AKANT – Grupa Literacka /ŁÓDŹ/

INFORMUJĘ ŻE:
– SPOTKANIA GRUPY LITERACKIEJ AKANT ODBYWAJĄ SIĘ
W PIERWSZY WTOREK MIESIĄCA O GODZINIE 16.00
(CENTRUM OPUS Łódź ul. Narutowicza 8/10)
– NAJBLIŻSZE SPOTKANIE W DNIU 7 XI 2023 r. – 16.00
– SWOJE UTWORY NALEŻY PRZESYŁAĆ NA ADRES email:
janusz@lodzkiwiking.pl (zapraszamy wszystkich chętnych,
którzy chcą wstąpić do naszej grupy)
– numer konta bankowego: 89 2490 0005 0000 4000 8475 5099
– telefon kontaktowy: 504 005 171 (Janusz Andrzej Berner)
– wiersze ludzi pióra znajdziecie na stronie internetowej:
www.lodzkiwiking.pl AKANT – Grupa Literacka /ŁÓDŹ/
(prawa strona).

UTWORY POETÓW ZWIĄZANYCH Z GRUPĄ LITERACKĄ AKANT
ZAMIESZCZONE W KWARTALNIKU nr. 42 (82) – XII 2023 r.

 

UTWORY POETÓW ZWIĄZANYCH Z GRUPĄ LITERACKĄ AKANT ZAMIESZCZONE W KWARTALNIKU
nr. 42 (81) – X 2023 r.


PAMIĘCI EUGENIUSZA DOLATA

5 października 2023 r. odszedł od nas na drugą stronę „Tęczowego Mostu” – członek Grupy Literackiej Akant. Straciliśmy nie tylko utalentowanego poetę, kabareciarza, rzeźbiarza, lecz nade wszystko wspaniałego, życzliwego przyjaciela. Gienku będzie nam Ciebie brakowało, lecz na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci.
JANUSZ ANDRZEJ BERNER

DRZEWO ŻYCIA
Sen miałem kiedyś, tylko raz jeden.
Byłem pośrodku ogrodu Eden.
I tam patrzyłem, jakby z ukrycia,
z pożądliwością na drzewo życia
dość rozłożyste, lecz niewysokie,
pełne owoców nabrzmiałych sokiem,
jak krew czerwonych, dojrzałych, miękkich,
wszystkie w zasięgu człowieka ręki.
Myślałem sobie: „Muszę koniecznie
zrywać i jeść je, by móc żyć wiecznie”.
Wtem ktoś zawołał zza tego drzewa:
– Chcesz tak postąpić, jak kiedyś Ewa?
Wróć, skąd przyszedłeś, pokochaj ludzi!
Czym prędzej wtedy zadzwonił budzik.
EUGENIUSZ DOLAT

MODLITWA ZA POETĘ
Boże daj Poecie Eden
albo nawet więcej
daj niebios siedem.
Proszę najgoręcej…
ELŻBIETA SKAŁBANIA
Cały wiersz na str. 39

CZEMU ODSZEDŁEŚ…
Czemu bez skarg czy narzekań
drzwi zatrzasnąłeś na głucho,
czemu los Cię nam zabrał
i wiatr jesienny zdmuchnął?
Świat już uboższy bez Ciebie –
bez wierszy Twych
i rzeźb drewnianych.
Teraz możemy tylko szukać
Twych śladów wśród nas rozsianych.

ELŻBIETA BORYNIEC

KIEDY UMRZE OSTATNI POETA
Kiedy umrze ostatni poeta,
Słońce spowije gryzący dym,
Zniknie uniesień barwna paleta,
Umilkną wiersze, przepadnie rym.

Kiedy ostatni poeta padnie,
Świat oszaleje. Ja chyba też?
Trudno przewidzieć, kiedy dokładnie?
Powiedz mi serce, o ile wiesz!

Nim to nastąpi, kupię litr wódki,
Paciorek zmówię i na mszę dam.
Chciałbym tej klęski przewidzieć skutki,
Spokojnie krocząc do niebios bram.

Może bym wcześniej coś wam przekazał,
Jako element dla chmurnych głów?
Może bym zrobił kolejny kawał,
Lepiąc go zręcznie z przeróżnych słów?

Ach! Kiedy wymrą wszyscy poeci,
Jak opętane zwierzę zacznę wyć.
Wszystko się w moim świecie rozleci,
Tęskniąc, przestanę na jawie śnić!

Więc nie umieraj poezjo miła!
Bądź świeża, mimo upływu lat.
Niech się odwlecze nieszczęsna chwila.
Cóż wart bez Ciebie ten boży świat!?
BOGUMIŁ PIJANOWSKI

 

ANDRZEJ BERNER
SERCE
Puk, puk. „Otwarte! Proszę! – serce woła –
Wciąż jestem wolne, czas jak tchórz ucieka,
Może z nadzieją ktoś, tam na mnie czeka?
Komory puste, jak w maju stodoła.

Nie! Nie mam wady. Zastawki w porządku,
Rytm także, wolny, gotów na emocje,
Pora, by zadbać o jakieś promocje;
Zgoda na wszystko, w granicach rozsądku.

Mnie, na urodzie wielkiej nie zależy,
Lecz mam maleńkie, myślę, że realne,
Skromne życzenie, w istocie banalne:
Zębów niech raczej do innych nie szczerzy.

Cierpliwie zniosę najcięższe zmagania,
O jedno proszę – nie chcę bić dla drania.

Powyższy wiersz zajął pierwsze miejsce
w Ogólnopolskim Konkursie Literackim
dla Lekarzy im. Profesora Andrzeja Szczelnika
„Przychodzi wena do lekarza” (2019 r).

GOŚĆ NIEPROSZONY
Nie wiem, czemu mnie wybrał,
skąd się adresu dowiedział?
Przyszedł gość nieproszony.
Rozsiadł się, chyba szalony,
jakby tu wiecznie siedział,
i władczym głosem rozkazał:

Masz pisać, i to wierszem,
do rymu na dodatek,
wiersz widzieć chcę przed pierwszym.
Masz na poetę zadatek.

To śmieszne:
ja przecież nie umiem,
nigdy nie próbowałem
i o czym miałbym pisać?
Przeczyłem z wielkim zapałem.

I poszedł.
Powiedział, że wróci,
a na odchodne dorzucił,
żebym się z losem nie kłócił,
bo przecież on wie lepiej.

Co miałem robić?
Pisałem,
wiersz jeden, a po nim drugi,
Muz niewolnikiem zostałem
i powstał wierszy cykl długi.

Wciąż czekam niecierpliwie
co na to mi odpowie.
Z pytaniem tym gorliwie
myśl chodzi mi po głowie:

Skąd mi po tylu latach,
gdy już starości czas czekać,
przyszło na rymy narzekać,
w poezji obcych światach.

Dziś – śmieszne – na tym się łapię,
że płynę na jednym oddechu,
lub częściej powoli człapię
sylaby licząc w pośpiechu.

Myśli mi się rymują
Zupełnie nieświadomie,
wieczór niejeden rujnują,
cisną gdzieś w mózgu załomie.

Słowa się w rytm układają,
wiersz tworzą niemal same,
czasem mi spać nie dają,
czasem z obłędem tożsame.

Wieczorem przed snem się pomysł
wiersza tego nasunął,
dzisiaj spokoju mi nie dał,
jak grom słowami runął.

Czemuś mnie gościu dziwny
ubrał w poezji opończę?
Przez ciebie dzień wierszem zaczynam,
Przez ciebie wierszem dzień kończę.

Czy już na zawsze w potrzaski
wpadłem marzenia sennego,
Czy może gromkie oklaski
ze snu mnie zbudzą – pięknego?

JANUSZ ANDRZEJ BERNER
ŁÓDZKI ANIOŁ
Widziałem w środku zimy Anioła.
Przycupnął cichutko na ławeczce obok poety,
który kochał Łódź.
Urocza złotowłosa dziewczyna, z pobliskiej kawiarenki,
przyniosła im po filiżance zielonej herbaty.
Zziębnięci spijali ogrzewający ich dusze napój.
Wraz z ostatnimi kroplami popłynęła z ratuszowej wieży
„Prząśniczka”.
Anioł, z ciepłym sercem, odleciał.
Pozostawił, zadumanemu Tuwimowi, śnieżnobiałe pióro
dla łódzkich poetów, by powrócić kiedyś do kawiarenki
na Piotrkowskiej 102a i odnaleźć uroczą złotowłosą,
która poda, z uśmiechem, filiżankę zielonej herbaty.

MOJA ŁÓDŹ
Kiedy idę wieczorem Spacerową i Biglem,
spoglądając na oświetlone pałace i kamienice
– mam świadomość, że…
przed laty przyglądał im się Tuwim,
zakochany w Łodzi tak jak ja.

JESIEŃ
Nastała kolejna jesień.
Drzewa zasypiają,
udają się na zimowy spoczynek.
Tracą zieloność swoich liści,
by pokazać zdejmowaną szatę
w jeszcze piękniejszych
różnokolorowych barwach.

KOŁYSANKA
Czas kołysankę cichą Ci zaśpiewać,
bo dziś przeżyłeś swój kolejny dzień,
tak chciałbym żebyś dostał gwiazdkę z nieba,
by Cię dziecino zmorzył słodki sen.

Niech Ci się przyśni kolorowa łąka,
cała w kwitnących i pachnących kwiatach,
które ozdobią swą tęczową barwą,
piękne motyle w swoich zwiewnych szatach.

Niechaj w sen wejdzie rycerz w złotej zbroi,
który na koniu jedzie do królewny
i dzielny pilot, który samolotem
rozdziera śmigłem, piękny szlak podniebny.

Wsłuchaj się w słowa mojej kołysanki,
zjawią się elfy, dzielne krasnoludki,
na Twej twarzyczce wnet zakwitnie uśmiech,
znikną z serduszka wszystkie drobne smutki.

Więc śpij kochanie zmruż zmęczone oczka,
wyśnij syneczku piękny sen,
nabierzesz sił i wstaniesz znów radosny
czeka Cię jutro lepszy dzień.

MUZA
Mieszkasz na „Szklanej Górze”
– ponad „Siódmym Niebem”,
o dwa kroki od „Gwiazdy Zarannej”.
Czasami schodzisz na Ziemię,
by obdarować mnie pocałunkiem,
uśmiechem i natchnieniem.
Na pożegnanie przytulasz się do mnie ciepło
i odpływasz do swojej samotni.
Myślę, że wkrótce się spotkamy.
Czekam.

CYGAŃSKIE ŻYCIE
Tak bardzo chciałbym w świat wyruszyć z taborami,
pod gołym niebem czerwone wino pić,
śpiewać i tańczyć przy ognisku z Cyganami,
pragnę jak oni wolnym być.

Cyganie tańczą to wiruje ziemia,
kiedy śpiewają to wraz z nimi nuci wiatr,
pieśń piękną niosą: echo oraz drzewa
– hen do księżyca i do gwiazd.

Nie zagra, nie zaśpiewa Cygan na Montmartrze,
bo wypędzono go gdzieś w Karpat cień,
pod więżą Eiffla nie usłyszą paryżanie
żałosnych słów ballady tej.

Ćhave nie zagra więcej już na skrzypkach,
wody Sekwany nie poniosą pieśni tu,
melodii tęsknej nie usłyszą już Francuzi
– nikt nie utuli ich do snu.

Tak bardzo chcę by śpiewać z Cyganami,
w leśnych ostępach źródlaną wodę pić,
wędrować z nimi, gdzieś na kraniec świata
– chcę tak jak oni wolnym być.

ELŻBIETA BORYNIEC
FUGA
Muzyką słów
obłaskawiam twoje spojrzenie
– łagodnieje w cieniu rzęs –
Po cięciwie słońca
zbliżam się do Ciebie.
Przez moment
jesteś blisko,
a potem znów odchodzisz
do świata rzeczy,
których nie znam.
Czy to już wszystko, Kochanie,
czy to już wszystko?

JEŚLI
Jeśli Cię kiedyś
gdzieś tam spotkam,
pewnie słów mi zabraknie
i serce bić przestanie
wystraszone szczęściem,
jak ptak, złowionym
w sidła mych marzeń.
Stanę przed Tobą oniemiała,
kosmyk włosów odgarnę znad czoła,
abyś mógł lepiej widzieć
zdumioną radość
w moich oczach.

SEN O WOJNIE
To miasto przyszło do mnie w nocy
koszmarem, zmorą, co w snach nęka.
Patrzyłam jak mu gasły oczy,
gdy je dosięgła zbója ręka.

Wlokły się, w gruzach bebechy ulic,
łotr opluł dziecko pianą wprost z pyska,
w parku łachmany drzew pochylone
i ranna brzoza krwią białą tryska.

Wieś prześwituje ogniem z stron obu,
pies na uwięzi swego łańcucha
wyje nad pryzmą płytkiego grobu,
a wokół pustka, żywego ducha.

O, łotry, czyny wasze niegodne
zachowa pamięć w skrwawionych sercach.
Kiedyś z was każdy stanie przed sądem
i padnie wyrok: Kat i morderca!

ELŻBIETA CZERWIŃSKA – ELEONORA
GNIEW
Jestem Żywiołem Powietrza
wzburzę wody oceanu
i odnajdę cię w Żywiole Wody.
Już cię nie obroni
kiedy zatańczę Neptunowi
na falach
sypnie solą w oczy
zapłaczesz…
Dziewiąta fala dojdzie ci do serca
tęsknota oplecie koralami
a wiatr wrzuci do mojego
Jeziora Bólu
jeszcze jeden twardy głaz.
potoczy się gładko
w głębinę pamięci.

PIERWSZY POCAŁUNEK
Siedzieliśmy na ławce
zasłuchani w siebie
całowałeś mnie oczami
muśnięcie policzka i
drżenie myśli…
Zapatrzenie w oczekiwaniu
na magię pierwszego pocałunku

Zapadający zmrok mgłą okrył drzewa
Twoje usta delikatne i zachłanne
rozbłyskiem światła we mnie.
To było jesienią
pamiętasz Mój Miły?
Dawno… a może wczoraj?

REINKARNACJE
W moim betonowym domu
tęsknię do drewnianych chat
wzgórz zielonych
ludzi ze starych sag
Gudrun, Ragnar
Tańczący Wiatr, Czarny Wilk.

Mieszają się klimaty Odyna
z indiańskim pióropuszem
orły i kruki, skrzydeł szum.
do ucha mruczą koty Egiptu

Strzępki minionych lat
nikłe zapachy łąki, lasu i olejków
muzyka…
rytm bębenków, tęsknota okaryny
TAŃCZĘ, WIRUJĘ, ŚPIEWAM.

Zachowałam kadry z minionych żyć.

DRUIDKA
W księżycowej poświacie czeszę włosy wierzbie
srebrem gwiazd maluję korę brzozy
krople rosy rozwieszę na koralach jarzębiny
i pójdę na łąkę, miękka trawa zaprasza:
Dotknij mnie, poczuje ciepło Ziemi
i oddech Wszechświata
A Ty? stań się drzewem o które się oprę
bądź łąką na której się położę
zapatrzona w oczy gwiazd.

TANTRA
Pięknieję w twoich dłoniach
powoli unoszę się ponad
jestem obłokiem niebytu
wypełniasz mnie delikatnym drżeniem
nowej Galaktyki
przenikają fale energii od ciebie do mnie.
bezcielesna rozkosz unosi nas
w inny wymiar pulsowaniem
okruchami gwiazd.
Czysta forma magicznej TANTRY

ŁĄKA
Moje ciało jak Łąka
kwitnie, pachnie, wabi
nadleciał Sokół
skrzydłami niebo otworzył
spadł na Łąkę, otulił
Błyskawica!
Jestem blisko… blisko
na tobie w tobie
dotykam cię i lecę
szeptali upojeni sobą
Ziemią i Niebem
Twój na wieki Łąko
Twoja przez wieki Sokole.

EUGENIUSZ DOLAT
PRZEDE MNĄ
Mam tę świadomość o czasie cenną,
że więcej za mną go niż przede mną.
Mógłbym powiedzieć, na dobrą sprawę,
czasu zostało mi ledwie skrawek.
Im koniec bliżej, tym większa radość,
bo świat zwariował, człowiek go ma dosć.
Nie chcę oglądać, to żadna strata
całkiem Nowego Porządku Świata
wymyślonego przez psychopatów.
Żegnam ozięble. Koniec tematu.

GONITWA
Świat jest teatrem,
ludzie na scenie gonią za wiatrem.
Ja też wiatr gonię,
rola się kończy, mam puste dłonie.
Żal mi ogromnie
tych, co przede mną i po mnie.

KATARZYNA GOŁĘBIOWSKA
***
Żółte liście w deszczu mokną
a on puka w moje okno.
-Zobacz, zobacz co się dzieje,
jak jesienny wicher wieje,
jak odrywa liście z drzewa,
jak im kołysankę śpiewa
gdy się kładą spać na trawie.
I znów myśli o zabawie!
Moje krople w tan zabiera
z nimi będzie szaleć teraz,
aż zmęczone z nim tańcami
położą się spać z liściami.
Zostań z drugiej strony okna
abyś w deszczu nie zamokła,
byś się z wichrem nie szarpała,
żebyś nie przemarzła cała.
Siądź wygodnie, wtul się w kocyk,
czytaj książkę aż do nocy,
przy kominku przesiedź zimę,
ja przez ten czas nie zaginę.
A gdy wrócę ciepły wiosną
znów zapukam w twoje okno.

***
Jak mam o przyrodzie
letniej pisać teraz
gdy do mego domu
wielki mróz się wdziera.
O zielonych drzewach,
które wyłysiały,
kolorowych kwiatach,
gdy śnieg pada biały.
I o bujnej trawie,
którą wiatr kołysze,
wszak ona jest sucha
kiedy ja to piszę.
Poczekam do lata,
wtedy zieleń wszędzie,
lecz nie wiem czy pisać
chciało mi się będzie.

PIŁECZKA
Podskakują warkoczyki
razem z dziewczyneczką,
bo Gabrysia podskakuje
wraz ze swą piłeczką.
Piłka skacze jak na bungee
dla małej dziewczynki,
Gabrysia jakby miała
zamiast nóg sprężynki.
Jak się zmęczą to odpoczną,
poleżą na trawie,
choć zmęczone, to już myślą
o nowej zabawie.

CHMURKA ?
Stoi sobie w trawie
mała biała chmurką,
leciutka, puszysta,
jakby miała piórka.
Wyciąga swą główkę
na cienkim ogonku
aby jej nasionka
dojrzewały w słonku.
By dostrzegł je wietrzyk
i zabrał do tańca,
aby z nim frunęły
aż do łąki krańca.
Bo każde nasionko
leci jak latawiec,
kiedy z kwiatu mlecza
zrobi się dmuchawiec.

EWA JANOWSKA
CZAS
Twoim światem twarz Matki, jej ciepła pierś.
Łóżeczko, pokój, ogród, ulica – twój świat.
Wierzysz w krasnale, wróżki, złotą rybkę,
skrzynie piratów, królewny… mija kilka lat.

Szukasz szczęścia, skreślasz liczby w kuponach.
Wierzysz w magię, cud, dobry los, lepszy czas.
Anioł Stróż chroni Cię, w niebie czuwa Mama,
ufasz w dobro człowieka i marzenia masz.

Szukasz królewny, królewicza na koniu.
Na schodach po balu znajdziesz złoty but.
W stumilowych butach zwiedzisz kawał świata,
Spotkasz swą połówkę, złapiesz szczęścia łut.

W końcu staniesz przed tym, co nieuchronne.
Wyrok śmierci w zawieszeniu miałeś wiele lat.
Już dojrzałeś do tej prawdy, jakże gorzkiej –
jedno czego już nie kupisz to jest czas !

Lata przebiegły przez życie na przełaj,
jak chmury na wietrze potargał je czas.
Ulotne i lekkie rozmyły się w mgle…
W scenopisie bajki już nie widzę was.

ONA
Ona się czai,
ociera o nas.
Bawi naszymi włosami,
srebrzy je, wybiela.
Łzami szkli oczy,
mętnieje w spojrzeniu.
Chłoszcze chłodem,
trzeszczy w stawach.
Zgrzyta w ruchach,
szura w suchej skórze.
Przygina do ziemi,
hamuje gesty,
ciągnie w dół kąciki ust
co nie są już głodne.
Wplątuje szarość
w myśli nieuczesane.
Skrywa się za każdym
lękiem, jękiem, obawą.
Szura kapciami
drży w kubku herbaty.
Cierpliwa śmierć.

NASZE WNIEWOSTĄPIENIE
Wtul się we mnie o poranku
i wycałuj moje włosy
bądźmy jeszcze chwilę blisko
wytrąceni z objęć nocy.

Pachnie w kuchni świeżą kawą
miąższem pomidora z czosnkiem
Choć już miły na śniadanie
świeżą natkę nam przyniosłam.

Potem uśmiech mi podaruj
ten co zawsze, taki czuły
żółto-białe jajka pokrój
i posmaruj masłem bułki.

Tyle pracy jest w ogrodzie
tej codziennie wydreptanej
coraz bardziej pochyleni
wstępujemy w Raj, co rano.
A nocą wstąpimy w Niebo
będziesz trzymał mnie za rękę…
Czy słyszysz? Over the rainbow…
Joe Black śpiewa nam piosenkę.

MARIANNA KACZEWIAK
JESIENNA MIŁOŚĆ
Jesienna miłość
jak babie lato
rozgrzewa ciało,
rozpala duszę,
myśli omota
nicią pajęczą,
by potem

szarpać nimi
jak wicher,
a przed oczami
roztaczać wizje
mieniące się
tysiącami barw
mijającego lata.

GRUSZA POLNA
Myślami dotykam minionych chwil.
Szukam polnej gruszy na miedzy.
Tej, która była kierunkowskazem
kiedy biegłam na przełaj przez pola.
Widzę ją wiosną obsypaną kwiatami,
jak stoi pomiędzy zielono-czarnymi pasami pól,
biała kopuła wsparta na ciemnej kolumnie.
W jej koronie ucztują wszystkie owady.
Dają początek życia owocom i nasionom.
W górze słyszę skowronka,
jak zanosi modlitwę dziękczynną do Boga.
Latem widzę ludzi, siedzą pod gruszą.
Jedzą w czasie pracy szybki posiłek
i odpoczywają w jej cieniu.
Teraz gruszę otacza szachownica
z kolorowych pól.
Posrebrzane żyta, złotawa pszenica,
bielejąca się gryka i żółte łubiny.
Obok widać zielone połacie ziemniaków.
Ich drobne biało-liliowe kwiaty
zamieniają się w grona zielonych kuleczek.
Jesienią grusza zaprasza wszystkich na ucztę.
Jej gałęzie uginają się pod ciężarem owoców.
Są one małe kuliste spłaszczone przy szypułce i ogonku,
zielone, żółtawe i brunatne.
Wszędzie ich pełno.
Na drzewie, pod drzewem.
Kuszą swoim smakiem i wyglądem.
Teraz tych drzew jest coraz mniej.
Nie ma już koni ciągnących pługi i brony.
Za to coraz więcej jest warczących traktorów,
kombajnów, jadących samochodów
i utwardzonych dróg.

Tęsknię za widokiem polnych grusz,
smakiem ich owoców.
i śpiewem skowronka…

JOANNA MARIA KANICKA
PRAGNIENIA
,,Nikt nie jest za stary na marzenia.
Tak jak marzenia nigdy się nie zestarzeją.”
Lucy Maud Montgomery: ,,Ania z szumiących topoli”

Każdy człowiek ma swą miłość,
tę z dzieciństwa – co najtrwalsza;
Lecz po drodze swego życia
zmienia dzieje i nastroje.

Pozostają tylko takie,
co swą siłą zwyciężają.
Są jak zegar który wskaże,
co najbardziej ukochane.

Są też mody i tradycja;
Te zazwyczaj biorą górę.
Najmocniejszym ukochaniem
są pragnienia z Bożej Góry.

DLA SIEBIE PANIĄ
,,Walory weny w szarości nieba”
Ciemnej szarości dawno nie było;
Na zieleń lipy sączy deszcz z nieba,
które jest jedną, litą sinością,
obejmującą wrażenie cienia.

Dopiero w takiej smutnej pogodzie,
można odczuwać, jak brak jest słońca,
które najmniejszym swoim promieniem
jest w stanie zmienić nastroje Ziemi.

Jak szarość nieba zmienia koloryt,
można zobaczyć oczami weny,
która zdumiona taką odmianą,
sama się staje dla siebie Panią.

SŁOWA
,,Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga,
a Bogiem było Słowo”. Ew. Jana 1,1

Zewsząd słowa niosą wieści:
Ci są ważni, tamci lepsi.
I tak płynie luźna mowa,
ale niesie z sobą słowa.

Każde słowo ma znaczenie;
Zna autora też Bóg w Niebie.
Więc uważnie ważmy słowa,
bo w nich tkwi światłości mowa.

Trzeba mierzyć każde słowo,
gdyż aż zmierza w nieskończoność?
Słowa przykre i bluźniercze,
pozamieniać na soczyste,
które karmią ludzkie serce?

Cioci Reginie Kubiak (z domu Unisławskiej)
Siódmy września – skojarzenia;
To Reginy imieniny.
Dawno temu – dzień pamiętny,
Mojej ciotki imieniny.

W tamtym czasie
Ledwo lekkie zabarwienie.
Na wieczornym poczęstunku
Kanapkami i bez trunków.

Jednak wino porzeczkowe
Z jej owoców co w ogrodzie.
Dwoje gości wyjątkowych
Gienia z Heniem – małżonkowie.
(Z najlepszymi życzeniami Joanna Maria Kanicka)

CZAS CZERSTWEJ LIPY (Dla wnuka Makarego Raczkowskiego)
Drzewo przed oknem – to pomnik wspomnień;
Pamięta dzieje mojej młodości.
Od dni radosnych dziecięcej wrzawy,
gdy na świat przyszedł syn ukochany.

Mijały lata, drzewo wie swoje;
Syn Rafał umarł, jako dorosły;
Pozostał wnuczek z jego zawodem;
Też leczy ludzi chociaż jest młody.

Ja tylko mieszkam w sąsiedztwie drzewa,
Pełna podziwu dla czerstwej lipy,
która niezmiennie trzyma się dziarsko,
chociaż pamięta człowiecze gniazdo.

ANNA BARBARA KAŹMIERCZAK
***
Usadowiłam się nad zatoką
Spoglądam w błękitną dal
Niebo odbija się w spokojnej morskiej toni
Białe żaglówki poruszają się po wodzie jak zabawki
Jest południe…
Chowam się przed słońcem w sosnowym lesie,
Piszę nowy tekst.
Drzewa pochylają się nade nade mną z ciekawością,
Mruczą coś do siebie…
Rozmawiają z wiatrem i wodą…
Są pierwszymi świadkami mojej twórczości
Skąpanej w słońcu i błękicie nieba

OGRÓDEK NA STOKACH
Ty od zawsze przychodziłaś do ogrodu ,
Uwielbiałaś swój ogródek na Stokach.
On miłością już obdarzył Cię za młodu ,
Rozpoznawał Cię po Twoich krokach.
Teraz zasnął snem zimowym ;
Ty umarłaś !
Już o waszej miłości wiatr nuci …
Gdy zawieje, miej nadzieję !
Pakt zawarłaś … z wiatrem …
Z wiosną, do ogrodu powrócisz.

ŁATWOWIERNA
Uwierzyła w każde słowo,
które z prawdą nic nie miało…
Teraz cierpi jeszcze bardziej,
jakby cierpień miała mało…

TRZPIOTKA
Raz pewna trzpiotka, tuż po zabiegach,
A miała po nich, leżakować…
Wsiadła w samochód do Tarnobrzega
I zapomniała się spakować…
Zostały gesty, zostały słowa…
Które gramolą się ospale…
Odkąd zwiedzają miejscowość Wysowa,
Odtąd ten autobus wymija mnie stale.

PARK JULIANOWSKI
Oaza ciszy i beztroski
Dużo zieleni, drzew i woda.
Masz przed oczyma Park Julianowski,
Gdzie Ci kwitnącej czeremchy szkoda.

Nie masz, nie masz czasu,
By się zachwycić tym urokiem.
I powspominać ten czas z babcią,
Kiedy wodziła za Tobą wzrokiem.

Tu, każdy kamień bliski Tobie,
Każda kryjówka – Twoim domem !
A resztę niech Ci wiatr dopowie,
To, co dla wiatru … nieskończone

***
Coraz rzadziej Cię słyszy,
Coraz mniej Cię czuje,
Choć zawsze zapewniasz,
Że ją wciąż miłujesz!

Aliści przestrzegam…
A nawet mam pewność!
Iż trudno utrzymać związek…
Na odległość!!!

***
Już jej nie witasz ciepłem słów,
porankiem, który właśnie przysiadł,
Pojęcia nie masz, a ona znów,
tęskni do Ciebie nie od dzisiaj.
W kalejdoskopie dobrych dat,
zmienia się obraz i koloryt
Ciężko udzielać dobrych rad…
Wrażliwym bądź! Jak do tej pory.


OPIEKUN MUZ
Znów posnęłam snem zimowym!
Uleciały wiersze z głowy…
A tu nasz Opiekun Muz…
Każe sprężyć się i już!
Poszukuję, więc zawzięcie,
Swoich tekstów w wierszach stercie
Czas ucieka, zegar tyka…
Wrzucę coś do kwartalnika!

ZOFIA KUCZYŃSKA FIUK
***
Rosły sosny wysmukłe do nieba
i ogrom zieleni mchów przytuliła ziemia.

Mały biały domek z czerwonym kominem
przycupnięty na skarpie rozświetlał ścieżkę
do mirabelki szczawiowych listków.
Z boku stała bajkowa altana

i chowała mnie od żaru słońca.
W dali szumiały bukiety ukryte
w konarach drzew.

Powietrze w wakacyjnym słońcu
zapraszało do odpoczynku myśli
zmęczone wiatrem.

DEPRESJA
w samotności szukamy pomocy,
krzyczymy rozwartymi oczami,
w uszach szumi ocean niepokoju,
chwytać chcemy odwagę
i znajdujemy żyletki.

***
Pokaż mi świat
taki śliczny,
taki radosny,
bez bólu
od kołyski,
bez problemów
aż do śmierci.

Pokaż mi świat kolorowy,
bezgrzeszny,
spontaniczny
uśmiechnięty,
grzeczny,
pełen dobroci.

Pokażesz
albo nie pokażesz –
zadaję sobie
to pytanie.

***
Jesteś górą,
jesteś drogą,
jesteś dobrem
gdy nadchodzi zło.
Jesteś doliną,
gdzie dobiega miłość.

Czasami myślę,
że niepewna jest śmierć.

***
Jesteśmy
Między Wschodem a Zachodem,
dlaczego mamy
przeklinać Ziemię?

Szarpana jesteś Polsko
kraju wiary
i demonów przeszłości.
Skąd znalazły się
Lewiatany?
Urodzeni
potomkowie
czerwonej zarazy?
Bezwzględni, agresywni,
wrzaskliwi, bezczelni,
z zakłamanymi hasłami
nad głowami w marszach,
popierają tych ze Wschodu,
popierają tych z Zachodu.

Wiemy, na Zachodzie bez zmian,
na Wschodzie wojna
z ludobójstwem w tle.

Nie przeklinamy,
modlimy się,
czekamy, bo przysłowie radzi:
gdzie dwóch się bije
tam trzeci odradza i buduje.

DANUTA ŁOPATÓWNA
POPLĄTANE MARZENIA!
„Czy to była miłość,
czy tylko kochanie?”
Czy tylko w sercu
jakieś dziwne drganie
na Twoje oczy –
na wspomnienie dłoni –
na ust Twych przytulenie.
Kiedy to było?
Czy pamiętam jeszcze –
czy tylko marzenie
w swoim sercu pieszczę?
Powiedziałeś – że
na końcu świata
zawołasz –
przybędę!
Lecz gdy wołałam
echo było odpowiedzią.
Dziś już nie wołam.
Serce drgać przestało
i wszystkie marzenia
odpłynęły, z czasem
– Ucichły –
– A –
– więc –
„Czy to była miłość,
czy tylko kochanie?”

– MARZENIE –
A jeśli kiedyś się zatrzymasz –
w pół kroku –
może taki czas się zdarzy –
spróbuj marzyć!
O miłości – o tęsknocie –
o pianiu kogutka na płocie –
o lesie – słońcu i niebie –
o tym co w sercu kolebie
głęboko.
Zrozumiesz wtedy,
że jeszcze żyjesz
Naprawdę!


– ZIEMIA ŚWIĘTA –
marzec 2013
Ja jestem świeczką,
a Ty jesteś płomień.
Próbuję Cię dosięgnąć – odpływasz –
wadzisz się ze mną, a czas ucieka.
Zapal mnie – niech zapłonę,
jak ten krzew ognisty
i rozniosę te iskry
z serca Twego Panie
do serc skamieniałych.
To ciche moje przesłanie niosę
Z Twojej Ziemi – Panie!
– Panie. Jezu! Mój!

„ŻAL” – JESIEŃ
Listku maleńki,
listku mój zielony,
gdzie jesteś listku –
gdzie twoje korony?

Twoje nasycenie –
koiło moje pragnienie –
napić się twojej
krwi zielonej.

Napełnić serce –
umysł zagubiony
– nieobjęty wciąż –
nienasycony.

Listku maleńki,
listku mój zielony,
gdzie jesteś listku –
gdzie twoje korony?

Ach przecież to już jesień –
i wiatr cię niesie –
niesie – niesie –
– Żal –

WIESŁAW JANUSZ MIKULSKI

z cyklu „GARŚĆ ŚWIATŁA”

* * *
Ewie Wicher z Gdańska – ku wspólnej refleksji
czas dzieciństwa mego
młodości ciała
minął

dziadkowie Mikulscy Mamińscy
odeszli w wieczność

rodzice też
odeszli w wieczność

i tak wyszło…

* * *
Ewie Wicher z Gdańska

wspinaczka
na szczyt życia
jak każda
kosztuje

czasem ratują
łańcuchy
Bożej łaski

lepiej wspinać się
ciągle
niż upadać
z hukiem

* * *
Ewie Wicher z Gdańska

wczoraj w nocy
miałem rozległy
zawał serca

dzwoniłem do Ciebie
z zimnej karetki
potem leżałem w zimnej
sali operacyjnej

ale Bóg dał mi
dobrego i fachowego chirurga
i Ciebie…

z cyklu „GARŚĆ ŚWIATŁA”

FRANZ KAFKA
I ZAGUBIONA LALKA

Ewie Wicher z Gdańska

po wszystkich ciepłych dniach
i huraganach życia
pozostaje jedynie miłość

ta zawsze odsłoni swoją twarz
gdy inni ja zakryją
i stanie się dobrocią
gdy na próżno jej szukasz…

27 stycznia 2022 roku, godz.10:49

PO ROZLEGŁYM ZAWALE SERCA
na korytarzu szpitalnym
zobaczyłem piękną
ubraną choinkę
gdy mnie wiozła pani
na wózku do toalety

moja choinka
to porcelanowa z bombkami
na płaskim talerzu
z pięknymi różami…

2022.01.27, godz.15:04,
na łóżku szpitalnym

* * *
Ewie Wicher z Gdańska

błękity słów
nad moim sercem
– ślad Boga

to drogowskazy
i łaska

w życiu tym
prawdziwa człowieka
uroda

– żyć w Bożych
Światłach
i blaskach…

* * *
Ewie Wicher z Gdańska

idę
po śladach
Twoich dobrych słów

pewniejszy
że życie przejdzie
mniej boląc

tak dojdę
do życia granicy

w pełny nowy
najpiękniejszy świat…

* * *
Żonie Żanecie

boli mnie
każdy dzień
bez Ciebie …

U WIELU
wielkie słowa,
a małe życie…

W DZISIEJSZYM ŚWIECIE
jedni mają na koncie
a drudzy są w kącie…

BOGUMIŁ PIJANOWSKI
cd. (kwartalnik 41 str.48)
„MAŁE PIWKO”
Wynająłem wóz konny i zawiozłem kajak na stację.
Potem przywieziono mi go autem z PKP do domu
i trzymałem kajak odwrócony do góry dnem na dachu
komórek podwórka kamienicy, gdzie mieszkałem.
Następnie zabrałem, „Małe Piwko” nad Jezioro Kalety
blisko Augustowa, gdzie oboźnym na moim kolejnym obozie
został tym razem Zbyszek W. Był świetnym oboźnym. Nie to co J.S.
Potem znowu kajak leżał u mnie na komórkach. W kolejnym roku
(niezrażony przykrym doświadczeniem sprzed dwóch lat) powiodłem
przyjaciół (Lechu, Jerzy N., Grzesiu, Jerzyk Z. i Jacek P.)
na to miejsce nad Kalejtami, na którym miałem rok wcześniej
wspomniany obóz. Tam służyło nam znowu moje „Małe Piwko”.
Transport sprzętu poprzedził swego rodzaju wyczyn.
Aby koledzy mieli namioty, pojechałem po nie pociągiem
z Łodzi w zielonogórskie. Tam mieli obóz moi wychowankowie,
harcerze z drużyny, którą prowadziłem przez kilka lat.
Wylądowałem w nocy na stacyjce, gdzie nie było żywego ducha.
Na wietrze kołysała się tylko lampa z nikłym światłem.
Wokół ciemny las. Z grubsza znałem kierunek. Noc była bezksiężycowa.
Ruszyłem w tę ciemność. Potykając się o gałęzie starałem się iść
w kierunku obniżenia terenu i dotarłem do strumienia. Wydedukowałem,
że idąc strumieniem po kostki w wodzie z prądem, dojdę do jeziorka
z obozowiskiem moich wychowanków. Udało się. Znalazłem się nad jeziorem.
Jednak powstał nowy problem. Harcerze byli daleko, po drugiej stronie wody.
Migało tam ich ognisko. Zacząłem iść wzdłuż brzegu i wtedy w mroku
napotkałem nocnego wędkarza, który łowił w dziwny sposób przy
świetle latarki. Dowiedziałem się od niego, że droga wokół jeziora
potrwa ze dwie godziny. Zdecydowałem się popłynąć wpław.
Wyglądało jedynie na kilometr. Rozebrałem się i ubranie przymocowałem
sobie na głowie przywiązując je paskiem. Woda była w miarę ciepła
i przeprawa udała się bez problemowo. Ubrałem się i po cichu
wszedłem w krąg ogniska, właśnie wtedy, kiedy wspominano mój obóz
znad Kalejów:
– Ładnie to tak druhowie? A gdzie warta? – powiedziałem głośno.
Zdumienie było ogromne.
Przespałem noc w obozie i żegnany czule, przez moich harcerzy,
z dwoma wypożyczonymi namiotami wsiadłem w pociąg. Przez całą Polskę
(z zielonogórskiego do Augustowa) przejechałem z tym sprzętem
drzemiąc na stojąco. Jazda była okropna. W pociągu był straszny tłok.
Stałem pół drogi na jednej nodze, koło ubikacji. Drugiej nie było
gdzie postawić. Ale namioty dowiozłem. Dziwne, jak bardzo byłem
skłonny poświęcać się dla kolegów? Czy mi to dzisiaj przeszło?
Nie całkiem.
Dalszych lat niezabezpieczony kajak nie wytrzymał. Leżakowania
na komórkach robiło swoje. Próbowałem łódeczkę smołować,
ale nie na wiele to się zdało. W końcu sprzedałem go za grosze.
Pozostał mi sentyment, do tego sprzętu. Nauczyłem się na nim żeglować
i Wdzydze potrafiłem pokonywać halsując pod wiatr. Podobnie na
Kalejtach.
Tyle o „Małym Piwku”, choć można by znacznie więcej.

KAPLICZKA PRZYDROŻNA
Łany zbóż złociste. Kręta droga polna.
Pejzaż, jak z obrazka. Chmury płyną z wolna
po niebie w błękitach. W słońcu listki drgają.
W światłocieniach ptaszki rzeźbę wychwalają,
którą na brzozie zawiesił natchniony
rzeźbiarz ludowy, tu – z tą ziemią od dziecka złączony.
Kapliczkę cud zrobił. Daszek na niej krzywy,
a pod daszkiem siedzi Chrystus Frasobliwy.
Przeszedł obok pijak i nawet nie zerknął,
marzy mu się pełne z gorzałką wiaderko.
Zając tuż za miedzą nastawił swe uszy
i wytrzeszcza oczy, że pijaka suszy.
Wnet ktoś autem przemknął – prawie go nie zabił –
kurz po sobie tylko w kapliczce zostawił.
Szedł listonosz. Gestem odruchowym dłoni,
za daszek czapki chwycił i jakby się skłonił.
Przybył etnograf. Wszystko narysował –
najlepiej mu wyszła ta podparta głowa.
Potem zdjęcia zrobił, szkic schował w notesie
i umieścił wkrótce wszystko w Internecie.
Klękało tu ludzi być może tysiące?
Czasem deszczyk padał lub prażyło słońce.
Zimą mróz odwiedzał, z nim biała śnieżyca,
Jesienią bywała z deszczem nawałnica.
Opodal mogiła. Spokój dookoła.
Ginąc polski żołnierz tam Jezusa wołał:
„- Chryste dla ojczyzny przyjmij mą ofiarę
i wrogów za grzechy nie ukarz nad miarę!”
Dla Boga te prośby, to ciągłe strapienie –
przecież pragnie wszystkim przynosić zbawienie.
Wciąż łaknie miłości nie dbając o spiże.
On martwi się o tych, których drażnią krzyże.

WIKTOR ROLL
DESZCZ…
Dziś deszcz o szyby dzwoni
za oknem zielona wiosna
nie mogę dotknąć twej dłoni
……. pozostań!
Czas ponoć goi rozstania
/alkohol robaka zalewa/
rodzą się dziwne pytania
……. a drzewa?
Już dawno w pąkach
/ale to jednak nie to/
dziwna ta nasza rozłąka
……. poetom –
-podobnież to wolno więcej?
Pamiętam te twoje ręce
oparte o szybę w oknie
……. ( wiersz ,,moknie,,).

WYSTARCZY MI …?
… Wystarczą mi dwa słowa rano
– a wieczorem o wiele więcej
i twoje ręce
i to jak się śmiejesz.
A nie zawsze było do śmiechu
… takie są życia koleje
a Ty warta jesteś grzechu!
… i nie tylko
(ta poezja moja ze ,,szpilką,,)
to co piszę to ma być klasa
a co lubię – to szczupłe
i na wysokich obcasach.

ŚRODEK LATA …
… Spójrz już na drzewach
jabłka się złocą
– wszystko jak w rajskim sadzie
księżyc się snuje po niebie nocą
/uczucie w letniej dekadzie/
A ja Ci piszę wciąż o miłości
/są tacy co od niej stronią/
cóż do poezji też mam ,,skłonności,,
… różą mi jesteś, peonią.

ZOFIA ROSIAK
WIATR HALNY
Cicho w kotlinie, ciepło wiosennie
Wśród chmurek słońce sobie figluje.
A w ośnieżonych górach wysokich
Groźny wiatr halny buszuje.
Pędzi i huczy, jak bestia dzika!
Huczy zaś z całej siły!
A tu w kotlinie, tak się odczuwa,
Jakby się góry waliły.
Szalał okrutnik przez całą dobę
Aż wreszcie zabrakło mu siły.
Wnet się cichutko zrobiło dokoła –
A góry mgłą się pokryły.
A kiedy rankiem złociste słońce –
Wszczęło wędrówkę po niebie –
Wnet rozwinęło krokusów łąkę,
I mgłą zabrało do siebie.
Tę łąkę kwiatów – chciałam dziś –
Przesłać Wam w darze –
Ale na aurę nie ma wprost siły,
Nazajutrz rano – puszyste śniegi –
Uroki wiosny przykryły.

ZROZUMIEĆ ŚWIAT
Zrozumieć słońce, gwiazdy,
Obłoki na niebie
– to tak, jak zrozumieć siebie.

Bicie serca
do dzwonów porównać,
Pulsowanie w skroniach
do kropli deszczu.

Zrozumieć świat, to tak, jak rozwiązać
Zagadkę na przestrzeni lat.
Świat to nieskończona walka o siebie.
Jak rozwiązać zagadkę –
By zrozumieć siebie – tego nikt nie wie.

Płyniemy po oceanie życia raz po raz
Trącani codzienna falą zdarzeń,
Na przekór wichrom i burzom –
Dryfując niekiedy dłużej i dłużej.

ELŻBIETA SKAŁBANIA
MODLITWA ZA POETĘ
Boże daj Poecie Eden
albo nawet więcej
daj niebios siedem.
Proszę najgoręcej.

Poeta był człowiekiem
skromnym i cierpliwym
nie stał na piedestale
nie chciał być pomnikiem.

Pełen niespodzianek
w kabarecie błyszczał,
teksy miał genialne,
gdy chwalono… milczał.

Jego wiersze płyną
rymem jak strumyki,
a puentę kończył
śmiałym wykrzyknikiem!!!

Dzieci uwielbiały
Eugeniusza bajki.
Eugeniusz – geniusz
wart niezapominajki.

Pisał, rzeźbił, rysował,
nigdy nie próżnował.
Bawił, uczył, wzruszał,
do myślenia zmuszał.

Jego punkt widzenia
był niespodziewany.
Będziemy Cię pamiętać
byłeś niezrównany.


Tryptyk „MIASTO”
***
miasto setki gniazd, nor, żeremi
nie dla zwierząt dla ludzi na Ziemi
światłem migocze, jasne są noce
błyski latarni, wystaw, neonów, domów
sygnalizacje, blask, migotanie
to nasze miasto, nasze mieszkanie
te kamienice, bloki, punktowce
światłem splątane, na hali owce
małe domeczki wille opasłe
i światła, światła nad miastem.

***
pojazdy krążą jak wirusy
prędkość i szybkość to są plusy
arterie ulic krwiobieg miasta
siła i zyski z pędu wyrasta
wysiłku, pracy oraz mody
warczą i trąbią samochody
auto posiada teraz każdy
korki wciąż tłoczą się pojazdy
miasto to hałas, ogrom, szok
miasto to żywy smok.

***

prawda o mieście to prawda naga
miasto zwyczajnych ludzi zjada
pożera ludzi choć im pomaga
szkoły szpitale, domy kultury
piękne jednak to beton, mury
człowiek jest żywy, żyć ma z naturą
uczy się bawi tworzy kulturę
życie bez fauny jednak ponure
miasto przytuli, miasto ogrzeje
miasto rozbawi, karmi, odzieje
a jednak miasto to smród, spaliny
my w wielkim mieście się dusimy
śmietniki, zsypy i decybele
plusy a jednak minusów wiele
bogacze z miasta uciekają
a zwykli ludzie miasto kochają.

ŚMIERĆ LASU
kłaniam się lesie pokornie
oddech przeszłości, piję jak wino
lesie kiedyś dumny z wielkości potęgi
czujesz swą śmierć i zagładę
las schnie powoli i umiera ciszą
nie ma sarenek lisów ani bobrów
ptak nie terkocze i nie brzęczy osa
strachem podszyte pnie się pochyliły
drzew ściętych duchy nie dają cienia
wiatr tylko skrzeczy zapłakała Ziemia

tylko korzenie będą pamiętały
w kodzie natury zanotują wiedzę
winien jest człowiek pazerny i głupi
on pełen pychy gniewu, bezmyślności.

MARIA MARTA SZPROCH
CUDOWNE ZRZĄDZENIE LOSU
Tego dnia wschodzące słońce
przybrało kolor niebieski.
Chciało przekazać światu,
niezwykłych wydarzeń,
Narodziny Boga w ludzkiej postaci.

Maryja, z realnego życia,
z Józefem (tu i teraz),
wybrała niepewne życie
z Bogiem (potem).

Wybór, zawierzenie Bogu,
odniósł zwycięstwo.

Została Matką i Królową
Wszechświata.

Moc Jej wstawiennictwa
objawia się na Ziemi
w postaci niezwykłych wydarzeń
szczęśliwego zrządzenia losu.

EWA ZAWADZKA
(Z cyklu od A do Z)
ABRA KADABRA
Architekt Alojzy Adaszyński
alkocholik, alimenciarz, arogant, autor anonimów,
adoruje analizującą akta adwokatkę
Annę Aleksandrę Adamkównę,
aby afery amanta autentycznie anulowano.
Adorator aktorsko artykułuje
aprobatę atakowanych adwersarzy.
A atłasowa aparycja ancymonka
akcentuje absolutną arlekinadę.
Absolucję absztyfikanta akceptuje
adorowana adwokatka Ania.

BISTROBAJA
Bartek Bartnicki był bajarzem.
Bajkami bawił bywalców barów bistro.
Bywalcami byli: badylarze, bakalarze, bezrobotni,
bezzębni, Beduini, bawidamek, barczysty belzebub.
Bardzo brzydki barman był bezdusznym bufonem.
Bufetowa Basia bagatelizowała bumelanctwo buńczucznego
burdziarza, będącego bezwstydnym biboszem.
Blady bajarz biesiadował.
Brzdąkając bałałajką bajdurzył bełkocząc bezsensowną bajkę:
– bratek bałamucił brzemienną begonię,
– biedronka bryzgała błotem,
– Boguś Browarek bił batem brzuchatą Beatkę.
Brednie bajarza bulwersowały byłego burmistrza Bonieckiego,
Budującego bar bardzo bogatym baronom.

CZŁEKOKSZTAŁTNY
Człowiek często cudaczy, chrząka,
cieszy się czekoladka, cukiereczkiem, ciastkiem.
Czyści, cyklinuje charakter.
Czmychnie czując cykorię.
Czternastoletnim „Citroenem”
ciągnie całą czteroosobową czeredę.
Czyni chętnie coś co ceni.
Chrzani, chromoli cywilizowanego cwaniaka.
Człekokształtny, cierpliwy człowiek ciągle cz e k a.

Ć-MA
Ćwierćinteligentna ćma, ćwiartując ćwikłę,
ćpała ćwicząc ćwierkanie.

DYRDYMAŁKI
Diablik Duduś dał diabłowi dardanelskiemu dzwoneczek.
Diabeł degustując daktyla dotarł do daglezji.
Dalibóg? Deliberuje.
Daremnie dramatyzował.
Dzikusowatym darciem dręczył dębowe drzewko.
Dźgał drutem dżdżownice.
Dzwonił dzwoneczkiem drażniąc:
dwie dzierlatki, dzierzbę, dzwońca.
Dokuczał dogadując dziobakowi.
Diabelską demonstrację dosłyszał dzielnicowy Damian Dróżnicki,
dojeżdżający dwudziestoletnią „Dacią” drogami dżungli do domu.
Diabeł dostał dziesięć dni.
Dzwonek dano do depozytu.
Dalej dzielnicowy dostarczył delikwenta do doktora Dżumy.
Diagnoza dotyczyła doraźnej dawki denaturatu.
Diabeł dyszał, dogorywał, dostał delirium, dosięgnął dna.
Dzikowzrocznego demona dowieziono do dyrektora diabelskiego dworu.
Diabeł dziwnie dreptał dookoła Dróżnickiego.
Dostał dzwoneczek, dziękował, dał dłoń.
Darowany dzwoneczek dzwonił dźwięcznie dobranoc.

EWOMANIA
Ewa,
 Ewunia,
  Ewusia,
   Ewcia,
    Ewuś,
     Ewik,
      Ewciunia,
       Ewciusia,
        Ewuńcia, Ewusieńka, Ewunieńka,
        Ewiczek, Ewusień, Ewiszonek, Ewciuszek,
                        Ewka,
                      Ewsko,
                    Ewisko,
                 Ewcisko,
               Ewiszon.
– Epidemia Ewomaniakalna Ewomanii.
Exitus!

Epitafium: EWA EKS – EWOMANKA

 

UTWORY POETÓW ZWIĄZANYCH Z GRUPĄ LITERACKĄ AKANT ZAMIESZCZONE W KWARTALNIKU nr. 41 (81) – X 2023 r.

PAMIĘCI BOGUMIŁA PIJANOWSKIEGO
23 maja 2023 r. odszedł od nas na drugą stronę "Tęczowego Mostu"
Bogumił Pijanowski - prezes Grupy Literackiej Akant oraz łódzkiego
oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich Abakus
Straciliśmy nie tylko twórczego literata, poetę, ale nade wszystko
wspaniałego, życzliwego człowieka i przyjaciela. Będzie nam Ciebie
brak, ale na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci.
Janusz Andrzej Berner

PAMIĘCI B. P.
Zwykle nie wiemy, co nas czeka, bo na tym świecie żyjemy chwilę
Ciężko jest żegnać dziś człowieka - poezją przepasaną kirem.
Życie to twarda ,,polityka,,…, każdy z nas w końcu przepłynie Letę
Pamięć - ulotna szybko znika, chyba, że trafi na poetę.
WIKTOR ROLL

BYŁEŚ
Gdy po raz pierwszy ujrzałem świat - byłeś,
stawiałem pierwsze kroki - byłeś,
zacząłem jeździć rowerem - byłeś,
uczyłem się kaligrafii - byłeś.

Gdy wstąpiłem w szeregi harcerskie - byłeś,
śpiewałem „Pierwszą brygadę” - byłeś,
uczyłem się tolerancji - byłeś,
kiedy zdawałem egzamin - byłeś.

Gdy świat spadł mi nagle na głowę
- też przy mnie byłeś,
rzekłeś uwierz w siebie - uwierzyłem.

Teraz jesteś głęboko - w mym sercu,
pod cicho płaczącą wierzbą, wiecznie śpisz,
a nad Tobą cień smutny rzuca
biały brzozowy krzyż.
JANUSZ ANDRZEJ BERNER

NIC SIĘ NIE ZMIENI
Smutek zamieszkał w kuluarach wspomnień
Rozpostarł wokół szary płaszcz rozpaczy
I tylko wtedy, kiedy oczy przymknę
Błąka się w powietrzu Twój uśmiech figlarny.

Na fali wspomnień wciąż będziesz żył wiecznie
W nieokiełznanej pasji tworzenia.
Stworzyłeś żywą przystań, w gwarnym mieście
I będziesz wiedział, że nic się nie zmienia.

Stworzymy azyl, w którym płoną wiersze,
Będziemy gwardią twórczą, zwartą, prężną
Akant nie zginie w mroku niepamięci
Pamięć o Tobie będzie orężem.
EWA NOWAKOWSKA

ZOSIA I BOGUŚ
Odchodząc zabierz mnie,
tak przecież nie powiedziałam,
nie zdążyłam - tak bardzo cierpiałeś.
Teraz jest pusto i smutno bez Ciebie,
bez Twych stanów ducha
i wspólnych podróży.

Ty byłeś ostatnią,
ale tym razem
bez Zosi.
JADWIGA ZELER

Artykuł, który ma się ukazać w Magazynie rzeczy różnych KAMENA nr 1-2/2023
Stanisław Andrzej Średziński
UTWORY POETÓW ZWIĄZANYCH Z GRUPĄ LITERACKĄ AKANT
ZAMIESZCZONE W KWARTALNIKU nr. 41 (81) - X 2023 r.

JANUSZ ANDRZEJ BERNER
POWRÓT*
A kiedy będziesz już na dnie
to zerknij wstecz, a tam w oddali
ujrzysz, że Ci co wielcy byli
są tacy… mali.

Odbij się z całych sił od dna,
a gdy osiągniesz cel podróży
zajrzyj w zwierciadło, a zobaczysz, 
że… jesteś duży.

To nic, że los dawał Ci w kość,
nic, że na głowie ciosał koły
spojrzyj w swą przyszłość z optymizmem
i… bądź wesoły.

Rozsiewaj w koło dobrą aurę
dziel się radością, sukcesami
wszyscy na pewno Ci pomogą, 
rzekną… bądź z nami.

A kiedy będziesz już na szczycie
to zerkaj czasem, czy nie trzeba
dać komuś na dnie dłoń pomocną,
by… sięgnął nieba.

CODZIENNOŚĆ
Jestem kloszardem.
Na śmietnikach szukam kolejnego dnia
a wieczorami zaszywam się w cichym kącie,
by przetrwać noc.
Znalezioną monetę ofiarowuję temu,
kto potrzebuje jej bardziej.
jutro też jest dzień.

DIAMENT
Byłaś zaklęta w górskim krysztale,
niczym baśniowa królewna w szklanej grocie.
Nadałem diamentowy szlif Twej szacie,
byś mogła rozsyłać swoje boskie światło
- uzdrawiając tych, którzy tego pragną.

TĘSKNOTA
Pokazałaś całą siebie z miłością co w pieśni,
serce tęskniące za połoninami.
Wiatr (niczym boski posłaniec) uniósł cząstkę Ciebie
do Tych, którzy na dalekiej obczyźnie chcą usłyszeć śpiew
Twojej słowiańskiej duszy.
Wiersz dedykuję Julii D. - swą pieśnią dociera do serc,
które tęsknią.

Mr. B.
Wyśpiewałeś swoją śmierć.
Zafascynowany i zakochany twórczością tego,
który potrafił stawić czoło całemu okrutnemu światu,
przeżyłeś jego tragiczne odejście, tak jak i ja.
Dlaczego??? Brak słów. Odszedłeś, by się z nim spotkać,
a tym, co go nadal kochają pozostawiłeś swój ból zawarty
w pieśni, która nigdy nie zginie - tak jak i jego mit.
Pamięci Mirka Breguły, który kochał Johna Lennona.


ELŻBIETA BORYNIEC
KTO PISZE WIERSZE
Kto pisze wiersze
nie szkodzi nikomu
sam tylko sobie szykuje udrękę
	- przez dotykanie rzeczy niewidzialnych
	- i niewidzenie tego, co  dla innych wielkie.
Kto pisze wiersze 
jest jak król bez ziemi
albo jak żebrak,
co klejnoty gubi.
Kto pisze wiersze
nie zasieje burzy.

Okno w okno                            
Mieszkamy okno w okno,
Cień drzew  między nami,                                     
Wiatru senne powiewy 
Odrywają liście.   
Kiedy wschody oglądam 
On  - ciemne obłoki.                                                     
Gdy widzę  złotą kulę 
tuż nad moim dachem,   
On jej odblask przygasły
Na szarych balkonach.
                                                  
Moja strona zielona,
Ściele się jaskrami,
Jego – ledwie się srebrzy
W lustrach szyb zaspanych.
Mnie brzask jasnym pierścieniem
Okala horyzont
Jego strona wciąż jeszcze
Noc odsypia ciemną.                                          
Wczoraj 
Gdy deszcz zacinał 
i dzień był powszedni
On 
się uśmiechał do szarych  gołębi.

PUSTYNIA
Na pustyni 
ogromnej, bezbrzeżnej
zerwałam źdźbło trawy
najpiękniejsze
Przyjął je 
jako rzecz zwykłą, błahą,
a ja myślałam
że daję mu serce.

OJ, ŻYCIE
Traktować życie aż nazbyt serio,
jak mi się zdaje jest fanaberią,                                    
bo życie to jest przewrotny figlarz.                        
Chcesz je przechytrzyć? Łatwo nie wygrasz!    
Czasem nas darzy hojnie, obficie, 
a potem bieda i marne życie.                                                                               
Bywa, za rogi chwytasz już byka,
byk robi unik i gdzieś ci znika.                            
Albo gdy mierzi cię ludzkie plemię                      
i pragniesz wzbić się gdzieś ponad ziemię,                            
życie nad głowę ześle ci chmurę  -                            
czarną, więc chcesz się zapaść w mysią dziurę.
Dobrze, gdy z dziury ciągną za uszy:                                                                                                            coś łapę poda, ktoś łzy osuszy.                        
         
Traktujmy życie więc z dystansem
jego przymilność oraz anse.
By różnych życia uniknąć trików,
trzeba się uczyć od stoików:
lepiej powściągać wielką radość,                     
gdy życie czyni życzeniom zadość.                                                   
Lecz gdy ci ono nadto doskwiera,
otwórz szampana, zacznij od zera.                                                                                        
Bo trzeba umieć mądrze żyć                        
i czasem życie kopnąć w... rzyć. 


ELŻBIETA CZERWIŃSKA - ELEONORA
TANIEC
Sobotni wieczór otwierasz
płatkami śniegu na rzęsach
rozsypujesz pocałunki na 
pięciolinii zmysłów
ósemki wpisujesz czułością dłoni
Staccato…
Tańczę twoją melodię.

PLENER
Splecione nagie ciała
rozkosz dawania
ekstaza brania.
Harmonia.
Ich szepty płyną nad Ziemią
Twój na wieki Łąko
twoja przez wieki Sokole 
Zjednoczeni rozkoszą pulsującą w niej i jego eksplozją.
MISTERIUM.

WAŻKI
Twoje palce - dziesięć tańczących ważek
leciutko pieści moje ciało
twoje spojrzenia ogrzewają, pięknieję
twoje usta…motyl usiadł na mojej piersi
zawstydzonej pożądaniem.
Tulisz pieszczotą moją zziębniętą duszę
wyciągam ręce - daję - biorę
odpływam daleko
przepełniona tobą i słowami
nabrzmiałe usta przykrywam 
twoimi palcami.

***
Jestem Żywiołem Powietrza
wiatrem słów dmuchnęła w Ogień
rozpalił się płomień wysoki
sypnął iskrami pocałunków
pal się Ogniu spokojnie
uciszę wichry emocji szalejące we mnie.
Zaczekaj…
   
KOŁO
Minęły lata
znów jestem Łąką kwitnącą
pachnę twoim zapachem
patrzę na ciebie oczami Druidki
poprzez Czas
rozpłynął się dym milczenia
wysoko płonie płomień
pożądania…
Musiało tak być
koło się potoczyło i zamknęło
usta twoje- ciało moje
splecione dłonie.

ŁĄKA
Moje ciało jak Łąka
kwitnie, pachnie, wabi
nadleciał Sokół
skrzydłami niebo otworzył
spadł na Łąkę, otulił
Błyskawica!
Jestem blisko… blisko
na tobie w tobie
dotykam cię i lecę
szeptali upojeni sobą 
Ziemią i Niebem
Twój na wieki Łąko
Twoja przez wieki Sokole.

TANTRA
Pięknieję w twoich dłoniach
powoli unoszę się ponad
jestem obłokiem niebytu
wypełniasz mnie delikatnym drżeniem
nowej Galaktyki
przenikają fale energii od ciebie do mnie.
bezcielesna rozkosz unosi nas
w inny wymiar pulsowaniem
okruchami gwiazd.
Czysta forma magicznej TANTRY

MOGŁEŚ
Mogłeś srebrem nocy i złotem słońca
całować
drżeniem liści na wietrze tulić
rzeką pieszczot popłynąć
mgłą rozkoszy opleść
budząc emocje uwięzione we mnie
mogłeś spłynąć Sokołem 
do moich rąk…
Mogłeś…

PRZEZNACZENIE
Od Przeznaczenia nie uciekniesz.
Życie mirażem mnie wołało
krętą ścieżką szłam w mroku
smutku
srebrzystą kładką biegłam
w chwile szczęśliwości
huragan milczenia mnie dopadł
boleśnie połamał i rozsypał twoje  słowa
stanęłam przed szklanym murem
szukając siebie.

WIRTULANI KOCHANKOWIE
Zamknięci w przestrzeni
wirtualni kochankowie
mają szept jak dotyk
jak pieszczota zdjęcie
jego palce- jej dłonie
jej palce- jego dłonie
spragnieni spełnienia
piją ze źródła wyobraźni
szybki oddech, teraz…
Przestrzeń ją otula jego głosem
zaspokojenie… i ciągły
niedosyt dotyku
całuje go szeptem, pragnieniem.

WRZESIEŃ
Gwiazdy wrześniowego nieba
oświetlają białe brzozy
patrz jak pięknie…
siedzimy w samochodzie
wtuleni w siebie
oderwani od rzeczywistości 
zapatrzeni w dzisiaj
czuję korzenny zapach
otula mnie
mam go na ustach, we włosach
zaniosę do domu
w brzozowy sen.


EUGENIUSZ DOLAT

POCIĄG
Gdy przechadzała się po peronie
bezszelestnie z gracją kocią,
to pomyślałem, że się nie wzbronię,
kiedy pojawi się pociąg.

Tak się toczyły koleje losu,
że w czasie długiej podróży,
pociągający jej bycia sposób,
zniewolił mnie i odurzył.

Zanim wysiadła sama w Koluszkach,
utorowałem szlak wcześniej,
biegnący prosto do jej serduszka
stukającego pośpiesznie.

Świat stał się inny, zmienił kolory,
a ja bym chciał w zdarzeń ciągu,
wszystko odstawić na boczne tory,
by znów móc być z nią w pociągu.

WTYK STRASZYK
 Od samego rana w krzaczyskach się zaszył
 i czyha wytrwale tam pluskwiak Wtyk Straszyk.
 A ścieżką piaszczystą, bez obstawy, hyca
 pasikonik - śliczna Niezdarka Dziewica.
 Nie muszę wam mówić, co działo się potem,
 straciła, co miała, przez własną głupotę.
 I znowu tą dróżką, zanim minął tydzień,
 owad Powabnica Czerwonatka idzie.
 Ten sam los ją spotkał, więc biedna rozpacza,
 po czym gna do męża Jelonka Rogacza.
 Mąż szykuje zemstę, zmierza na wędrówkę
 przebrany za chrząszcza, Wonnicę Piżmówkę.
 Gdy go pluskwiak napadł na zakręcie drogi,
 natychmiast się nadział na Jelonka rogi.
 Wtyk Straszyk zrozumiał, kiedy lizał rany,
 jak to nieprzyjemnie być nagle nadzianym.

SPACER
Idę na spacer bo dziś mam wolne,
przede mną skaczą koniki polne.
Nie śpieszno mi jest, za nóżką nóżka,
sam nie wiem dokąd prowadzi dróżka.
Pogodne myśli krążą po głowie,
te złe przegania wiaterku powiew.
Na bluszczach jeszcze błyszczy się rosa,
w kielichy kwiatów zagląda osa.
W trawie złowrogo zaskrzeczał bażant,
jakby się komuś za coś odgrażał.
Pokraczny pająk przywarł do sieci,
którą w pośpiechu przed chwilą sklecił.
Na dębie grają wiewiórki w berka,
iskierkę jakby goni iskierka.
Co krok podziwiam faunę i florę,
do domu wrócę późnym wieczorem.

DZIĘCIOŁ
Stuka dzięcioł w korę buka,
kruka złości i borsuka.
Sowa w dziupli głowę chowa,
owa dziupla jest dębowa.
W lesie echo stukot niesie,
w stresie zając szary drze się,
Myszy płaczą, jeleń dyszy,
ciszy brak mu, stukot słyszy.
Co tu gadać, od stukotu
kotu łeb ocieka z potu.
Pszczoła lata dookoła,
woła: - przestań! - do dzięcioła.

Dzięcioł wszystkim rzekł z niechęcią:
- latem, zimą noście zatem,
watę w uszach lub sałatę.


KATARZYNA GOŁĘBIOWSKA
***
A za oknem świt się zbudził,
dziś uraczy wszystkich ludzi
pięknem zimnej pory roku.
Szadź osiadła wszędzie wokół,
drzewa wszystkie rozbieliła,
aż się zimą zadziwiła,
że potrafi tak malować.
Może już swe farby schować
i by uradować ludzi
pójdzie słońce ze snu zbudzić.
Aby wyszło z swej pościeli,
zaiskrzyło w srebrnej bieli,
iskierkami zatańczyło,
by świetliściej się zrobiło.
By rozbłysło z całą mocą
co przygotowała nocą,
żeby aż nam odjął mowę
widok szaty jej zimowej.

***
W dzień pochmurny, w dzień deszczowy,
nie chce ci się podnieść głowy
z poduszeczki ciepłej, miłej,
chcesz przedłużyć wstania chwilę,
chcesz ją odwlec jak najdalej.
Co dzień to się nie udaje.
Musisz wstać, do pracy iść,
nawet gdybyś miał palce gryźć
do krwi z bólu i rozpaczy,
że twa praca nic nie znaczy,
że się inni lepiej mają
choć się zbytnio nie starają.
Przed światem dobrych udając
,,cwaństwem" profity zbierają,
co ci wyrwą takim dają
co się tylko opieprzają
od rana aż do wieczora.
A ty musisz na nich ,,orać" !

***
Śpij króliczku, śpij malutki,
ja odpędzę wszystkie smutki,
zaśpiewam ci kołysankę
lub opowiem piękną bajkę.
Do poduszki wtul się tylko
byś zasnęła już za chwilkę,
będę przy tobie czuwała
bo cię kocham moja mała.
Miej bardzo spokojny sen
ja tuż obok ciebie śpię,
jeśli tylko płacz usłyszę,
to przytulę, ukołyszę.
A więc ma maleńka śpij
i cudowne miej dziś sny.

ZIMNY WIATR
szarpie
przekwitłym krzewem róży.
Chce mu zabrać
resztkę zielonych liści, 
które ten rozpaczliwie
trzyma przy sobie
ostatkiem sił.
Przecież gdyby poprosił,
dostałby je wszystkie.


EWA JANOWSKA
STARUSZKOWIE
Wciąż razem, blisko,
jednym oddechem, krwią,
śluzem, łzą połączeni.
W kole życia się toczą,
trzymając się za ręce,
w siebie, za siebie wpatrzeni.

Boją się samotności,
życia bez podpory,
chromej pustki wokół .
Kurczowo się czepiają 
swych ramion wychudzonych,
szukają iskry w mętnym oku.

Jeszcze raz ranek ich wita,
dzień niesie nadzieję
na jutro, na rok, na cztery...
Jeszcze kochają i są kochani,
jeszcze słyszą, czują...lecz 
we mgle widzą... zarysy bariery.

Zapadają się w sobie oddzielnie, 
z troską nasłuchują oddechu,
jeszcze tulą stygnące policzki...
odpływają bez pośpiechu.

PELARGONIA
Starowinka przyklejona do okna,
sąsiedzi mówią : „ta pelargonia”.
Milcząc jabłka suszone przeżuwa,
kadry życia przez szybę ogląda 

Jej świat skurczył się do ścian czterech
lecz ma w pamięci szerokie pola
Wartą przecięte i domów szereg
a w domu mama, brat oraz siostra.

Dni odmierzane czasu tykaniem
plącze się środa z wtorkiem i piątkiem.
Chleb podzielony na kromek tyle 
by spiąć niedzielę z tygodnia początkiem.

Aż kiedyś rano z łóżka nie wstała
chociaż telefon dzwonił uparcie, 
staruszka jednak nie odbierała,
jej dusza w chmurach płynęła ku Warcie.

STAROŚĆ
Jest piąta.
Nie śpi od godziny.
W jej wieku sen 
to obłok ciemnej mgły.
Otumania nie dając wytchnienia.
Za to ból jest bardzo realny.
Każda czynność zajmuje czas,
wymusza planowanie.
Powolność wypełnia pustkę.
Siada na łóżku, pionuje się.
Ramię drąży tunel
przez rękaw podomki. 
Zęby, okulary, dwa łyki wody.
Mieszkanie pachnie nią.
Drepcze do okna spojrzeć na świat.


MARIANNA KACZEWIAK
STOŁKI I FOTELE
Stołki, stołeczki, foteliki, fotele,
na których lubią siedzieć władz przedstawiciele.

Tworzą partie, partyjki, piszą różne programy,
rozdzielają pieniądze, które wszyscy im damy.

Stołki, stołeczki, foteliki, fotele.
By utrzymać się na nich prowadzą wojen wiele.

Zatrute jadem słowa jak strzały w walce płoną.
Zranią Achillesa w piętę, lub strzelca w kolano.

LUBIĘ, KIEDY MĘŻCZYZNA
Lubię, kiedy mężczyzna
tuli mnie w silnych ramionach,
z mojej drogi usuwa kolce
i mości ją płatkami róż.

Lubię, kiedy mężczyzna
odnajduje ze mną
tę jedną, jedyną gwiazdę na niebie,
która prowadzi nas przez życie.

Lubię, kiedy mężczyzna podziwia ze mną
wschody i zachody słońca,
słucha śpiewu ptaków w ogrodzie,
a w lesie poszuka kwiatu paproci.

Lubię, kiedy mężczyzna szepcze mi
czułe słówka do ucha.
Dotykiem dłoni,
muśnięciem warg pieści me ciało.

A kiedy już wszystkie moje zmysły,
pięknem obrazów i dźwięków zachwyci,
wtedy możemy wspinać się razem
na najwyższe szczyty.

STÓŁ
Stół to blat o kształcie prostokątnym, owalnym,
wsparty na czterech nogach.
Wykonany z drewna, kamienia,
metalu, płyty wiórowej,
prosty, rzeźbiony, intarsjowany.
Na stole składamy ofiary.
Przy nim pracujemy.
Prowadzimy rozmowy, negocjacje,
Podejmujemy decyzje.
Zawieramy umowy, ugody.
Spożywamy posiłki
te codzienne
i świąteczne w rodzinnym gronie.
Przy stole Jezus ukrył miłość
w okruchu chleba,
byśmy mogli się nią dzielić.


ANNA BARBARA KAŹMIERCZAK
WIERSZ NA DZIEŃ DOBRY
Śpią jeszcze kwiaty, ptaki i świerszcze,
chmury na niebie, misie przy ulach,
pod nenufarem, żabka śpi jeszcze,
do mokrych kwiatów  się przytula.

Śpią jeszcze pszczoły, motyl wesoły,
wierzba przy drodze i akacje,
dzieci, co wreszcie nie chodzą do szkoły,
bo u nas w sierpniu są wakacje!

Tylko poeta budzi się świtem,
patrzy jak świat śpi i chaber modry...
a tysiąc wierszy pod sufitem, 
uśmiecha się - mówiąc ludziom:
Dzień Dobry .

DZIEŃ I NOC
Nasza część świata śpi snem  głębokim,
Marzenia senne jak film się wiją,
cisza i spokój panują wokół,
ciemno i głucho, psy nie wyją.

Śpią smakowicie na swym posłaniu,
księżyc gdzieś zasnął, płaszcz gwiezdny zwinął.
Nasza codzienność, moja  bezsenność,
sączy się cicho, minuty płyną...

Najpierw się dłuży, gdy patrzysz na nią,
gdy ją wspominasz, zda się być chwilą,
jawa i sen kroczą, z nocną panią,
nim świt  je zmieni ranną godziną.

Tak przemijamy, jak sen, jak wiosna,
jak liść, co w  roku się przepoczwarza,
i niczym liście, wiosną  rosną...
z ludźmi historia się powtarza!

Nocą zaśniemy, świt nas zbudzi,
świat  się zakręci, noc usunie,
gdzie dzień był... ciemna noc nastanie,
do nas  znów słońce się przysunie!

A świt, gdy przyjdzie, o Dobry Boże,
zapali światło, zgasi mrok nocy,
wybudzą ludzi poranne zorze
a Ty im dodaj sił i mocy.

Przyspórz im wiary  i nadziei,
niechaj w spokoju płynie życie,
Nie zaś w zamieci i zawiei...
mnie pozwól pisać wiersz o świecie!

Chodziłeś kiedyś po tej ziemi...
do ludzi szedłeś, czyniłeś cuda
i Ty potrafisz nas odmienić...
z Bożą pomocą - to się uda.


ZOFIA KUCZYŃSKA FIUK
***
Między twoim spojrzeniem,
a moim sercem,
jest kładka zrozumienia.

Między twoim pytaniem,
a moją odpowiedzią,
jest most radości.

Między twoimi górami,
a moją doliną,
jest przestrzeń nadziei.

Między twoim czekaniem,
a moją chęcią,
znajdujemy uczucie.

W otoczeniu naszej bliskiej
przyszłości
czekają nasze
splecione ręce.

***
Rosły sosny
wysmukłe do nieba
i ogrom zieleni mchów
przytuliła ziemia.

Mały biały domek
z czerwonym kominem
przycupnięty na skarpie
rozświetlał ścieżkę
do mirabelek
i szczawiowych listków.

Z boku stała bajkowa altana
i chowała mnie
od żaru słońca.

W dali szumiały
bukiety ukryte
w konarach drzew.

Powietrze
w wakacyjnym słońcu
zapraszało do odpoczynku
myśli zmęczone
wiatrem.

MOJE MIASTO
W moim mieście
w smutnych spojrzeniach
mijanych ludzi,
widzę puste
szklane domy.

Przeszłość mojego miasta
spłynęła krwią
robotniczych rąk.

To moje miasto
nie potrafi sprzątać
kropli łez
szukających uśmiechu
na rozkopanych ulicach.

Ludzie w moim mieście
gonią za gestem życzliwości
schowanym w zniszczonych kamienicach,
w błądzących tramwajach i autobusach,
po dziurawych ulicach
jadą w żółwim tempie.

Moje miasto się wyludnia,
a zieleń zamienia na beton.

***
Pamiętam po maturze
jak ruszył do tańca polonezem
pomnik Kościuszki
z damą Piotrkowską.

Rozświetlona ulica
przebogata w kamienice, pałace,
spowodowała zawrót głowy.
Tam mieszały się gotyk z barokiem,
klasycyzm z secesją.
Kolorowy majestat drgał
barwami roześmianych postaci.

A taniec zamieniał się
we wstęgę
i sunął w korowodzie
przez miasto Łódź.


WIESŁAW JANUSZ MIKULSKI  (Ostrołęka)                                          
              z cyklu „Garść światła
                 *  *  *
czasem szarżujemy słowami,
które najpierw coś znaczą
i stają się fundamentem życia

a potem innymi 
               słowami
               czynami
zabijamy miłość
i depczemy serca…
    2013.02.04

          *  *  *
nawet Jezusa Ciało
było w grobie

więc nie dziwmy
się śmierci …
    2022.01.19
                    
            *  *  *
           Ewie Wicher z Gdańska
           ku wspólnej refleksji

przerzucasz pamięcią czas
jak kartki
też nadpalone bólem

księga życia
jeszcze otwarta

czas przerzuca kartki
kolejne dni...
    2022.01.19.

NIEWDZIĘCZNICY
- zdrajcy Twojej miłości
i Twojego zaufania …
    2022.01.20
      
      *  *  *
           Ewie Wicher z Gdańska
           ku wspólnej refleksji

rozpoczynam dzień
nocą

dawne słowa
przewiał
wiatr obłudy

wczoraj 
umalowali mi ładnie
panowie mieszkanie

życie w ciele moje
to służba Bogu
do końca...
    2022.01.21

      *  *  *
           Żonie Żanecie

dla mnie 
             to jest
ból

- życie bez Ciebie…
    2022.01.21

EWA NOWAKOWSKA
CZAS
Czas jest darem niepojętym,
Niewzruszonym…
Nie odłącznym panem życia,
Niepokornym…
Czas nie czeka, nie zna granic,
Ni wytchnienia…
Stałym rytmem dna z przestrzeni,
Nie wie, co marzenia…
Ludzkie losy z nim wirują,
Zniewolone…
Beznamiętny, wciąż biegnący
Wędrowiec…

JASKÓŁKA
We śnie - 
Jestem jaskółką czarnoskrzydłą,
Kocham przestrzeń błękitnooką
I pęd wiatru…
Który chwyta mnie w ramiona.

We śnie - 
Kocham swobodę…
Bezmiar powietrza
Płynny balet w przestworzach
I dźwięczącą muzykę istnienia.

Jestem jaskółką
O zmęczonych skrzydłach…
Opadam bezwolnie
Na nadmorska skarpę wytchnienia.

NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA
Nic dwa razy się nie zdarza…
Raz filozof – wziąwszy lupkę
Przyjrzał się z zaciekawieniem
Tej sentencji, nieco krótkiej.

Myślał długo i wnikliwie,
Rozpatrywał różne kwestie,
Poczym, z całym przekonaniem
Wyłuszczył swoje sugestie:

Co się zdarzy, zdarzyło,
Lub zdarzyć się może
Faktem jest niepowtarzalnym,
Lecz dwa razy? A może?

WSPOMNIENIA NOCĄ
Wspomnienia z gór
Wróciły nocą.
Oplotły zakamarki mózgu,
Rozpanoszyły się w świetle dnia.
Zamykam oczy, pragnę śnić:
W powietrzu wiruje
Kamienny pył.
Zimna skała ożywa
Pod moją dłonią.
Szepcze, kusi, namawia:
Idź wyżej, podaruj im
Swoje serce.
Widzę skalisty szlak…
Rozedrgany błękit nieba
Śpiewa z wiatrem.
Tonę w pięknej matni,
Zachłystując się szczęściem!!!


BOGUMIŁ PIJANOWSKI
SNY
I ja i Ty
wiemy co to sny.
Znamy moc sennych majaczeń.
Raz tak, a raz inaczej.
Zjawisko niesamowite.
Drogi nie przebyte…
Czasem, jak u dzieci
coś się tylko kleci,
lub bywają realne, że aż!
kiedy wtulamy w swą poduszkę twarz.
Nieraz dech zapiera,
skąd one, cholera!
Pozwalają fruwać,
dziwności przeżuwać,
i być jak na haju
w euforycznym raju.
Są takie, że aż zapierają dech.
Te dobre niech trwają! Niech!
Bywają przecież śliczne, 
liryczne, erotyczne.
Niestety są również też i makabryczne.
Odmian miliony,
gdy śnisz uśpiony.
Potem pobudka wszystko resetuje
i człowiek znowu się normalniej czuje.
Na sen błogi,
bracie drogi
trzeba zapracować, 
lub jakieś lekarstwa sobie pokupować.
Każdy, nawet ramol, może nabyć
Paracetamol 
lub melatoninę, 
czy inną chemii papraninę,
by przespać spokojną godzinę.
Życzymy udanego spanka!
Ja i ma bogdanka.

„MAŁE PIWKO”
 Spotkanie z kolegami sprzed lat przypomniało mi o moim „Małym Piwku”.
 Nikt lepiej od właściciela nie potrafi docenić walorów posiadanego sprzętu. Kajak kupiłem jako nastolatek. Był solidnie zbudowany ze sklejki i miał żagiel. Przetransportowałem go pociągiem do Wdzydz Tucholskich na mój obóz harcerski, którego byłem komendantem (skończyłem właśnie osiemnaście lat). Jeszcze nie miał nazwy. Pamiętam, że samodzielnie dorobiłem do tej jednostki pływającej miecze boczne. Po obozie, na prośbę Jacka S., będącego oboźnym na tym obozie, zostawiłem kajak dla przyjaciół z byłego zastępu „Lisów” z II LO, bo mieliśmy spędzić wspólnie część wakacji na cyplu, blisko Wdzydz Kiszewskich. Uzgodniłem, że jak rozliczę obóz, to przyjadę i do tej paczki koleżeńskiej dołączę.
 Rozliczenie potrwało parę dni. Potem - po przyjeździe z Łodzi do Człuchowa - pieszo, poprzez Wdzydze Tucholskie, dotarłem zmordowany - po całym dniu marszu - do cypla naprzeciwko obozowiska kolegów. Krzyczałem i dawałem znaki. Któryś z kumpli mnie rozpoznał. Krzyknął: „Cześć!” i zniknął w zaroślach. Pełen przyjacielskiej wiary czekałem ze dwie godziny, a tu nic. Stęskniłem się przecież za swoim zastępem „Lisów”. Wreszcie znalazłem kogoś z łódką, kto mnie do tego obozowiska poprzez jezioro przetransportował.
 Zostałem zaskoczony i zdruzgotany przyjęciem. Wszyscy patrzyli na mnie bykiem. Nastolatkowi w tym wieku bywają okrutni. Do dziś nie wiem dlaczego mnie wtedy tak potraktowali? Że już zmieniłem szkołę, odchodząc z liceum? Że to było teraz technikum, czyli w oczach licealistów coś gorszego? Że byłem o rok młodszy, a takich się lekceważy? Że na mnie coś mój były oboźny nagadał, czy też o ten kajak chodziło, bo ktoś z „kolesi” podszywał się jako jego właściciel? 
 Dawni druhowie robili sobie kolację i nie pomyśleli, jak bardzo jestem głodny. W kontaktach ze mną panowała zmowa milczenia. Nazbierałem grzybów. Tylko Zbyszek przyniósł mi trochę suchego chleba.  Zrobiłem sobie, na boku, grzybową kolację i poszedłem spać do namiotu, który nota bene sam uszyłem i z którego teraz chętnie 
korzystali. Czułem się parszywie. Do dziś nie wiem, o co wtedy chodziło? Jacek P. parę dni temu mówił mi przez telefon, że to były głupie żarty i sam nie wie dlaczego tak się stało? Stwierdził, że dzisiaj jest mu głupio z tego powodu.
 Rano zabrałem kajak, na którym widniał teraz napis wykonany przez
Jerzyka Z.: „Małe Piwko” i rozgoryczony opuściłem moich „gościnnych” kolegów. Zostali z jednym tylko kajakiem, który nabyli i wyremontowali w Łodzi przed wakacjami i który też nazwali „Małym Piwkiem”. 
Cdn.


WIKTOR ROLL
EROTYK
Piękne jest zwykle to, co małe /a to oparte jest na faktach/
Niech zejdzie z oczu mych na stałe ta moherowa katarakta.
I ja też lubię to, co tycie, a nie z tych większych gabarytów…
Tylko się przytul…
W meandrach uczuć zaplątani - co kot napłakał snu mamy tyle
Lecz ja wie pani… proszę pani - lubię te chwilę!

180 STOPNI
Jakoś pisać to jest trudniej, kiedy minie już „południe”
Słowo w wersy nie ma „przecieku”, a do tego rozłąka
Dziwna myśl wciąż się błąka – Kochankowie Trzeciego Wieku?
A ty mi dziś powiesz… nasze życie w połowie…
W sposób dziwnie nieskazitelny – obróciło nam zda się
… właśnie w owym czasie o kont prawie powiedzmy półpełny!

MASZ POETĘ
Jakież to wiatry chyba szczęśliwe przywiodły nas do parku wspomnień
Oczy to miała takie tkliwe - wzrok skierowany tylko do mnie…
I mimo różnic w pokoleniach… „dycha to jednak jest, co nie coś
Bez wątpliwości przecież cienia dostrzegłem w Tobie tą kobiecość”.
A twarz oblana rumieńcem szczerym (jak dzięcielina, co tam pała)
Bo u mnie dwa i dwa to cztery i żebyś sobie nie myślała!


ZOFIA ROSIAK
WYMARZONA
Złocista sukienka faluje na wietrze.
Kasztanowe włosy morzem pachną jeszcze.
Gdy zamykam oczy - czuję fale ciepła.
To była ta chwila, gdy ona mnie urzekła.
Usta koralowe, oczy ciemno brąz.

Stojąc na pomoście, jakby chciała lecieć
hen daleko stąd, z wiatrem, z ptakami.
Myślałem o niej długo i myślę o niej wciąż.
Może tu ją spotkam… może znów za rok.


ELŻBIETA SKAŁBANIA
KIEDY UMRĘ
a kiedy umrzeć przyjdzie mi
jesienią albo latem
pożegnam Ziemię, miłość, sny
by złączyć się z Wszechświatem.

kosmiczny wiatr poniesie mnie
z szybkością błyskawicy
przez pustkę, ogień, lód i dotyk gwiazd,
ślad komet i mgławicę

pokonam czas, zrozumiem sens
czym bezsens jest istnienia
w bezczasie będę krążyć wciąż
do granic zrozumienia

aż dotrę tam. Gdzie światło jest,
gdzie Bóg, gdzie koniec, gdzie początek,
gdzie nowe światło rodzi się
osnowa Świata, wątek

stanę się światłem - nie znika nic
co żyło, żyje i żyć będzie
zmiany postępem, życiem są
w kosmicznym wirze, pędzie

stanę się smugą blasku by
melodią być dla gwiazd
i będę żyć nie jeden raz
bo o tym wciąż nie wiecie?
miliony razy żyje się
na Ziemi i Wszechświecie

TAK RANO
tak rano
a tak szaro
jakby zapadł zmierzch
słońce ugrzęzło w sieci
zdradą jak świat starą
cień śmierci
cień życia
cierń tęsknoty
smutek wabił grzech
zniknęła radość
umarł śmiech
obawa jak meduza
lepiła się do rąk
iść czy czekać
marzenia legły w gruzach
miłość daleko stąd

SAMOTNOŚĆ SOSNY
na skraju lasu
samotna sosna
pilnowała horyzontu
słońce i księżyc tuliła w konarach
z wiatrem nuciła leśne melodie
tęsknie zawodziła z burzą i deszczem
gwiazdy głaskała
gdy przygasały nad ranem
stara sosna
strażniczka pocieszycielka
strofowała krzykliwe ptaki
kołysała do snu owady
w azylu korzeni
chroniła zwierzęta
cieniem i ciszą
samotna sosna
nie była samotna


MARIA MARTA SZPROCH
PROFESOROWI JANUSZOWI MOOSOWI
Do Łodzi, od wielu lat, przybywają wyjątkowe osobowości. Do takich
współcześnie należy profesor Janusz Moos. Dyrektor Łódzkiego Centrum
Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. Jego osiągnięcia
we wdrażaniu nowatorskich Technologii docenia TV-3 Łódź, umieszczając
z nim wywiad na ten temat. Na swoich wykładach często zadawał pytania
o zrozumienie podawanych zadań.
Tak Panie Profesorze
zrozumieliśmy,
że wraz z przekazywaną
	wiedzą
łączysz serce oddane
	młodzieży
i jej osiągnięciom.

DANUSI I JANUSZOWI
BRODOWICZOM
Danusia i Janusz
To dobrana para.
Potrafią smakować życie
w najlepszych wymiarach.

Dom w Łodzi, wokół wielki ogród
Ze stawem pełnym ryb.
Wszystko płotem ogrodzone.
To Janusz zaprojektował ten Raj.
Danusia dla koleżanek
Zawsze bardzo miła.
Zimą ogień w kominku rozpala.

Oranżeria i salon
swoją wyniosłością
przyciągają gości
najwybredniejszych.

Gusta zaspokoić może
ta oaza spokoju i wyborności.


JADWIGA TERESA WEWIÓRSKA
ŻYCIE - KSZTAŁTUJE ŻYCIE
- Wyrosłaś wśród myśliwych
Dzisiaj w gronie polujesz
Odporna wszelkim trudom
Męczysz nogi polami
Oblepionymi grudą
Bywa nocą z księżycem
Wplatasz się w dzikie życie
Lornetka, fuzja i pas
Łąki, pola i las
- Są potrzebne do tego
	Oli - Babcia

SPOJRZENIE Z BOKU
Kiedy myśliwska brać, kończyła swoje łowy,
W drodze miała dom, zawsze na gości gotowy.
W nim często przy herbatce toczono tematy
O polu otwartym, w zwierzynę bogaty.
Każdy z myśliwych miał myśliwskie spojrzenie
I na to, co trzeba pilnie zrobić w terenie.
Że i serca otwarte mają pasjonaci,
O porach myślą i strzegą polowań daty.
A kiedy już czas wyjść z fuzyjką na ramieniu
Wtedy, atmosfera w gronie, równa jest wrzeniu.
Dopiero na polach wyciszają swe myśli,
By sprostać celowi, w jakim tutaj przyszli.
Że sprawa poważna, powagi wymaga
Każdy poważnieje, gdy do celu się składa.
Gdy w łowach brak „pudła” - radość z tego ogólna
A później w domach fuzyjki czyszczą
Bo fuzje są ładne, kiedy sobie błyszczą
A jeszcze zdań kilka, umieszczę w treści toku
Wychodzili rano, wracali o zmroku.
Utrudzeni, ale szczęśliwi - nie na niby,
A jak po kieliszku - zupełnie na pół żywi.
Kiedy o żony ktoś mnie zapyta - powiem,
Że bardziej są samotne, niż inne w dobie
Fuzja więcej znaczy niż żona, bo - „kochanka”
Bierze ją na ramię i nosi ją od ranka
Nie czuje ciężaru, więc na nią się nie złości
A ona nie czeka i nie pragnie litości.

WIADOMOŚCI
Same złe wieści niosą dzienniki
Wiek mamy światły - Czemu więc dziki
Ludzie tak, jakby żyć mieli wiecznie
Nie myślą o tym, że to niebezpieczne
Bo zło może tylko zło wyzwolić
I zjawi się to, co żyć nie pozwoli
Co sobą ogarnia całą kulę ziemską
Co dla wieku światłego, będzie wielką klęską.

Co jakiś czas świat wojną zionie
Przyjdzie, że ze wzrostem postępu,
W broni utonie
Same złe wieści niosą dzienniki
Ścinanie głów, mordy przeklęte
Boże odpowiedz
- Dlaczego DOBRO, nie jest nam święte.

WIĘZY
Kocham Łęczycę, po jej granice
Stąd mnie wyniosło w dorosłe życie
Za czas dzieciństwa, za czas młodości
Kocham Łęczycę mnóstwem miłości

Za wiek jej sędziwy, za jej historię
Za stare ulice, kocham Łęczycę
Za dom, co był nasz, za nową jej twarz
Za z nią związanie i dzisiejszym życiem.

Kocham Łęczycę, za wszystkie doznania
Za wszystkie spotkania,
Których tu nie wyliczę
Kocham Łęczycę!!!
 

EWA ZAWADZKA
O WIOŚNIE
Wiosna zasiała ziarnko nowego życia
Urodzi się dziecię z zieloną czupryną.
Z jej łez, słonecznego uśmiechu,
Kołysanki wiatru i ćwierkania pliszki
Wyrośnie zapach maja.

TETE - a - TETE na łacińską nutę
Miłość owinięta prześcieradłem namiętności
w makijażu pożądania, czeka - na sygnał,
ukryty w klawiaturze dłoni.
Rozpoczyna się uwertura
w dwuosobowej damsko - męskiej obsadzie.

AKT PIERWSZY
To flircik - delikatne piano po klawiszach.
To ciche takty gamy
skomponowane na linii ciała.
To miłosne nuty w wyczekiwaniu konsensusu
do rozpoczęcia drugiego aktu.

Kończy się antrakt
Odsłaniając kulisy ponętnego allegro.
Trwa koncert z elementami:
con brio,  con fuoco i concitato.
Muzyczne brzmienia wchodzą
na najwyższe rejestry rozkoszy,
by w odpowiednim momencie
przerwać narastające passio.
Delikatne pianissimo
Przykrywa opadająca kurtyna,
a echa zakończonej melodii
słychać jeszcze w TRZECIM AKCIE.

W DUECIE
Wtulona w Twoje myśli,
ogrzana oddechem,
bezpieczna w uścisku ramion
Pokrzepiona szeptem najcieplejszego słowa.

 Jestem szczęśliwa

W oczach Twoich przegląda się słońce.
Ja z apetytem miłość zajadam na śniadanie.
Pocałunek wyhaftował na mej twarzy uśmiech.
Moje serce - miły, pachnie konwaliami.

Kocham świat, bo Ty jesteś cząstką,
a ja Twoją połówką.
Ty -  jesteś cały mój.

Jestem szczęśliwa.

***
Mówiłeś, że jestem truskawką
słodką i smaczną.
Winoroślą zgrabną i smukłą.
Jabłuszkiem rumianym,
różyczką pachnąco o świcie.
Kotkiem, misiem i wystraszoną myszką.
Twoją milutką przytulaną,
przy której, chłonąc zapach piersi zasypiałeś.

Teraz nic nie mówisz.
Delikatność i pieszczota zdematerializowały się.
Odwracasz się ode mnie
i chrapiąc mruczysz swoją kołysankę. 


JADWIGA ZELER
POGADUSZKI Z BASIĄ
Kiedyś napisałam
„dwoje na huśtawce”.
Chciałaś zmienić żartem na troje.
Teraz jestem sama i huśtać się boję.

Miałaś nie płakać,
miałaś nie tęsknić.
Jak to nie?
Kto tego posłucha?
Bo ja nie.

RYBY
Na aksamicie marcowej nocy
ktoś pięknie wyhaftował Ryby
- znak zodiaku przecudnej urody.
Płynie teraz z obłoczkami,
Choć bez wody.

Nie wszystkie rybki śpią w jeziorze,
są takie, co pływają po niebie
i zerkają ciekawie na Ciebie.

LEGENDA O IVARZE – JARLU Z LUTOMIERSKA

Wreszcie jest. Dnia 7 lipca A. D. 2021 odebrałem od Wydawnictwa EXALL kolejną książkę. Janusz Andrzej Berner Ivar jarl – Vikingr z Łodzi.
Egzemplarzy było tyle, że musiałem, po ich odbiór, przyjechać specjalnym pojazdem (wraz ze swoim „bliźniakiem”).
Posted on Category: Bez kategorii. Możliwość komentowania LEGENDA O IVARZE – JARLU Z LUTOMIERSKA została wyłączona

ŻYCZENIA Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH

Kochani z okazji zbliżających się świąt Wielkiej Nocy, życzę Wam byście kroczyli przez życie po dywanie utkanym z żonkili, a z Tęczowego Mostu niechaj spływa na Was łaska Najwyższego.

WIELKANOC VIKINGRA

Posted on Category: Bez kategorii. Możliwość komentowania ŻYCZENIA Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH została wyłączona