POMNIKI WIELKICH ŁODZIAN

ikona-poezje

POMNIKI WIELKICH ŁODZIAN

Jest taka jedna ulica w mieście,
która na co dzień historią żyje,
nastaje wieczór więc tam wyruszam,
me serce wtedy tak dziwnie bije.

Docieram szybko do centrum Łodzi,
przechodzi obok milcząca para,
nagle ktoś do mnie cicho podchodzi,
patrzę … Erato – w ręku kitara.

Musnęła lekko dłonią mą rękę
i raptem wokół się rozjaśniło,
spojrzałem nagle wielce zdziwiony
bo … kilkadziesiąt lat ubyło.

To było dziwne, widzę tablice:
Piotrkowska , Główna – taki róg?
Idę powoli w kierunku Nawrot
cóż mam powiedzieć – tak chciał Bóg.

Spoglądam, Jaracz siedzi na ławce,
usiadłem obok – rzecz oczywista,
w filmach grał przecież dwadzieścia razy,
ról teatralnych miał ze trzysta.

Chwilkę rozmawiam z wielkim aktorem,
– w łódzkiej Viktorii grał na scenie,
widownia cała go doceniała,
ja także jego talent cenię.

Jeżeli kiedyś będziesz przechodził,
naszą „Pietryną” obok pomnika,
uchyl swą głowę przed wielkim mistrzem,
który w historii Łodzi przemyka.

Dziękuję ciepło za miłe słowa
idę deptakiem, dalej, w górę
Ewangelicką mijam, po prawej
– na lewo kufer stoi pod murem.

Reymont poprosił bym przy nim usiadł,
nie musiał powtarzać mi tych słów;
proszę: o Łodzi przedwojennej,
jak ją widziałeś – mów mi, mów.

Czytałem „Chłopów” przed wielu laty,
„Ziemię … ” widziałem kilkakroć w kinie,
to dzięki Tobie mistrzu pióra
pamięć o dawnej Łodzi nie zginie.

Mówił mi o tym jak wyglądała,
kiedy ją widział przed wielu laty
wręcz pochłaniałem jego słowa
– zbiór informacji przebogaty.

Bywaj – rzekł do mnie wielki Noblista,
z wielkim szacunkiem go pożegnałem
– on nagle zniknął, gdzieś ze swym kufrem
i już go więcej nie widziałem.

Ruszyłem dalej, do magistratu,
tam Schiller stoi w alei swojej
– wielki reżyser, związany z Łodzią,
powiedział do mnie z niepokojem:

„Tragedia panie w grodzie nad Łódką,
aż strach pomyśleć co będzie dalej,
gdyż uciekają z naszego miasta
najbardziej znane festiwale.

Trzeba coś zrobić jak najszybciej,
by Łódź ponownie wypłynęła,
więc czyńmy wszystko żeby tak było,
czas jak najprędzej ruszyć do dzieła”.

Cóż mogłem na to mu odpowiedzieć,
– rację rozmówcy zaraz przyznałem,
ze smutkiem swoją głowę zwiesiłem,
z żalem z Schillerem się pożegnałem.

Poszedłem dalej, podczas wędrówki,
siadłem na ławce obok Tuwima
zaraz zapytał – czemuś tak smutny,
skąd na twej twarzy skwaszona mina?

Opowiedziałem mu o KULTURZE,
on odpowiedział: do góry głowa,
przecież Ty także jesteś poetą,
niechaj usłyszą wszyscy Twe słowa.

Podziękowałem za dobrą radę,
za to, że pisał o naszej Łodzi
i że ją sławił w swoich wierszach
– zawsze dla niego była pierwsza.

Wiele pomników jest na Piotrkowskiej,
lecz jest najstarszy, zgadnij, który?
Tak, oczywiście, to Jan Gutenberg
– na wszystkich Łodzian spogląda z góry.

Tuż za Przejazdem, po prawej stronie
pilnuje starej kamienicy,
gdzie drukowano pierwszą gazetę
najbardziej znaną w okolicy.

Ten mistrz drukarski wynalazł czcionkę,
to dzięki niemu są dziś gazety,
jest zbyt wysoko, więc nie rozmawia,
wyruszam dalej, no cóż … niestety.

Dwa kroki dalej, zdziwiony widzę,
stoi instrument, środek chodnika
– mistrz Artur przecież daje swój koncert,
niesie się wokół piękna muzyka.

Usiadłem obok, przy Rubinsteinie,
Chopin w wspaniałym wykonaniu,
nikt nigdy , nigdzie nie grał lepiej
jak ten wirtuoz fortepianu.

Miałeś koncerty na całym świecie,
sławiłeś Polskę i Fryderyka
w Łodzi stawiałeś swe „pierwsze kroki”
– odkryto w Tobie talent muzyka.

Nieraz, gdyś wracał tutaj po latach
łza Ci się w oku zakręciła,
bo prawdę mówiąc rodzinne miasto
to Twoja „mała ojczyzna” była.

Na pożegnanie zagrał mi walca,
tak oczywiście, cis – moll Chopina,
podziękowałem za piękny koncert
bo na mnie czeka dalsza „Pietryna”.

Tuż za Mayera stoi „Grand Hotel”
„Aleja gwiazd” przed nim się ściele
– najwięksi ludzie filmu, teatru
związani z Łodzią przez lat wiele.

Między Zieloną a Cegielnianą
pomnik lampiarza na drabinie,
wkręca żarówkę by było widniej,
pamięć o dawnej Łodzi nie zginie.

Mówił mi o tym jak przed stu laty,
gdy oświetlenie było gazowe
tutaj co wieczór chodził latarnik
– zapalał lampy karbidowe.

Dalej tuż obok, za Cegielnianą
trzech fabrykantów rozmawia sobie:
Poznański, Grohman wraz z Scheiblerem
– przysłuchiwałem się ich rozmowie.

Opowiadali o „złotych” czasach,
latach, gdy miasto się rozwijało,
teraz już w Łodzi o bawełnie
ledwie wspomnienie pozostało.

„Manufaktura” ponownie żyje
dzięki handlowi i kulturze,
fabryki w lofty się przemieniają,
zamiast zakładów biurowce stają.

Myślę panowie, wtrącam te słowa,
że Łódź na sukces jest „skazana”
– znowu po latach wróci do nas
ponownie „ZIEMIA OBIECANA”.

Z szacunkiem grzecznie się pożegnałem
na północ miasta kieruję kroki
dochodzę wkrótce na plac Wolności,
a tam po środku … pomnik wysoki.

Na skrzyżowaniu Średniej z Piotrkowską
Kościuszko dumnie spogląda z góry,
większa atrakcja w centrum Łodzi
niźli w stolicy – Pałac Kultury.

Bacznie pilnuje: naszego grodu,
przez ponad osiem dziesięcioleci,
i symbol miasta – łódkę z wiosłem,
wszystkich mieszkańców, a zwłaszcza dzieci.

O wolność Polski i Ameryki
walczył ten wielki, dzielny generał,
teraz na nasze miasto nad Łódką
przez długie lata będzie spozierał.

Nie rozmawiałem z naczelnikiem,
gdyż na kolumnie stoi nad placem,
poszedłem w lewo ponad sto metrów,
a pomnik … jeszcze nieraz zobaczę.

Nadjechał tramwaj łódzki – czerwony,
wsiadłem, na „Górniak” nim dojadę,
za szybą widzę nowe tablice
a na nich całkiem inne ulice.

Jadę Zachodnią od Legionów,
zerkam … Próchnika, Więckowskiego,
Zieloną mijam, dalej Kościuszki
– kilka pałaców widzę do tego.

Szóstego Sierpnia wnet przecinamy,
Andrzeja Struga i Zamenhoffa,
dojeżdża tramwaj do Mickiewicza
i tu spoglądam nowa ulica.

Patrzę , a w dali znajomy róg,
nie ma już Głównej lecz Piłsudskiego,
gdy nie wierzycie możecie sprawdzić
– Ty koleżanko i Ty kolego.

Podróż trwa dalej po łódzkich torach,
Kościuszki, Żwirki skręcamy w lewo,
w prawo – Piotrkowską ponownie mamy
kilka pomników tu oglądamy.

Jan Paweł II – nasz Papież, pielgrzym,
stoi tuż obok łódzkiej „świątyni”,
którą fundował Grohman z Scheiblerem
razem z Poznańskim (między innymi).

Dalej Piotrkowska – Przybyszewskiego,
tu na cokole spogląda z góry …
ponownie wielki polski noblista,
Władysław Reymont – rzecz oczywista.

Jedziemy dalej, dom przed Sieradzką,
a na nim „Góral” stoi wysoko.
Czemu tak stoi, myślę że wiecie?
– On musi mieć na „Górniak” oko.

Koniec podróży, a przy placu
– Niepodległości, tuż przed kościołem,
patronka Łodzi, święta Faustyna
patrzy na przyszłość ze spokojem.

Sądzę podobnie jak Ty czytelniku,
że gdyby „Wielcy Łodzianie” żyli,
wraz ze mną, o lepsze jutro miasta
z całą pewnością by „zawalczyli”.

Tutaj zakończę swoją opowieść,
w tym miejscu koniec mojej podróży,
myślę, że czas Wam szybko minął
i pewnie … wcale się nie dłużył.

Jeżeli przeczytałeś powyższy tekst i zechcesz uszczknąć odrobinę historii naszej „Małej Ojczyzny”, wybierz się na „odkrywczą” wyprawę – śladem POMNIKÓW WIELKICH ŁODZIAN. Zabierz, koniecznie, mój przewodnik, który z pewnością, ułatwi Tobie poszukiwania. W czasie spaceru możesz natknąć się jeszcze na inne pomniki:

Życzę szczęścia, powodzenia,
spotka Cię nie lada gratka,
gdyż na szlaku swej wędrówki
spotkasz też … misia Uszatka.

Janusz Andrzej Berner
Łódź: 16 lutego 2011 r. (1.13 p. m.)

Przez całe życie byłem emocjonalnie związany ze swoim rodzinnym miastem i tak jest do chwili obecnej.