VII SPOTKANIE W BARZE MLECZNYM „SMAKOSZ”
26 lutego 2010 r.
VII SPOTKANIE W BARZE MLECZNYM
Bar Mleczny „Smakosz” Łódź, ul. Andrzeja Struga nr.7
Organizatorzy Agnieszka Battelli oraz Grupa Literacka „CENTAURO”.
Podczas wieczoru przedstawiłem swoje najnowsze wiersze pt.: SPOTKANIE, WSPOMNIENIE*, WSPOMNIENIE** oraz WEEKEND.
SPOTKANIE
Spotkaliśmy się po latach.
W drobnych dłoniach trzymałaś piękną pąsową różę,
której zapach był przeznaczony tylko dla mnie.
Milcząc wtuliliśmy się w siebie, jak dawniej
i nie była to tylko chwila.
Porwałaś mnie do śródmiejskiego zacisza.
Ciepły klimat – cicho grająca muzyka płynąca z oddali.
Lampka czerwonego wina – lekkie oszołomienie.
Tyle słów niewypowiedzianych – czas i odległość były przeszkodą.
Nagle …jeden z naszych ulubionych utworów
– krótkie spojrzenie, błysk oczu. Wstaliśmy.
Przenieśliśmy się niczym wehikułem czasu do tamtych lat.
W powolnym tańcu, zatrzymały się wskazówki zegara.
Upojeni, oszołomieni, szczęśliwi … wyszliśmy nad ranem.
Rozstaliśmy się, pozostawiając w swych sercach siebie,
a Ty zjawisz się ponownie z podmuchem Północnego Wiatru i …
Janusz Andrzej Berner
Łódź – 18 lutego 2010 r. (2.30 p. m.)
WSPOMNIENIE*
Zerwałem kolejną kartkę
z kalendarza wspomnień.
Kropla rosy, przytulona cicho
do źdźbła trawy parowała powoli
muskana przez promień słońca,
niczym spragnieni kochankowie
– jak my przed laty.
Zniknęła? – nie, zasiliła obłok
zawieszony w dalekiej przestrzeni,
by wrócić ponownie w postaci kropli deszczu
– jak TY.
Janusz Andrzej Berner
Łódź – 12 stycznia 2010 r.; 10 p. m.
WSPOMNIENIE**
Kropla deszczu bezszelestnie spłynęła po mej twarzy.
Wyzwoliła wspomnienia – nasz spacer przed laty,
w cieniu śródmiejskich kamienic,
patrzących na najdłuższy deptak Europy … BIGIEL.
Przytuleni , oszołomieni sobą, zakochani szliśmy przed siebie.
Deszcz dla nas nie istniał (chociaż padał),
nie było kamienic, nie widzieliśmy mijających nas ludzi
– byliśmy tylko … MY.
Janusz Andrzej Berner
Łódź – 20 lutego 2010 r. (7.01 p. m.)
WEEKEND
Piątkowy wieczór – Piotrkowska. Znajomy lokal S.
Ten sam stolik. Ta sama miła obsługa (jak zwykle).
Świece oświetlające swymi tańczącymi płomieniami
szklankę bursztynowego napoju wywołują refleksy i … refleksje.
Nastraja mnie to do rozmyślania nad tym co było, jest i będzie
(niczym trzy Norny – boginie przędzące nić życia).
Wypijam kolejny łyk boskiego nektaru mając świadomość,
że może (jeden z dziesięciu) wspomoże kulturę.
To nie jest wymysł: w jednym mieście K., w pewnym kraju D.,
pewien browar C. przeznacza dziesiątą część swoich zysków na
KULTURĘ.
Być może łódzcy poeci i artyści też zostaną zauważeni.
Ostatnia kropla płynu zwilżyła moje wargi.
Pozostały dwa dni weekendu – jutro (być może) wysączę
łyk piwa na szczytny cel, ale tym razem … nie sam.
Janusz Andrzej Berner
Łódź -19 lutego 2010 r. (7.22 p. m.)