzała papierówka,
Maniery ma prawdziwej damy.
Wygląda jak portret malowany
przez mistrza pastelami.
Buziaków kosz ma na kolanach
i rozdziela je jak dobra wróżka.
Bogini groźnego Wikinga
I Lila – Mama Januszka
Jolanta Miśkiewicz

BALLADA O WYPRAWIE NA DZIAŁKĘ DO WIKINGA
– OGNISKO KTÓREGO NIE BYŁO
Oto znowu następna
Sobota nastała
I ekipa stolika
Zbyt długo nie spała.
Też się zmówili
Na grillowanie:
Kto chce i jedzie
Na przystanku stanie.
No i pojechali.
Z uśmiechem i wiarą,
Że będzie ognisko
Z piwem i gitarą.
Niestety pogoda
Swoje miała plany.
No i dzień z ogniskiem
Nie był im pisany.
Początkowo dobrze
Się zapowiadało:
Całkiem było ciepło,
Choć troszeczkę wiało.
Wyjechał Wiking
Znowu po swych gości
I w samochód czerwony
Spakował w większości.
Mniejszość w liczbie:
Sztuki aż dwie,
Zdała swe bagaże,
Do chodzenia się rwie.
A gdy już doszli
Na działkę dzielnie,
Uwagę wszystkich
Zajęło niepomiernie:
Że Jaś z Małgosią
Chodzili przez las,
Jak długo chodzili
-Liczyli im czas.
Potem elegancko,
smaczne cappuccino pili
(W szejkerze trzepali
-Chociaż się dziwili)
-Wynalazek Mamy
Naszego Wikinga.
By wiadomo kto on
Tutaj damy linka:
http://www.lodzkiwiking.pl/
Gdy po poczęstunku
Wigoru nabrali,
To się na wycieczkę
Gromadnie wybrali.
Do Zielonej Góry
I wokół stawiku
Asfaltem i dróżką,
Lecz nie w zwartym szyku.
Stolikową tradycją
Ta wycieczka się stanie:
Wokół stawu krążenie,
W kadr ważki łapanie.
Tym razem jeszcze
Rzeczkę zaliczyli,
Pokrzywy zwalczywszy
Na mostek wskoczyli.
Kiedy zaś wrócili
Do domu i stołu,
To się za szaszłyki
Zabrali pospołu.
Paprykę, kiełbasę,
Cebulę kroili.
I wiking grilla
Rozpalał po chwili.
A kiedy szaszłyki
Były już gotowe
I goście przyjechali
Spadł deszcz im na głowę.
Na stolik, na jadło,
Na picie i sosy
Ciągłe plagi:
Deszczyk albo i osy.
Z kieliszkiem i talerzem
Pod dach wciąż biegali
Z ogniska w końcu,
Całkiem zrezygnowali.
Po trochu do Łodzi
Goście się zwinęli.
A ci co zostali
Śpiewać rozpoczęli.
Księżyca nie było-
Do czego tak wyli?
Z żalu za ogniskiem
Sąsiadów budzili?
Aż północ wybiła
Niedobitki przegnała.
Ot tak się zakończyła
Ta impreza cała.
Lecz w niedzielę,
Na placu boju,
Niektórzy się pojawili
Po nocnym znoju.
Znowu cappuccino,
Grilla rozpalanie,
Karczek w marynacie
I zwykłe gadanie.
Strojenie gitar,
Wierszy czytanie,
A potem już tylko
Klamotów zbieranie.
I w drogę stoliku
Do Łodzi pod wieczerz.
Lecz się ta historia
Tak nie kończy przecież.
Bo gdy się w Łodzi
W cukierni spotkali,
Już następną sobotę
Dobrze planowali.
Uwaga na poetów:
Gdy się gdzieś zagnieżdżą,
To sobota w sobotę,
Na spotkania jeżdżą.
Więc na stolik uważaj
Zacny Justynowie,
Bo najazd poetów
Grozi znowu tobie.
Małgorzata Skwarek – Gałęska

***
raz w sobotę pod wieczór
nazbierało się poetów
lecz zamiast raczyć nas wierszami
zaczęła się zabawa mieczami
pito z rogu i z kielichów
żartów padło tam bez liku
-tak to bawią się poeci –
a pośród śmiechów rym się sklecił.
Adam Skwarek

JAK GRACJE DO WIKINGA POJECHAŁY …
Raz w sobotę na południe,
Zapragnęły Gracje chlubnie
Poetycko się zabawić,
W plener Stolik swój wystawić.
Pojechały autobusem,
Jedna zaś rowerem kłusem,
Tam, gdzie wikingowa chatka
I dostojna jego matka.
Zabrał Wiking wszystkie Gracje
Zwiedzać bliską okolicę.
Muzy bose, bladolice,
Zakasały więc spódnice
I pląsają pośród trawy,
Wkoło stawu, wśród zabawy
Gubiąc wianki, robią fotki,
Czują miętę, głaszczą kotki.
Ach jak miło i uroczo,
Gdy zielonogórską szosą,
Idą muzy podchmielone
Piwem, dziwem – wygłodzone.
I choć strawą dla poety
Estetyczne są podniety,
To przyziemne ciałka Gracji
Domagają się kolacji.
Siedem dam, zaś jeden Wiking!
Niech zaświadczy kto był przy tym!
Nie opędzi się chłopisko
Od babskiego zbiegowiska.
Lecz dał radę! Patrzcie, oto
Już obdzielił je robotą
I urządził im biesiadę
Z najprzedniejszych wiejskich jadeł:
Grillowane kiełbaseczki,
Palce lizać – kaszaneczki,
Chlebek z grilla lekko chrupki,
Owocowy napój w kubki,
Kozi serek z Andrespola
I przeróżne inne stwora.
A na deser ciasta pyszne
Co zwabiły osy liczne.
Zaklął Wiking: Tam do kata!
Po co mi po świecie latać,
Kiedy można w Justynowie
Przednio bawić się wśród kobiet!
Małgorzata Zawisza

W ZAMKU Z DREWNIANYCH BALI
W zamku z drewnianych bali
nad wielką wodą żył wiking młody.
Przybyło do niego raz o poranku
siedem królewien przecudnej urody.
Pląsały z ważkami nad wodą
i wiły wianki o zachodzie słońca
a gdy jedna swój wianek zgubiła
wcale nie okryła się pąsem.
Wiking miał chęci szczere
by zebrać naręcze nenufarów.
Na dobrych chęciach zakończył,
cóż, może za mało się starał.
Za to bujać świetnie potrafi,
pociągać i popychać wybrankę
(w lekkim negliżu na hamaku)
i poić nektarem już od ranka.
Romantycznymi mrzonkami
ego królewien gładził
i by je nieco rozerwać
do Zielonej Góry je poprowadził.
Nudzić mu się poczęło,
gdy już zwiedzili wszelkie dróżki
więc zmienił piękne królewny
w syreny, wiedźmy, kopciuszki.
Sam zasiadł w świątyni Grilla
by święty ogień podsycić
i Mamę dostojną i białogłowy
królewskim jadłem nasycić.
Oj były wiejskie i miejskie
na beczkostole specyjały:
kiełbasy, kaszanki, sałatki
piwo i kozi ser biały.
Panny dykteryjkami wiking bawił
i troskał się o wygodę Pani Matki
i byłoby tak pięknie
gdyby nie osy i wypadki.
Ktoś pod kimś wykopał dołek
królewna w niego wpadła,
inna sitem wodę czerpała
gdy pomagała zgotować jadło.
Gdy słońce już kładło się spać
królewny znów odmienione
pożegnały bajkowe włości
i lasem ruszyły w prozy stronę.
Jolanta Miśkiewicz

U WIKINGA
Znów wędrują poetki do Zielonej Góry
tam, gdzie przeszły została Miazga.
Wzdychają tęsknie do wyspy bezludnej
i nenufaru purpurowej gwiazdy.
Choć wiatr zimny dmucha i gasi
ognisko i wesołe nastroje,
choć deszcz tak paskudny jak w listopadzie
one się niepogody nie boją.
Zdjęcia rodzinne oglądają
i patrzą jak pracowity wiking
znów się z grillem mocuje
by im przygotować szaszłyki.
Przy gitarze im piosnkę zanuci,
chrypa się go nie ima
swój skarb oddał w ręce Małgosi,
gdy prosiła: daj chociaż potrzymać.
Dziewczyny zdjęły buty
gdy po bujnej trawie wiodła dróżka.
Zostały czółenka w balowym domku.
Która to mieć chciała miano Kopciuszka?
Nie tylko poetyckie bractwo
zażyło wypoczynku chwili,
byli i znajomi znajomych
różni goście mili.
Błyskały dowcipy,
żarty i ploteczki
bo nas zaszczyciły
dwie miłe Skwareczki.
Znów było i minęło.
Nie stało się nic nikomu.
Poetki czarną nocą
samochody uwiozły do domów.
Jolanta Miśkiewicz

JAŚ I MAŁGOSIA
Jaś z Małgosią lasem wędrowali
a wilki ich nie zjadły.
Ponoć w tym lesie tak rozrabiali
aż malinki opadły.
Szli niby skrótem leśnym
a czasu minęło tak dużo.
Jakie przygody oni tam mieli
w tej bajkowej podróży?
Nie wiem, bo mnie tam nie było,
tylko domyślać się mogę
że Jaś wpatrzony w ust maliny
po prostu pomylił drogę.
Zaś Gosia niewieścim rumieńcem
tak sprawę skomplikowała,
że im się prosta dróżka
w labirynt zamienić umiała.
Jolanta Miśkiewicz

PIKNIK U WIKINGA
O szlachetna zieloności świerku wysokiego,
złudny jest odpoczynek pośród cienia twego,
gdy choćby mały wietrzyk igieł nie potrąca,
gość wachlarzem się broni od skutków gorąca.
Gdy upał nieznośny daje się we znaki,
bez wodnej kąpieli nie chcą śpiewać ptaki,
mimo woli do głowy głupoty przychodzą,
żadne mądre myśli w człeku się nie rodzą.
Nie chłodzą kompoty z owocu wszelkiego,
ani żadne przysmaki z rusztu grillowego.
chmielowe napitki z białej piany grzywką,
też poetyckiej weny nie były pożywką.
Joanna Jaworska 7.07.2012

DIABEŁ I PIOTR
Powlókł się diabeł na wyżyny Nieba.
Stuka do bramy piotrowego sioła:
– Wpuść, proszę Piotrusiu! Zmęczonym już wielce
Tym jakże niewdzięcznym czartowskim zajęciem.
Cóż mogę poradzić, gdy dusza rogata,
Rwie się do zabawy i wciąż figle płata?
Każdy wszak słabości jakoweś posiada,
Więc w imię miłości, przyjmij na sąsiada.
To mówiąc wyciągnął skrzydła pogniecione,
Których nie używał przez lata minione.
Ogorzałą gębę mąką przypudrował
I w nogawkę portek czarci ogon schował.
Ale nie tak łatwo dostać się do sioła,
Widząc te zabiegi chór anielski woła:
– Cóż to za zwyczaje?!
Przecież nie zasłużył, nie dla niego raje!
Nikt cię tu nie czeka, wracaj gdzieżeś biesił!
Diabeł się zasępił, głowę smutny zwiesił.
Piotr zaś gromkim głosem poskramia anioły:
– Nie sądźcie według siebie, nie dotknąwszy smoły.
I przygarnął Piotr diabła skruszonego wielce,
A ten mu podarował swoje ludzkie serce.
Małgorzata Zawisza

NIECHAJ WIE
powiedziała pani Anna z łodzi
„Nagość w łóżku nie szkodzi”
Może i nie
ale niechaj wie
że po głowie mi teraz chodzi
Włodzimierz Rutkowski

***
Łódź metropolią
nie wioską
Jednak nie sposób
nie wdepnąć
na Piotrkowską.
Włodzimierz Rutkowski 22. 06. 2012

RĘKA
Niezwykłym zjawiskiem
jest damska ręka,
z czasem ją całujesz,
z czasem przy niej klękasz,
z czasem o nią prosisz
by wyszła za ciebie,
a czasem jej szukasz
gdy jesteś w potrzebie,
czasem się jej boisz
bo zbroiłeś zbyt wiele,
a czasem jej pragniesz
jak modlitwy w kościele,
czasem chcesz ją skarcić
w szaleństwie i gniewie,
a czasem ją przytulić
w tęsknocie i biedzie,
niezwykłym zjawiskiem
jest damska ręka …
Marek Kawecki

LITERAT
Literat z literatką
przy bufecie siedli,
o kunszt literacki
spór zażarty wiedli,
on się zachwycał
treścią swych powieści,
ona ich zawartość
znała gdzie pomieścić,
on ją przekonywał
do czystości strofy,
ona od czystości
miała ścierkę w grochy,
literat z literatką
siedli przy bufecie,
on nie umie pisać,
ona setką przecie.
Marek Kawecki

DECYZJA
Od młodych lat wyboru,
musiał człek dokonywać,
czy dziewczę jasnowłosą,
czy czarnulkę podrywać,
i na starość decyzja,
nie jest ciągle znana,
czy laska ma być młoda,
czy lepiej drewniana.
Marek Kawecki

PROFESJONALISTA
Tak wszystkich artyzmem
swoim porażał,
że zawsze grał rolę
halabardziarza,
z popularnością wciąż
piął się do góry,
w kołach gospodyń
i domach kultury,
zagrać potrafił
i misia, i w wista,
no jednym słowem
profesjonalista.
Marek Kawecki

ŻABELKA
Nie smutkaj się łzawo E
żabelko zielona a
pluskostaw mroczny E
wpław dziś pokonasz. a
Siądziesz na zielonym d
liliowodnym liściu a
i królewicz z bajkosnu E
łapkę twą uściśnie. a E a
Na twym zielonoliczku E
złoży cmok ust namiętnych, a
do kumkorechotu w trawie E
z tobą nader chętny. a
Zmienisz się w człowiecznicę d
i królewną staniesz a
na trawiotkim kobiercu E
z rosoperłą w wianie. a E a
Zwycięży żabelka zielona E a
czaromarownicę, E a
zamieszka w snozamku d a
z lubokrólewiczem. E a E
słowa: Jolanta Miśkiewicz
muzyka: Janusz Andrzej Berner

ADWOKAT
Zapatrzony w swe odbicie,
Połechtawszy własne ego,
Rzekł palestry przedstawiciel,
Górna półka, to my kolego,
Lecz biedaczek był krótkowidz,
I nie dostrzegł tej różnicy,
Że choć półka była górna,
To mieściła się w piwnicy.
Marek Kawecki

U DYBALSKIEGO
W cukierni „u Dybalskiego”
Spodziewasz się zawsze słodkiego
Ciastka, napoju, uśmiechu
I wyjść nie możesz bez grzechu
Zjedzenia tego. U niego.
Jan Iwański
Łódź: 19 kwietnia 2012r.

ZDRADA
Zostali zdradzeni o świcie,
Skąd ja to wiem się dziwicie,
A całonocne picie,
A generał w kokpicie,
I brzoza co nagle w lesie wyrosła,
Mgła co z Helu przyniesiona przez osła,
I wszystko to potwierdza Antoni,
Niech nas wiedzą swą oszołomi,
A Antoni: Jarosław, Jarosław,
Ojcze Dyrektorze mu błogosław,
Oj Polsko, Polsko kraino wyśmiewana,
Zawziętością swych synów maltretowana,
Naprawdę mocno musisz grzeszyć i straszyć,
Skoro Pan Bóg Ci zsyła takich mesjaszy.
M. A. K.

DZISIEJSZY WIKING
Dzisiejszy wiking jest łagodny,
zamiast być agresywny, zły!
Pisze wiersze, piosenki układa
zamiast walczyć szczerząc kły!
Dzisiejszy wiking robi na drutach,
nie walczy o terytorium swoje.
Je rurki z kremem i pije kawę,
nie umie iść przebojem.
Dzisiejszy wiking siedzi wygodnie
zapomniał, co wojenny trud.
Złe wieści odgania machnięciem ręki
jak rój uprzykrzonych much.
Dzisiejszy wiking odkłada na jutro
co mógłby zrobić dziś.
Pozwala ze sobą robić co kto chce
jak wielki, pluszowy miś.
Zbudź się wikingu ze słodkiej drzemki,
znów hełm miej rogaty i duszę!
Nie kiwaj głową z uśmiechem miłym
tylko do walki ruszaj!
Jolanta Miśkiewicz

ŁÓDZKI WIKING
Raz jeden wiking z Łodzi
nie gwałcił i nie rabować,
lecz za to bardzo chętnie,
miecz swój do pochwy chował.
Został on znanym bardem,
skaldem i trubadurem,
chcąc pisać o sobie i przodkach
wciąż posługiwał się … piórem.
Pomimo, że nie był w Rzymie,
nie walczył w Coloseum,
wystąpił, bo jest już tak stary,
jako atrakcja – w muzeum.
Czasami dziergał na drutach,
każdy pewnikiem to przyzna
– spod jego ręki wszak „wyszła”
seksowna żelazna bielizna.
Lubił też częste podróże,
czy ja go w tym miejscu chwalę?
– po trzykroć przecież siedział …
w „Teleexpresowym” przedziale.
„Próbował razem poezji”
z łódzkimi twórcami pióra,
to dzięki nim i „Bohemie”
rozkwitła łódzka kultura.
Lubił on także skakać,
kto o tym wie ten załapie,
że dzięki swojej twórczości
też wylądował w S. A. P. – ie.
Szanujcie łódzkiego wikinga,
bo choć czasami się zbroi
to zawsze na straży kultury
naszego miasta stoi.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 3 kwietnia 2012r (1.47 p. m.)

KULINARNY
Podam Ci na talerzu popołudnie
z malinowym sosem przyprawione odrobiną ciszy.
Udekorowane listkiem mięty i białym obłokiem,
który przez przypadek wpadł przez okno do kuchni.
W filiżance przykrytej spodkiem przyniosę Ci
sierpniowy wiatr. Uważaj aby nie uciekł.
Będziemy rozmawiać o wielu nieistotnych sprawach.
O smaku poezji i zapachu skoszonego siana.
Magda Cybulska
Łódź: 22 III 2012r.

LENIWI POECI
Wytykacie błędy PREMIERA
– a wieść gminna niesie,
że nikt z Was nigdy
nie pisał dobrze
… o PREZESIE.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 1 marca 2012r. (4.07 p. m.)

ŻYCZLIWOŚĆ
Lubię ludziom robić przyjemności,
Bardzo szczerze i spontanicznie,
Lecz nie chodzi tu, że uprzejmości,
Wyrażam cokolwiek rytmicznie,
Raczej pragnę ich zaspakajać,
Tak bardziej w duchowym wymiarze,
Niż fizycznie z kimkolwiek się spajać,
Gdyż mnie później żona ukarze,
Dlatego umysł mam wciąż otwarty,
Pozwalam innym z niego czerpać,
Niech się bliźni nie czuje obdarty,
Niech na wiedzę choć moją zerka,
A szczególną atencję ma władza,
Przez naród na organ wybrana,
Dla niej człek ideały zdradza,
Na fizyczność już gotów jest z rana,
Więc gdy się tak zdarzy, że władza,
Fizyczności ze mną oczekuje,
No to trudno ja się z tym zgadzam,
Niech mnie władza w d… pocałuje.
MAK

FRASZKA NA KOCIĄTKO
Kocham Twoją miękkość, przytulność.
uwielbiam Twój wdzięk taki koci,
ale jak mnie pazurkami do krwi zranisz
to i Ty futerko możesz zmoczyć.
Jolanta Miśkiewicz

FRASZKA DO PANA X
Nie żałuj kochanie tych chwilek,
które spędzamy słodko, miło,
bo wiadomo nie od dziś – lepiej grzeszyć
niż żałować, że się nie grzeszyło.
Jolanta Miśkiewicz

FRASZKA O DZIADKU
Posłuchaj wnuku i dziadku
choć smutna to jest bajka.
Gdy za długo nie pykasz
może Ci zgasnąć fajka.
Jolanta Miśkiewicz
Dumka na jedno serce
Nie zapytasz o mnie miły
choćby oczy Cię zdradziły
choćbyś tęsknił ponad siły
nie zawołasz mnie.
Gdy rozpłynę się w błękicie
choćbyś… lubił ponad życie
tęsknił nocą i o świcie
nie zawołasz mnie.
Choćby świat Twój stracił barwy
nie usłyszy nikt Twej skargi
masz zacięte, zimne wargi
nie zawołasz mnie.
Wyparuję z kroplą rosy
zmienię się w pszeniczne kłosy
ptak zaśpiewa moim głosem.
Nie zawołasz mnie.
Choć się zmienię w kwiaty głogu
Ty nie będziesz błagał bogów
szukał na rozstajnych drogach
nie zawołasz mnie
mój miły
nie zawołasz mnie.
Jolanta Miśkiewicz

JA
Pierwszy pocałunek z Tobą.
Niepewnie zaczerpnęłam powietrza
jakbym nie wiedziała
czy jeszcze umiem oddychać.
Pierwsze dotknięcie całą sobą.
Zachwiałam się jak na wietrze
jakbym nie umiała
stąpając ziemi dotykać.
Sekunda stawała się dobą.
Cykały wieczorem świerszcze
a ja obserwowałam
ruch wskazówek budzika.
Niech już pokażą godzinę nową
do Ciebie bliższą jeszcze.
Tak bardzo tego chciałam
aby czas szybciej umykał.
Wsłuchana w każde Twe słowo
z pokornej nadziei dreszczem
przed drzwiami miłość stała,
które trzaśnięciem zamykasz.
Jolanta Miśkiewicz

BEZOWA ROZKOSZ
Serwetkowy wierszyk
Lukrowany z rozkoszy
Szybko zapisany
By nikt go nie spłoszył
Serwetkowy wierszyk
W pamięć chwil wpisany
Ze spotkań ulotnych
Zapachem splatanych
Serwetkowy wierszyk
Nie ma nic z wielkości
Ma chwalić uroki
Ponętnych słodkości
Serwetkowy wierszyk
O bezie puszystej
W której wciąż nas wabi
Smak poezji czystej
Urszula Kowalska

WIERSZE NOCNE
Latarnie wsadzają łeb w okna
ślepia bezczelne wybałuszają,
patrzą jak chodzę całą noc –
pewnie się ze mnie naśmiewają.
Drukarka wiersz wypluła z pogardą,
ze zgrzytem puka się w głowę.
Kto o tej porze pisze i pisze
wiersze tak stare choć nowe.
Pies niecierpliwie posłanie drapie
spać nie może przeze mnie.
Sulku, ja dzisiaj spać nie idę,
nie czekaj nadaremnie.
Laptop piszczy i wzdycha
też już chciałby odpocząć.
Nie lubi kiedy po nocach
wiersze się na nim tłoczą.
Włażą jeden na drugi
i niemal same się piszą,
łzy je podlały jak kwiaty
więc rosną na nocy ciszy.
Jolanta Miśkiewicz
Łódź: 16 II 2012r.

WIARA
Pewna pani, spod Pabianic,
zdania innych miała za nic
– za wyjątkiem tych,
ale to już jej wola,
które płyną wprost z ust
OJCA DYREKTORA.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 9 lutego 2012r. (3.40 p.m.)

UWIELBIENIE
Raz niewiasta – co psa miała,
ciągle wszystkich pouczała,
że kto nie ma w domu zwierząt
ten jest zły.
A co myśli o Chińczykach???
– przecież większość skośnookich
… lubi psy.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 9 lutego 2012r. (3. 55 p. m.)

POETA
Ja poetą żadnym nie jestem,
Bo poeta jak wszystkim wiadomo,
To musi być jakiś ktoś z gestem,
Co na krechę bierze, rzekomo.
A do tego zawód miłosny,
Który go w letarg twórczy wprowadza,
I jest przy tym bardzo zazdrosny,
Choć sam bez przerwy zdradza.
A i wygląd trzeba mieć marny,
Jakbyś wrócił z Magnitogorska,
Chudy, z przepalenia czarny,
Z brodą albo bez, jak Szymborska.
Na koniec charakterystyki,
By podkreślić ważność persony,
Poeta tworzy myśl bez logiki,
Jakby Witkacy prądem rażony.
Gdy porównam się z rysopisem,
I wszystkie cechy podsumuję
To do poezji ja się nie piszę,
Ja po prostu inaczej rymuję.
Marek Kawecki

SŁODKIE CZARY
Słodkie czary
Słodkie czary
Słowo daję
tu i czary się sprzedaje
nie, słodycze
pączki, bułki i eklery
będę szczery
ta cukiernia apetyczna
czarodziejska jest i śliczna.
Małgorzata Skwarek Gałęska

SPRÓBUJMY
Spróbujmy razem poezji.
Na zapach pocałunku,
smak gorącej czekolady,
kolor letniego wiatru.
Spróbujmy razem poezji –
cynamonowe rozsądne ciasteczko,
liryczny sonet z kremem,
szarlotkę z pianką satyry.
Spróbujmy razem poezji.
Zanurz pióro w limeryku
atramentu małej czarnej
i napisz własny wiersz.
Jolanta Miśkiewicz 7. 02. 2012

ZACZAROWANE ZAŚLUBINY
Na białej kawie zakwitł czekoladowy bratek
– namalowany różdżką uroczej czarodziejki.
Różowe serduszko przytuliło się, cichutko,
do rozmarzonej filiżanki.
Tyle szczęścia!!!
Łaknące wargi połączyły pachnący czekoladowo – kawowy kwiat
z sercem pełnym miłosnej ambrozji.
Wtuleni ulecieli do innego świata,
pozostawiając po sobie słodkie wspomnienie,
zapisane piórem poety na białej, papierowej, serwetce.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 2 lutego 2012r. (4.36 p. m.)

U DYBALSKIEGO
U Dybalskiego ciężko się pisze.
Tak trudno tutaj usłyszeć ciszę.
Chociaż muzykę głośną słyszę
ja jednak piszę!
Liżą paluszki Janusz i Olo,
dzielą się chruścikami z Jolą.
Zamiast pisać chrupać wolą.
Oj dolo, dolo!
Jolanta Miśkiewicz 26. 01.2012r

OKRUCHY SŁODYCZY
Popioły cukru pudru
spadają na samo dno.
Uwięzione w tekturowym pudełku
okruchy słodyczy.
Smutka się upadły puder.
Nie zdobi już faworka – faworyta.
Strząsnęły go na dno
ręce boga – człowieka.
Jolanta Miśkiewicz 26. 01. 2012

ŁÓDZKI ANIOŁ
Widziałem w środku zimy Anioła.
Przycupnął cichutko na ławeczce obok poety,
który kochał Łódź.
Urocza złotowłosa dziewczyna, z pobliskiej kawiarenki,
przyniosła im po filiżance zielonej herbaty.
Zziębnięci spijali ogrzewający ich dusze napój.
Wraz z ostatnimi kroplami popłynęła z ratuszowej wieży
„Prząśniczka”.
Anioł, z ciepłym sercem, odleciał.
Pozostawił, zadumanemu Tuwimowi, śnieżnobiałe pióro
dla łódzkich poetów, by powrócić kiedyś do kawiarenki
na Piotrkowskiej 102a i odnaleźć uroczą złotowłosą,
która poda, z uśmiechem, filiżankę zielonej herbaty.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 12 stycznia 2012r. (14.31)

DEPRESJA
Cukier z rozpaczy rozpuścił się w szklance.
Magdalena Cybulska 5 I 2012r.

EROTYK
Ciasteczko leży niecierpliwie obok filiżanki.
Czeka, aż dotknie ustami gorącego ciała herbaty.
Tylko żeby się nie oparzyło.
Filiżanka jest zazdrosna.
Magdalena Cybulska 5 I 2012r.

JESIEŃ
Nastała kolejna jesień.
Drzewa zasypiają,
udają się na zimowy spoczynek.
Tracą zieloność swoich liści,
by pokazać zdejmowaną szatę
w jeszcze piękniejszych
różnokolorowych barwach.
Janusz Andrzej Berner
Łódź: 3 grudnia 2011r. (1.37 p. m.)

JAWA JAK ZABAWA
Wiking zbrojny w odwagę
twarde życie brał za rogi.
Jednak, któż by się spodziewał,
by ten mąż z przeszłości
czas pokonał i zagościł
w cukierni Dybalskiego.
Co go przywiodło na
cukierni progi?
Tort! Tort!
Nie kłamię, moi drodzy!
Byłam. Widziałam. Jadłam.
Jak się postaracie
może go spotkacie.
Nieoficjalnie wiem też,
że bierze w łapę
wiersz.
Hanna Prosnak 1 XII 2011

PIOTRKOWSKA 102
Kafejka w której
obłok słodkiego cappuccino
przesuwam lekko po ustach
mała wyspa szczęścia
pełna zapachu
przenikającego niespokojne myśli
przez moment
mam wrażenie
że zjadłabym jak ciastko
przystojnego faceta
który tuż obok
rozmawia przez komórkę
z nieznaną Wenus
powtarzając w kółko
tak piękna
dobrze piękna
z ostatnim łykiem
cappuccino
przełknęłam domysły
nie ukrywam
bardzo zmysłowe
Hanna Prosnak Łódź 1 XII 2011

BEZ TYTUŁU
Pod ciężarem bytu
łachmanem biedaka
nadzieją mi wena
łódzkiego burłaka.
Moja siła w piórze
patronem Venera
może mnie zaproszą
do stołu Bernera.
Żenia Korczarowski

BEZ TYTUŁU
mógłby kiedyś Julian Tuwim
zajrzeć do kawiarni na Piotrkowskiej 102
na pewno lekko podniósłby głowę
gdybym stanęła we drzwiach
i miejsce wskazał koło siebie
a ja z uśmiechem zamawiając
smak pistacjowy
trochę niechcący usłyszałabym
„pani pachnie jak tuberozy
to nastraja i to podnieca”
na Piotrkowską 102
zawsze może przyjść jakiś poeta
i słodkim zestawem słów
dziewczynę w kwiat
zamienić znów
Hanna Prosnak
Wikingowi Januszowi Bernerowi

W CUKIERNI Piotrkowska 102
Moje natchnienie
ukryło się w gablocie
z ciastami.
Zerka z za czekoladowego
tortu i drażni się ze mną.
A ja otoczona aromatem kawy
chcę skusić je moimi myślami.
Nie interesuje się
białą pustą kartką.
Jeśli nie, przyjdę powtórnie
po cały tort
z czekoladą ukrytego
pragnienia.
Małgorzata Skwarek Gałęska

ikona-poezje

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *